Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 84
Перейти на страницу:

De Morgan zwrócił uwagę na skomplikowany system kanalizacji i studzienki ściekowe.

— Musimy o tym opowiedzieć Kiplingowi — powiedział ironicznie. — Ruddy to wielki fan kanałów ściekowych. Mówi, że to oznaka cywilizacji.

Ziemia była zadeptana i pokryta koleinami. Kiedy Bisesa zanurzyła dłoń w pyle, stwierdziła, że jest pełen szczątków rozbitych statków, były tam kawałki potłuczonej ceramiki, bransolety z terakoty, gliniane kulki, fragmenty figurek, kawałki metalu, które wyglądały jak odważniki handlarzy i tabliczki pokryte pismem, którego nie znała. Każdy centymetr kwadratowy ziemi wydawał się zadeptany; pod jej stopami poniewierały się pozostałości sprzed wielu stuleci. To miejsce musiało stanowić jakiś relikt z czasów dawniejszych niż Brytania, dawniejszych nawet niż czasy Aleksandra, na tyle dawnych, że pokrył je pył jej własnej epoki. Był to dowód, że ten fragment świata był kiedyś zamieszkany, że przez długi, długi czas istniała tutaj cywilizacja i że otchłanie czasu, które wydobyła na światło dzienne Nieciągłość, są pełne nieznanego.

Ale miasto było opustoszałe, jak gdyby jego mieszkańcy po prostu spakowali się i odeszli przez kamienistą równinę. Eumenes zastanawiał się, czy w wyniku Nieciągłości rzeki zmieniły bieg i czy ludzie nie udali się w poszukiwaniu wody. Ale to wszystko wydawało się dotyczyć bardzo odległej przeszłości.

Tajemnica tego miasta pozostała nierozwiązana. Żołnierze, zarówno Macedończycy, jak i Brytyjczycy, byli wystraszeni tym pustym, rozbrzmiewającym echem miejscem, tym miastem, które przypominało słynną Marie Celeste. Ruszyli dalej, nie zatrzymując się nawet na noc.

Po kilku dniach marszu kolumna armii Aleksandra dotarła do Jamrud, budząc zdumienie i konsternację po obu stronach.

Casey, który wciąż poruszał się o kulach, pokuśtykał w stronę Bisesy i wziął ją w objęcia.

— Nigdy bym w to nie uwierzył. Ale smród. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.

— Tak to jest, gdy się je curry przez dwa tygodnie i mieszka w skórzanym namiocie. To dziwne, Jamrud wydaje mi się teraz prawie jak dom, Rudyard Kipling i w ogóle.

Casey chrząknął.

— Coś mi mówi, że to przez jakiś czas będzie dla nas jedyny dom, bo na razie nie widzę żadnego śladu drogi powrotnej. Chodźmy do fortu. Wiesz, co udało się sprokurować Abdikadirowi? Prysznic. Zamierza pokazać tym barbarzyńcom, do czego to służy, w każdym razie tym bystrzejszym…

Kiedy znalazła się w forcie, otoczyli ją Abdikadir, Ruddy i Josh, spragnieni jej wrażeń. Jak można się było spodziewać, Josh nie mógł się jej doczekać i zmarszczył twarz w uśmiechu. A ona cieszyła się, że jest znów w jego towarzystwie.

Zapytał:

— Co myślisz o naszym nowym przyjacielu, Aleksandrze? Bisesa westchnęła ciężko.

— Musimy z nim żyć. Jego siły przewyższają liczebnie nasze — to znaczy, kapitana Grove’a — mniej więcej w stosunku sto do jednego. Myślę, że w obecnej chwili Aleksander to jedyna tutejsza atrakcja.

— A Bisesa niezawodnie myśli — dodał Ruddy aksamitnym głosem — że Aleksander to fajny facet z tymi swoimi przejrzystymi oczyma i lśniącymi włosami, które spływają mu na ramiona…

Josh zarumienił się wściekły. Ruddy powiedział:

— Co ty na to, Abdi? Nie każdy może stanąć twarzą w twarz z taką rodzinną legendą.

Abdikadir uśmiechnął się i przejechał ręką po swych jasnych włosach.

— Może jednak zastrzelę mego pra-do-entej-potęgi-dziadka i udowodnię, że te wszystkie paradoksy są mimo wszystko fałszywe… — Ale chciał przejść do rzeczy. Palił się, żeby coś Bisesie pokazać i to nie ten swój opatentowany prysznic. — Wybrałem się do tego kawałka dwudziestego pierwszego wieku, który nas tu przywiódł, Biseso. Była tam jaskinia, którą chciałem zbadać…

Zaprowadził ją do magazynu w forcie. Uniósł w górę wielki karabin. Był owinięty brudnymi szmatami, ale naoliwiony metal aż lśnił.

— Mieliśmy raport wywiadu, że to się tutaj znajduje — powiedział. — To był jeden z celów naszej misji tamtego dnia. — Były tam granaty błyskowo-hukowe, kilka starych sowieckich granatów. Schylił się i podniósł jeden z nich; przypominał puszkę umocowaną na patyku. — Niewiele tych zapasów, ale to zawsze coś.

Josh ostrożnie dotknął kolby karabinu.

— Nigdy nie widziałem takiej broni.

— To kałasznikow. W moich czasach to był antyk, broń pozostała po sowieckiej inwazji, to znaczy z pięćdziesiąt lat przed naszą epoką. Wyobrażam sobie, że nadal działa bez zarzutu. Ci bojownicy na wzgórzach zawsze kochali tę broń. Nie ma bardziej niezawodnej. Nawet nie trzeba jej czyścić, czego zresztą wielu spośród nich nigdy nie robiło.

— Maszyny do zabijania z dwudziestego pierwszego wieku — powiedział Ruddy nerwowo. — Niesamowite.

— Pytanie — powiedziała Bisesa — co z tym zrobić. Czy można usprawiedliwić użycie tej broni przeciw, powiedzmy, armii z epoki żelaza, bez względu na szanse?

Ruddy popatrzył na broń.

— Biseso, nie mamy pojęcia, co nas tam czeka. Nie wybraliśmy tej sytuacji i bez względu na to, jaka istota czy zdarzenie rzuciły nas tutaj, niezbyt się przejmowano naszym losem. Chcę powiedzieć, że subtelne kwestie moralne nie mają tu nic do rzeczy i że nakazem chwili jest pragmatyzm. Czy nie było głupio nie zatrzymać tych narzędzi ze stali?

Josh westchnął.

— Jesteś pompatyczny jak zawsze, Ruddy, mój przyjacielu. Ale muszę się z tobą zgodzić.

Oddział armii Aleksandra rozbił obóz o pół kilometra od Jamrud. Wkrótce rozpalono ogniska i oczom Anglików ukazała się zwykła osobliwa mieszanina bazy wojskowej i wędrownego cyrku. Owego pierwszego wieczoru między dwoma obozami panowała ogromna nieufność i zarówno brytyjscy, jak i macedońscy żołnierze nieustannie patrolowali milcząco uzgodnioną granicę.

Ale drugiego dnia lody zaczęły pękać. W rzeczywistości zapoczątkował to Casey. Spędziwszy jakiś czas w strefie granicznej, tkwiąc naprzeciw niskiego, przysadzistego macedońskiego weterana, który wyglądał na jakieś pięćdziesiąt lat, Casey za pomocą gestów wyzwał go na pojedynek. Bisesa wiedziała, o co chodzi: był to dość popularny w wojsku zwyczaj, zgodnie z którym trzeba było stanąć do jednominutowej walki pozbawionej wszelkich reguł, w której wszystkie chwyty były dozwolone i po prostu starać się dać przeciwnikowi jak największy wycisk.

Pomimo jego agresywnego nastawienia dla każdego było oczywiste, że jednonogi Casey nie jest w stanie stanąć do takiej walki i pałeczkę przejął kapral Batson. Kiedy rozebrał się do spodni, wyglądał na brata bliźniaka przysadzistego Macedończyka. Szybko zebrał się mały tłumek, a kiedy rozpoczęła się walka, po obu stronach rozległy się okrzyki dopingujące własnego zawodnika.

— Przywal mu, Joe!

— Alalalalai!

Casey mierzył czas walki i przerwał ją po regulaminowej minucie, kiedy to Batson oberwał już niemało, a Macedończyk miał chyba złamany nos. Nie było wyraźnego zwycięzcy, ale Bisesa zobaczyła, że stopniowo zaczyna rodzić się wzajemny respekt, szacunek jednego walczącego żołnierza dla drugiego, tak jak zamierzał Casey.

Do następnej walki nie brakowało chętnych. Kiedy jeden z sipajów wyszedł z walki ze złamaną ręką, wkroczyli oficerowie. Ale Macedończycy zaproponowali nowy rodzaj zawodów; tym razem miała to być gra o nazwie sphaira. Jak się okazało, ta macedońska tradycja polegała na grze skórzaną piłką, typu łap-i-biegnij, coś w rodzaju brytyjskiego rugby lub amerykańskiego futbolu, ale była o wiele bardziej brutalna. Casey znów wziął w niej udział, wytyczając boisko, uzgadniając reguły gry i obejmując rolę sędziego.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)