Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Kanclerz, który drżał również, łatwo bowiem zrozumieć jego wzruszenie, wziął list, skłonił się do ziemi i wyszedł.
Zaledwie drzwi się zamknęły, królowa na wpół zemdlona padła w ramiona dam.
Kanclerz zaniósł królowi list nietknięty. Król wziął go drżącą ręką, poszukał adresu, ale go nie znalazł, zbladł, otworzył list powoli, po czym, widząc z pierwszych słów, że był napisany do króla Hiszpanii, przeczytał go szybko.
Był to dokładny plan ataku na kardynała. Królowa prosiła swego brata i cesarza austriackiego, aby pod pozorem obrazy za politykę Richelieugo, który nieustannie zmierzał do umniejszenia potęgi domu austriackiego, wypowiedział wojnę Francji, a jako warunek pokoju podał dymisję kardynała; w całym jednak liście nie było słowa o miłości.
Uradowany król zapytał, czy kardynał jest jeszcze w Luwrze. Powiedziano mu, że Jego Eminencja czeka w gabinecie na rozkazy Jego Królewskiej Mości.
Król udał się natychmiast do niego.
— Rzeczywiście, książę kardynale, miałeś słuszność, a ja byłem w błędzie; to intryga polityczna, nie ma w liście ani słowa o miłości, wiele natomiast mówi się o tobie.
Kardynał wziął list i przeczytał go z największą uwagą. Gdy skończył, zabrał się do lektury raz jeszcze.
— No cóż, Najjaśniejszy Panie — powiedział — widzisz sam, jak daleko posuwają się moi nieprzyjaciele; grożą ci dwiema wojnami, jeśli mnie nie usuniesz. Doprawdy, na twym miejscu, Najjaśniejszy Panie, ustąpiłbym tak potężnemu naciskowi, dla mnie zaś byłoby prawdziwym szczęściem, gdybym mógł się wycofać z polityki!
— Co powiadasz, książę?
— Powiadam, Najjaśniejszy Panie, że tracę zdrowie w tych wyczerpujących walkach i nieustannej pracy. Powiadam, że prawdopodobnie nie zniosę trudów oblężenia La Rochelle i że lepiej by było, żebyś mianował wodzem pana de Condé[*], pana de Bassompierre lub jakiegoś innego dzielnego męża, stworzonego do prowadzenia wojen, nie zaś mnie, sługę kościoła; wciąż narzuca mi się prace, do jakich nie mam żadnych zdolności, odwracając mnie od mego powołania. Będziesz szczęśliwszy w sprawach wewnętrznych, Najjaśniejszy Panie, i bez wątpienia nie umniejszy to twej potęgi za granicą.
— Książę kardynale — rzekł król — rozumiem, bądź spokojny: wszyscy wymienieni w tym liście zostaną ukarani, jak na to zasługują, nawet królowa.
— Co mówisz, Najjaśniejszy Panie! Niechaj Bóg broni, żeby królowa miała zaznać najmniejszej przykrości z mego powodu! Wasza Królewska Mość może zaświadczyć, że choć zawsze byłem z całego serca po jej stronie, nawet przeciw Waszej Królewskiej Mości, uważała mnie za swego wroga. O, gdyby królowa zdradzała cię, Najjaśniejszy Panie, przynosząc ujmę twemu honorowi, to byłoby co innego i pierwszy bym powiedział: “Nie ma łaski, Najjaśniejszy Panie, nie ma łaski dla winnej!” Na szczęście nic podobnego nie można powiedzieć, a dowód Wasza Królewska Mość masz w ręce.
— To prawda, panie kardynale — rzekł król — jak zawsze, masz rację; ale królowa mimo to zasłużyła sobie na mój gniew.
— To ty, Najjaśniejszy Panie, ściągnąłeś na siebie jej gniew i doprawdy, gdyby dąsała się na Waszą Królewską Mość, ja bym się temu nie dziwił; Wasza Królewska Mość traktował ją tak surowo!
— Zawsze w ten sposób będę się odnosić do moich i twoich nieprzyjaciół, książę, nawet jeśli stoją bardzo wysoko i jeślibym narażał się na niebezpieczeństwo surowo z nimi postępując.
— Królowa jest moją nieprzyjaciółką, ale nie twoją, Najjaśniejszy Panie; przeciwnie, jest to małżonka wierna, posłuszna i nienaganna; pozwól więc, Najjaśniejszy Panie, że wstawię się za nią do Waszej Królewskiej Mości.
— Niechaj się więc ukorzy i pierwsza przyjdzie do mnie.
— Na odwrót, Najjaśniejszy Panie, daj przykład: ty właśnie pierwszy popełniłeś błąd podejrzewając królową.
— Ja mam uczynić pierwszy krok? — rzekł król. — Nigdy!
— Najjaśniejszy Panie, błagam cię.
— Zresztą, jak mam to uczynić?
— Umyślając coś takiego, co sprawi jej przyjemność.
— Cóż, na przykład?
— Wydaj bal, wiesz, jak królowa lubi tańczyć. Zaręczam, że jej uraza zniknie, gdy okażesz jej takie względy.
— Panie kardynale, wiesz dobrze, że nie lubię uciech światowych,
— Tym bardziej królowa będzie ci wdzięczna, zna bowiem twą niechęć do tych rozrywek. Zresztą stanie się to dla niej okazją do włożenia owych pięknych spinek diamentowych, któreś ofiarował jej w dniu imienin i w które nie miała dotąd sposobności się ustroić.
— Zobaczymy, panie kardynale, zobaczymy — rzekł król, wielce uradowany tym, że królowa jest winna zbrodni mało go obchodzącej, a nie ma na sumieniu wykroczenia, którego najbardziej się obawiał, i gotów już do zgody — zobaczymy, ale na honor, zbyt jesteś pobłażliwy.
— Najjaśniejszy Panie — odpowiedział kardynał — pozostaw surowość ministrom, pobłażliwość jest cnotą królów; użyj jej, a przekonasz się, że dobrze na tym wyjdziesz.
Tu kardynał słysząc, że zegar wybija jedenastą, skłonił się głęboko i zapytał, czy król pozwoli mu odejść, błagając go jednocześnie, aby wstawił się za nim u królowej.
Anna Austriaczka, która po historii z listem spodziewała się wyrzutów, była nader zdumiona widząc nazajutrz, że król próbuje się z nią pojednać. W pierwszym odruchu chciała go odepchnąć, ponieważ jej godność kobieca i duma królowej były zbyt głęboko zranione, by mogła od razu wszystko puścić w niepamięć, ale idąc za radami dam z fraucymeru starała się zachować tak, jakby nic się nie stało. Król skorzystał z pierwszej sposobności, by jej powiedzieć, że wkrótce ma zamiar wydać bal.
Dla biednej Anny Austriaczki bal był czymś tak rzadkim, że na wieść o nim, jak to przewidział kardynał, wszelki ślad niechęci znikł, jeśli nie z jej serca, to w każdym razie z twarzy. Zapytała, kiedy bal się odbędzie, ale król odparł, że musi się porozumieć w tej sprawie z kardynałem.
Istotnie król co dzień pytał kardynała, kiedy odbędzie się bal, i za każdym razem kardynał unikał pod jakimś pozorem odpowiedzi.
Tak upłynęło dziesięć dni.
Ósmego dnia po opisanych wydarzeniach kardynał otrzymał list z Londynu, który zawierał te kilka wierszy:
“Mam je; ale nie mogę opuścić Londynu, brak mi pieniędzy — Proszę mi przysłać pięćset pistoli, a w cztery lub pięć dni po ich otrzymaniu będę w Paryżu.”
Tego samego dnia król jak zwykle zwrócił się do kardynała ze swoim pytaniem.
Richelieu policzył na palcach i powiedział do siebie cicho:
— Przyjedzie w cztery albo pięć dni po otrzymaniu pieniędzy; trzeba czterech albo pięciu dni na przesłanie, czterech albo pięciu dni na jej powrót, to stanowi dziesięć dni; teraz weźmy pod uwagę przeciwne wiatry, nieprzewidziane wypadki, słabość kobiecą, a więc dwanaście dni.
— A zatem, książę kardynale, obliczyłeś już? — rzekł król.
— Tak, Najjaśniejszy Panie; mamy dziś 20 września; ławnicy miasta urządzają bal drugiego października. W ten sposób wszystko ułoży się doskonale i nie będzie wyglądało na to, że pragniesz pojednania z królową.
Po czym kardynał dodał:
— Nie zapomnij, Najjaśniejszy Panie, powiedzieć w przeddzień balu Jej Królewskiej Mości, by włożyła diamentowe spinki.
Rozdział XVII
MAŁŻONKOWIE BONACIEUX
Po raz drugi w rozmowie z królem kardynał wspomniał o spinkach diamentowych. Uderzyło to Ludwika XIII i pomyślał sobie, że w tym przypomnieniu musi się kryć jakaś tajemnica.