Oko czasu [Time's Eye - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М., Кларк Артур Чарльз
- Серия: Odyseja czasu #1
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Vis-
- ISBN: 978-83-61516-00-2
- Переводчик: Stefan Baranowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:
Później kilku brytyjskich żołnierzy próbowało nauczyć Macedończyków zasad krykieta. Serwujący ciskali twardą, korkową piłkę, poobijaną od zbyt częstego używania, w kierunku pasa ziemi, oznakowanego skombinowanymi na poczekaniu palikami, a zawodnicy wybijający piłkę z radością wywijali kijami własnej produkcji. Bisesa i Ruddy stanęli na chwilę, żeby popatrzeć. Gra toczyła się płynnie, choć wyjaśnienie zasady noga-przed-bramką stanowiło prawdziwe wyzwanie dla umiejętności mimicznych żołnierzy.
Wszystko to odbywało się tuż pod unoszącym się w powietrzu Okiem. Ruddy prychnął.
— Ludzki umysł ma niezwykłą zdolność zapominania o czymś dziwnym.
W wyniku jednego z potężnych drajwów piłka zderzyła się z unoszącym się Okiem. Dźwięk był taki, jakby uderzyła w litą skałę. Odbiła się, wpadając w dłonie gracza drużyny atakującej, który triumfalnie uniósł dłonie w lekceważącym geście wobec zawodnika wybijającego. Bisesa zobaczyła, że Oko nawet nie drgnęło pod wpływem tego uderzenia.
Spierając się ze sobą, gracze zbili się w gromadkę. Ruddy pociągnął się za nos.
— Jeśli dobrze rozumiem, spierają się o to, czy odbicie od Oka się liczy!
Bisesa pokręciła głową.
— Nigdy nie wiedziałam, o co chodzi w tej grze.
Dzięki tym wszystkim inicjatywom pod koniec tego drugiego dnia, napięcie i milcząca wrogość w znacznej mierze ustąpiły Bisesa nie była zaskoczona, widząc szeregowców i sipajów wślizgujących się do macedońskiego obozu. Macedończycy byli zadowoleni, mogąc wymieniać żywność, wino, a nawet takie pamiątki jak buty, hełmy i broń z epoki żelaza na szklane paciorki, organki, fotografie i inne świecidełka. Wyglądało też na to, że niektóre obozowe prostytutki są gotowe oferować swoje usługi tym mężczyznom z przyszłości całkiem za darmo.
Trzeciego dnia Eumenes wysłał do fortu szambelana, który wezwał kapitana Grove’a i jego doradców przed oblicze Króla.
22. Mapa
Tym, czego Kola nienawidził najbardziej, był brud. Po kilku dniach spędzonych w mieście namiotów czuł się tak samo brudny jak Mongoł i tak samo zawszony; w rzeczywistości uważał, że przyciąga pasożyty, będąc źródłem niewykorzystanego, świeżego mięsa. Jeżeli trujące jedzenie dotąd go nie zabiło, prawdopodobnie wykrwawi się na śmierć.
Ale Sabie mówiła, że muszą się przystosować.
— Spójrz na Yeh-lii — powiedziała. — To cywilizowany człowiek. Myślisz, że dorastał pokryty gównem? Jasne, że nie. A jeśli on potrafi to wytrzymać, to ty też.
Oczywiście miała rację. Ale to nie czyniło życia wśród Mongołów ani trochę łatwiejszym.
Czyngis-chan sprawiał wrażenie człowieka cierpliwego.
Na świecie stało się coś niezrozumiałego. I czymkolwiek to było, rozłupało mongolskie imperium, jak tego dowodziło odcięcie yam, wielkich, rozsianych po całym imperium stacji przesiadkowych i kurierów. Cóż, Czyngis-chan zbudował imperium raz i bez względu na stan świata uczyni to znowu, on albo jego uzdolnieni synowie. Jednak Yeh-lii radził, aby Czyngis-chan poczekał. Mongołowie zawsze mieli w zwyczaju zebranie informacji, zanim postanowią, w jaki sposób zaatakują, a cesarz słuchał swoich doradców.
Jednakże podczas tych narad Czyngis-chan zdawał sobie sprawę z potrzeby utrzymywania żołnierzy w dobrej formie i zapewnienia im jakiegoś zajęcia. Przygotował surowy program szkolenia obejmujący długie, forsowne marsze i jazdy konne. Zarządził także zorganizowanie battue. Miało to być wielkie polowanie na obszarze wielu kilometrów, które potrwa cały tydzień. Będzie stanowić ćwiczenie w prowadzeniu manewrów przy użyciu broni, utrzymując dyscyplinę i łączność. Było to ważne wydarzenie; polowania, jak również wojskowe metody szkolenia tkwiły u podstaw wyobrażenia o sobie, jakiemu hołdowali Mongołowie.
Tymczasem Sabie zwiedzała miasto jurt. Interesowała się zwłaszcza wojskiem, mając nadzieję, że dowie się, jak walczy.
Dla mongolskich wojowników Sabie była utrapieniem. Kola dowiedział się, że choć zwykłym sposobem starania się o rękę panny było porwanie przyszłej żony z jurty sąsiada, kobiety miały zadziwiające wpływy w społeczeństwie Mongołów, jeżeli tylko należały do Złotej Rodziny. Pierwsza żona Czyngis-chana, Borte, mniej więcej w tym samym wieku co cesarz, miała decydujący głos na dworze w podejmowaniu decyzji. Ale kobiety nie walczyły. Wojownicy mieli się na baczności przed tą dziwną kobietą z niebios w pomarańczowym stroju i nie mieli zamiaru poddawać się jej inspekcjom.
Punkt zwrotny nastąpił, gdy jeden z jeźdźców, upiwszy się sake, zapomniał o mocy niebios i próbował rozedrzeć kombinezon Sabie. Był krępym, potężnym mężczyzną, weteranem pierwszej rosyjskiej kampanii Mongołów i prawdopodobnie był osobiście odpowiedzialny za śmierć setek ludzi, ale nie mógł dać rady sztukom walki z dwudziestego pierwszego wieku. Z obnażoną piersią Sabie w parę sekund powaliła go na ziemię krzyczącego z bólu; miał nogę złamaną w dwóch miejscach.
Po tym zdarzeniu notowania Sabie szybko poszły w górę. Pozwolono jej wchodzić, gdzie tylko chciała, a ona zadbała o to, by opowieść o swym zwycięstwie, odpowiednio ubarwiona dotarła do dworu. Ale Kola zauważył, że Mongołowie zaczęli się jej lękać, a to na pewno nie służyło ich sprawie.
Kiedy do tego doszło i on zaczął się jej lękać. Jej strach dawno minął i w miarę upływu czasu, gdy bezkarnie przekraczała kolejne bariery, nabrała pewności siebie i zdecydowania. Można by pomyśleć, że kiedy znalazła się na tym skrawku trzynastego stulecia, obudziło się w niej coś pierwotnego.
Tymczasem Kola spędzał czas w towarzystwie Yeh-lii, głównego administratora imperium.
Przyszedłszy na świat w jednym z sąsiednich krajów, Yeh-lii dostał się do mongolskiego obozu jako więzień; będąc z wykształcenia astrologiem, szybko zdobył sławę w tym imperium analfabetów. Yeh-lii i innym wykształconym ludziom na dworze dalekowzroczny Czyngis-chan powierzył administrowanie rosnącym imperium.
Yeh-lii wykorzystał Chiny jako model nowego państwa. Wybrał najzdolniejszych spośród więźniów, których Mongołowie przyprowadzili ze swych wypadów do północnych Chin, aby dopomogli mu w realizacji jego projektu i ze zdobytych łupów wydobyli książki i lekarstwa. Kiedyś powiedział skromnie, że podczas epidemii w Mongolii zdołał wielu ludziom uratować życie, stosując chińskie lekarstwa i metody leczenia.
Yeh-lii starał się powściągnąć okrucieństwo Mongołów, odwołując się do ich ambicji. Czyngis-chan w rzeczywistości uważał, że wyludniając Chiny, zyska więcej pastwisk dla swych koni, ale Yeh-lii odwiódł go od tego zamiaru.
— Martwi nie płacą podatków — powiedział. Kola podejrzewał, że jego długofalową ambicją było ucywilizowanie Mongołów, pozwalając, by podbite przez nich osiadłe ludy stopniowo ich wchłonęły, tak jak Chiny wchłonęły poprzednie fale najeźdźców z północnych pustkowi.
Kola nie miał pojęcia, jak się skończy jego własna przygoda. Ale jeżeli miał utknąć tu, na Mirze, największe nadzieje na przyszłość pokładał w takich ludziach jak Yeh-lii. Cieszył się więc, że omawiali wspólnie naturę nowego świata i przygotowywali plany, co mają uczynić.
Yeh-lii był pod wrażeniem pierwszej próby Sabie, która naszkicowała na podłodze mapę świata. Razem z Kolą sporządzili szczegółową mapę całego świata, w oparciu o to, co pamiętał sam Kola i mapy z Sojuza. Yeh-lii był inteligentnym człowiekiem i bez trudności uwierzył, że świat jest kulą — jak wskazywali od dawna greccy i chińscy uczeni, na podstawie zakrzywionego kształtu cienia Ziemi, rzucanego na Księżyc podczas jego zaćmień — i z łatwością pojął ideę odwzorowywania powierzchni kuli na płaszczyznę.