Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Błyskawice zatrzymały się sto jardów przed nimi. Od ich linii ponownie oderwał się pojedynczy jeździec. Tylko że teraz trzymał lancę grotem w dół, a hełm umieścił na jej uniesionym w górę końcu. Pas przesunął wokół bioder tak, że pochwa z szablą plątała mu się gdzieś za plecami, a tarczę powiesił przy siodle. Jechał negocjować.
W połowie drogi zatrzymał się i potrząsnął lancą. Hełm zadźwięczał.
Laskolnyk powoli zdjął własny i założył na łęk siodła. Uniósł obie dłonie.
Koczownik podjechał bliżej. Wyraźnie widziała jego twarz, młodą jak na Jeźdźca Burzy i w dziwny sposób nieśmiałą.
Se-kohlandczyk ogarnął ich wzrokiem, pokręcił głową, otworzył, zamknął i ponownie otworzył usta.
– Wszyscy – zachrypiał spierzchniętymi wargami. – Dojechaliście tu wszyscy.
Laskolnyk pochylił się lekko, jakby zaciekawiony.
– Gdzie poprzedni mówca?
– Padł. Strzała trafiła go w usta.
– Więc mówić z pewnością nie może. A ty, jak się nazywasz? Albo nie – poprawił. – Nie mów. To nieważne. Czego chcecie?
– Mam porozmawiać o poddaniu...
– Aaaa, to dlatego pędzicie tak za nami przez pół dnia. Ale nie mogę was wziąć do niewoli. Spieszę się do Lithrew. Jeśli jednak pojedziecie do Małego Bynder, to dam wam list do dowódcy tamtejszego pułku. Powinien potraktować was łagodnie.
Zaśmiali się. Ale jakoś tak bez złośliwości, po prostu jak z dobrego żartu. Za to młody posłaniec poczerwieniał i wskazał ręką za siebie.
– Ja...
– Nie – kha-dar przerwał mu cicho, lecz z naciskiem.
– Nie możesz machnąć dłonią i rzucić ich do ataku, bo dostali rozkaz, żeby wziąć mnie żywcem. Zupełnie jakby to, czy dam się wziąć żywcem, nie zależało tylko ode mnie. Powiedz mi, mówco, czy wasi Źrebiarze czerpią z Mocy bogów?
– Nie... nie rozumiem.
Laskolnyk wskazał ręką na otaczający ich oddział.
– Jeden z nich pół dnia utrzymuje Szarą Sieć dla kilkuset koni. Jest... Naprawdę dorównuje naszym wielkim bitewnym magom. Drugi postawił nam za plecami ścianę czarów, której powinno się użyć w bitwie przeciw całej armii. To też znakomity czarownik. Ale to kosztuje. Bardzo wiele kosztuje.
Se-kohlandczyk zamrugał, nadal nic nie rozumiejąc. Laskolnyk westchnął.
– Zapytam inaczej. Czy nie sądzisz, że muszą już być bardzo zmęczeni?
Kha-dar uniósł rękę. Brzęknął łuk i w niebo pomknęła pojedyncza strzała. Młody koczownik siedział z otwartymi ustami, gapiąc się na ciągnący za sobą jaskrawoczerwoną wstążkę pocisk. Strzała wzbiła się w niebo wysoko, wysoko, niemal na granicę widoczności. Gdyby nie łopocząca za nią Czerwień, pewnie straciliby ją z oczu.
Przez chwilę wszyscy, czaardan i Błyskawice, tkwili nieruchomo, z głowami zadartymi pod niebo, niektórzy pewnie nawet nie zdążyli jeszcze zadać sobie pytania, co właściwie oznacza ten sygnał, gdy nadeszła odpowiedź.
A nadeszła od strony ziemi, która zadrżała, jakby przeszyta zwiastującym gorączkę dreszczem. Kailean wyczuwała to drżenie, nawet w siodle, i z zapierającą dech w piersiach, niemal obłędną radością zrozumiała, co to jest. Ziemia drży w ten sposób, gdy tysiąc pancernej jazdy idzie do szarży. Siódmy nadchodził.
Poprzedzała go fala czarów. Coś uderzyło od tyłu w mroźny mur i ściana za ich plecami wygięła się, zafalowała i tchnęła mrozem. Ale Laskolnyk miał rację, utrzymanie tak potężnego czaru przez tak długi czas było potwornie męczące i nawet Źrebiarz dorównujący Mocą wielkim bitewnym magom Imperium płacił za to straszliwą cenę. Zresztą czarodzieje służący w pułku gwardii też nie wypadli sroce spod ogona. Fala rozedrganego od gorąca powietrza owinęła się wokół szarej ściany i wdusiła ją w ziemię.
Linia Jeźdźców Burzy zakłębiła się. Właściwie to mieli dwa wyjścia, rzucić się na stojący spokojnie czaardan albo zawrócić konie i uciec przed nadchodzącym zagrożeniem. Chyba zabrakło im dobrego dowódcy, kogoś, kto błyskawicznie podejmie decyzję i wyda odpowiednie rozkazy, bo choć grunt drżał coraz bardziej, oddział stał na miejscu jak wrośnięty w ziemię. Dopiero gdy czary Źrebiarza zostały przełamane, kilkudziesięciu jeźdźców ruszyło do straceńczej szarży na oddział Laskolnyka. Reszta nadal tkwiła w miejscu.
Gwizdek kha-dara zawrócił czaardan i oni również pocwałowali w górę niecki. Kilka ostrych komend uformowało ich w wąski, podwójny rząd.
W chwili, gdy zbliżyli się do krawędzi, wypadły zza niej pancerne chorągwie. Ściana jeźdźców rozdzieliła się po obu stronach czaardanu i z łomotem kopyt, powiewając płaszczami i zielonymi chustami, runęła przed siebie. Tych kilkudziesięciu koczowników, którzy ścigali oddział Laskolnyka, w mgnieniu oka stratowano i starto w pył.
Czaardan zatrzymał się, tym razem bez komendy. Zawrócili konie i ustawili się na krawędzi niecki. Widok rzeczywiście był jak z najlepszych miejsc najlepszego teatru. Tylko że teraz to nie oni grali główne role w dramacie.
Błyskawice były już rozgromione. Co prawda stawili czoło szarżującym gwardzistom, ale chyba tylko dlatego, że nie miały one innego wyjścia. Tych niespełna trzystu, którzy zamykali pułapkę, w większości siedziało na zagonionych niemal na śmierć koniach, a Laskolnyk miał rację również co do drugiego Źrebiarza. Szara Sieć wyssała z niego siły i w chwili, gdy zaatakował ich Siódmy, nie zdążył jej zapleść ponownie. Może zresztą zginął w czasie pierwszej szarży, kto wie? W każdym razie żadne czary nie rozbłysły nad ścianą konnych i przez kilka uderzeń serca oba oddziały przemieszały się ze sobą, tworząc kłębiącą się, brzęczącą żelazem i wydającą nieludzkie ryki linię. Dopiero widząc walczących, Kailean uświadomiła sobie, że swoje półpancerne chorągwie Imperium uzbrajało i opancerzało na wzór Błyskawic. Podobne kolczugi i hełmy, podobne szable i lance. Gdyby nie płaszcze i zielone chusty, trudno byłoby się zorientować, kto kogo leje, pomyślała kwaśno. Niemal w tej samej chwili atakujący przełamali linię stawiających rozpaczliwy opór a’keerów i Jeźdźcy Burzy rzucili się do ucieczki.