Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 978-83-7648-377-1
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:
— Trevor Likely, szefuniu.
— Nutt, nadrektorze.
Ridcully zmrużył oczy.
— Tak… Nutt… — wymruczał, myśląc o zaklęciach w kieszeni. — Ściekacz świec, tak? No więc możesz się na coś przydać. Proszę mówić, panie Stibbons.
Myślak Stibbons pokazał im piłkę.
— Domyślacie się, co to takiego?
Nutt wyjął mu ją z ręki i kilka razy odbił o podłogę. Gloing! Gloing!
— Wydaje się, że to zwyczajna sfera, choć formalnie wydaje mi się, że w rzeczywistości to ikosaedr o ściętych wierzchołkach, utworzony metodą zszycia pewnej liczby pięciokątów i sześciokątów z grubej skóry, jednak szycie oznacza otwory, a przez otwory ucieka powietrze… Aha, tutaj jest szew, widzi pan? Musi tam być jakiś wewnętrzny pęcherz, prawdopodobnie zwierzęcy. Balon, można powiedzieć, okryty skórą ze względu na jej lekkość i elastyczność. Proste i eleganckie.
Oddał piłkę Myślakowi, który stał z otwartymi ustami.
— Czyżby wiedział pan wszystko, panie Nutt? — zapytał z sarkazmem urodzonego pedagoga.
Nutt zastanawiał się dobrą chwilę, nim odpowiedział.
— Nie mam pewności co do wielu szczegółów, proszę pana.
Myślak usłyszał za sobą parsknięcie i poczuł, że się czerwieni.
Został potraktowany z wyższością przez ściekacza, nawet jeśli Nutt był najmniej powściągliwym erudytą, jakiego w życiu spotkał.
— Wiecie, gdzie można zrobić kopię tej piłki? — odezwał się głośno Ridcully.
— Sądzę, że tak — odparł Nutt. — Wydaje się, że naszym przyjacielem będzie tutaj krasnoludzia guma.
— Przy Starej Szewskiej jest kupa krasnoludów, którzy mogą taką zrobić, szefuniu — zapewnił Trev. — Na pewno sobie poradzą, ale będą chcieli zapłaty, zawsze chcą. Nic na kredyt, kiedy się gada z krasnoludem.
— Proszę dać tym dwóm młodym dżentelmenom dwadzieścia pięć dolarów, panie Stibbons, dobrze?
— To dużo pieniędzy, nadrektorze.
— No tak. Jednak krasnoludy, choć są solą ziemi, nie bardzo sobie radzą z małymi liczbami, a mnie zależy na pośpiechu. Jestem przekonany, że mogę powierzyć pieniądze panu Likely’emu i panu Nuttowi. Prawda?
Powiedział to serdecznie, ale w jego głosie zabrzmiał ton ostrzeżenia. Trev w każdym razie bardzo szybko zrozumiał ten podtekst: mag może człowiekowi zaufać z powodu piekielnej przyszłości, jaką potrafi na niego sprowadzić, gdyby ów człowiek zawiódł to zaufanie.
— Na pewno może nam pan wierzyć, szefuniu.
— Tak, tak właśnie myślałem.
Kiedy zniknęli, odezwał się Myślak Stibbons.
— Powierzył im pan dwadzieścia pięć dolarów?
— Tak, rzeczywiście — przyznał z satysfakcją Ridcully. — Ciekawie będzie zobaczyć, co z tego wyniknie.
— Mimo to, nadrektorze, muszę stwierdzić, że nie było to rozsądne posunięcie.
— Dziękuję za pańską opinię, panie Stibbons, ale chciałbym delikatnie panu przypomnieć, kto tu jest szefuniem.
Glenda i Juliet wróciły do domu trollibusem, co było kolejną ekstrawagancją, ale Glenda miała przy sobie więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek widziała naraz. Wcisnęła banknoty pod stanik, w stylu madame, i miała wrażenie, że same z siebie wydzielają ciepło. Ale na trollu były bezpieczne. Ktoś, kto chciałby napaść trolla, musiałby użyć domu na kiju.
— Słuchaj, wiem, że świetnie się bawiłaś — tłumaczyła Glenda. — Ale pokazywanie ubrań to nie jest prawdziwa praca. Mam rację?
Nie jest. W prawdziwej pracy o wiele mniej się zarabia.
Skąd się to wzięło? Jula nawet nie otwierała ust, a trolla porastał ciągle górski mech i pewnie miał jednosylabowe słownictwo. To ja pomyślałam, uznała. Tu chodzi o marzenia, prawda? Ona jest marzeniem. Muszę przyznać, że ta mikrokolczuga to dobry materiał, ale na niej się skrzył.
I co mogę powiedzieć? Pomagasz w kuchni. Jesteś użyteczna i pomocna, jeśli akurat nie śnisz na jawie, ale nie potrafisz prowadzić rachunków ani układać tygodniowego jadłospisu. Co byś zrobiła beze mnie? Jak byś sobie poradziła z dala ode mnie, w cudzoziemskich krajach, gdzie ludzi są dziwni?
— Muszę ci otworzyć rachunek w banku — powiedziała głośno. — To będzie nasza mała tajemnica, dobrze? Takie twoje oszczędności na przyszłość.
— A jeśli tato się nie dowie, że mam te pieniądze, nie zabierze mi ich i nie wysika pod murem — odparła Juliet, spoglądając na poważną, obojętną twarz trolla.
Gdyby Glenda umiała powiedzieć Pas devant le troll, na pewno by to zrobiła. Ale to była prawda. Pan Stollop zarządził, że wszystkie rodzinne zarobki zbierane są w jednej puli, którą on trzyma, a potem są wydawane w barze Pod Indykiem w Jarzynach, by w końcu ściekać do kałuży w cuchnącym zaułku za oberżą.
Zdecydowała się na:
— Nie ujęłabym tego w taki sposób.
Gloing! Gloing!
Nowa piłka była jak zaczarowana, to pewne. Odbijała się i — niczym kierowana własną wolą — trafiała do czekającej dłoni Treva. Chętnie zaryzykowałby kopnięcie, ale Nutt i piłka pociągnęły już za nimi orszak ciekawskich urwisów, dających gwarancję, że więcej by już jej nie zobaczył.
— Jesteś pewien, że wiesz, jak to działa? — zapytał Nutta.
— O tak, panie Trev. To o wiele prostsze, niż się wydaje, choć wielościany będą wymagały pewnego wysiłku, jednak ogólnie…
Czyjaś dłoń opadła nagle na ramię Treva.
— No, no… Trev Likely — odezwał się Andy. — I jego pieszczoszek, którego, jak słyszałem, trudniej zabić niż karalucha. Coś się dzieje, Trev, prawda? A ty mi powiesz, co takiego. Zaraz… A co to jest, co masz w ręku?
— Nie dzisiaj, Andy. — Trev cofnął się o krok. — Masz szczęście, że nie skończyłeś na Tantach, gdzie by pan Raz-A-Dobrze brał twoją miarę na konopny kołnierz.
— Ja? — zdziwił się Andy z niewinną miną. — Nic nie zrobiłem! Nie mogę odpowiadać za to, co wyczynia ten tępak Stollop. Ale coś się kroi wokół piłki, nie? Vetinari chce przy niej grzebać.
— Może daj spokój, co? — mruknął Trev.
Grupa za Andym była większa niż zwykle. Bracia Stollopowie rozsądnie oszczędzali ostatnio ulicom swej obecności, ale tacy jak Andy zawsze znajdą zwolenników. Jak to mówią, lepiej stać przy Andym niż przed nim. A z Andym człowiek nigdy nie wiedział, kiedy…
Kordelas w mgnieniu oka znalazł się w jego dłoni. To był właśnie cały Andy. Cokolwiek wewnątrz trzymało w cuglach jego pierwotną wściekłość, mogło zniknąć ot tak, w mgnieniu oka. I teraz zbliżała się klinga, a na niej wypisana była przyszłość Treva — bardzo krótkimi słowami. Ale nagle zatrzymała się w powietrzu i zabrzmiał głos Nutta:
— Sądzę, Andy, że mogę ścisnąć z dostateczną siłą, by twoje kości się pokruszyły. Ludzka ręka ma dwadzieścia siedem kości i naprawdę wierzę, że przy odrobinę większym nacisku każda z nich stanie się bezużyteczna. Jednakże chciałbym dać ci szansę zmiany twoich obecnych intencji.
Twarz Andy’ego pokryła mieszanina kolorów: bladość, która była niemal błękitna, i wściekłość, niemal purpurowa. Spróbował się wyrwać, ale Nutt stał spokojnie, całkowicie nieporuszony.
— Brać go! — syknął Andy, zwracając się do świata w ogólności.
— Chciałbym z żalem przypomnieć panu, że mam jeszcze jedną rękę — rzekł Nutt.
Musiał ścisnąć, bo Andy wrzasnął, kiedy palce wgniotły się w rękojeść broni.
Trev dobrze wiedział, że Andy nie ma przyjaciół — ma klakierów. Teraz patrzyli na swojego pokonanego przywódcę i patrzyli na Nutta. I bardzo dobrze widzieli nie tylko, że Nutt ma jeszcze wolną rękę, ale też co potrafi nią zrobić. Nie ruszyli się.