Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 197
Перейти на страницу:

W sumie wszystko nie trwało długo. Pozostałe kobiety z farmy zebrały się w końcu pod czujnym okiem Kółka Dziewiarskiego oraz Alise, która uważnie przyjrzała się ostatniej dziesiątce wyjeżdżających. Spośród nich wszystkie prócz dwóch tylko miały na sobie wspaniałe, haftowane jedwabie, niewiele się różniące od jedwabi Elayne. Zdecydowanie nie należały do Rodziny. Elayne przeczuwała, że tak czy owak, odtąd to one właśnie będą odpowiedzialne za zmywanie. Alise nie dopuści, by stworzenia tak nędzne jak osoby arystokratycznego pochodzenia rzucały jej kłody pod nogi. Poszukiwaczki Wiatru uformowały szereg ze swymi końmi, zaskakująco milczące, wyjąwszy Renaile, która cedziła obelgi za każdym razem, gdy widziała Alise. Careane została odwołana ze szczytu wzgórza. Strażnicy przyprowadzili siostrom ich wierzchowce. Prawie każdy wpatrywał się w niebo, a wszystkie starsze Aes Sedai i Poszukiwaczki Wiatru otaczała poświata saidara. Podobnie jak kilka kobiet Rodziny.

Nynaeve zaprowadziła swoją klacz na miejsce obok zbiornika, gdzie znajdowało się czoło pochodu, bez przerwy gładziła angreal nadal zdobiący jej dłoń, jakby to ona miała tworzyć bramę, mimo iż byłby to pomysł zgoła niedorzeczny. Przede wszystkim, mimo iż wyglądała z pozoru znacznie lepiej, obmyła twarz = oraz włożyła kapelusz, co było dość dziwne, zważywszy na wszystko — za każdym razem jednak, gdy choć na chwilę traciła panowanie nad sobą, wręcz słaniała się na nogach. Lan właściwie nie odstępował jej na krok, twarz miał kamienną jak zawsze, ale z pewnością żaden inny mężczyzna na świecie nie mógłby służyć kobiecie lepszym oparciem. Nynaeve raczej nie byłaby w stanie utkać bramy, nawet za pomocą bransolety z pierścieniami. Mało tego, uganiała się po farmie od samego początku, od pierwszej chwili, w odróżnieniu od Elayne, która nadto przez czas dłuższy obejmowała saidar dokładnie w miejscu, gdzie teraz stali. Dzięki czemu dobrze je poznała. Nynaeve patrzyła chmurnie, kiedy Elayne obejmowała Źródło, ale przynajmniej starczyło jej rozumu, by się nie odzywać.

Elayne właściwie od razu pożałowała, że oddała Aviendzie figurkę kobiety spowitej we włosy; jej również zmęczenie mocno dawało się we znaki, toteż cały strumień saidara, jaki była w stanie zaczerpnąć, ledwie wystarczył do utworzenia funkcjonującego splotu. Strumienie Mocy zatrzepotały w jej uścisku, prawie tak, jakby usiłowały się wyswobodzić, po czym wskoczyły na miejsce tak gwałtownie, że aż się wzdrygnęła; przenoszenie przebiegało inaczej, w stanie zmęczenia, ale tym razem poszło gorzej niż kiedykolwiek. Na szczęście znajoma pionowa kreska pojawiła się tak, jak powinna, a po chwili rozszerzyła się i tuż obok zbiornika powstał otwór w powietrzu. Otwór wcale nie większy od tego, który w Ebou Dar utkała Aviendha, ale Elayne i tak się cieszyła, że wyszedł dostatecznie duży, by mógł przejść przez niego koń. Aż do końca wcale nie była pewna, czy się uda. Kobietom z Rodziny głośno zaparło dech, gdy zobaczyły górską łąkę, która wykwitła znienacka między nimi a znajomym szarym kształtem zbiornika.

— Szkoda, że nie pozwoliłaś mi spróbować — odezwała się cicho Nynaeve. Cicho, a mimo to w jej głosie słyszało się odległą, ostrą nutę. — Omal nie zepsułaś wszystkiego.

Aviendha obdarowała Nynaeve zimnym spojrzeniem, Elayne widząc to, omal nie schwyciła jej za ramię. Im dłużej były prawie-siostrami, tym coraz wyraźniej dochodziło do głosu coś w rodzaju niewzruszonego przeświadczenia, że powinna bronić honoru Elayne; Elayne już sobie wyobrażała, jak by to było, gdyby zostały pierwszymi-siostrami — musiałaby cały czas powstrzymywać ją przed rzuceniem się na Nynaeve i Birgitte!

— A jednak udało się, Nynaeve — powiedziała pospiesznie. — Tylko to się liczy. — Nynaeve skierowała w jej stronę obojętne spojrzenie i mruknęła coś o trudnych dniach, jakby to Elayne, a nie ona od samego rana demonstrowała zgryźliwą stronę swojej natury.

Pierwsza przez bramę przeszła Birgitte, uśmiechająca się bezczelnie do Lana, w jednym ręku trzymała wodze swojego konia, w drugim już przyszykowany do strzału łuk. Elayne wyczuwała w niej zapał, a nawet chyba odrobinę satysfakcji, być może dlatego, że tym razem to ona miała iść na czele pochodu, a nie Lan — między Strażnikami zawsze dochodziło do swoistej rywalizacji — i odrobinę czujności. Zaiste tylko odrobinę. Elayne dobrze znała tę łąkę — niedaleko stąd Gareth Bryne uczył ją jeździć. konno. Za skąpo zalesionymi wzgórzami, w odległości jakichś pięciu mil, stał dwór należący do jednego z majątków jej matki. Do jednego z majątków stanowiących teraz jej własność, jeszcze nie przywykła do tej myśli. W ciągu trwającej pół dnia podróży w dowolnym kierunku nie powinny napotkać żywej duszy, prócz może kogoś z siedmiu rodzin, które doglądały domu i przyległych terenów.

Elayne wybrała to miejsce, ponieważ stąd w ciągu dwóch tygodni mogli dotrzeć do Caemlyn. A ponieważ majątek był usytuowany na uboczu, więc być może uda jej się wjechać do stolicy, zanim ktokolwiek się dowie, że ona jest w Andorze. Mogło się okazać, że ten środek ostrożności bardzo się przyda; w rozmaitych momentach historii Andoru rywalki do Różanej Korony były przetrzymywane w charakterze „gości” tak długo, póki nie zrezygnowały ze swoich roszczeń. Jej matka, na przykład, przetrzymywała dwie takie kobiety, dopóki na dobre nie przejęła tronu. Jeśli szczęście dopisze, jej pozycja ustabilizuje się, zanim przybędzie Egwene z pozostałymi siostrami.

Lan na Mandarbie przyjechał tuż po brązowym wałachu Birgitte i Nynaeve drgnęła, jakby chciała pobiec za czarnym rumakiem bojowym, ale zaraz znieruchomiała, z zimnym spojrzeniem, zachęcającym Elayne, by powiedziała choć słowo. Majstrując wściekle przy wodzach, dokładała nadludzkich starań, by obserwować wszystko, tylko nie wnętrze bramy, za którą zniknął Lan. I do tego poruszała wargami. Po chwili Elayne pojęła, że tamta liczy.

— Nynaeve — powiedziała cicho — naprawdę nie mamy czasu na...

— Ruszać się! — rozległ się gdzieś z tyłu głos Alise, a towarzyszące mu klaśnięcie w dłonie zabrzmiało jak łomot werbla wybijającego rytm marszu. — Nie życzę sobie żadnych przepychanek, ale nie zdzierżę też opieszałości! Idźcie za nimi!

Nynaeve impulsywnie odwróciła głowę, bolesna mina świadczyła o wewnętrznym rozdarciu. Z jakiegoś powodu obmacywała swój kapelusz, a kiedy wreszcie oderwała odeń dłoń, kilka niebieskich piór zwisło połamanych.

— Ach, ten całowany przez kozy, stary!... — warknęła, reszta słów utonęła, kiedy przeciągnęła swoją klacz na drugą stronę bramy. Elayne parsknęła. I to Nynaeve miała czelność karcić wszystkich za ich język! Żałowała jednak, że nie usłyszała ciągu dalszego, pierwszą część przekleństwa poznała już wcześniej.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)