Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa LunetaTialys i Salmakia spali na zmianę, jedno z nich zawsze pełniło wartę. Teraz kawaler spał, lecz kiedy ostrze ostygło, zmieniając barwę z czerwieni w szarość i wreszcie srebro, i gdy Will sięgnął do rękojeści, Salmakia zbudziła swego towarzysza, kładąc mu rękę na ramieniu. Ocknął się natychmiast.
Ale Will nie dotknął noża; przysunął tylko rękę, bo metal był jeszcze zbyt rozgrzany. Szpiedzy odprężyli się na skalnym występie, kiedy Iorek powiedział do Willa:
– Wyjdźmy na dwór.
Potem zwrócił się do Lyry:
– Zostań tutaj i nie dotykaj noża.
Lyra usiadła obok kowadła, gdzie leżał stygnący nóż. Iorek kazał jej dokładać do ognia i nie pozwolić mu zgasnąć; czekało ich jeszcze ostatnie zadanie.
Will wyszedł za wielkim niedźwiedziem na mroczne górskie zbocze. Powietrze natychmiast ukąsiło go zimnem po piekle w jaskini.
– Nie powinni byli zrobić tego noża – powiedział Iorek, kiedy przeszli parę kroków. – Może nie powinienem był go naprawiać. Czuję niepokój, a nigdy dotąd nie znałem niepokoju ani zwątpienia. Teraz jestem pełen wątpliwości. Wątpić to rzecz ludzka, nie niedźwiedzia. Jeśli zmieniam się w człowieka, coś jest źle, coś nie tak. A ja jeszcze to pogorszyłem.
– Ale kiedy pierwszy niedźwiedź zrobił pierwszy pancerz, czy to nie było również złe?
Iorek milczał. Szli dalej, aż dotarli do wielkiej zaspy śnieżnej. Iorek położył się w niej i wytarzał, wzbijając tumany śniegu w ciemnym powietrzu; wyglądał jak istota stworzona ze śniegu, jak uosobienie całego śniegu na świecie.
Zakończywszy toaletę, wstał i otrząsnął się energicznie. Potem widząc, że Will wciąż czeka na odpowiedź, odparł:
– Tak, myślę, że to również było złe. Ale przed tym pierwszym pancernym niedźwiedziem nie było innych. Wcześniej niczego takiego nie znaliśmy. Wtedy narodził się obyczaj. Znamy nasze obyczaje, są silne i trwałe, i przestrzegamy ich bez żadnych zmian. Natura niedźwiedzia jest słaba bez obyczaju, podobnie jak ciało niedźwiedzia jest bezbronne bez pancerza. Ale myślę, że naprawiając ten nóż, wykroczyłem poza niedźwiedzią naturę. Myślę, że byłem równie głupi jak Iofur Raknison. Czas pokaże. Ale czuję niepewność i zwątpienie. Teraz musisz mi powiedzieć: dlaczego nóż pękł?
Will potarł obolałą głowę obiema rękami.
– Ta kobieta spojrzała na mnie i pomyślałem, że ma twarz mojej matki – odparł, próbując z całą uczciwością odtworzyć tamto przeżycie. – I nóż natrafił na coś, czego nie mógł przeciąć, a ponieważ mój umysł jednocześnie pchał go dalej i ciągnął do tyłu, nóż pękł. Przynajmniej tak myślę. Ta kobieta na pewno wiedziała, co robi. Jest bardzo sprytna.
– Kiedy mówisz o nożu, mówisz o swojej matce i ojcu.
– Naprawdę? Tak... chyba tak.
– Co zamierzasz z tym zrobić?
– Nie wiem.
Nagle Iorek rzucił się na Willa i trzepnął go mocno lewą łapą, tak mocno, że chłopak na wpół ogłuszony upadł w śnieg i potoczył się po zboczu. Zatrzymał się trochę niżej, w głowie mu dzwoniło.
Iorek powoli podszedł do miejsca, gdzie Will gramolił się na nogi, i warknął:
– Powiedz mi prawdę.
Willa kusiło, żeby powiedzieć: „Nie zrobiłbyś tego, gdybym miał nóż w ręku”. Ale miał świadomość, że Iorek o tym wiedział; to byłoby niegrzeczne i głupie; niemniej wciąż go kusiło.
Trzymał język za zębami, dopóki nie stanął prosto przed Iorkiem.
– Powiedziałem, że nie wiem – powtórzył, starając się mówić spokojnie – bo nie przemyślałem dokładnie tego, co zamierzam zrobić. I co to oznacza. To mnie przeraża. Lyra też się boi. Ale zgodziłem się, jak tylko usłyszałem, co powiedziała.
– A co powiedziała?
– Chcemy zstąpić do krainy zmarłych i porozmawiać z duchem przyjaciela Lyry, Rogera, który został zabity na Svalbardzie. A jeśli naprawdę istnieje świat zmarłych, mój ojciec też tam będzie, a jeśli możemy rozmawiać z duchami, chcę z nim porozmawiać. Ale jestem w rozterce, bo chcę również wrócić i opiekować się matką, skoro mogę, i jeszcze dlatego, że ojciec i anioł Balthamos powiedzieli mi, że powinienem oddać ten nóż Lordowi Asrielowi, i chyba mieli rację...
– Anioł odleciał – stwierdził niedźwiedź.
– Nie jest wojownikiem. Zrobił tyle, ile mógł, a więcej nie dał rady. Nie on jeden się bał; ja też się boję. Więc muszę to przemyśleć. Może czasami nie postępujemy właściwie, bo niewłaściwa rzecz wydaje się bardziej niebezpieczna, a my nie chcemy wyjść na tchórzy, więc robimy niewłaściwą rzecz właśnie dlatego, że to niebezpieczne. Bardziej nam zależy, żeby nie wyjść na tchórzy, niż żeby wybrać dobrze. To bardzo trudne. Dlatego ci nie odpowiedziałem.
– Rozumiem – mruknął niedźwiedź.
Stali w milczeniu przez długi czas, długi zwłaszcza dla Willa, którego nic nie chroniło przed dotkliwym zimnem. Ale Iorek jeszcze nie skończył, a Will był wciąż oszołomiony po uderzeniu i niezbyt pewnie trzymał się na nogach, więc został na miejscu.
– No cóż, poszedłem na wiele kompromisów – odezwał się król niedźwiedzi. – Może pomagając ci, sprowadziłem ostateczną zagładę na moje królestwo. A może wcale nie, może zagłada i tak nadchodziła; może ją powstrzymałem. Więc czuję niepokój, ponieważ muszę postępować nie po niedźwiedziemu, spekulować i wątpić jak człowiek. Ale powiem ci jedno. Wiesz już o tym, chociaż nie chcesz wiedzieć, dlatego powiem ci wprost, żebyś nie popełnił błędu. Jeśli chcesz odnieść sukces w tej misji, nie możesz dłużej myśleć o matce. Musisz ją odsunąć na bok. Jeśli twój umysł będzie podzielony, nóż pęknie. Teraz pójdę pożegnać się z Lyrą. Musisz zaczekać w jaskini; ta dwójka szpiegów nie spuści cię z oka, a ja nie chcę, żeby słyszeli, co jej powiem.
Will nie znajdował słów, pierś mu wezbrała wzruszeniem. Zdołał tylko wykrztusić:
– Dziękuję ci, Iorku Byrnisonie.
Ruszył za Iorkiem pod górę do jaskini, gdzie ognisko wciąż płonęło wesoło w mrokach nocy.
Tam Iorek dokonał ostatniej czynności w delikatnym procesie naprawy noża. Położył go wśród rozżarzonych głowni i kiedy ostrze się rozgrzało, Lyra i Will zobaczyli setki kolorów wirujących w dymnej głębi metalu. Iorek odczekał, aż nadeszła właściwa chwila, po czym kazał Willowi wziąć nóż i wsadzić go prosto w śnieg nawiany przed jaskinią.
Rękojeść z drewna różanego była osmalona i poczerniała, ale Will owinął rękę kilkoma warstwami koszuli i wypełnił polecenie niedźwiedzia. W syku i obłoku pary poczuł, jak atomy ostatecznie się połączyły, i wiedział, że nóż jest równie ostry jak przedtem, równie niezwykły.
Nóż rzeczywiście wyglądał inaczej. Był krótszy i znacznie mniej elegancki, a każdą spoinę pokrywała warstwa matowego srebra. Teraz wyglądał brzydko; jak zraniony.
Kiedy dostatecznie ostygł, Will zapakował go do plecaka i usiadł, ignorując szpiegów, żeby czekać na powrót Lyry.
Iorek zabrał ją trochę dalej w górę zbocza, do miejsca niewidocznego z jaskini. Tam pozwolił jej usiąść w zagłębieniu jego potężnych ramion, z Pantalaimonem pod postacią myszy przytulonym do jej piersi. Iorek pochylił głowę i obwąchał jej osmalone, poparzone dłonie. Bez słowa zaczął je wylizywać do czysta; jego język koił ból oparzeń i Lyra poczuła się bezpieczna jak jeszcze nigdy w życiu.