Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 135
Перейти на страницу:

Do diabła, naprawdę przyjemnie przypomnieć sobie ojczysty język.

– Kto jeszcze skorzystał z hipnotranslatora? – zapytałem. – Ernado?

– Nie, on zna dziewiętnaście języków, mózg ma wystarczająco przeciążony. Redrak.

Utkwiłem niewidzące spojrzenie w ekranie. Głupio byłoby się obrażać; Lansem kierowały jak najlepsze pobudki, a Dańce po prostu znudziło się rozmawianie tylko ze mną. Tym bardziej że ostatnie dni spędziłem w sali treningowej, zajęty niszczeniem mieczy płaszczyznowych.

A jednak było mi przykro. Dańka mógł mi przecież powiedzieć, czym zajmowali się z Lansem.

– Siergiej…

Odwróciłem się do chłopca.

– Myśleliśmy, że to będzie niespodzianka…

– Niech no tylko znajdę na statku prawdziwy skórzany pas, to niespodzianki zaczną pojawiać się znacznie częściej – obiecałem.

Dańka skinął głową bez uśmiechu.

– Kapitanie, może lepiej odsiedzę kilka dni w karcerze – odezwał się Lans w galaktycznym. – Moja wina jest znacznie większa.

– Nie bądź głupi – powiedziałem, też przechodząc na galaktyczny. – Jeśli któryś tknie chłopca choćby palcem, zabiję na miejscu.

– Zrozumiałem. Ale Dańka każdą groźbę traktuje bardzo poważnie. Wychowywano go… zbyt surowo.

Znowu zakląłem, tym razem wybierając łagodniejsze zwroty.

– Wspaniała załoga, nie ma co. Chłopca nie można ukarać, bo dość już oberwał na ojczystej planecie. Ty zawsze jesteś gotów wziąć na siebie cudze błędy. A Redrak Sholtry umrze na miejscu, jeśli się go przekona, że jest winien… To był jego pomysł?

– Tak… Skąd pan wie?

– Redrak musi kogoś podejrzewać. Jest spokojny o swoje życie, dopóki ostrzega nas przed wszystkimi możliwymi i niemożliwymi niebezpieczeństwami. A Dańkę uważa za szpiega. Jak mówią na Ziemi, język wroga trzeba znać…

Z fonu rozległ się głos Redraka:

– Kapitanie, jest sygnał z poziomów mieszkalnych! Wychodzę z kutra, spróbuję dostać się do środka.

– I jeszcze mówi się u was „o wilku mowa…” – pochwalił się nową wiedzą Lans.

Skinąłem głową.

– Dobra, Redrak, zasuwaj.

Przysunąłem się bliżej fonu i wyszeptałem jeszcze kilka słów.

Weszliśmy do hangaru, gdy tylko kompresory wypełniły go powietrzem. Od srebrzystych dysków kutrów ciągnęło chłodem, na pancerzach pojawił się szron. Lans rozpiął kaburę i wymamrotał:

– Jeden Klenijczyk to o jednego za dużo. Tak nam mówiono w szkole…

Z luku pierwszego kutra wyszedł Ernado. Zauważyłem, że rozpiął zamocowanie miecza: mój nauczyciel wyraźnie nastawiał się na nieprzyjemności.

– Jesteście pewni, że na krążowniku nikogo nie ma? – zapytałem.

Ernado skinął głową.

– Poziomy mieszkalne przeszukaliśmy bardzo dokładnie. A na posterunkach bojowych i pokładach maszynowych radiacja jest zbyt duża. Nawet dla nich.

Redrak też otworzył swój luk, ale nie wychodził. Lans zmarszczył brwi i położył rękę na pistolecie.

I wtedy pojawił się Klenijczyk. Chwiał się, ale wyglądał nieźle jak na kogoś, kto sześć godzin przeleżał w na wpół rozhermetyzowanym skafandrze pod szczątkami metalowych grodzi. Redrak też wyszedł z luku i ruszył za Klenijczykiem, kulejąc bardziej niż zwykle.

Na pierwszy rzut oka Klenijczyk niezbyt różnił się od człowieka. Barczysty, ale proporcjonalnie zbudowany, o jasnej skórze, która w każdej chwili mogła zmienić kolor. Był to jeden z elementów maskowania oraz ochrona przed promieniowaniem słonecznym. Ten osobnik miał młodą twarz, wypraną z emocji i pozbawioną blizn czy oparzeń. Nie świadczyło to jednak o małym doświadczeniu bojowym czy niezwykłym szczęściu. Po prostu Klenijczycy nadzwyczajnie się regenerują. Podobno nawet odcięte ucho czy palec odrastają po upływie dwóch, trzech miesięcy.

Klenijczyk obrzucił nas szybkim spojrzeniem, nieomylnie rozpoznając dowódcę. Gdy kroczył po metalowych płytach hangaru, jego wysokie buty na grubej podeszwie stukały głośno i jakby przyklejały się do podłoża. Zatrzymał się kilka metrów ode mnie i skłonił głowę.

– Kapitanie, jestem wdzięczny, że mogę dalej pełnić obowiązek. Ma pan prawo wybrać nagrodę: pieniądze, immunitet albo służbę.

Jego wymowa była bez zarzutu, ale sens rytualnych zdań dość mętny. Na Tarze też złościły mnie podobne zwroty… Spojrzałem pytająco na Lansa.

– On musi wypełnić swój obowiązek, w przeciwnym razie jego rodzina narazi się na pogardę mieszkańców ojczystej planety – wyjaśnił Lans po rosyjsku. – Z wdzięczności, że dał mu pan tę możliwość, proponuje majątek swojej rodziny, nietykalność ze strony wszystkich Klenijczyków, którzy nigdy nie poprą pana wrogów, albo służbę do końca życia, po spełnieniu obowiązku. Osobiście wybrałbym drugą wersję, kapitanie.

Klenijczyk patrzył na Lansa z ciekawością. Nie znał wszystkich języków galaktyki, ale na pewno uczono go określać pochodzenie po brzmieniu mowy. Nie sądzę jednak, by kiedykolwiek miał okazję słyszeć rosyjski czy też inny ziemski język…

– Rezygnuję z nagrody. Udzielenie pomocy w kosmosie to sprawa honoru – powiedziałem. Stojący za plecami Klenijczyka Ernado skinął głową z aprobatą. – Wyjaśnij mi za to, co się stało z twoim statkiem i na czym polega twój obowiązek.

– Jedno wynika z drugiego – odpowiedział Klenijczyk bez wahania. – Statek został zniszczony w uczciwym pojedynku. Mam obowiązek pomszczenia mojej rodziny.

– Czy teraz jest to obowiązkiem całej planety Kleń?

– Nie. Pojedynek był uczciwy, jeden na jednego. My rzuciliśmy wyzwanie. Śmierć statku to jednak hańba dla mojej rodziny. Jestem jedynym, który przeżył. Jeśli się zemszczę, będę mógł odrodzić mój ród.

Lans pokręcił głową i powiedział w standardzie:

– Pojedynek był uczciwy? Mieliście dobrego przeciwnika…

– Tak. Zbyt dobrego – odpowiedział obojętnie Klenijczyk.

– Jak się nazywasz?

– Kleń.

Dla obcych mógł mieć tylko dwa imiona – swojej rodziny albo swojej planety. Rodzina została okryta hańbą, jej imienia nie można wypowiadać, dopóki nie zostanie pomszczona. Jeśli ten, który przeżył, nie dokona pomsty, imię rodziny zginie na zawsze.

– Jak to się stało, że krążownik z planety Kleń został zniszczony w pojedynku jeden na jednego? – pytałem dalej.

– To żadna tajemnica. Patrolowaliśmy ten rejon na podstawie kontraktu z Trójprzymierzem Wolnych Światów. Osiem godzin temu obserwatorzy zarejestrowali w hiperprzestrzeni statek bez sygnałów wywoławczych. Zmusiliśmy go, żeby wyszedł w otwartą przestrzeń, i zażądaliśmy zezwolenia na przeprowadzenie rewizji…

– Rewizja to krok ostateczny – powiedział w zadumie Lans. – Tylko dlatego, że statek szedł bez sygnałów wywoławczych?

Kleń jakby nie słyszał jego słów.

– …Gdy statek odmówił przyjęcia na pokład grupy desantowej, otworzyliśmy ogień ostrzegawczy. Walka była uczciwa, ale przegraliśmy.

– Statek, z którym walczyliście, był krążownikiem w antylaserowym pancerzu? – rzuciłem, nie mając wątpliwości, jaka będzie odpowiedź.

Kleń drgnął.

– Tak. Skąd pan wie o „Białym Raiderze”?

– To również nasz wróg – odparłem twardo. – Mamy z nim swoje porachunki. Czy Raider udzielił jakichś informacji przed walką?

Skóra Klenijczyka stopniowo ciemniała. Świdrował mnie zimnym, niemal nieludzkim spojrzeniem, jakby decydując, czy skoczyć mi do gardła. Ręka Ernada znieruchomiała na rękojeści miecza.

– Jestem księciem z planety Tar – przedstawiłem się szybko. – Nie mam powodów, by kłamać. „Biały Raider” to nasz wróg.

Kleń popatrzył mi uważnie w oczy.

– Tak, książę. Poznałem cię i wierzę twoim słowom. Człowiek, który zabił w pojedynku Shorreya, nie skłamie bez potrzeby.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)