Tajemna historia Moskwy
- Автор: Sedia Ekaterina
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:
Zemuna zrobiła mały rekonesans – obejrzała szopy, stosy drewna opałowego na podwórzu i małe koszary, gdzie przez całą noc siedzieli bezsennie żołnierze ze spalonymi włosami i ugotowanymi białymi oczami. Wciąż nie wiedziała, kto jest w pałacu, gdyż pałacowe bramy były szczelnie zamknięte. Postanowili zaczekać do rana, ukryci w szopie pełnej na wpół spróchniałych kłód i zardzewiałych toporów.
Galina patrzyła, szukając czegoś w pokrytych pleśnią belkach stropu.
Jakow przypuszczał, że wypatruje ptaków.
– Nie ma ich tutaj – szepnął.
Skinęła głową, wciąż patrząc w górę, jakby liczyła, że zmaterializują się ze stęchłego powietrza. Jakow też spojrzał, mrużąc oczy, na krokwie, gdzie cienie gęstniały w zakamarkach, spływając do grubo ciosanych słupów i oplatając je w wymyślnym chiaroscuro. Gdy zmrużył oczy i przekrzywił głowę, cienie się poruszyły i coś błysnęło pomiędzy powiekami, niewidoczne, gdy patrzył wprost, pomykające na skrajach pola widzenia, tańczące i szydzące, mrugające jak gwiazdy, które spadły z wymion Zemuny, jak wielkie krople czarodziejskiego mleka.
Galina też na to patrzyła.
– Miałeś kalejdoskop, kiedy byłeś mały? – Zapytała.
– Jasne – odparł Jakow. – Pokaż mi dzieciaka, który nie miał.
Gawron Siergiej zaskrzeczał twierdząco na jego ramieniu. Jakowa ogarnęło nagle głębokie współczucie dla tego człowieka, tego przestępcy uwięzionego w ciele ptaka, gdyż jego słowa znów mu przypomniały, że on też był dzieckiem i że łączyło ich wiele podobnych doświadczeń. Niewiele rzeczy było jedynych w swoim rodzaju w masowo produkowanym radzieckim dzieciństwie.
– Otworzyłaś go kiedy? – Zapytał Galinę.
Uśmiechnęła się, wreszcie odrywając spojrzenie od stropu i patrząc mu w oczy.
– Jasne. Każdy dzieciak to robi. Kto nie chciałby zobaczyć tych wszystkich ukrytych w środku skarbów?
Jakow uśmiechnął się do wspomnień. Nie znalazł nic ciekawego w tekturowej rurce z plastikowymi zakrywkami i małym okularem. W rurce było parę lusterek, a poza tym tylko guzik, szklany paciorek i kilka trójkątnych kawałków kolorowego papieru.
– Zepsułem zabawkę – powiedział. – Potem płakałem całymi godzinami.
Galina skinęła głową.
– Zabawne, że każdy sprawdza, co jest w kalejdoskopie. Myślisz, że dorośli dają je dzieciom umyślnie?
– Po co?
– Aby je czegoś nauczyć… Sama nie wiem. Siergiej sapnął.
– Czego nauczyć? Iluzorycznej natury świata?
Galina wzruszyła ramionami.
– Możliwe. Albo bezsensu piękna, albo czegoś równie przygnębiającego. Wciąż nie rozumiem dorosłych, chociaż do nich należę.
– Nie należysz – odezwał się Siergiej. – Nie masz dzieci. Ja też nie, więc się nie przejmuj. Przemyślałem sobie to wszystko, gdy pilnowałem silosu atomowego – zawsze się czułem jak rozbawiony dzieciak, wiesz, jakbym tylko udawał, że jestem żołnierzem z patykiem zamiast karabinu. Miałem mnóstwo czasu do myślenia, więc wykombinowałem sobie to wszystko. Jesteś albo rodzicem, albo dzieckiem. Dopóki nie masz własnych dzieci, jesteś dzieckiem. A ty, Jakow, kim jesteś?
Jakow nie mógł się zdecydować – nie czuł się ani dzieckiem, ani rodzicem.
– Nie wiem – odparł. – Ale tego dnia, gdy zepsułem kalejdoskop, przysiągłem, że moje dzieci nigdy nie dostaną tej zabawki. Cholernie przygnębiająca i zbyt straszna, żeby ją komuś dawać.
Nie będę jednym z tych głupich rodziców, którzy nie uczą dzieci niczego poza tym, że wszystko jest do dupy, a świat jest popieprzony.
– Bo jest popieprzony – stwierdziła Galina. – Na wypadek, gdybyś nie zauważył, jesteśmy pod ziemią. Z gadającą krową i Kościejem Nieśmiertelnym, gotowi pytać gromadę żołnierzy z około tysiąc osiemset dwunastego, dlaczego, do licha, zadźgali bagnetem ukochanego bohatera baśni. Poza tym moja siostra zaginęła.
– Przykro mi – powiedział Jakow. – Ta część jest rzeczywiście popieprzona. Ale wszystko inne… Nie jest tak źle. Mam rację?
– Masz – przyznała. – Nie jest źle. Zawsze marzyłam o takim sekretnym miejscu… Szkoda tylko, że nie znalazłam go w lepszych okolicznościach.
– Tu nie można trafić w lepszych okolicznościach – powiedział Timur-bej z ciemności w kącie szopy. – Jeszcze nie zauważyłaś?
– Może powinniśmy trochę się przespać – zaproponował Siergiej i schował głowę pod skrzydło.
– Nie chce mi się spać – oznajmił Jakow. Galina przytuliła się do boku Zemuny.
– Mnie też nie.
Krowa się uśmiechnęła. Wydawała się teraz zadowolona, spokojna.
– Po co spać, gdy można rozmawiać? Tylko ciszej. Wróg nie śpi.
Jakow przysunął się do Galiny.
– Przepraszam, jeśli to zbyt osobiste. Ale wspomniałaś, że byłaś… Hospitalizowana?
Galina pozwoliła, by to na wpół pytanie, na wpół stwierdzenie wisiało w powietrzu przez kilka sekund, podczas gdy marszczyła brwi, jak gdyby zbierając myśli.
– Schizofrenia – powiedziała w końcu.
Jakow nie krył zaskoczenia. Nie wyglądała na wariatkę, przynajmniej przez większość czasu.
– Dla mnie wyglądasz normalnie – wymamrotał i skrzywił się. Teraz gotowa pomyśleć, że wątpi w jej prawdomówność.
– Dzięki – mruknęła. – Pojawia się i znika. Nazywają to schizofrenią bezobjawową. Słyszałeś o czymś takim?
Słyszał. O ile pamiętał, taką diagnozę stawiano malkontentom politycznym. Wygodny sposób represjonowania, niewymagający więzienia. Ze współczuciem popatrzył na Galinę – wydawała się taka mała, zraniona i załamana lękiem o siostrę, pełna rozpaczliwej determinacji, jak ktoś, kto miał w życiu niewiele wartościowych rzeczy i gotów był walczyć o zachowanie ostatniej, która mu pozostała.
Nie wiedział jak jej powiedzieć ani czy w ogóle powinien mówić, że zdiagnozowana u niej choroba naprawdę nie istnieje, że jest wymysłem. Rozważał, czy uświadamianie osoby uważającej się za upośledzoną, że wcale nie jest upośledzona, da coś dobrego – czy ta świadomość ją naprawi, czy stanie się miażdżącym brzemieniem? Próbował sobie wyobrazić, jak to by było, gdyby zrewidował pojęcie o sobie i odkrył, że nie jest taki, jak myślał – czy odkrycie dodałoby mu skrzydeł, czy go zdruzgotało?
– Tak – powiedział w końcu. – Słyszałem. Wydaje się, że radzisz sobie całkiem nieźle.