Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Gdy później spotkał się z d’Artagnanem, powiedział mu:
— Tym razem uszło ci na sucho, oto zapłata za cios zadany Jussacowi. Zostaje ci jeszcze Bernajoux, ale nie powinieneś zbytnio na to liczyć.
Pan de Tréville miał zresztą słuszność mając się na baczności przed kardynałem, zaledwie bowiem zamknęły się drzwi za kapitanem muszkieterów, gdy Jego Eminencja powiedział do króla:
— Teraz, kiedy jesteśmy sami, możemy porozmawiać poważnie, jeśli Wasza Królewska Mość sobie tego życzy. Najjaśniejszy Panie, książę Buckingham był przez pięć dni w Paryżu i wyjechał dziś rano.
Rozdział XVI
PAN KANCLERZ SÉGUIER PO KILKAKROĆ SZUKA SZNURA OD DZWONU, BY ZAŃ POCIĄGNĄĆ, JAK TO CZYNIŁ ONGI
Niepodobna wyobrazić sobie wrażenia, jakie te słowa wywarły na Ludwiku XIII. Czerwieniał i bladł na przemian; kardynał spostrzegł w lot, że za jednym zamachem odzyskał wszystko, co był utracił.
— Książę Buckingham w Paryżu! — zawołał. — A po cóż tu przyjechał?
— Bez wątpienia po to, by spiskować z twymi nieprzyjaciółmi, hugenotami i Hiszpanami.
— Nie, u licha, nie! Spiskować przeciwko mnie z panią de Chevreuse, z panią de Longueville[*] i z Kondeuszami!
— Och, Najjaśniejszy Panie, cóż znowu! Królowa jest nazbyt mądra, a przede wszystkim nazbyt kocha Waszą Królewską Mość.
— Kobieta jest istotą słabą, panie kardynale — rzekł król — a co do miłości, jaką żywi dla mnie, mam o tym swoje zdanie.
— Utrzymuję jednak — odparł kardynał — że książę Buckingham przybył do Paryża w zamiarach ściśle politycznych.
— Ja zaś jestem pewien, że przyjechał po co innego, panie kardynale; ale niechaj królowa drży, jeśli jest winna!
— W samej rzeczy — rzekł kardynał — chociaż myślę o podobnej zdradzie ze wstrętem, słowa Waszej Królewskiej Mości zastanawiają mnie: pani de Lannoy, którą zgodnie z rozkazem Waszej Królewskiej Mości wypytywałem kilkakrotnie, mówiła mi dziś rano, że wczorajszej nocy Jej Królewska Mość nie spała do późna, z rana bardzo płakała i pisała przez cały dzień.
— Otóż to właśnie — odparł król — ani chybi, że do niego. Kardynale, chcę mieć papiery królowej.
— Ale jakże je dostać, Najjaśniejszy Panie? Wydaje mi się, że ani ja, ani Wasza Królewska Mość nie możemy się tego podjąć.
— A jak poradzono sobie z marszałkową d’Ancre[*]? — zawołał król w największym gniewie — przetrząśnięto wszystkie jej szafy, po czym zrewidowano ją samą.
— Marszałkową d’Ancre była tylko marszałkową d’Ancre, awanturnicą florencką i niczym więcej, Najjaśniejszy Panie, podczas gdy dostojna małżonka Waszej Królewskiej Mości jest Anną Austriaczką, królową Francji, a więc jedną z pierwszych monarchiń na świecie.
— Tym bardziej jest winna, książę kardynale! Im bardziej zapomina o stanowisku, które zajmuje, tym niżej upada. Od dawna zresztą postanowiłem skończyć z tymi wszystkimi drobnymi intrygami politycznymi i miłosnymi. Ma ona przy swej osobie szlachcica nazwiskiem La Porte...
— Który, moim zdaniem, jest duszą wszystkiego — rzekł kardynał.
— Myślisz więc jak ja, że królowa mnie zdradza?
— Sądzę i powtarzam Waszej Królewskiej Mości, że królowa spiskuje przeciw potędze Najjaśniejszego Pana, ale bynajmniej nie godzi w jego honor.
— A ja powiadam, że godzi w jedno i drugie; ja powiadam, że królowa mnie nie kocha; że kocha innego; że kocha tego niegodziwego Buckinghama! Dlaczego nie kazałeś go aresztować, kiedy był w Paryżu?
— Aresztować księcia! Pierwszego ministra Karola I! Co powiadasz, Najjaśniejszy Panie? Jakiż skandal! Gdyby zaś podejrzenia Waszej Królewskiej Mości (co nadal wydaje mi się wątpliwe) miały jakieś podstawy, jakiż — straszliwy rozgłos!
— Ale skoro sam zachowuje się jak włóczęga, jak złodziejaszek, należałoby... Ludwik XIII urwał, przerażony tym, co chciał powiedzieć, podczas gdy Richelieu z wyciągniętą szyją na próżno czekał na słowo, które zawisło na ustach królewskich.
— Należałoby?
— Nic — rzekł król — nic. Ale przez cały ten czas, kiedy był w Paryżu, nie straciłeś go, kardynale, z oka?
— Ani na chwilę.
— Gdzie mieszkał?
— Przy ulicy La Harpe 75.
— Gdzie to jest?
— W pobliżu Luksemburga.
— I jesteś pewien, że królowa i on nie widzieli się?
— Sądzę, że królowa zbyt wielką wagę przywiązuje do swych obowiązków, Najjaśniejszy Panie.
— Ale pisywali do siebie; to do niego pisała przez cały dzień; książę, muszę mieć te listy!
— Jednakże, Najjaśniejszy Panie...
— Książę, chcę je mieć za wszelką cenę!
— Zwrócę wszak uwagę Waszej Królewskiej Mości...
— Więc zdradzasz mnie także, panie kardynale, sprzeciwiając się wciąż mojej woli? Więc i ty jesteś w porozumieniu z Hiszpanem i z Anglikiem, z panią de Chevreuse i z królową?
— Najjaśniejszy Panie — rzekł z westchnieniem kardynał — zdaje mi się, że takie podejrzenie nie może paść na mnie.
— Panie kardynale, zrozumiałeś mnie: chcę mieć te listy.
— Jeden jest tylko na to sposób.
— Jaki?
— Powierzyć to zadanie panu kanclerzowi Séguier. Wchodzi to całkowicie w zakres jego obowiązków.
— Niechaj natychmiast po niego poślą!
— Powinien być u mnie, Najjaśniejszy Panie; kazałem go prosić, a kiedy udawałem się do Luwru, poleciłem, żeby na mnie zaczekał.
— Niech pójdą po niego natychmiast.
— Rozkazy Waszej Królewskiej Mości zostaną wykonane, ale...
— Ale co?
— Ale królowa może nie usłuchać.
— Moich rozkazów?
— Tak, jeśli nie będzie wiedziała, że pochodzą od króla.
— Dobrze, żeby nie miała żadnych wątpliwości, sam ją uprzedzę.
— Wasza Królewska Mość zechce łaskawie pamiętać, że zrobiłem wszystko, co w mej mocy, by zapobiec zerwaniu.
— Tak, książę kardynale, wiem, że jesteś wielce pobłażliwy dla królowej, może nawet zbyt pobłażliwy; później pomówimy o tym, uprzedzam cię.
— Kiedy Wasza Królewska Mość rozkaże; ale byłbym szczęśliwy i dumny, Najjaśniejszy Panie, gdybym mógł się poświęcić dla utrzymania harmonii między tobą a królową Francji.
— Dobrze, kardynale, dobrze; ale na razie poślij po pana kanclerza; ja idę do królowej.
Ludwik XIII otworzył boczne drzwi i ruszył korytarzem łączącym jego pokoje z pokojami Anny Austriaczki.
Królowa była w otoczeniu swoich dam dworu, pani de Guitaut[*], pani de Sablé[*], pani de Montbazon[*] i pani de Guéménée[*]. W kącie siedziała doña Estefana, owa Hiszpanka, która przybyła z królową z Madrytu. Pani de Guéménée czytała i damy słuchały, prócz królowej, która umyślnie po to nakazała lekturę, by móc się oddać swym myślom.
Te myśli, choć ozłocone promieniem miłości, były wszakże smutne. Anna Austriaczka, pozbawiona zaufania męża, znienawidzona przez kardynała, który nie mógł jej wybaczyć, że wzgardziła uczuciem bardziej tkliwym (miała przed oczami przykład królowej matki; nienawiść kardynała zatruła jej życie, chociaż Maria Medycejska, jeśli wierzyć pamiętnikom z epoki, ofiarowała wreszcie kardynałowi uczucie, którego Anna Austriaczka wciąż odmawiała), Anna Austriaczka zatem widziała wokół siebie coraz mniej oddanych sług, zaufanych przyjaciół, ulubionych faworytów. Królowa należała do ludzi obdarzonych fatalnym darem przynoszenia nieszczęścia wszystkiemu, czego dotkną. Pani de Chevreuse i pani de Vernet zostały wygnane, La Porte wreszcie nie ukrywał przed swą panią, że oczekuje uwięzienia lada chwila. Kiedy była właśnie pogrążona w tych gorzkich rozmyślaniach, drzwi się otworzyły i wszedł król.