Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 135
Перейти на страницу:

Interesująca konkluzja…

– Raider odmówił poddania się rewizji pod pretekstem, że należy do sekty Potomków Siewców i znajduje się poza podejrzeniami.

Redrak pokiwał głową.

– Tego nam tylko brakowało! Grupa religijnych fanatyków, która zawładnęła superstatkiem…

Wiedziałem o sekcie Potomków wystarczająco dużo, by poczuć się nieswojo.

– Kleń – powiedziałem niemal błagalnie. – Twój wróg jest również naszym wrogiem. Dlaczego chcieliście dokonać rewizji statku sekciarzy?

Milczał tak długo, że straciłem nadzieję na odpowiedź.

– W promieniowaniu raidera nasze detektory wykryły widmo bomby kwarkowej – powiedział wreszcie.

Poczułem strach. Dziki strach człowieka, któremu Ziemia usuwa się spod nóg. Ziemia z dużej litery – nie grunt, nie piasek i glina obcych światów, nie stal podłogi statku, lecz cała planeta.

Ziemia.

Bomba kwarkowa służyła tylko do jednego celu i użyto jej tylko dwa razy. Potem nawet najbardziej wojownicze światy galaktyki przyłączyły się do umowy o zakazie używania tej broni.

Bomba kwarkowa niszczyła całą planetę. I nie istniała żadna możliwość ochrony.

CZĘŚĆ DRUGA

SHEDMON

1. Potomkowie Siewców

Kosmoport Rayswaya nie był zbyt ożywiony. Prócz nas stało tam tylko kilka niezgrabnych statków otoczonych transporterami i patrolowy stateczek, dość nowy, ale niezbyt dobrze uzbrojony. To on przywitał nas przy wyjściu z hiperprzestrzeni i eskortował na planetę – symboliczna ochrona, danina złożona tradycji i ambicjom młodej kolonii.

Siedziałem w swojej kajucie przed szerokim panoramicznym oknem, które tak naprawdę nie było oknem, tylko ekranem. Cienka nitka światłowodów łączyła go z umieszczonym na pancerzu statku obiektywem, rzutując na szklaną błonę obraz wzmocniony fotoelektronowymi powielaczami.

Na zewnątrz była noc. Noc pozbawiona ciemności przez promienie reflektorów i światło dwudziestu dużych i małych księżyców. Magiczna noc pięknej, słabo zaludnionej planety, której stolica nie miała nawet stu mieszkańców; planety pokrytej lasami i łańcuchami przezroczystych jezior. Była tu Świątynia Siewców, więc z czasem mogło rozwinąć się rozumne życie. Ale na planetę przybyli koloniści ze starszych, duszących się z przeludnienia światów i miejscowe życie już nigdy nie wzniesie się na wyżyny rozumu.

Aborcja na kosmiczną skalę – oto czym jest kolonizacja planety niemającej własnego rozumnego życia.

Ale transakcje przeprowadzano tu uczciwie i dotrzymywano umów. Już wczoraj, po tym, jak ostatni inkubator z zarodnikami został sprawdzony i pod ochroną zabrany ze statku, na nasz rachunek n w handlowym banku Shedmona przelano całą uzgodnioną sumę. Władze planety wiedziały, za co płacą. Za rok każda kobieta dostanie na wychowanie pięciu zdrowych, krzepkich malców. A za piętnaście, dwadzieścia lat podwojona ludność planety w dziewięćdziesięciu procentach będzie się składać z młodzieży, która przystąpi do przekształcania swojego świata.

Szkoda tylko, że straci on wtedy wiele ze swojego piękna…

Dańka zajrzał ostrożnie przez uchylone drzwi.

– Mogę?

Skinąłem głową.

– Też nie możesz zasnąć?

– Właśnie. Wcale.

– To się zdarza, gdy czas statku nie pokrywa się z czasem planetarnym. W dzień snujemy się senni jak muchy, w nocy łykamy środki nasenne. Chcesz tabletkę?

– Nie, dziękuję.

Dańka usiadł wygodnie w sąsiednim fotelu, z ciekawością przypatrując się terminalowi komputerowemu.

– Siergiej, mógłbym nauczyć się pracować na tym komputerze? W szkole mieliśmy atari, umiem trochę programować.

– Proszę bardzo. Tym komputerem można dowolnie sterować, nawet głosem. Najważniejsze jest precyzyjne formułowanie zadań, a czasem podpowiadanie optymalnych dróg rozwiązań.

W oknie pojawiła się długa, ciężka maszyna na gąsienicach, pełznąca w stronę naszego statku.

– Przywieźli kompensatory – wyjaśniłem. – Do rana załoga je zamocuje i będziemy mogli startować.

– Nie powinniśmy im pomóc? To znaczy… myślałem o sobie. – Dańka wyraźnie się speszył.

– Raczej nie. Ani ty, ani ja nie znamy się na tutejszej technice na tyle, by pomóc w pracach montażowych. Nasi poradzą sobie z tym znacznie lepiej i szybciej, jeżeli nie będziemy się im plątać pod nogami.

– Źle jest być nieukiem – powiedział poważnie Dańka.

– Jeszcze gorzej stać się zawadą – odparłem.

Przez jakiś czas milczeliśmy. Dańka chyba się przestraszył, że mnie uraził.

– Chcesz się wykąpać? – zapytałem nieoczekiwanie dla samego siebie.

– Co?

– Wykąpać się. W jeziorze innej planety. Przy świetle dwudziestu księżyców. Weźmiemy kuter bojowy, skoczymy tam na dwie godziny, a potem wrócimy i położymy się spać. No to jak?

W oczach Dańki zapłonął zachwyt chłopca, który nigdy nie był w Disneylandzie, raz do roku jeździł nad zbyt bliskie Morze Czarne, a za granicą był tylko w niepodległej Ukrainie.

– Już lecę! – krzyknął, wyskakując z fotela. – Tylko zawołam Trofeum, dobrze?

Jeziorko było małe i okrągłe, a woda ciepła i nieprawdopodobnie czysta. Wystarczyło oddalić się sto kilometrów od stolicy, by jedyną oznaką cywilizacji stał się nasz kuter na brzegu.

Dawno wyszedłem z wody i leżałem na termopodkładce, a Dańka dalej pluskał się w płytkim miejscu. Trofeum biegał przy brzegu, skamląc żałośnie. Zabawne połączenie – psi głos i psia wierność, za to koci wygląd i wstręt do wody.

Piętnaście dużych i pięć małych księżyców na nocnym niebie dawało nieco więcej światła niż ziemski satelita w czasie pełni. Ale to światło składało się z kilku kolorów. Duży księżyc był cytrynowożółty, średnie – pomarańczowoczerwone, a małe asteroidy o nieregularnym kształcie, krążące po niskich orbitach, rzucały białoniebieskie promienie.

Gdy jeden satelita planety zasłaniał drugi, co w ciągu ostatniej godziny zdarzyło się dwa razy, okolica przeobrażała się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Las stawał się tajemniczy i mroczny albo przejrzysty i przyjazny, jakby napełniony własnym blaskiem. Woda w jeziorze migotała błękitem albo mieniła się bursztynowo, reagując na harce księżycowego światła.

Popijałem prosto z butelki słodkie miejscowe wino i myślałem sobie, że Raysway mógłby stać się wspaniałym kurortem. Ciągnęliby tu wszyscy, od poddanych korony Tara do ponurych Klenijczyków i uśmiechniętych palijskich wampirów. O dziwo, pojęcie idealnego piękna jest podobne na wielu planetach…

Ale jaki kurort mógłby przetrwać na peryferiach galaktyki, otoczony wojowniczymi sąsiadami? Żeby przeżyć, wszystkie planety w galaktyce zbroją się po zęby. Tu też powstaną kosmoporty i bazy rakietowe, stacje obserwacyjne i fabryki broni. Tylko w nielicznych skansenach, pod światłem księżyców zmienionych w orbitalne twierdze, będą odpoczywać mieszkańcy sprzymierzonych planet…

Trzeba przyznać, że Siewcy, wielka cywilizacja wojowników i twórców życia, potraktowali galaktykę z dużym poczuciem humoru. Znikli – albo natrafiając na kogoś potężniejszego od siebie, albo wyczerpując w niekończących się wojnach swój życiowy potencjał. Ale pamięć o Siewcach przetrwała w genach stworzonych przez nich światów, w niezniszczalnych twierdzach Świątyń, w nie wiadomo skąd biorących się legendach, w zniszczonych planetach i zgaszonych gwiazdach, które miliony lat temu były areną galaktycznych bitew. Dryfują w kosmosie opustoszałe statki Siewców, starannie się bada żałosne resztki ich broni. Wielcy twórcy życia pozostawili nam w spadku wojnę, śmierć i pragnienie przewyższenia zaginionej rasy.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)