Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 135
Перейти на страницу:

– Wasza wysokość!

– Dobrze, wasza wysokość.

Podniosłem zwierzątko z talerza, posadziłem w zgięciu łokcia i bez pośpiechu ruszyłem do swojego stolika, czując na plecach nienawistne spojrzenia.

Kelner, który przyniósł nam zamówienie, mrugnął do mnie dyskretnie i skierował się do stolika wampirów z wyraźnym zamiarem zabrania rondla. Niezły ma słuch…

Dańka czekał, ściskając rękojeść swojego wibronoża. Chyba miał zamiar przyjść mi z pomocą, gdyby doszło do bójki… Poczułem coś na kształt dumy – nie z siebie, z całej Ziemi.

Mój świat zdobywa sobie reputację. Całkiem nieźle jak na planetę, której nie ma.

– Trzymaj – położyłem zwierzątko na kolanach chłopca. – Trofeum. Pozostałe zaraz wypuszczą.

Dańka przytulił wiercące się „trofeum” i powiedział z zachwytem:

– Nieźle ich nastraszyłeś!

– Nie w tym rzecz, Dańka. Palijczycy nie unikają walki. Po prostu ich świat coś niecoś mi zawdzięcza…

Nalałem sobie pełny kielich wódki, wypiłem, ukroiłem kawałek mięsa. Dańka zapytał, głaszcząc zwierzątko:

– To kotek, tak?

– Coś w tym rodzaju. Możesz go wziąć na statek, powinien dobrze znosić lot.

– Nazwę go Trofeum – oznajmił dzieciak Dobra. Może być Trofeum.

Po ciele rozlewała się euforia. Świat wokół stawał się coraz bardziej przyjemny.

– O, są Ernado i Redrak – chłopiec uniósł się i pomachał im ręką.

Ernado jak zawsze wydawał się niewzruszony, za to Redrak wyraźnie się czymś denerwował. Przywołał kelnera, który chyba postanowił nie oddalać się od naszego stolika w oczekiwaniu na nowe rozrywki, zamówił dwie butelki Czarnego Maga i owoce.

– Opowiadaj – poleciłem. – Ale poproszę najpierw o dobre wiadomości.

– Wobec tego będę musiał milczeć.

– Wymyśl coś.

Redrak wzruszył ramionami. Uniósł butelkę, obejrzał wino pod światło i oznajmił:

– To prawdziwe, wystane wino na ziołach tonizujących. Czy to dobra nowina?

– Ujdzie. Możesz przejść do pozostałych.

– Nigdzie nie znalazłem swojego znajomego. Albo nie ma go na planecie, albo radykalnie zmienił upodobania. Nie widziano go ani w Gwiezdnej Koronie, ani w Przystani Szaleńców…

– Jasne. Wal dalej.

– Dowiedzieliśmy się, ile kosztuje przerzut na Ziemię. Pieniędzy wystarczy nam na hiperprzejście dla chłopca z trzema kilogramami ładunku.

Pokręciłem głową.

– To nie jest dobry pomysł. Dańkę mogłoby wyrzucić w dowolnym punkcie planety: na środku oceanu, na pustyni, w dżungli… Nie, na to się nie zgadzam.

– Chłopiec bardzo rwie się do domu? – zapytał Ernado.

– Wcale – przyznałem.

– W takim razie jest jeszcze jedna możliwość… – Ernado zamilkł.

– No?

– W dyspozytorni kosmoportu zaproponowano nam korzystny fracht: dostarczenie niedużego, ale wartościowego ładunku na skolonizowaną planetę. Wybrano nas ze względu na prędkość statku i godnego zaufania kapitana. Książę z planety Tar nie połaszczy się na zysk ze sprzedaży cudzego ładunku…

– Zdaje się, że nie mam co liczyć na incognito?

– Nie, kapitanie.

– Szczegóły?

– Ładunek to komórki embrionalne kolonistów. Trzy inkubatory, ogólna waga pięć ton. Termin realizacji dziesięć dni. Opłata po dostarczeniu, sześć tysięcy energojednostek. Wystarczy, żeby przerzucić na Ziemię dwieście kilogramów.

– Brzmi nieźle… Można by to nawet uznać za dobrą nowinę.

– Można by… Gdyby nie podejrzana strona tego frachtu.

– Jaka?

– Ładunek należy dostarczyć do systemu Raysway, tam gdzie odleciał biały krążownik. Wygląda to na pułapkę.

Skinąłem głową. Pułapka? Bardzo możliwe. Ale krążownik mógł nas zniszczyć również na planecie. Jaki to problem dobić uszkodzony statek?

– Ernado, jeśli odłożymy odesłanie Dańki do domu, to wystarczy nam pieniędzy na całkowitą naprawę statku?

– Tak.

– W takim razie zawrzyj umowę na przewóz ładunku i przystąp do napraw.

– Już to zrobiłem, kapitanie. Pozwoliłem sobie odgadnąć pańską decyzję.

Popatrzyliśmy na siebie. Ernado zauważył pojednawczo:

– Fracht mógł nam przejść koło nosa, kapitanie, a pan nie wziął ze sobą komunikatora. Musiałem działać na własne ryzyko.

– Mam nadzieję – powiedziałem cicho – że to twój pierwszy i ostatni domysł tego rodzaju. Nie ryzykuj więcej, dobrze? Swoje decyzje zawsze podejmuję sam.

– Tak jest, kapitanie. – Na twarzy Ernada nie drgnął żaden mięsień. Sytuację rozładował kelner, który pojawił się znienacka, niosąc wielką plastikową torbę z emblematem restauracji, wypełnioną firmowymi butelkami.

– Niewielki upominek od naszego zakładu – oznajmił. – Pięć butelek koktajlu Nostalgia i pięć wina Czarny Mag.

Postawił torbę obok stolika i ulotnił się. Redrak patrzył na niego wstrząśnięty.

– Nigdy nie słyszałem o tak rozrzutnej reklamie. Może oni też wiedzą, że jest pan księciem, kapitanie?

Wskazałem Dańkę, który bawił się zwierzątkiem.

– Nie. Raczej przypadła im do gustu moja rozmowa z Palijczykami. Jeszcze nie spotkałem planety, na której darzono by sympatią wampiry.

– Nie doszło do walki? – zapytał zaniepokojony Redrak.

– Nie, załatwiliśmy sprawę pokojowo.

Spędziliśmy w restauracji jeszcze pół godziny, w milczeniu pochłaniając zamówione dania. Dańka spróbował lejańskich słodyczy i przepadł dla świata. Nic dziwnego – wytwory lejańskich cukierników przewyższają szwajcarską czekoladę o tyle, o ile owa czekolada przewyższa wyroby czekoladopodobne.

Z restauracji do statku szliśmy pieszo. Mijaliśmy wieże administracji, gdzie mimo późnej pory świeciło się we wszystkich oknach, i ogromne magazyny z ochroniarzami obwieszonymi bronią. Ernado i Redrak szli przodem, za nimi ja z Dańką. Ja niosłem mruczącego Trofeum, który niczym najprawdziwszy kot wczepił się pazurkami w mój kombinezon, a chłopiec torbę z prezentami.

Gdy przechodziliśmy obok głębokiego, wybetonowanego rowu, jednego z wielu przecinających lądowisko, a przeznaczonych na odprowadzanie płomienia startujących statków, Dańka bardzo naturalnie krzyknął. Usłyszałem brzęk butelek spadających z wysokości pięciu metrów na beton.

– Przepraszam – powiedział szybko chłopiec. – Ja niechcący…

Zatrzymałem się i popatrzyłem na niego z zainteresowaniem.

Był uosobieniem skruchy i żalu. W świetle odległych latarń i małego miejscowego księżyca uśmiech zadowolenia był niemal niewidoczny.

– Przepadło pudełko z twoimi słodyczami – westchnąłem.

– Do diabła z nimi.

– Wiedziałeś, że butelki z miejscowego szkła się nie tłuką? Dańka spuścił wzrok i pokręcił głową. Poklepałem go po policzku:

– Dobra, mały, chodź. Niepotrzebnie się o mnie boisz, ale mimo wszystko dziękuję.

7. Mściciel

Obudził mnie natrętny dźwięk interkomu. Spojrzałem na świecące cyfry i zerwałem się z łóżka. Do wyjścia z hiperprzestrzeni zostało cztery godziny. Musiało zdarzyć się coś nadzwyczajnego, skoro budzili mnie w środku nocy Kapitan, słucham – powiedziałem, wciągając kombinezon. Na ekranie pojawiła się twarz Redraka.

– Zarejestrowaliśmy dryfujący statek.

– No i co z tego?

– Statek wysyła sygnał SOS na wszystkich falach.

– Jest w zwykłej przestrzeni?

– Tak.

– Działaj zgodnie z regulaminem.

Szybko przeszedłem przez kajutę, zerknąłem na Dańkę. Chłopiec spał spokojnie w mojej sypialni, w jego nogach zwinął się Trofeum. Przez trzy doby lotu kotek osiągnął wielkość pudla, nie tracąc przy tym wdzięku pluszowej zabawki.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)