Tajemna historia Moskwy
- Автор: Sedia Ekaterina
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:
Galina uśmiechnęła się z wdzięcznością.
– Moja mama. To ona uznała, że coś jest ze mną nie w porządku, gdy byłam jeszcze mała. Dziwne, jak to przewidziała – zaczęłam mieć halucynacje, gdy powiedziała mi, że muszę pójść do szpitala.
– Niesamowite – mruknął Jakow. – Nie sądzisz, że pobyt w szpitalu nie musiał ci wyjść na dobre?
Jej uśmiech zgasł.
– Oczywiście, że o tym myślałam. Uważasz, że jestem głupia? Ale teraz to naprawdę nie ma znaczenia, prawda?
– Chyba nie. Przepraszam, że poruszyłem ten temat.
– Nic nie szkodzi. Ale jestem już zmęczona. Prześpię się trochę, dobrze?
– Jasne.
Galina wsparła głowę o bok Zemuny i z westchnieniem zamknęła oczy. Jakow siedział, słysząc gdzieś w głowie płacz wyimaginowanego dziecka, na samym progu słuchu, nie mógł więc nawet rozstrzygnąć, czy jest to wspomnienie, czy tylko jęk postrzępionych nerwów. Czekał na ranek.
15 KOŁOMIENSKOJE
W Moskwie jest wiele parków – te w starym mieście, białym mieście, służą rekreacji i rozrywce, niektóre z diabelskimi młynami i ze stoiskami z lemoniadą, pełne kiosków ze wszystkim, czego dusza zapragnie, łącznie z ginem z tonikiem w puszce. Te na przedmieściach, Carycyno i Kołomienskoje, są inne. Sprawiają wrażenie prawdziwych, istniejących niezależnie od obecności ludzi. Cerkwie w Kołomienskoje i pałac w Carycynie również są prawdziwe – może zniszczone przez czas i zaniedbane, może upstrzone ptasimi odchodami i mrugające kawałkami potłuczonych butelek, ale dostojne w swej starości, rozmarzone, jak się zdawało Fiodorowi, śniące o mijających dniach, które szpecą ich fasady wykruszonymi cegłami i upartymi łatami porostów, o dniach, które odchodzą na zawsze, pozostawiając za sobą budynki podobne szkieletom dalekich wraków.
Popatrzył na odbicie w rzece – znajdowali się teraz w Kołomienskoje, a rzeka tutaj płynęła dość wartko, by stawiać opór sztywnemu uściskowi lodu, który zaczął się tworzyć przy brzegach. Pośrodku woda pozostała czarna i klarowna, jakby wczesne mrozy oczyściły ją z ropy i innych zanieczyszczeń. Prószył śnieg, płatki padały na czyste czarne lustro bez jednej zmarszczki, rozpuszczając się cicho w białej zjawie odbicia cerkwi.
Żeby się tu dostać, musieli przejść przez ogrodzenie. Oksana połamała parę smukłych brzozowych gałęzi i rozpaliła niewielkie ognisko, które wytopiło w śniegu mały krater. Siedzieli, patrząc na rzekę i śnieg. Fiodor miał ciepłe ręce od płomieni, ale grzbiet drętwiał mu z zimna. Przysunął się do ognia.
– Uważaj – powiedziała Oksana. – Zapalisz się.
– Lepszy ogień niż hipotermia. Widziałem kiedyś takiego faceta, w szpitalu. Temperatura ciała spadła tak bardzo, że musieli umieścić mu rurki w klatce piersiowej i przepuszczać przez nie ciepłą wodę. Leżałem na sąsiednim łóżku i pamiętam, jak woda gulgotała mu w piersi. Dziwny dźwięk. Niezbyt przyjemny. Jak siorbanie.
– Brzmi strasznie. Ja też widziałam ludzi zamarzniętych na śmierć. Najważniejsze to nie spać i podsycać ogień. Tutaj nie ma karetek i do rana nikt nas nie znajdzie.
– Żeby tylko do rana. Zimą nikt tu nie zagląda.
– Jeszcze jest jesień.
– Na jedno wychodzi. Kto chciałby spacerować w taką pogodę?
– Mam nadzieję, że kolesie Siergieja.
– Może. – Wrzucił gałąź w płomienie. – Gdzie twój tabor?
Z irytacją wzruszyła ramionami.
– Nie wiem. Może pociągnęli na Ukrainę albo gdzieś na południe.
– Dlaczego ich nie szukasz? Przeze mnie?
– Jesteś obcy – przyznała. – Większość Romów nie lubi obcych. Ale ze mną byłbyś w porządku.
– Dlaczego więc ich nie szukasz?
– Może rano. – Westchnęła. – To trudne. Tyle czasu spędzam wśród Rosjan, że sama czuję się jak obca. Kłopot w tym, że nie można żyć w dwóch światach, zawsze trzeba wybrać jeden, nawet jeśli się nie chce.
– Chyba wiem, o co ci chodzi. Często nawet człowiek nie wie, że już dokonał wyboru. – Umilkł, myśląc o lecie, gdy miał osiemnaście lat, gdy zawalił egzaminy i nie wrócił do domu. Nic nie stało na przeszkodzie, po prostu nie pojechał. Nie mógł. – Nie wie, dopóki nie jest za późno, żeby coś w związku z tym zrobić.
Oksana przygarbiła się jeszcze bardziej, wsuwając ręce pod zgięte kolana. Szczury przysunęły się do niej, w ochronny krąg ciepła.
– Jak wtedy, gdy jesteś dzieckiem, a potem nagle pewnego dnia uświadamiasz sobie, że wstydzisz się swoich rodziców, i nawet nie wiesz, jak do tego doszło. Chyba każdego kiedyś to spotyka. Nie wiem tylko, jak można się wstydzić całego narodu.
– Wiem, co czujesz – powiedział. – Chyba.
Oksana wzruszyła ramionami.
– Każdy wie, jak sądzę, do pewnego stopnia. Ale przez to wcale nie jest lżej.
– Nie – zgodził się Fiodor i popatrzył na niebo, które szarzało nad rzeką.
Wstawał świt. Odwrócił się, żeby spojrzeć za siebie, na zarys ścieżki ledwo widocznej pod grubą warstwą śniegu, który czule otulał ziemię. Pomiędzy białymi milczącymi drzewami krzyżowały się ślady ptaków, coraz lepiej widoczne, gdy światło dnia jaśniało, z początku niedostrzegalne, ale szybko nabierając siły.
Ognisko wygasło, czarny wypalony krąg na łagodnie nachylonym brzegu rzeki gapił się na nich jak pusty oczodół.
– Chodźmy sprawdzić chatę – powiedział Fiodor.
Znaleźli ją z łatwością – wszędzie stały przykryte śniegiem tablice, które podawały kierunek i informacje historyczne w dwóch językach. Naprawdę, pomyślał Fiodor, kogo obchodzi, skąd przywieziono chatę, kłoda po kłodzie? Jakie to ma znaczenie, że Piotr Wielki postanowił przenieść stolicę do Sankt Petersburga? Czy to ważne, że Piotr był pierwszym carem koronowanym koroną w stylu zachodnim, nie do odróżnienia od tych, które nosili monarchowie europejscy, i wzgardził czapką Monomacha? Pamiętał ten kołpak, wystawiony w jednym z muzeów Kremla. Wyglądałby jak zwyczajna czapka, gdyby nie obfitość klejnotów i wieńczący go krzyż. Przewodnik muzealny wyjaśnił, że czapka Monomacha symbolizuje przeniesienie ośrodka władzy z Bizancjum do Rosji, a ponieważ Bizancjum było dziedzicem cesarstwa rzymskiego, z tego względu Rosję uważano za trzeci Rzym. Mówił o spuściźnie wczesnego chrześcijaństwa, o tym strasznym i starożytnym spadku. Nieokreślony zwierzęcy instynkt podpowiadał Fiodorowi, dlaczego Piotr Wielki – nerwowy olbrzym o wąskiej klatce piersiowej – chciał uciec przed tym dziedzictwem, powielanym już w nieskończoność w kształtach cerkiewnych dachów i futrzanych czapek.
Nie chodziło o panowanie na morzu, myślał Fiodor, gdy dziewiczy śnieg chrzęścił mu pod zmarzniętymi stopami z palcami podkulonymi w za dużych wojskowych butach. Kształcenie Piotra w Europie czy jego zauroczenie Zachodem nie miało nic do rzeczy. Chodziło o ucieczkę – ucieczkę z tego przeklętego miasta z jego straszną historią pogrzebaną głęboko pod ziemią, z jego dławiącą bizantyjską przeszłością. Piotr nie mógł znieść tego miejsca, zawieszonego pomiędzy dwoma światami, dlatego wybrał nowe przymierze i zbudował nowe miasto, europejskie i czyste, gdzie ulice krzyżowały się pod kątem prostym, zamiast lawirować pijacko w górę i w dół, jak po siedmiu wzgórzach Moskwy. Piotr uciekł, pomyślał Fiodor, wiedziony instynktem samozachowawczym, w zimne, sterylne objęcia Bałtyku. Kto mógłby go potępić? Zobaczyli chatę pomiędzy nagimi drzewami, przybranymi skrzącym się lodem, z soplami obwieszającymi gałęzie jak cukierki. Fiodor czuł ich znajomy krystaliczny smak, niezapomniany od dzieciństwa.
– Myślisz, że ktoś tam jest? – Szepnęła Oksana.
Fiodor powiódł wzrokiem po śniegu na ścieżce prowadzącej do drzwi chaty.
– Z tej strony nic nie widać.