Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— No, no, Tréville, bądź cicho — rzekł król.
— Jeśli pan kardynał żywi jakieś podejrzenia wobec moich muszkieterów — powiedział de Tréville — zażądam śledztwa; sprawiedliwość Jego Eminencji zbyt dobrze jest znana.
— W domu, gdzie zarządzono rewizję — ciągnął niewzruszony kardynał — mieszka pewien Bearneńczyk, przyjaciel muszkietera.
— Wasza Eminencja ma na myśli pana d’Artagnana?
— Mam na myśli człowieka, którego otaczasz swą opieką, panie de Tréville.
— Tak, Wasza Eminencjo, to prawda.
— Czy nie podejrzewasz, że ten młodzieniec dawał złe rady...
— Panu Atosowi, który ma dwa razy tyle lat? — przerwał pandę Tréville. — Nie, Wasza Eminencjo. Zresztą pan d’Artagnan spędził wieczór u mnie.
— Ach, więc to tak? — rzekł kardynał. — Wszyscy zatem spędzili wieczór u pana?
— Jego Eminencja nie wierzy moim słowom? — zapytał Tréville z czołem purpurowym z gniewu.
— Nie, Boże uchowaj — odrzekł kardynał. — Ale o której godzinie był u pana?
— Mogę to powiedzieć Waszej Eminencji dokładnie; zauważyłem, że na zegarze jest dziewiąta trzydzieści, choć myślałem, że to już później.
— O której wyszedł z pańskiego pałacu?
— O dziesiątej trzydzieści: w godzinę po zajściu.
— Jednakże — odparł kardynał, który nie wątpił ani przez chwilę w prawdomówność Tréville’a i czuł, że zwycięstwo mu się wymyka — jednakże Atos został wzięty w domu przy ulicy des Fossoyeurs.
— Czyżby przyjacielowi nie wolno było odwiedzić przyjaciela? Czy muszkieter z mojej kompanii nie może być w braterskich stosunkach z gwardzistą z kompanii pana des Essarts?
— Nie, jeśli dom, gdzie się spotykają, jest podejrzany.
— Bo widzisz, Tréville — wtrącił król — ten dom jest podejrzany; może nie wiedziałeś o tym?
— W istocie, Najjaśniejszy Panie, nic mi o tym nie było wiadomo. W każdym razie, nawet jeśli tak jest, nie może chodzić o mieszkanie pana d’Artagnana; zapewniam cię bowiem, Najjaśniejszy Panie (jeśli mam wierzyć temu, co powiedział), że nie masz bardziej oddanego sługi, a Jego Eminencja większego admiratora.
— Czy to ten sam d’Artagnan, co zranił kiedyś Jussaca w owym nieszczęsnym spotkaniu w pobliżu klasztoru karmelitów bosych? — zapytał król spoglądając na kardynała, który poczerwieniał z przykrości.
— A następnego dnia posiekał imć pana Bernajoux. Tak, Najjaśniejszy Panie, masz wyborną pamięć.
— Co więc postanowimy? — rzekł król.
— To zależy bardziej od Waszej Królewskiej Mości niż ode mnie — powiedział kardynał. — Ja twierdzę, że jest winien.
— A ja temu przeczę — rzekł Tréville. — Ale Jego Królewska Mość ma sędziów, sędziowie rozstrzygną.
— Otóż to, odeślijmy sprawę do sędziów: ich rzeczą jest sądzić i tak też uczynią.
— Jednakże — podjął Tréville — jest to objaw bardzo smutny, że w naszych nieszczęsnych czasach życie najbardziej czyste, cnota nieposzlakowana, nie wybawią człowieka od oszczerstw i prześladowań. Toteż ręczę ci, Najjaśniejszy Panie, że żołnierze będą niezbyt radzi widząc, iż są narażeni na przykrości z powodu dochodzeń policyjnych.
Były to słowa niebaczne, ale pan de Tréville wypowiedział je świadomie. Chciał doprowadzić do wybuchu, gdyż wybuch wywołuje płomień, a płomień rzuca światło.
— Dochodzenia policyjne — zawołał król powtarzając słowa pana de Tréville — dochodzenia policyjne! A co o tym wiadomo waszmość panu? Zajmij się swymi muszkieterami i nie zawracaj mi głowy. Słuchając pana można by pomyśleć, że jeśli nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności aresztuje się muszkietera, Francja jest w niebezpieczeństwie. Tyle hałasu o jednego muszkietera! Każę aresztować dziesięciu, u kaduka, stu nawet; całą kompanię, i nie chcę, żeby ktokolwiek ośmielił się pisnąć słówko.
— Od chwili, gdy Wasza Królewska Mość ich podejrzewa, istotnie są winni; jakoż, Najjaśniejszy Panie, gotów jestem zwrócić ci szpadę, pan kardynał bowiem, oskarżywszy wpierw mych żołnierzy, niewątpliwie skończy na tym, że oskarży mnie samego; wolę więc być więźniem wraz z panem Atosem, który już jest aresztowany, i z panem d’Artagnanem, którego aresztuje się zapewne wkrótce.
— Cicho bądź wreszcie, gaskońska pałko! — zawołał król.
— Najjaśniejszy Panie — odparł Tréville nie zniżając głosu — rozkaż, by zwrócono mi muszkietera, albo niechaj go sądzą.
— Stanie przed sądem — rzekł kardynał.
— Dobrze, tym lepiej; w tym bowiem wypadku poproszę Jego Królewską Mość, by pozwolił mi go bronić.
Król obawiał się wybuchu.
— Jeśli Jego Eminencja — powiedział — z osobistych względów nie będzie miał nic przeciwko temu.
Kardynał zrozumiał słowa króla i natychmiast zmienił ton:
— Wybacz, Najjaśniejszy Panie, ale jeśli widzisz w mojej osobie stronniczego sędziego, wycofuję się.
— Tréville, czy możesz mi przysiąc na pamięć mego ojca, że pan Atos był u ciebie podczas zajścia i nie brał w nim udziału?
— Przysięgam na pamięć twego wielkiego ojca i na miłość do ciebie, Najjaśniejszy Panie, którego kocham i cenię nade wszystko.
— Zechciej się zastanowić, Najjaśniejszy Panie — rzekł kardynał. — Jeśli wypuścimy więźnia, nie dojdziemy prawdy.
— Pan Atos będzie na miejscu — rzekł pan de Tréville — do rozporządzenia sędziów w każdej chwili. Nie ucieknie, panie kardynale; bądź spokojny, odpowiadam za niego.
— To prawda, że nie ucieknie — zgodził się król — zawsze można go będzie znaleźć, jak powiada Tréville. Zresztą — dodał zniżając głos i patrząc z błagalną miną na Jego Eminencję — zapewnijmy im bezpieczeństwo, to nawet będzie politycznie.
Ta polityka Ludwika XIII wywołała uśmiech na twarzy Richelieugo.
— Rozkazuj, Najjaśniejszy Panie, masz prawo łaski.
— Prawo łaski można stosować tylko wobec winnych — rzekł Tréville, który chciał mieć ostatnie słowo — a mój muszkieter jest niewinny. Nie o łaskę więc chodzi, Najjaśniejszy Panie, ale o wymierzenie sprawiedliwości.
— Jest w Fort-l’Évêque? — zapytał król.
— Tak, Najjaśniejszy Panie, i trzymają go w lochu jak najgorszego zbrodniarza.
— Do licha, do licha — mruknął król — co więc należy uczynić?
— Podpisać rozkaz uwolnienia, to wszystko — odezwał się kardynał. — Mniemam, podobnie jak Wasza Królewska Mość, że słowo pana de Tréville jest więcej niż wystarczające.
Tréville skłonił się z szacunkiem i z radością, w której był odcień obawy; wolałby opór kardynała od tej nieoczekiwanej łaskawości.
Król podpisał rozkaz zwolnienia i Tréville zabrał go ze sobą natychmiast.
W chwili gdy kapitan wychodził, kardynał uśmiechnął się przyjaźnie i rzekł do króla:
— W oddziale twych muszkieterów, Najjaśniejszy Panie, panuje piękna harmonia między dowódcami a żołnierzami, co jest z wielkim pożytkiem dla służby i przynosi zaszczyt obu stronom.
“Wkrótce spłata mi tęgiego figla — powiedział do siebie pan de Tréville — z takim człowiekiem niczego nie można być pewnym. Ale pośpieszmy się, ponieważ król może zmienić zdanie, a wiadomo, że trudniej jest wtrącić do Bastylii lub Fort-l’Évêque człowieka, który stamtąd wyszedł, niż trzymać w więzieniu tego, co już w nim jest”.
Pan de Tréville wkroczył triumfalnie do Fort-l’Évêque i uwolnił swego muszkietera, którego ani na chwilę nie opuszczała spokojna obojętność.