Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Inny wiatr [The Other Wind - pl]
Inny wiatr [The Other Wind - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Inny wiatr [The Other Wind - pl]

Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:

Mimo powrotu prawowitego króla w Ziemiomorzu nie dzieje się najlepiej. Prosty czarownik Olcha we śnie odwiedza krainę umarłych, gdzie przebywa jego ukochana żona. Jej pocałunek staje się początkiem zmian. Umarli pragną opuścić swój kraj, a Olcha może otworzyć im drogę. Zwraca się zatem o pomoc do dawnego Arcymaga Geda, który posyła go do Tenar, Tehanu i młodego króla w Havnorze. Wraz z dziewczyną-smokiem Irian muszą stawić czoło największemu z zagrożeń.
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 51
Перейти на страницу:

Lebannen poczuł, jak jego twarz tężeje. Odwrócił się, by nie okazywać tego towarzyszowi.

— Gdyby ktoś dał mi taką paczkę — dodał Tosla, spoglądając w morze — otworzyłbym ją.

Król nie zdołał pohamować zniecierpliwienia. Tosla to dostrzegł; niewiele umykało jego uwagi. Uśmiechnął się cierpko i umilkł. Wyszli na pokład.

— Chyba zaczyna się chmurzyć — zagadnął Lebannen.

— Na południu i zachodzie widać chmury burzowe — przytaknął Tosla. — Wejdziemy w nie wieczorem.

Stopniowo morze stawało się coraz bardziej niespokojne. Popołudniowe słońce nabrało odcienia mosiądzu. Ostre powiewy wiatru atakowały pokład ze wszystkich stron. Tenar wspomniała Lebannenowi, że księżniczka boi się morza i choroby morskiej, toteż zerknął na rufę, oczekując, że z rzędu kaczek znikną czerwone zasłony. Ale zniknęły Tenar i Tehanu. Księżniczka wciąż tam była. Obok niej siedziała Irian. Rozmawiały. O czym mogłaby rozmawiać kobieta-smok z Way z kobietą z haremu z Hur-at-Hur? Czy w ogóle potrafiły się porozumieć? Pytania te do tego stopnia nie dawały mu spokoju, że Lebannen ruszył w stronę daszku na rufie.

Irian uniosła wzrok i uśmiechnęła się. Miała silną, szczerą twarz, szeroki uśmiech. Z wyboru chodziła na bosaka, nie przejmowała się ubraniem ani tym, że wiatr targał jej włosy. Wyglądała na ładną, zapalczywą, inteligentną, prostą wieśniaczkę, gdyby nie oczy… Miały barwę dymnego bursztynu, a gdy patrzyła wprost na Lebannena, tak jak w tej chwili, nie potrafił w nie spojrzeć.

Już wcześniej wyraźnie oświadczył, że na pokładzie nie życzy sobie żadnych dworskich ceremonii, żadnych ukłonów ani dygów. Nikt nie miał zrywać się z miejsca, gdy się zbliżył. Ale księżniczka wstała. Istotnie, jak zauważył Tosla, miała piękne stopy — niezbyt drobne, lecz wysoko wysklepione, silne i zgrabne. Dwie smukłe stopy na białych deskach pokładu. Lebannen powoli uniósł wzrok i przekonał się, że tak jak podczas ostatniego spotkania księżniczka rozsunęła zasłony, aby mógł ujrzeć jej twarz. Oszołomiła go surowa, niemal tragiczna uroda owej twarzy w czerwonym cieniu.

— Czy… czy wszystko w porządku, księżniczko? — spytał, zająknąwszy się lekko. Rzadko mu się to zdarzało.

— Moja przyjaciółka Tenar mówi, wdychaj wiatr — odparła.

— Tak — rzekł, nie wiedząc, co powiedzieć.

— Czy twoi magowie mogliby jakoś jej pomóc? — spytała Irian, także wstając. Obie z kargijską księżniczką nie zaliczały się do niskich kobiet.

Lebannen próbował ustalić, jaką barwę mają oczy księżniczki, skoro w końcu je ujrzał. Niebieskie, pomyślał. Lecz przypominają błękitne opale, kryjące w sobie inne barwy. A może sprawiało to słońce przenikające przez czerwony welon.

— Pomóc?

— Bardzo nie chce znów chorować. Miała niezwykle ciężką podróż z Wysp Kargadzkich.

— Nie bać się — powiedziała księżniczka. Patrzyła wprost na niego, jakby rzucała mu wyzwanie. Tylko jakie?

— Oczywiście — rzekł — oczywiście. Spytam Onyksa. Jestem pewien, że coś poradzi — ukłonił się pospiesznie i odszedł poszukać maga.

Onyks i Seppel naradzili się, po czym zasięgnęli porady Olchy. Zaklęcie chroniące przed chorobą morską raczej nie było domeną wykształconych i potężnych magów, lecz czarowników uzdrowicieli. Oczywiście Olcha sam nie mógł nic zrobić, ale może pamięta jakiś urok? Niestety, nie znał żadnego. Nigdy nie podróżował morzem, póki nie zaczęły się jego kłopoty. Seppel wyznał, że sam także choruje w małych łódkach bądź przy złej pogodzie. W końcu Onyks podszedł do księżniczki, prosząc o wybaczenie. Nie potrafił jej pomóc, mógł tylko nieśmiało zaproponować talizman, który wręczył mu jeden z marynarzy, słysząc o obawach księżniczki. Marynarze, jak wiadomo, słyszą wszystko.

Spomiędzy czerwonozłocistych zasłon wynurzyła się dłoń o długich palcach. Mag umieścił w niej dziwny, czarno-biały przedmiot — suszone wodorosty oplatające mostek ptaka.

— To kość petrela, bo petrele szybują wśród burzy — wyjaśnił zawstydzony Onyks.

Księżniczka skłoniła niewidoczną głowę i wymamrotała słowa podzięki po kargijsku. Fetysz zniknął pośród zasłon. Wycofała się do kabiny.

Statek kołysał się energicznie, niesiony porywistym wiatrem. Onyks spotkał na pokładzie króla.

— Gdybyś chciał, panie — rzekł — mógłbym przemówić do wiatrów… Lebannen doskonale wiedział, iż istnieją dwie szkoły dotyczące zmian pogody: stara szkoła zaklinaczy, którzy rozkazywali, by wiatry służyły statkom tak jak owczarek kieruje owcami, i nowa, licząca sobie najwyżej kilkaset lat, pochodząca z Roke, głosząca, iż magiczny wiatr można przywołać w potrzebie, lepiej jednak zaufać zwykłym wiatrom. Wiedział, iż Onyks jest gorącym wyznawcą poglądów z Roke.

— Wystarczy mi twój osąd, Onyksie. Jeśli uznasz, że czeka nas naprawdę trudna noc… A może spotkamy tylko kilka szkwałów…

Onyks spojrzał na czubek masztu, na którym w nagle zapadłym mroku błysnęły już pierwsze ogniki. W ciemności przed nimi, na południu, rozległ się ogłuszający grzmot. Za nimi ostatnie światło dnia odbijało się słabo we wzburzonych falach.

— Dobrze — rzekł z nieszczęśliwą miną i wrócił do niewielkiej zatłoczonej kabiny.

Lebannen niemal cały czas pozostawał na pokładzie. Tutaj też sypiał. Lecz tej nocy nikt z załogi i pasażerów „Delfina” nie zażył snu. Nie jeden szkwał, lecz cała seria letnich burz zaatakowała ich z południowego zachodu, a upiorne rozbłyski piorunów odbijających się w spienionym morzu, ogłuszające grzmoty, które zdawały się wstrząsać statkiem i rozbijać go na kawałki, i szaleńcze porywy wiatru rzucające okrętem jak słomką sprawiły, iż noc była długa i bardzo głośna.

Raz jeden Onyks spytał Lebannena, czy ma przemówić do wiatru. Lebannen spojrzał na kapitana, który wzruszył ramionami. Wraz z całą załogą mieli pełne ręce roboty, nie przejmowali się jednak. Statkowi nic nie groziło, a co do kobiet, ponoć siedziały w swej kabinie i grały. Wcześniej Irian z księżniczką wyszły na pokład, chwilami jednak trudno było utrzymać się na nogach, a do tego przeszkadzały marynarzom, toteż wycofały się do siebie. O tym, że grają, poinformował pomocnik kucharza, którego posłano, by spytał, czy chciałyby coś zjeść. Zażyczyły sobie wszystkiego, co mógłby przynieść.

Lebannen odkrył nagłe, że znów ogarnia go dogłębna ciekawość, którą poczuł już wcześniej po południu. W kabinie na rufie cały czas płonęły lampy; ich blask odbijał się złociście w pianie ścigającej statek. Około północy król poszedł na rufę i zastukał.

Drzwi otworzyła Irian. Po mroku i rozbłyskach burzy światło lamp w kabinie wydawało się ciepłe i spokojne, choć rozkołysane lampy rzucały tańczące cienie. Zaatakowały go kolory, miękkie barwy kobiecych strojów i ich skóry, brązowej, bladej bądź złotej, włosów czarnych, siwych, płowych, oczu — oczy księżniczki spoglądały na niego zaskoczone. Pochwyciła szal, by ukryć za nim twarz.

— Och, myślałyśmy, że to kuchcik! — Irian roześmiała się.

— Kłopoty? — spytała Tehanu w swój cichy przyjazny sposób.

Nagle zorientował się, że stoi w drzwiach i wpatruje się w nie niczym niemy posłaniec losu.

— Nie, żadnych problemów. U was wszystko w porządku? Przepraszam, że tak kołysze.

— Nie odpowiadasz za pogodę — odparła Tenar. — Żadna z nas nie mogła spać, więc razem z księżniczką uczymy nasze towarzyszki kargijskich gier.

Ujrzał rozrzucone po stole pięciościenne kości. Prawdopodobnie należały do Tosli.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 51
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)