Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 173
Перейти на страницу:

Bły­ska­wi­ce za­trzy­ma­ły się sto jar­dów przed nimi. Od ich li­nii po­now­nie ode­rwał się po­je­dyn­czy jeź­dziec. Tyl­ko że te­raz trzy­mał lan­cę gro­tem w dół, a hełm umie­ścił na jej unie­sio­nym w górę koń­cu. Pas prze­su­nął wo­kół bio­der tak, że po­chwa z sza­blą plą­ta­ła mu się gdzieś za ple­ca­mi, a tar­czę po­wie­sił przy sio­dle. Je­chał ne­go­cjo­wać.

W po­ło­wie dro­gi za­trzy­mał się i po­trzą­snął lan­cą. Hełm za­dźwię­czał.

La­skol­nyk po­wo­li zdjął wła­sny i za­ło­żył na łęk sio­dła. Uniósł obie dło­nie.

Ko­czow­nik pod­je­chał bli­żej. Wy­raź­nie wi­dzia­ła jego twarz, mło­dą jak na Jeźdź­ca Bu­rzy i w dziw­ny spo­sób nie­śmia­łą.

Se-koh­land­czyk ogar­nął ich wzro­kiem, po­krę­cił gło­wą, otwo­rzył, za­mknął i po­now­nie otwo­rzył usta.

– Wszy­scy – za­chry­piał spierzch­nię­ty­mi war­ga­mi. – Do­je­cha­li­ście tu wszy­scy.

La­skol­nyk po­chy­lił się lek­ko, jak­by za­cie­ka­wio­ny.

– Gdzie po­przed­ni mów­ca?

– Padł. Strza­ła tra­fi­ła go w usta.

– Więc mó­wić z pew­no­ścią nie może. A ty, jak się na­zy­wasz? Albo nie – po­pra­wił. – Nie mów. To nie­waż­ne. Cze­go chce­cie?

– Mam po­roz­ma­wiać o pod­da­niu...

– Aaaa, to dla­te­go pę­dzi­cie tak za nami przez pół dnia. Ale nie mogę was wziąć do nie­wo­li. Spie­szę się do Li­th­rew. Je­śli jed­nak po­je­dzie­cie do Ma­łe­go Byn­der, to dam wam list do do­wód­cy tam­tej­sze­go puł­ku. Po­wi­nien po­trak­to­wać was ła­god­nie.

Za­śmia­li się. Ale ja­koś tak bez zło­śli­wo­ści, po pro­stu jak z do­bre­go żar­tu. Za to mło­dy po­sła­niec po­czer­wie­niał i wska­zał ręką za sie­bie.

– Ja...

– Nie – kha-dar prze­rwał mu ci­cho, lecz z na­ci­skiem.

– Nie mo­żesz mach­nąć dło­nią i rzu­cić ich do ata­ku, bo do­sta­li roz­kaz, żeby wziąć mnie żyw­cem. Zu­peł­nie jak­by to, czy dam się wziąć żyw­cem, nie za­le­ża­ło tyl­ko ode mnie. Po­wiedz mi, mów­co, czy wasi Źre­bia­rze czer­pią z Mocy bo­gów?

– Nie... nie ro­zu­miem.

La­skol­nyk wska­zał ręką na ota­cza­ją­cy ich od­dział.

– Je­den z nich pół dnia utrzy­mu­je Sza­rą Sieć dla kil­ku­set koni. Jest... Na­praw­dę do­rów­nu­je na­szym wiel­kim bi­tew­nym ma­gom. Dru­gi po­sta­wił nam za ple­ca­mi ścia­nę cza­rów, któ­rej po­win­no się użyć w bi­twie prze­ciw ca­łej ar­mii. To też zna­ko­mi­ty cza­row­nik. Ale to kosz­tu­je. Bar­dzo wie­le kosz­tu­je.

Se-koh­land­czyk za­mru­gał, na­dal nic nie ro­zu­mie­jąc. La­skol­nyk wes­tchnął.

– Za­py­tam ina­czej. Czy nie są­dzisz, że mu­szą już być bar­dzo zmę­cze­ni?

Kha-dar uniósł rękę. Brzęk­nął łuk i w nie­bo po­mknę­ła po­je­dyn­cza strza­ła. Mło­dy ko­czow­nik sie­dział z otwar­ty­mi usta­mi, ga­piąc się na cią­gną­cy za sobą ja­skra­wo­czer­wo­ną wstąż­kę po­cisk. Strza­ła wzbi­ła się w nie­bo wy­so­ko, wy­so­ko, nie­mal na gra­ni­cę wi­docz­no­ści. Gdy­by nie ło­po­czą­ca za nią Czer­wień, pew­nie stra­ci­li­by ją z oczu.

Przez chwi­lę wszy­scy, cza­ar­dan i Bły­ska­wi­ce, tkwi­li nie­ru­cho­mo, z gło­wa­mi za­dar­ty­mi pod nie­bo, nie­któ­rzy pew­nie na­wet nie zdą­ży­li jesz­cze za­dać so­bie py­ta­nia, co wła­ści­wie ozna­cza ten sy­gnał, gdy na­de­szła od­po­wiedź.

A na­de­szła od stro­ny zie­mi, któ­ra za­drża­ła, jak­by prze­szy­ta zwia­stu­ją­cym go­rącz­kę dresz­czem. Ka­ile­an wy­czu­wa­ła to drże­nie, na­wet w sio­dle, i z za­pie­ra­ją­cą dech w pier­siach, nie­mal obłęd­ną ra­do­ścią zro­zu­mia­ła, co to jest. Zie­mia drży w ten spo­sób, gdy ty­siąc pan­cer­nej jaz­dy idzie do szar­ży. Siód­my nad­cho­dził.

Po­prze­dza­ła go fala cza­rów. Coś ude­rzy­ło od tyłu w mroź­ny mur i ścia­na za ich ple­ca­mi wy­gię­ła się, za­fa­lo­wa­ła i tchnę­ła mro­zem. Ale La­skol­nyk miał ra­cję, utrzy­ma­nie tak po­tęż­ne­go cza­ru przez tak dłu­gi czas było po­twor­nie mę­czą­ce i na­wet Źre­biarz do­rów­nu­ją­cy Mocą wiel­kim bi­tew­nym ma­gom Im­pe­rium pła­cił za to strasz­li­wą cenę. Zresz­tą cza­ro­dzie­je słu­żą­cy w puł­ku gwar­dii też nie wy­pa­dli sro­ce spod ogo­na. Fala ro­ze­dr­ga­ne­go od go­rą­ca po­wie­trza owi­nę­ła się wo­kół sza­rej ścia­ny i wdu­si­ła ją w zie­mię.

Li­nia Jeźdź­ców Bu­rzy za­kłę­bi­ła się. Wła­ści­wie to mie­li dwa wyj­ścia, rzu­cić się na sto­ją­cy spo­koj­nie cza­ar­dan albo za­wró­cić ko­nie i uciec przed nad­cho­dzą­cym za­gro­że­niem. Chy­ba za­bra­kło im do­bre­go do­wód­cy, ko­goś, kto bły­ska­wicz­nie po­dej­mie de­cy­zję i wyda od­po­wied­nie roz­ka­zy, bo choć grunt drżał co­raz bar­dziej, od­dział stał na miej­scu jak wro­śnię­ty w zie­mię. Do­pie­ro gdy cza­ry Źre­bia­rza zo­sta­ły prze­ła­ma­ne, kil­ku­dzie­się­ciu jeźdź­ców ru­szy­ło do stra­ceń­czej szar­ży na od­dział La­skol­ny­ka. Resz­ta na­dal tkwi­ła w miej­scu.

Gwiz­dek kha-dara za­wró­cił cza­ar­dan i oni rów­nież po­cwa­ło­wa­li w górę niec­ki. Kil­ka ostrych ko­mend ufor­mo­wa­ło ich w wą­ski, po­dwój­ny rząd.

W chwi­li, gdy zbli­ży­li się do kra­wę­dzi, wy­pa­dły zza niej pan­cer­ne cho­rą­gwie. Ścia­na jeźdź­ców roz­dzie­li­ła się po obu stro­nach cza­ar­da­nu i z ło­mo­tem ko­pyt, po­wie­wa­jąc płasz­cza­mi i zie­lo­ny­mi chu­s­ta­mi, ru­nę­ła przed sie­bie. Tych kil­ku­dzie­się­ciu ko­czow­ni­ków, któ­rzy ści­ga­li od­dział La­skol­ny­ka, w mgnie­niu oka stra­to­wa­no i star­to w pył.

Cza­ar­dan za­trzy­mał się, tym ra­zem bez ko­men­dy. Za­wró­ci­li ko­nie i usta­wi­li się na kra­wę­dzi niec­ki. Wi­dok rze­czy­wi­ście był jak z naj­lep­szych miejsc naj­lep­sze­go te­atru. Tyl­ko że te­raz to nie oni gra­li głów­ne role w dra­ma­cie.

Bły­ska­wi­ce były już roz­gro­mio­ne. Co praw­da sta­wi­li czo­ło szar­żu­ją­cym gwar­dzi­stom, ale chy­ba tyl­ko dla­te­go, że nie mia­ły one in­ne­go wyj­ścia. Tych nie­speł­na trzy­stu, któ­rzy za­my­ka­li pu­łap­kę, w więk­szo­ści sie­dzia­ło na za­go­nio­nych nie­mal na śmierć ko­niach, a La­skol­nyk miał ra­cję rów­nież co do dru­gie­go Źre­bia­rza. Sza­ra Sieć wy­ssa­ła z nie­go siły i w chwi­li, gdy za­ata­ko­wał ich Siód­my, nie zdą­żył jej za­pleść po­now­nie. Może zresz­tą zgi­nął w cza­sie pierw­szej szar­ży, kto wie? W każ­dym ra­zie żad­ne cza­ry nie roz­bły­sły nad ścia­ną kon­nych i przez kil­ka ude­rzeń ser­ca oba od­dzia­ły prze­mie­sza­ły się ze sobą, two­rząc kłę­bią­cą się, brzę­czą­cą że­la­zem i wy­da­ją­cą nie­ludz­kie ryki li­nię. Do­pie­ro wi­dząc wal­czą­cych, Ka­ile­an uświa­do­mi­ła so­bie, że swo­je pół­pan­cer­ne cho­rą­gwie Im­pe­rium uzbra­ja­ło i opan­ce­rza­ło na wzór Bły­ska­wic. Po­dob­ne kol­czu­gi i heł­my, po­dob­ne sza­ble i lan­ce. Gdy­by nie płasz­cze i zie­lo­ne chu­s­ty, trud­no by­ło­by się zo­rien­to­wać, kto kogo leje, po­my­śla­ła kwa­śno. Nie­mal w tej sa­mej chwi­li ata­ku­ją­cy prze­ła­ma­li li­nię sta­wia­ją­cych roz­pacz­li­wy opór a’ke­erów i Jeźdź­cy Bu­rzy rzu­ci­li się do uciecz­ki.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)