Oko czasu [Time's Eye - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М., Кларк Артур Чарльз
- Серия: Odyseja czasu #1
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Vis-
- ISBN: 978-83-61516-00-2
- Переводчик: Stefan Baranowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:
Grupa usadowiła się na wspaniałych sofach, a słudzy i majordomusi zaczęli krążyć z jedzeniem i napojami i konferencja się rozpoczęła. Tłumaczenie, prowadzone przez greckich uczonych i de Morgana, było powolne i niekiedy denerwujące. Ale stale posuwali się do przodu, czasami z pomocą map, rysunków czy nawet napisów gryzmolonych na macedońskich woskowych tabliczkach albo na kawałkach papieru, które Ruddy lub Josh wyrwali ze swych notesów.
Zaczęli od wymiany informacji. Ludzie Aleksandra nie byli zaskoczeni Złym Okiem w Jamrud, które ciągle unosiło się nad placem apelowym. Od dnia gdy „słońce przeskoczyło na niebie”, jak to określali Macedończycy, ich wywiadowcy widzieli identyczne obiekty nad całą doliną Indusu. I podobnie jak Brytyjczycy, Macedończycy szybko przywykli do tych milczących, unoszących się w powietrzu obserwatorów i traktowali ich tak samo lekceważąco.
Sekretarz Eumenes, który również był realistą, mniej się interesował takimi tajemnicami niż polityką przyszłości, która przywiodła tych obcych na Granicę. Minęło trochę czasu, zanim Eumenes i pozostali zrozumieli, że Brytyjczycy i grupa Bisesy w rzeczywistości należą do różnych epok, chociaż dzieląca ich różnica, zaledwie około stu pięćdziesięciu lat, była niczym w porównaniu z dwudziestoma czterema stuleciami dzielącymi czasy Aleksandra i Bisesy. Mimo to, gdy kapitan Grove naszkicował tło dziewiętnastowiecznego Wielkiego Polowania, Eumenes szybko zrozumiał, o co chodzi.
Bisesa spodziewała się, że sprawa konfliktu z dwudziestego pierwszego wieku będzie dla Macedończyków mniej zrozumiała, ale kiedy Abdikadir opowiedział o zasobach ropy naftowej w środkowej Azji, odezwał się Eumenes. Pamiętał, jak na brzegach rzeki, która jak wywnioskowała Bisesa, leżała w granicach współczesnego Iranu, w pobliżu miejsca, gdzie rozbito namiot Króla, wytrysnęły z ziemi dwa strumienie dziwnej cieczy.
— Nie różniła się smakiem czy kolorem od oliwy z oliwek — powiedział Eumenes — chociaż tamtejsza ziemia nie nadawała się dla oliwek. — Mimo to, powiedział, Aleksander zastanawiał się nad pożytkiem, jaki mogą przynieść takie odkrycia, gdyby były powszechne, chociaż jego prorok, Aristander, potraktował to jako zapowiedź czekającej ich ciężkiej pracy.
— Przybywamy tutaj w różnym czasie, aby zrealizować nasze różne pragnienia — powiedział Eumenes. — I pokonujemy dzielące nas tysiąclecia. Może to jest szlak wiodący do wieczności.
Sam Aleksander mówił niewiele. Siedział na swym tronie, wsparłszy głowę na dłoni, z półprzymkniętymi oczami, od czasu do czasu podnosząc wzrok z tą dziwną, zniewalającą nieśmiałością. Prowadzenie spotkania pozostawił głównie Eumenesowi, który robił na Bisesie wrażenie spryciarza, oraz Hefajstionowi, który przerywał Eumenesowi, domagając się wyjaśnień czy nawet sprzeciwiając się swemu koledze. Było oczywiste, że istnieje między nimi silne napięcie, ale, pomyślała Bisesa, może Aleksander był rad, że ci potencjalni rywale są podzieleni.
Następnie tematem dyskusji stało się znaczenie tego, co ich wszystkich spotkało: w jaki sposób historia mogła się rozpaść na kawałki i dlaczego.
Wydawało się, że Macedończycy nie byli tym specjalnie poruszeni, jak Bisesa naiwnie sobie wyobrażała. Nie mieli najmniejszych wątpliwości, że plastry czasu są dziełem bogów i wyrazem ich nieprzeniknionych zamiarów; ich światopogląd, który nie miał nic wspólnego z nauką, był Bisesie zupełnie obcy, ale zarazem na tyle elastyczny, że obejmował takie tajemnicze wydarzenia. Byli twardymi wojownikami, którzy pokonali tysiące kilometrów i podobnie jak ich greccy doradcy, byli intelektualnie nieustępliwi.
Sam Aleksander wydawał się urzeczony filozoficznymi aspektami sytuacji.
— Czy zmarli mogą ożyć? — mruknął swym gardłowym barytonem. — Bo ja jestem dla was od dawna martwy… I czy można cofnąć przeszłość, naprawić stare krzywdy, wymazać żale?
Abdikadir mruknął do Bisesy:
— Człowiek, który ma na swych rękach, tyle krwi co ten Król, musi uważać ideę naprawy przeszłości za nader interesującą…
Hefajstion mówił:
— Większość filozofów traktuje czas jako pewien cykl. Jak bicie serca, jak zmianę pór roku, jak przybywanie i ubywanie księżyca. W Babilonie astronomowie skonstruowali kalendarz kosmiczny oparty na ruchach planet, w którym Wielki Rok trwa, jak mi się wydaje, dłużej niż czterysta tysięcy lat. Kiedy planety skupią się, tworząc pewien szczególny układ, wybuchnie potężny pożar, a znów inny układ planet poprzedzi nadejście „zimy”, którą zapoczątkują powodzie… Niektórzy utrzymują nawet, że przeszłe wydarzenia dokładnie powtarzają się w kolejnych cyklach.
— Ale ten pogląd niepokoił Arystotelesa — powiedział Aleksander, który, jak przypomniała sobie Bisesa, był jego uczniem.
— Jeżeli będę żył zarówno przed, jak i po upadku Troi, to co było przyczyną tej wojny?
— Ale mimo to — powiedział Hefajstion — jeżeli coś jest w tej idei cykli, wówczas wiele dziwnych spraw można wytłumaczyć. Na przykład wyrocznie i proroków, jeżeli czas przebiega cykle, być może proroctwo jest w tej samej mierze sprawą pamiętania wydarzeń z zamierzchłej przeszłości, co wizją przyszłości. A dziwne pomieszanie czasów, którego właśnie doświadczamy, wydaje się wtedy znacznie bardziej zrozumiałe. Zgadzasz się z tym, Arystandrze?
Stary jasnowidz skinął głową.
I tak rozmowa z udziałem Aleksandra, Hefajstiona i Arystandra ciągnęła się, często biegnąc zbyt szybko dla niepewnego łańcucha tłumaczy, którzy nie byli w stanie nadążyć.
Ruddy był urzeczony.
— Cóż to za wspaniali ludzie — wyszeptał.
— Dość filozofii — powiedział Eumenes, praktyczny jak zawsze. I wezwał zebranych, by zastanowili się, co robić dalej.
Kapitan Grove powiedział, że ma pewną propozycję. Brytyjski oficer przyniósł ze sobą atlas — dosyć przestarzały, nawet według jego standardów, bo pochodzący z wiktoriańskiej szkoły — i teraz go rozłożył.
Macedończycy znali mapy i sposoby ich sporządzania. W rzeczywistości przez cały czas kampanii Aleksander miał przy sobie greckich geodetów i kreślarzy, aby sporządzali mapy lądów, które penetrował i podbijał; wiele z nich było prawie nieznanych w starożytnej Grecji, z której pochodził. Dlatego Macedończycy byli zaintrygowani atlasem i w podnieceniu stłoczyli się wokół małej książki. Byli zaintrygowani jakością druku, kształtem czcionki i jaskrawymi kolorami. Wyglądało na to, że bez trudu akceptują fakt, iż świat w rejonie Morza Śródziemnego, jaki znali, jest jedynie częścią planety i że sama planeta jest kulą, jak przewidywał Pitagoras na wiele stuleci przed czasami Aleksandra. Faktycznie Arystoteles, nauczyciel Aleksandra, napisał całą książkę na ten temat. Co do Bisesy, rozbawił ją wielki różowy pas oznaczający terytoria Imperium Brytyjskiego u szczytu jego rozkwitu.
W końcu zirytowany Aleksander zażądał, aby podano mu atlas. Był jednak skonsternowany, gdy na mapie Ziemi zaznaczono granice jego imperium.
— Myślałem, że odcisnąłem na świecie wyraźny ślad, ale jest tutaj tak wiele krain, których w ogóle nie widziałem — powiedział.
Korzystając z atlasu, kapitan Grove powiedział, że jego propozycja polega na tym, żeby ich połączone siły udały się do Babilonu.
Abdikadir próbował wyjaśnić sprawę sygnałów radiowych odebranych przez Sojuz. Jak można było przewidzieć, było to dla wszystkich zaskakujące, dopóki Ruddy i Josh nie wpadli na szczęśliwe porównanie.
— To jak dźwięk niesłyszalnych trąbek — powiedział Ruddy. — Albo blask niewidzialnych luster…