Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Inny wiatr [The Other Wind - pl]
Inny wiatr [The Other Wind - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Inny wiatr [The Other Wind - pl]

Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:

Mimo powrotu prawowitego króla w Ziemiomorzu nie dzieje się najlepiej. Prosty czarownik Olcha we śnie odwiedza krainę umarłych, gdzie przebywa jego ukochana żona. Jej pocałunek staje się początkiem zmian. Umarli pragną opuścić swój kraj, a Olcha może otworzyć im drogę. Zwraca się zatem o pomoc do dawnego Arcymaga Geda, który posyła go do Tenar, Tehanu i młodego króla w Havnorze. Wraz z dziewczyną-smokiem Irian muszą stawić czoło największemu z zagrożeń.
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 51
Перейти на страницу:

Po chwili Mistrz Przywołań sztywno skłonił głowę.

Obok niego pojawił się niski, przysadzisty mężczyzna. Popatrzył z uśmiechem na Lebannena, unosząc laskę ze srebrzystego drewna.

— Panie — rzekł — kiedyś, dawno temu, zaprowadziłem cię do Wielkiego Domu i opowiedziałem stek kłamstw.

— Hazard! — wykrzyknął Lebannen. Spotkali się na trapie i objęli. Pogrążeni w rozmowie zeszli na ląd.

Onyks jako pierwszy podążył za królem. Z powagą i szacunkiem przywitał Mistrza Przywołań, potem odwrócił się do Hazarda.

— Jesteś teraz Mistrzem Wiatrów? — spytał i także go objął. — Godny mistrz, doprawdy. — Odprowadzając Hazarda na bok, zaczął mówić coś szybko, marszcząc czoło.

Lebannen wezwał pozostałych pasażerów, by zeszli na ląd. Przedstawiał ich kolejno dwóm mistrzom z Roke, Mistrzowi Przywołań Brandowi i Mistrzowi Wiatrów Hazardowi.

Na większości wysp Archipelagu ludzie nie dotykali dłoni na powitanie, jak to było w zwyczaju na Enladzie, jedynie skłaniali głowy albo unosili ręce do serca w geście oddania. Gdy Irian i Mistrz Przywołań stanęli naprzeciw siebie, nie uczynili żadnego gestu. Stali sztywno ze spuszczonymi rękami.

Księżniczka dygnęła nisko, sztywno.

Tenar skłoniła głowę, Mistrz Przywołań odpowiedział tym samym.

— Kobieta z Gontu, córka Arcymaga, Tehanu — przedstawił Lebannen.

Tehanu pochyliła głowę i położyła dłoń na sercu, lecz Mistrz Przywołań spojrzał na nią wstrząśnięty i cofnął się, jakby otrzymał bolesny cios.

— Pani Tehanu — powiedział szybko Hazard, występując naprzód pomiędzy nią i swego towarzysza. — Witamy cię na Roke, z szacunku dla twego ojca, matki i ciebie samej. Mam nadzieję, że miałaś miłą podróż.

Tehanu spojrzała na niego zaskoczona i skuliła się w niezręcznym ukłonie, kryjąc twarz. Ledwo zdołała wyszeptać jakąś odpowiedź.

Oblicze Lebannena przypominało maskę z brązu, spokojną i pogodną.

— Tak, podróż mieliśmy dobrą, Hazardzie, choć wciąż nie wiemy, jak się zakończy. Czy zatem ruszymy już przez miasto? Tenar, Tehanu, księżniczko, Orm Irian? — Ostatnie imię wymówił ze szczególnym naciskiem.

Ruszył naprzód z Tenar, pozostali podążyli jego śladem. Gdy Seserakh zeszła na ląd, śmiałym gestem odrzuciła czerwony welon.

Hazard szedł z Onyksem, Olcha z Seppelem, Tosla został na statku. Jako ostatni przystań opuścił Mistrz Przywołań Brand. Szedł samotnie ciężkim krokiem.

* * *

Tenar wielokrotnie wypytywała Geda o Gaj. Lubiła, kiedy jej go opisywał.

— Z początku, na pierwszy rzut oka, przypomina zwykły zagajnik. Niezbyt wielki. Na północy i wschodzie pod samą jego granicę podchodzą poła. Na południu i zachodzie otaczają go wzgórza. Wygląda zwyczajnie, a jednak przyciąga wzrok i czasami z Pagórka Roke widać, że to las ciągnący się bez końca. Próbujesz dostrzec jego granice, ale nie możesz, ciągnie się daleko na zachód… A kiedy nim wędrujesz, znów wydaje się zwyczajny, choć drzewa należą w większości do gatunku rosnącego tylko tam, są wysokie, o brązowych pniach, czasem przypominają dęby, czasem kasztanowce.

— Jak się nazywają?

Ged roześmiał się.

— Arhada, w Dawnej Mowie. Drzewa… Po hardycku drzewa Gaju. Ich liście nie opadają jesienią, lecz częściowo o każdej porze roku, toteż zawsze jest tam zielono z przebłyskami złota. Nawet w mroczny dzień drzewa zdają się przechowywać w sobie blask słońca. A nocą nigdy nie zapada tam prawdziwy mrok. Liście migoczą niczym promienie gwiazd, księżyca. Rosną tam wierzby, dęby i świerki, a także inne gatunki. Gdy jednak wchodzisz głębiej, widzisz ich coraz mniej, a coraz więcej drzew Gaju. Korzeniami sięgają głębiej niż korzenie wysp. Niektóre są potężne, inne smukłe. Niewiele jednak znajdziesz powalonych, niewiele młodych. Żyją bardzo, bardzo długo. — Mówił miękkim głosem, rozmarzony. — Możesz wędrować bez końca w ich cieniu, w ich blasku, i nigdy nie opuścić Gaju.

— Czy Roke jest aż tak duża?

Spojrzał na nią z uśmiechem.

— Lasy tu, na górze Gont, są tym samym lasem. Wszystkie lasy.

A teraz sama ujrzała Gaj. W ślad za Lebannenem pokonali kręte zdradzieckie uliczki Thwil. Przez jakiś czas wokół nich zbierali się mieszkańcy miasta wychodzący na powitanie króla, ale powoli zostawali w tyle, gdy podróżnicy opuścili miasto i ruszyli drogą pomiędzy żywopłotami i farmami. Stopniowo droga zwężała się, zamieniała w ścieżkę mijającą wysokie, okrągłe wzgórze. Pagórek Roke.

Ged opowiedział jej także o Pagórku. W tym miejscu każda magia nabiera siły. Wszystko ma swoją prawdziwą postać.

— Tylko tam — rzekł — nasza magia i Dawne Moce ziemi spotykają się, łączą w jedno.

Wiatr szeleścił długą suchą trawą na wzgórzu. Źrebię osła galopowało na sztywnych nogach po rżysku, wymachując ogonem. Wzdłuż ogrodzenia przecinającego wąski strumyk wędrowało powoli stado krów. A w dali widać było drzewa, ciemne cieniste drzewa.

Lebannen pierwszy pokonał wał i mostek wiodący na słoneczną łąkę na skraju lasu. Przy strumieniu dostrzegli niewielki, rozsypujący się dom. Irian oderwała się od grupy, pobiegła naprzód, wśród traw, do domu i pogładziła ręką futrynę, tak jak zwykle po długiej nieobecności gładzi się i wita ukochanego konia lub psa.

— Kochany dom. — Odwróciła się do nich z uśmiechem. — Mieszkałam tu, kiedy byłam Ważką.

Rozejrzała się, mierząc wzrokiem pierwsze drzewa, a potem pobiegła naprzód.

— Azver! — zawołała.

Z cienia wynurzył się człowiek. Stanął w słońcu; jego włosy połyskiwały niczym czyste srebro. Stał bez ruchu. Irian podbiegła do niego. Uniósł ręce, a ona pochwyciła je mocno.

— Nie oparzę cię, tym razem cię nie oparzę — mówiła, śmiejąc się i płacząc bez łez. — Zgasiłam swój ogień!

— Córko Kalessina, witaj w domu.

— Jest ze mną moja siostra.

Wówczas Azver odwrócił swą twarz — jasną, twardą kargijską twarz — i spojrzał wprost na Tehanu. Podszedł do niej i ukląkł na oba kolana.

— Hama Gondun! — powiedział i dodał ponownie: — Córko Kalessina.

Tehanu przez moment trwała bez ruchu. Powoli wyciągnęła do niego prawą spaloną rękę, szpon. On skłonił się, ujął ją i ucałował.

— To dla mnie zaszczyt, że mogłem przepowiedzieć twoje przybycie, Kobieto z Gontu — rzekł z pełną zachwytu czułością.

Potem wstał i ukłonił się przed Lebannenem.

— Witaj, mój królu.

— Rad jestem, mogąc ujrzeć cię ponownie, Mistrzu Wzorów. Sprowadziłem do twej samotni cały tłum.

— W mojej samotni i tak panuje tłok — odparł Mistrz Wzorów. — Kilka żywych dusz pomoże przywrócić tu równowagę.

Jego oczy, jasne niebiesko-zielone oczy patrzyły na nich bystro. Nagle uśmiechnął się, ciepło, szeroko. Uśmiech ten nie pasował do jego twardej twarzy.

— Widzę też kobiety z mojego ludu — powiedział po kargijsku i podszedł do Tenar i Seserakh.

— Jestem Tenar z Atuanu, z Gontu. Moja towarzyszka to Najwyższa Księżniczka Wysp Kargadzkich.

Mistrz Wzorów ukłonił się głęboko. Seserakh odpowiedziała sztywnym dygnięciem. Z jej ust wylał się potok kargijskich słów.

— Och, panie kapłanie, cieszę się, że tu jesteś. Gdyby nie moja przyjaciółka Tenar, oszalałabym. Myślałam już, że na świecie nie pozostał nikt, kto potrafi mówić jak człowiek, poza głupimi kobietami, które przysłano ze mną z Awabath. Ale uczę się mówić jak oni i uczę się odwagi. Tenar to moja przyjaciółka i nauczycielka, lecz zeszłej nocy złamałam tabu! Złamałam tabu. Och, panie kapłanie, proszę, powiedz mi, jak mam to odpokutować? Szłam Smoczą Drogą!

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 51
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)