Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 173
Перейти на страницу:

Sza­ra smu­ga wy­sko­czy­ła z tra­wy i uwie­si­ła mu się na gar­dle. Ber­deth kie­dyś cho­dził z jej oj­cem na po­lo­wa­nia, a ta­kich rze­czy się nie za­po­mi­na. Ścią­gnął je­le­nia nie wię­cej niż dwie sto­py w dół, ale to wy­star­czy­ło.

Strza­ła prze­le­cia­ła pu­stą już prze­strzeń i za­nim Źre­biarz zdo­łał przy­wo­łać na­stęp­ne­go du­cha, tra­fi­ła go w gar­dło.

Łań­cu­chy pę­kły, usły­sza­ła ten dźwięk brzmią­cy nie­mal jak szkla­ny brzęk, i du­chy roz­pierz­chły się na wszyst­kie stro­ny.

Ucie­ka­ją­cy byli pięć­dzie­siąt jar­dów od niej.

Dwie sal­wy na­kry­ły ich nie­mal jed­no­cze­śnie.

Nie trzy­ma­li tarcz w gó­rze, je­cha­li cia­sno, żeby schro­nić się w cie­niu Mocy Źre­bia­rza. W więk­szo­ści zgi­nę­li na­tych­miast. A na resz­tę, skłę­bio­ną, po­ra­nio­ną i usi­łu­ją­cą opa­no­wać spa­ni­ko­wa­ne ko­nie, ru­nę­ła po­goń.

Ostat­ni Se-koh­land­czyk padł kil­ka kro­ków przed nią.

Na­wet nie wy­cią­gnę­ła sza­bli.

* * *

Cze­ka­li na ge­ne­ra­ła na skra­ju niec­ki, pa­trząc, jak nie­re­gu­lar­ni wy­ła­pu­ją oca­la­łe ko­nie Bły­ska­wic. To było bru­tal­ne star­cie, tyl­ko kil­ku­na­stu Jeźdź­ców Bu­rzy uda­ło się wziąć żyw­cem, resz­ta wal­czy­ła do koń­ca. Cała oko­li­ca za­sła­na była cia­ła­mi, na środ­ku niec­ki two­rzą­cy­mi stos się­ga­ją­cy koń­skich brzu­chów.

Ka­ile­an pa­trzy­ła, jak żoł­nie­rze ko­pią w po­bli­żu ol­brzy­mi dół. Tak jak mó­wił La­skol­nyk, a’ke­ery Za­wy­ra z Klah­hy­rów mia­ły roz­pły­nąć się w po­wie­trzu. Jeń­cy naj­pew­niej przez wie­le lat nie opusz­czą lo­chów. Zdo­bycz­nym ko­niom wy­pa­li się nowe zna­ki i ode­śle je w głąb Im­pe­rium. Syn Woj­ny bę­dzie ska­za­ny na plot­ki i do­my­sły, a jego kon­ku­rent nie do­wie się na­wet, komu za­wdzię­cza oca­le­nie.

Tak pro­wa­dzi­ło się po­li­ty­kę na Wscho­dzie.

Że­la­zem, krwią i ta­jem­ni­cą.

– Skąd... – Ko­ci­mięt­ka za­wa­hał się, jak­by wie­dział, że tego py­ta­nia nie po­wi­nien za­da­wać. – Skąd Siód­my wie­dział, gdzie je­ste­śmy?

Przez chwi­lę La­skol­nyk nie od­po­wia­dał, za­pa­trzo­ny w głąb niec­ki.

– Pta­ki – mruk­nął wresz­cie. – Ka­za­łem ge­ne­ra­ło­wi, gdy­by oka­za­ło się, że nie moż­na nas od­szu­kać, pa­trzeć w nie­bo, szu­ka­jąc cze­goś dziw­ne­go. Ja­strzę­bie, so­ko­ły i my­szo­ło­wy ni­g­dy nie la­ta­ją sta­dem.

Ci, któ­rzy usły­sze­li od­po­wiedź, po­ki­wa­li tyl­ko gło­wa­mi. Nikt nie za­py­tał, kto zmu­sił ste­po­wych łow­ców do ta­kie­go za­cho­wa­nia. Cza­ar­dan to cza­ar­dan. Każ­dy ma swo­je ta­jem­ni­ce.

Aber­len-gon-Sawe pod­je­chał do nich w to­wa­rzy­stwie ad­iu­tan­ta i kil­ku człon­ków szta­bu.

– Ge­ne­ra­le La­skol­nyk. – Skło­nił się w sio­dle i za­sa­lu­to­wał. – Im­pe­rium jest wdzięcz­ne.

Ka­ile­an przyj­rza­ła mu się uważ­nie. Cho­le­ra, ani śla­du aro­ganc­kie­go, ob­ra­żo­ne­go na cały świat fu­ria­ta, któ­ry wy­pę­dził ich ze sta­ni­cy. Do­wód­ca Siód­me­go był nie­złym ak­to­rem.

– Ge­ne­ra­le gon-Sawe. – Kha-dar od­dał sa­lut. – Nie wie­dzia­łem, że ma­cie wiel­kie­go bi­tew­ne­go maga.

– Van­hen-kan-Le­wav. – Do­wód­ca Siód­me­go uśmiech­nął się za­kło­po­ta­ny. – Mistrz Ścież­ki Ognia. Ale jesz­cze nie jest wiel­kim ma­giem. Do­pie­ro aspi­ru­je do tego ty­tu­łu.

– Po­ra­dził so­bie ze ścia­ną zim­na praw­dzi­we­go Źre­bia­rza. I to dwa razy. Będą z nie­go lu­dzie. – La­skol­nyk po­ki­wał gło­wą. – Tak czy ina­czej, do­bra ro­bo­ta, ge­ne­ra­le. Siód­my może być dum­ny.

Woj­sko­wy roz­pro­mie­nił się i wy­pro­sto­wał w sio­dle. Psia­krew, za­cho­wy­wał się jak ci żoł­nie­rze w cza­sie prze­glą­du.

– Dwu­dzie­stu ośmiu za­bi­tych, trzy­dzie­stu ran­nych. Tyle, co nic, jak za sześć a’ke­erów i trzech Źre­bia­rzy. – Nie tyle się po­chwa­lił, ile za­mel­do­wał.

– Gdzie resz­ta? Ci, co od­pa­dli? I ci, co was my­li­li?

– Nie­re­gu­lar­ni ich tro­pią. Resz­ta cza­ar­da­nów i peł­na cho­rą­giew szły kil­ka mil za po­ści­giem. Tak jak za­pla­no­wa­no. Ża­den nie uciek­nie.

La­skol­nyk ski­nął gło­wą.

– Cie­szę się, że mo­gli­śmy po­móc. Do­wie­dzie­li­ście się, kto zdra­dził?

Ge­ne­rał ski­nął gło­wą.

– Tak. Je­den z pa­stu­chów. Miał po­dob­no krew­nych po dru­giej stro­nie gra­ni­cy. – Nikt nie sko­men­to­wał cza­su prze­szłe­go, uży­te­go przez ofi­ce­ra. – Gdy­by­ście nie prze­go­ni­li ich przez całe Lan­wa­ren, miał­bym dzie­sięć razy więk­sze stra­ty.

– To nie my.

Aber­len spoj­rzał na nie­go zdzi­wio­ny.

– A kto?

Kha-dar uśmiech­nął się, po­chy­lił w sio­dle i po­kle­pał wierz­chow­ca po szyi.

– To one. Naj­lep­sze ko­nie, ja­kie moż­na ku­pić, ukraść lub zdo­być w wal­ce.

Koło o ośmiu szpry­chach

Ka­ile­an szła wą­ską ulicz­ką, cią­gnąc ko­nia za uzdę, a To­ryn czła­pał za nią ze smęt­nie zwie­szo­nym łbem. Prze­kli­na­ła pod no­sem, i to ta­ki­mi sło­wa­mi, że po­wie­trze wo­kół zda­wa­ło się marsz­czyć i fa­lo­wać. To zna­czy zda­wa­ło się marsz­czyć i fa­lo­wać bar­dziej niż nor­mal­nie.

Było go­rą­co. Słoń­ce sta­ło w ze­ni­cie, a cie­nie przy­kle­ja­ły się do ścian, jak­by szu­ka­ły... cie­nia wła­śnie. Po­dob­no za­czę­ła się już je­sień, lecz jak stwier­dził wczo­raj Ko­ci­mięt­ka, lato klep­nę­ło ją w sze­ro­ki zad i wy­sła­ło do domu, a samo rzą­dzi­ło Ste­pa­mi da­lej, jak gdy­by ni­g­dy nic. W Li­th­rew tyl­ko stud­nie wy­wier­co­ne w naj­głęb­szych piw­ni­cach do­star­cza­ły jesz­cze wody.

A ona klę­ła, wlo­kąc się przez mia­sto w samo po­łu­dnie, pod­czas gdy więk­szość miesz­kań­ców sie­dzia­ła w do­mach lub głę­bo­ko pod nimi, wo­ląc chłód pod­ziem­nych ko­ry­ta­rzy od za­du­chu na­grza­nych izb. Cho­ler­na Lea i jej cho­ler­ne szczę­śli­we sio­dło!

Wszyst­ko za­czę­ło się dwa dni temu, gdy Lea ko­lej­ny raz od­kry­ła, że jej sio­dło wy­ma­ga po­waż­nej na­pra­wy. Uwzględ­nia­jąc, jak jeź­dzi­ła na swo­im przy­po­mi­na­ją­cym prze­ro­śnię­te­go kuca ko­niu, to i tak cud, że wy­trzy­ma­ło do tej pory. Za­zwy­czaj ob­cią­ża­ła go taką ilo­ścią sakw i pa­kun­ków, że ni­ski i krót­ko­no­gi wierz­cho­wiec za­czy­nał w prze­kro­ju przy­po­mi­nać becz­kę na czte­rech ko­śla­wych nóż­kach. Dwa dni temu oka­za­ło się, że przed­ni łęk jest pęk­nię­ty, po­pręg trzy­ma się na kil­ku ka­wał­kach dra­twy, a pu­śli­ska wy­ma­ga­ją wy­mia­ny. Wła­ści­wie całe sio­dło nada­wa­ło się do wy­rzu­ce­nia, ale Lea uwa­ża­ła je za swój ta­li­zman. Na­pra­wia­ła je pie­czo­ło­wi­cie, pa­ku­jąc w ten ka­wał drew­na, skó­ry i że­la­za tyle pie­nię­dzy, że wy­star­czy­ło­by na trzy nowe. Lecz to jesz­cze nie był ja­kiś spe­cjal­ny pro­blem. Pro­blem sta­no­wi­ło to, że sio­dło było pa­so­wa­ne. Ro­bio­ne na spe­cjal­ne za­mó­wie­nie dla tego jej cho­ler­ne­go kuca! Na do­da­tek szczę­śli­wy ry­marz, któ­ry je zro­bił, miesz­kał na dru­gim koń­cu Li­th­rew.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)