Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 112
Перейти на страницу:

Lecz kiedy Iorek oczyścił jej ręce z brudu i sadzy, przemówił. Wyczuwała plecami wibrację jego głosu.

– Lyro Złotousta, co to za pomysł, żeby odwiedzać zmarłych?

– To przyszło do mnie we śnie, Iorku. Zobaczyłam ducha Rogera i wiedziałam, że mnie wzywa... Pamiętasz Rogera; zginął, kiedy cię opuściliśmy, i to była moja wina, przynajmniej tak czuję. I uważam, że powinnam skończyć to, co zaczęłam; powinnam go przeprosić i, jeśli zdołam, uratować stamtąd. Jeśli Will może otworzyć drogę do świata zmarłych, musimy tam pójść.

– „Możesz” nie znaczy „musisz”.

– Ale jeśli musisz i możesz, nie masz żadnej wymówki.

– Dopóki żyjesz, masz obowiązki wobec żywych.

– Nie, Iorku – zaprzeczyła łagodnie. – Mamy obowiązek dotrzymywać obietnic, nawet najtrudniejszych. Wiesz, powiem ci w sekrecie, że strasznie się boję. I wolałabym, żeby ten sen nigdy mi się nie przyśnił, i wolałabym, żeby Will nie pomyślał o użyciu noża, żeby tam wejść. Ale stało się i nie możemy się wykręcić.

Lyra poczuła drżenie Pantalaimona i pogłaskała go obolałą dłonią.

– Chociaż nie wiemy, jak się tam dostać – ciągnęła. – I nie dowiemy się, dopóki nie spróbujemy. A co ty zamierzasz, Iorku?

– Wracam na północ z moim ludem. Nie możemy żyć w górach. Nawet śnieg jest tu inny. Myślałem, że tutaj zamieszkamy, ale łatwiej nam żyć w morzu, nawet ciepłym. Warto było sprawdzić. Poza tym myślę, że będziemy tam potrzebni. Nadchodzi wojna, Lyro Złotousta; czuję jej zapach, słyszę jej głos. Rozmawiałem z Serafiną Pekkalą, zanim tutaj przybyłem, i powiedziała mi, że pójdzie do Lorda Faa i Cyganów. Jeśli wybuchnie wojna, będziemy potrzebni.

Lyra wyprostowała się z ożywieniem, słysząc imiona dawnych przyjaciół. Ale Iorek jeszcze nie skończył.

– Jeśli nie znajdziesz drogi powrotnej z krainy zmarłych, nie spotkamy się więcej, ponieważ ja nie mam ducha. Moje ciało pozostanie na ziemi, a potem się z nią połączy. Lecz jeśli ty i ja przeżyjemy, zawsze będziesz honorowym i mile widzianym gościem na Svalbardzie; i to samo dotyczy Willa. Czy powiedział ci, co się stało, kiedy go spotkałem?

– Nie – Lyra pokręciła głową. – Tylko że spotkaliście się nad rzeką.

– On mnie onieśmielił. Nie myślałem, że ktoś kiedyś tego dokona, ale ten chłopiec okazał się zbyt odważny dla mnie i zbyt przebiegły. Nie cieszy mnie wasz plan, ale nie mógłbym cię powierzyć nikomu, tylko temu chłopcu. Jesteście siebie warci. Szczęśliwej drogi, Lyro Złotousta, moja droga przyjaciółko.

Lyra zarzuciła mu ramiona na szyję i wcisnęła twarz w jego futro, niezdolna wydobyć głosu.

Po chwili niedźwiedź wstał i łagodnie wyswobodził się z jej ramion. Potem odwrócił się i odszedł w ciemność. Lyra niemal natychmiast straciła z oczu jego sylwetkę na tle ośnieżonego zbocza, ale chyba dlatego, że oczy zaszły jej łzami.

Kiedy Will usłyszał jej kroki na ścieżce, spojrzał na szpiegów i powiedział:

– Nie ruszajcie się. Patrzcie, tu jest nóż... nie zamierzam go użyć. Zostańcie tutaj.

Wyszedł z jaskini i zobaczył zapłakaną Lyrę, z Pantalaimonem jako wilkiem wznoszącym pysk do mrocznego nieba. Dziewczynka łkała prawie bezgłośnie. Jedyne światło dawały słabe refleksy dogasającego ognia na śniegu, które z kolei odbijały się w jej mokrych policzkach, a jej łzy znalazły własne odbicie w oczach Willa i te fotony połączyły ich milczącą siecią.

– Tak bardzo go kocham, Will! – zdołała wyszeptać drżącym głosem. – A on się postarzał! Wydawał się stary, głodny i smutny... Czy wszystko spadnie teraz na nas, Will? Nie możemy już na nikogo liczyć... Zostaliśmy sami. Ale jeszcze nie dorośliśmy. Jesteśmy jeszcze dziećmi. .. Jesteśmy za mali... Jeśli biedny pan Scoresby nie żyje, a Iorek jest stary... Wszystko spada na nas, cokolwiek trzeba zrobić.

– Damy sobie radę – zapewnił. – Nie będę już oglądał się za siebie. Damy radę. Ale teraz musimy się przespać, a jeśli zostaniemy w tym świecie, mogą nadlecieć giroptery, które wezwali ci szpiedzy... Zrobię przejście do innego świata, tam odpoczniemy, a jeśli szpiedzy pójdą za nami, tym gorzej; kiedyś musimy się ich pozbyć.

– Tak – powiedziała Lyra, wytarła nos wierzchem dłoni i osuszyła oczy pięściami. – Zróbmy tak. Jesteś pewien, że nóż zadziała? Sprawdzałeś go?

– Wiem, że zadziała.

Z Pantalaimonem pod postacią tygrysa dla odstraszenia szpiegów, wrócili do jaskini i podnieśli swoje plecaki.

– Co robicie? – zapytała Salmakia.

– Przechodzimy do innego świata – wyjaśnił Will, wyjmując nóż. Wydawał się znowu sprawny; Will nie uświadamiał sobie wcześniej, jak bardzo go pokochał.

– Ale musicie zaczekać na giroptery Lorda Asriela – zaprotestował Tialys ostrym tonem.

– Nie będziemy czekać – odparł Will. – Jeśli zbliżycie się do noża, zabiję was. Chodźcie z nami, jeśli musicie, ale nie zatrzymacie nas tutaj. Odchodzimy.

– Skłamałeś!

– Nie – zaprzeczyła Lyra. – To ja skłamałam. Will nie kłamie.

– Ale dokąd idziecie?

Will nie odpowiedział. Pomacał przed sobą w mętnym powietrzu i wyciął otwór.

– Popełniacie błąd – oświadczyła Salmakia. – Powinniście nas posłuchać. Nie pomyśleliście...

– Owszem, myśleliśmy – odparł Will. – Myśleliśmy długo i jutro wam powiemy, co wymyśliliśmy. Możecie iść z nami albo wracać do Lorda Asriela.

Okno otworzyło się na świat, do którego Will już raz uciekł z Balthamosem i Baruchem i gdzie spał bezpiecznie: była to bezkresna ciepła plaża z paprociowatymi drzewami za wydmami.

– Tutaj – powiedział – prześpimy się. Przepuścił ich przodem i natychmiast zamknął za sobą okno. On i Lyra położyli się od razu, wyczerpani. Lady Salmakia stanęła na straży, a kawaler otworzył swój magnetytowy rezonator i zaczął nadawać wiadomość w mrok.

16. Intencyjny pojazd

Magią przemyślną pod łukiem sklepienia Lampy jak gwiazdy zawieszono, także Kagańce blaskiem buchające, olej Skalny je żywi i smoła...
John Milton. Raj utracony

– Moje dziecko! Moja córka! Gdzie ona jest? Coś ty zrobił? Moja Lyra... już lepiej wyrwij mi serce... ze mną była bezpieczna, bezpieczna, a gdzie jest teraz?

Krzyki pani Coulter rezonowały w małej komnatce na szczycie adamantowej wieży. Kobieta była przywiązana do krzesła, miała podarte ubranie, zmierzwione włosy, dziki wzrok; jej dajmon-małpa rzucał się i szamotał na podłodze, spętany zwojami srebrnego łańcucha.

Lord Asriel siedział w pobliżu i gryzmolił coś na kartce, nie zwracając uwagi na krzyki. Obok niego stał ordynans, zerkając nerwowo na kobietę. Lord Asriel podał mu papier, ordynans zasalutował i wyszedł w pośpiechu; jego dajmona-terier potruchtała za nim z podkulonym ogonem.

Lord Asriel odwrócił się do pani Coulter.

– Lyra? Szczerze mówiąc, mało mnie obchodzi – odparł cichym, chrapliwym głosem. -Ten podły bachor powinien zostać tam, gdzie jego miejsce, i robić, co mu kazano. Nie mogę tracić na nią więcej czasu ani środków; jeśli odrzuca pomoc, niech sama poniesie konsekwencje.

– Nie mówisz poważnie, Asrielu, bo przecież...

– Mówię całkiem poważnie. Wywołuje nieproporcjonalnie wielkie zamieszanie w porównaniu z jej zaletami. Zwykła angielska dziewczyna, niezbyt bystra...

– Właśnie że bystra! – zaprotestowała pani Coulter.

– No dobrze, sprytna, ale pozbawiona inteligencji; impulsywna, nieuczciwa, chciwa...

– Dzielna, wielkoduszna, kochająca.

– Całkiem przeciętne dziecko, niczym się nie wyróżniające...

– Całkiem przeciętne? Lyra? Ona jest wyjątkowa. Pomyśl, czego już dokonała. Możesz jej nie lubić, Lordzie Asrielu, ale nie waż się traktować protekcjonalnie mojej córki. Ze mną była bezpieczna, dopóki...

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)