Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Lektorka urwała natychmiast, wszystkie damy wstały i zapanowała głęboka cisza.
Król w najmniejszej mierze nie silił się na uprzejmość. Stanął przed królową i rzekł gniewnym głosem:
— Pani, odwiedzi cię pan kanclerz i z mego polecenia powiadomi o pewnych sprawach.
Nieszczęsna królowa, której nieustannie grożono rozwodem, wygnaniem, a nawet sądem, zbladła pod warstwą różu i nie powstrzymała się od pytania:
— Jakiż powód tej wizyty, Najjaśniejszy Panie? Cóż takiego może mi powiedzieć pan kanclerz, czego Wasza Królewska Mość nie mógłby mi sam oznajmić?
Król odwrócił się i wyszedł bez słowa: niemal w tej samej chwili kapitan gwardii, pan de Guitaut, oznajmił przybycie kanclerza.
Kiedy kanclerz wszedł, król wyszedł już innymi drzwiami.
Kanclerz wszedł lekko zarumieniony, z uśmiechem na twarzy. Ponieważ spotkamy go jeszcze w naszej opowieści, nie zawadzi, jeśli czytelnicy zawrą z nim znajomość teraz.
Kanclerz był to ucieszny jegomość. Polecił go Jego Eminencji, jako człowieka pewnego, Des Roches le Masle[*], kanonik Notre-Dame[*], który był ongi pokojowcem kardynała. Kardynał zaufał mu i dobrze na tym wyszedł.
O kanclerzu opowiadano najrozmaitsze historie, między innymi następującą:
Po burzliwej młodości schronił się w klasztorze, by przez jakiś czas bodaj pokutować za młodzieńcze grzechy. Ale wchodząc do świętego przybytku, biedny pokutnik nie umiał dość szybko zamknąć za sobą drzwi, by wraz z nim nie wkroczyły również namiętności, przed którymi uciekał. Pokusy dręczyły go nieustannie; wyznał to przeorowi; przeor, który chciał mu pomóc, poradził, by w chwili kiedy szatan-kusiciel zbliża się do niego, pokutnik chwytał za sznur dzwonu i dzwonił ze wszystkich sił. Dźwięk dzwonu oznajmi mnichom, że brat ich jest kuszony od szatana, i całe zgromadzenie przystąpi do modlitwy.
Rada wydała się dobra przyszłemu kanclerzowi; odpędzi złego ducha dzięki pomocnym modlitwom mnichów. Ale diabeł nie ustępuje łatwo z miejsca raz już zajętego; w miarę jak zwiększano egzorcyzmy, on mnożył pokusy; jakoż w dzień i w nocy dzwon nie przestawał dzwonić zwiastując, że pokutnik doznaje gwałtownej potrzeby umartwienia.
Mnisi nie mieli chwili spokoju. Przez cały dzień tylko wchodzili i schodzili ze schodów wiodących do kaplicy; w nocy, nie licząc komplety i jutrzni, musieli po dwadzieścia razy wyskakiwać z łóżek i leżeć krzyżem na kamiennych płytach celi.
Nie wiadomo, czy diabeł ustąpił z pola, czy mnisi się zmęczyli, wszelako po trzech miesiącach pokutnik pojawił się w świecie z opinią człowieka najbardziej opętanego przez diabła, jaki żył kiedykolwiek.
Wyszedłszy z klasztoru obrał karierę urzędniczą: został przewodniczącym sądu na miejsce swego wuja, przyłączył się do stronnictwa kardynała, co dowodziło wielkiej bystrości, został kanclerzem i służył gorliwie Jego Eminencji, który nienawidził królowej matki i pragnął zemsty na Annie Austriaczce; kanclerz pokierował sędziami w sprawie pana de Chalais, wspomagał poczynania pana de Laffemas[*], wielkiego łowczego Francji; wreszcie, ciesząc się tak bardzo zasłużonym zaufaniem kardynała, otrzymał to osobliwe zadanie i zjawił się u królowej.
Królowa stała jeszcze, kiedy wszedł, ale zaledwie go ujrzała, siadła z powrotem na swym fotelu i dała znak damom, by usiadły na poduszkach i taboretach. Za czym rzekła z wielką wyniosłością:
— Czego pan sobie życzy i w jakim celu przybywa pan do mnie?
— Aby w imieniu króla i z całym szacunkiem, jaki winien jestem Waszej Królewskiej Mości, dokonać dokładnej rewizji papierów Najjaśniejszej Pani.
— Jak to? Rewizji moich papierów? Ależ to niegodne!
— Zechciej mi wybaczyć, Najjaśniejsza Pani, ale jestem tylko narzędziem w ręku króla. Czy Jego Królewska Mość nie był tu sam i nie przygotował cię do mej wizyty?
— Szukaj więc, panie; wygląda na to, że jestem przestępczynią. Estefano, proszę dać klucze od moich biurek i sekreter.
Kanclerz, by stało się zadość formom, przejrzał szuflady, ale wiedział dobrze, że nie w szufladach królowa ukryła list napisany za dnia.
Kiedy już kanclerz dwadzieścia razy otworzył i zamknął szuflady sekreter, trzeba było, jakkolwiek się wahał, posunąć się dalej, a mianowicie zrewidować królową. Kanclerz zbliżył się zatem do Anny Austriaczki i powiedział tonem wielce zakłopotanym i niepewnym:
— A teraz muszę dokonać rewizji zasadniczej.
— Jakiej? — zapytała królowa, która nie rozumiała lub raczej nie chciała zrozumieć.
— Jego Królewska Mość jest pewien, Najjaśniejsza Pani, że napisałaś dzisiaj list; wie również o tym, że list nie został jeszcze wysłany. Tego listu nie ma w biurku, ani w sekreterze, a przecież musi gdzieś być.
— Czy odważysz się podnieść rękę na swą królową? — rzekła Anna Austriaczka prostując się i patrząc na kanclerza z groźnym niemal wyrazem.
— Jestem wiernym sługą króla, pani, i uczynię wszystko, co Jego Królewska Mość rozkaże.
— A więc to prawda! — rzekła Anna Austriaczka — szpiedzy pana kardynała dobrze mu służą. Napisałam dziś list i ten list nie został wysłany. Jest tutaj.
I królowa położyła piękną dłoń na staniku.
— Proszę mi zatem dać ten list, Najjaśniejsza Pani — rzekł kanclerz.
— Dam go jedynie królowi, panie kanclerzu — rzekła Anna.
— Gdyby król chciał wziąć ten list sam, zażądałby go od Waszej Królewskiej Mości. Powtarzam wszakże, że mnie kazał to uczynić i jeśli nie oddasz listu, pani...
— Jeśli go nie oddam?
— Rozkazy polecają, bym go odebrał.
— Jak to, co chcesz przez to powiedzieć?
— Że moje pełnomocnictwa idą daleko i że jestem upoważniony do odebrania listu, nawet gdyby znajdował się przy osobie Waszej Królewskiej Mości.
— To potworne! — zawołała królowa.
— Zechciej więc, Najjaśniejsza Pani, pójść łatwiejszą drogą.
— Czy wiesz pan, że dopuszczasz się niegodnego gwałtu?
— Wybacz, Najjaśniejsza Pani, ale to rozkaz króla.
— Nie zniosę tego, nie, nie, raczej umrę! — zawołała królowa, w której zagrała krew Hiszpanki i Austriaczki.
Kanclerz skłonił się głęboko, po czym z oczywistym zamiarem wypełnienia misji, jaką go obarczono, niczym pachołek kata w izbie kaźni, zbliżył się do Anny Austriaczki, w której oczach ukazały się łzy wściekłości.
Jak powiedzieliśmy, królowa była bardzo piękna.
Zadanie było więc delikatnej natury, ale król w swojej zazdrości o Buckinghama doszedł już do tego, że nie był zazdrosny o nikogo więcej.
Bez wątpienia kanclerz Séguier szukał w tej chwili oczami sznura słynnego dzwonu; ale nie widząc go, powziął decyzję i wyciągnął rękę w tę stronę, gdzie jak to wyznała królowa, znajdował się list.
Anna Austriaczka cofnęła się o krok, tak blada, że zdawała się bliska śmierci; opierając się lewą ręką o stół znajdujący się za nią, prawą wydobyła papier spoczywający na piersi i podała go kanclerzowi.
— Proszę, oto list — zawołała królowa głosem urywanym i drżącym — weź go i uwolnij mnie pan od swej obmierzłej obecności.