Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 197
Перейти на страницу:

Konia Nynaeve przyprowadziła sama Alise. A potem, gdy ta wsuwała już stopę w strzemiono, poprawiła jej kapelusz z niebieskimi piórami. Nynaeve zawróciła swą tłustą klacz na północ, towarzyszył jej dosiadający Mandarba Lan, a w oczach jej zastygł wyraz absolutnej udręki. Elayne nie rozumiała, dlaczego nie usadziła Alise. Z opowieści Nynaeve wynikało, że dyrygowała starszymi od siebie kobietami już od czasu, gdy przestała być małą dziewczynką. A teraz pozycja Aes Sedai winna jej dawać całkowitą przewagę nad dowolną kobietą z Rodziny.

Kiedy kolumna ruszyła w stronę wzgórz, Elayne popatrzyła na Aviendhę i Birgitte. Aviendha zwyczajnie stała bez ruchu, z ramionami skrzyżowanymi na piersiach, w dłoni ściskała angreal ukształtowany na obraz kobiety otulonej własnymi włosami. Birgitte przejęła wodze Lwicy od Elayne i odprowadziła ją razem z własnym wierzchowcem do niewielkiego głazu w odległości dwudziestu kroków, i tam usiadła.

— Wy obie też powinnyście... — zaczęła Elayne i zakasłała, kiedy Aviendha gwałtownie uniosła brwi w górę, demonstracyjnie okazując zdziwienie. Nie było chyba sposobu odesłania Aviendhy w bezpieczne miejsce, który by jej jednocześnie nie hańbił. W każdym razie wydawało się to niemożliwe. — Pojedziesz z pozostałymi — powiedziała do Birgitte. — Zabierz Lwicę. Aviendha i ja możemy jechać na zmianę na jej wałachu. Chętnie się przespaceruję przed snem.

— Jeśli kiedyś jakiegoś mężczyznę będziesz traktowała w połowie tak dobrze jak tego konia — rzekła sucho Birgitte — będzie należał do ciebie na śmierć i życie. Chyba sobie trochę posiedzę, dość się dzisiaj najeździłam. Nie zawsze muszę być na każde twoje skinienie. Możemy się w to bawić w obecności sióstr i innych Strażników, żeby oszczędzić ci rumieńców, ale obie wiemy, jak jest naprawdę. — Mimo drwiących słów, Elayne wyczuła jej tkliwość. Nie, coś silniejszego niż tkliwość. Nagle zapiekły ją oczy. Swoją śmiercią zraniłaby Birgitte do głębi jej istoty... więź to gwarantowała... ale to uczucie przyjaźni kazało jej teraz zostać.

— Bardzo się cieszę, mając takie przyjaciółki — odparła z prostotą. Birgitte uśmiechnęła się szeroko, jakby mimo wszystko powiedziała coś głupiego.

Aviendha natomiast zaczerwieniła się wściekle i wbiła wzrok nagle zogromniałych oczu w Birgitte, tak wzburzona, jakby ona właśnie odpowiadała za jej rumieńce. Pospiesznie przeniosła spojrzenie na kolumnę, która jeszcze nie dotarła do pierwszego wzgórza, znajdującego się w odległości jakiejś połowy mili.

— Najlepiej byłoby zaczekać, aż tamci znikną – powiedziała — ale nie powinnaś czekać zbyt długo. Od momentu gdy zaczniesz rozplątywać, strumienie zaczynają robić się... śliskie. Dopuścisz, by jeden się wymknął, to jakbyś wypuściła cały splot, poleci wtedy tam, gdzie zechce. I nie wolno ci się spieszyć. Każdą nitkę trzeba wyciągać aż do samego końca. Im więcej wyprujesz, tym łatwiej przyjdzie ci potem znaleźć pozostałe, ale zawsze należy łapać tę nitkę, którą widzisz najwyraźniej. — Uśmiechnęła się ciepło i przycisnęła palce do policzka Elayne. — Poradzisz sobie, pod warunkiem że będziesz uważała.

Sądząc z opisu, wcale nie wydawało się to trudne. Wystarczy, jak będzie uważała. Miała wrażenie, że minęło już dużo czasu od chwili, gdy ostatnia kobieta zniknęła za wzgórzem, szczupła szlachcianka ugięta pod ciężarem swych sukien. Słońce jakby w ogóle nie zamierzało zajść, a zdawało się, że minęły całe godziny. Co ta Aviendha miała na myśli, mówiąc „śliskie”? Nic jej nie przychodziło do głowy oprócz różnych odmian tego słowa; po prostu trudno je utrzymać w ręku, ot i wszystko.

Przekonała się, co to znaczy, ledwie zaczęła. „Śliski” jest żywy węgorz, gdy go pokryć smarem. Chwytając pierwsze pasmo, zacisnęła zęby i natychmiast spróbowała je wyciągnąć. Westchnęłaby z ulgą, po tym jak nitka Powietrza po krótkim oporze wreszcie puściła, gdyby nie czekało na nią jeszcze tak wiele innych. Nie była pewna, czy sobie poradzi, jeśli staną się jeszcze bardziej „śliskie”. Aviendha obserwowała ją uważnie, jednak nie dodała już ani słowa, chociaż gdy Elayne tego potrzebowała, służyła krzepiącym uśmiechem. Elayne nie widziała Birgitte — nie odważyła się oderwać wzroku od swego zajęcia — ale czuła ją, niewielką, twardą jak skała grudę zaufania we własnej głowie, wystarczająco niewzruszonego, by przegnać jej wątpliwości.

Pot spływał jej strumieniami po twarzy, plecach i brzuchu, aż w końcu sama zaczęła czuć się „śliska”. Kąpiel tego wieczoru byłaby wielce pożądana. Nie, nie wolno o tym myśleć. Całą uwagę trzeba poświęcić pasmom splotu. Szło coraz trudniej, drżały, gdy tylko ich dotknęła, ale nadal, jedna po drugiej wychodziły, a za każdym razem, gdy kolejna nitka wyswobadzała się, koniec drugiej nagle wyraźnie się odznaczał tam, na tle bryły litego, zdawałoby się, saidara. Brama jawiła jej się teraz jak jakaś monstrualna, zniekształcona stugłowica na dnie stawu, obrośnięta mnóstwem wijących się macek, gęsto owłosionych nitkami Mocy, które rosły, wiły się i znikały, natychmiast zastępowane przez nowe. Widoczny dla wszystkich trzech otwór naprężał się na brzegach, stale zmieniając kształt, a nawet rozmiary. Nogi zaczęły jej drżeć, oczy piekły nie tylko od potu, ale również z napięcia. Nie wiedziała, jak długo to jeszcze wytrzyma. Zaciskała zęby i walczyła dalej. Jedna nitka na raz. Jedna nitka na raz.

Tysiąc mil dalej, w odległości niecałych stu kroków za pulsującym otworem bramy, żołnierze dziesiątkami rozpełzli się pomiędzy białymi budynkami farmy, niscy mężczyźni uzbrojeni w kusze, chronieni brązowymi napierśnikami i kolorowymi hełmami, które przypominały łby monstrualnych owadów. Za nimi szła kobieta, w spódnicy z czerwonymi wstawkami i srebrnymi błyskawicami, bransoleta na jej nadgarstku łączyła się srebrzystą smyczą z obrożą na szyi kobiety w szarej sukni, za nią następna sul’dam i damane, a potem kolejna para. Jedna z sul’dam wyciągnęła rękę w stronę bramy, a jej sul’dam natychmiast otuliła się łuną saidara.

— Na ziemię! — wrzasnęła Elayne, sama padając na plecy, tracąc farmę z pola widzenia, i w tej samej chwili przez bramę przeleciała rozszczepiona srebrzystoniebieska błyskawica, a huk ogłuszył ją doszczętnie. Włosy stanęły jej dęba, jakby każdy chciał pójść w swoją stronę, i wszędzie tam, gdzie trafiły srebrzyste groty, wytryskiwały potężne fontanny ziemi. Poczuła, jak spada na nią ulewa pyłu i kamyków.

W pewnej chwili odzyskała słuch; męski głos dobiegający zza bramy mówił niewyraźnym, miękkim akcentem, od którego brzmienia skóra jej ścierpła tak samo jak od treści słów.

— ...trzeba wziąć je żywcem, durnie!

Nagle na łąkę tuż przed nią wyskoczył jeden z żołnierzy. Strzała Birgitte przebiła zaciśniętą pięść, przybijając ją do skórzanego napierśnika. Drugi seanchański żołnierz potknął się o ciało pierwszego, który tymczasem leżał już na ziemi, ale nóż Aviendhy przeszył mu gardło, nim zdążył się zorientować w sytuacji. Strzały wyskakujące z łuku Birgitte biły w napastników niczym grad z nieba; strzelała z ponurym uśmiechem, jedną nogą przydeptawszy wodze koni. Rozdygotane wierzchowce podrzucały łbami i pląsały w miejscu, jakby chciały się wyrwać i uciec, ale Birgitte stała spokojnie i strzelała tak szybko, jak szybko była w stanie nasadzać strzały na cięciwę. A krzyki dobiegające zza bramy mówiły, że wszystkie jej groty znajdują drogę do celu. Ale kontratak przyszedł równie prędko jak czarne myśli — czarne smugi, bełty z kusz. Wszystko działo się tak szybko. Aviendha upadła na ziemię. Spod palców, którymi ścisnęła się za prawe ramię, wypłynęła struga krwi, ale natychmiast odjęła dłoń, odpełzła od toru, po którym przelatywały strzały, i z zaciętą miną zaczęła po omacku szukać upuszczonego angreala. A potem rozległ się krzyk Birgitte; upuściwszy łuk, schwyciła się za udo tam, gdzie trafił ją bełt. Elayne poczuła ukłucie bólu, tak wyraźnie, jakby to ją raniono.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)