Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 106
Перейти на страницу:

Popychana przez sherry, podeszła do nich niespiesznie.

— To musi kosztować mnóstwo forsy — odezwała się do bliższego z nich.

Wyglądał na nieco zakłopotanego jej zaczepką.

— Szczera prawda. Księżycowe srebro, tak to nazywają. Mówią, że wchodzi do mody, ale ja tam nie wiem. Nie daje się wyostrzyć, nie zatrzyma porządnej krawędzi… A jeszcze trzeba Igorów, żeby je wytopić. Mówią, że jest więcej warte od platyny. Ale dobrze wygląda i mówią, że prawie się nie czuje, że się je nosi. Mój dziadek nie nazwałby tego metalem, lecz cóż, mówią, że trzeba iść z duchem czasu. Osobiście nie powiesiłbym tego nawet na ścianie, ale co tam…

— Dziewczęce pancerzyki — mruknął drugi strażnik.

— A o co chodzi z tymi mikrokolczugami? — spytała Glenda.

— A, to zupełnie inna para nagolenników, panienko — zapewnił pierwszy. — Słyszałem, że założyli kuźnię i wykuwają je tutaj, w mieście, bo tu są najlepsi majstrowie. Niezła robota, co? Kolczuga cienka jak materiał i mocna jak stal. Mówią też, że kiedyś stanieje, a najbardziej to…

— Hej, Glenda, zgadnij kto to!

Ktoś puknął Glendę w ramię. Odwróciła się i zobaczyła przy sobie wizję ciężko, lecz gustownie uzbrojonej piękności. To była Juliet, ale Glenda poznała ją tylko po tych mlecznoniebieskich oczach, gdyż przyjaciółka nosiła brodę.

— Madame uznała, że powinnam to mieć — wyjaśniła. — Nic nie jest krasnoludzie, jeśli nie ma też brody. Co myślisz?

Tym razem sherry zdążyła pierwsza.

— Właściwie to całkiem ładnie — stwierdziła Glenda, wciąż w stanie lekkiego szoku. — Wszystko jest bardzo srebrzyste…

Broda była żeńska, poznała bez trudu. Wyglądała na ufryzowaną i stylową, i nie miała w sobie kawałków szczura.

— Madame mówi, że zarezerwowała dla ciebie miejsce w pierwszym rzędzie — poinformowała Juliet.

— Och, nie mogłabym usiąść w pierwszym… — zaczęła odruchowo Glenda.

Ale sherry wtrąciła się natychmiast:

— Zamknij się i przestań myśleć jak twoja matka, dobrze? Idź i usiądź w tym nieszczęsnym pierwszym rzędzie!

Jedna z wszędzie obecnych młodych kobiet wybrała ten właśnie moment, by wziąć Glendę za rękę i poprowadzić jej nieco niepewne stopy przez cichnący z wolna chaos i przez drzwi, z powrotem do krainy baśni. Rzeczywiście czekało na nią miejsce.

Szczęśliwie było trochę z boku. Glenda umarłaby ze wstydu, gdyby miała usiąść w samym środku. Ścisnęła oburącz torebkę i zaryzykowała spojrzenie wzdłuż rzędu. Nie był zajęty wyłącznie przez krasnoludy; siedziało tam kilka ludzkich dam, ubranych wytwornie i trochę zbyt chudych (zdaniem Glendy). Były niemal obraźliwie swobodne i wszystkie rozmawiały.

Kolejna sherry tajemniczo pojawiła się w jej ręku. Gwar ucichł, ucięty ostro jak toporem, madame Sharn wyszła zza zasłony i zaczęła przemawiać do zatłoczonej sali. Szkoda, że nie mam lepszego płaszcza, pomyślała Glenda. Wtedy właśnie sherry otuliła ją i ułożyła do snu.

Glenda zaczęła znowu myśleć jakiś czas później, kiedy trafił ją w głowę bukiet kwiatów. Uderzyły tuż ponad uchem, a gdy wokół posypały się kosztowne płatki, spojrzała na rozpromienioną, jaśniejącą twarz Juliet na samym brzegu pomostu, krzyczącą właśnie:

— Unik!

Leciało więcej kwiatów, ludzie stali i klaskali, była muzyka i ogólnie ogarnęło ją takie wrażenie, jakby stała pod wodospadem bez wody, ale z niewyczerpanymi strugami dźwięku i światła.

A spośród nich eksplodowała Juliet; skoczyła na Glendę i zarzuciła jej ręce na szyję.

— Ona chce, żebym znowu to robiła — oznajmiła zdyszana. — Mówi, że mogę pojechać do Quirmu, nawet do Genoi! Mówi, że zapłaci mi więcej, jak nie będę pracować dla nikogo innego, i że świat jest ostrygą. Nie wiedziałam!

— Ale przecież masz już stałą pracę w kuchni… — odpowiedziała Glenda, zaledwie w trzech czwartych drogi do przytomności. Później, o wiele częściej, niżby chciała, przypominała sobie, jak wygłaszała te słowa, gdy wokół rozbrzmiewały oklaski.

Poczuła lekki nacisk na ramieniu — obok stanęła jedna z tych nieodróżnialnych młodych kobiet z tacą.

— Madame przesyła pozdrowienia, panienko, i chciałaby zaprosić panienkę oraz pannę Juliet na spotkanie w swoim buduarze.

— To miło z jej strony, ale powinnyśmy chyba… Powiedziałaś: w buduarze?

— Tak. Może jeszcze coś do picia? To przecież ważna uroczystość.

Glenda rozejrzała się po rozgadanym, roześmianym, a przede wszystkim pijącym tłumie. W sali było gorąco jak w piecu.

— Dobrze, ale jednak nie sherry, jeśli można. Masz coś bardzo zimnego i musującego?

— Oczywiście, panienko. Mnóstwo.

Dziewczyna wyjęła dużą butelkę i fachowo napełniła wysoki, żłobiony kieliszek czymś, co wyglądało jak bąbelki. Glenda wypiła i bąbelki wypełniły ją także.

— Mmm… całkiem dobre — uznała. — Trochę jak dorosła lemoniada.

— W taki sposób pije ją madame, rzeczywiście.

— Ehm… A ten buduar jest duży? — zainteresowała się Glenda, dość chwiejnie podążając za dziewczyną.

— Och, myślę, że całkiem spory. Jest tam już chyba ze czterdzieści osób.

— Naprawdę? To duży buduar.

Dzięki bogom, pomyślała. Przynajmniej ta zagadka została rozwiązana. Powinni w książkach zamieszczać porządne wyjaśnienia.

Nigdy nie była pewna — ponieważ nie miała pojęcia, co to jest buduar — co można w nim znaleźć, kiedy człowiek sam się w nim znajdzie. Przekonała się, że zawiera w sobie ludzi, gorąco i kwiaty — nie w bukietach, ale w kolumnach, w wysokich stosach napełniających powietrze mdlącą perfumą, gdy ludzie wypełniali całą resztę ciasno upakowanymi słowami. Chyba nikt nie mógł zrozumieć, co mówi ktoś inny, choć może nie to było ważne. Może ważne było, żeby być tutaj i być widzianym, jak się to mówi.

Goście rozstąpili się i zobaczyła Juliet, nadal w migotliwej kolczudze i nadal z brodą. Salamandry błyskały przez cały czas, co wskazywało na ludzi z ikonografami, prawda? Brukowe azety pełne były zdjęć ludzi błyszczących na obrazkach. Nie miała na nie czasu. Jednak gorsze było to, że jej niechęć nie miała dla nich żadnego znaczenia. Błyszczeli i tak. A teraz stała wśród nich Juliet, błyszcząca najbardziej ze wszystkich.

— Chyba przydałoby mi się trochę świeżego powietrza — mruknęła Glenda.

Przewodniczka poprowadziła ją delikatnie do dyskretnych drzwi.

— Toalety są tam, proszę pani.

I były — tyle że długie, przyjemnie oświetlone pomieszczenie też wyglądało jak z bajki, całe w draperiach i aksamitach. Piętnaście zaskoczonych wizerunków Glendy spoglądało na nią z piętnastu luster. Było to tak przytłaczające, że musiała usiąść w bardzo kosztownym fotelu na wygiętych nogach, który także okazał się bajkowo wygodny…

Ocknęła się gwałtownie, wyszła chwiejnie i zagubiła się w ciemnym świecie zastawionych skrzynkami cuchnących korytarzy, aż w końcu natrafiła na bardzo wielką salę. Wyglądała raczej jak pieczara… Na drugim końcu były szerokie, podwójne drzwi, prawdopodobnie zawstydzone tym, że wpuszczają do wnętrza szare światło, które nie tyle rozjaśniało, ile oskarżało. Podłogę zaścielał chaos pustych wieszaków i pudeł. W jednym miejscu woda przeciekała przez dach i na kamieniach uformowała się kałuża, mocząc jakąś tekturę.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)