Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:

Każde miasto ma swoje sekretne miejsca. Wieki pełne mrocznych historii sprawiły, że stolica Rosji ma takich miejsc wyjątkowo dużo. Współczesność przenika się tu z przeszłością w sposób subtelny i magiczny. Mieszkańcy Moskwy szukając schronienia przed problemami współczesnego życia mogą czasem trafić do niezwykłych miejsc. Wystarczy jeden nieostrożny krok, żeby znaleźć się w mrocznym, baśniowym świecie pełnym magii, płaczących drzew, gadających ptaków, wygnanych wieki temu pogańskich bóstw i baśniowych stworzeń. Tu można usłyszeć najdziwniejsze z opowieści. Trzeba tylko cierpliwie nadstawiać uszu. Ekaterina Sedia napisała książkę niezwykłą o zderzeniu dwóch światów. Kapitalistycznej i nowoczesnej Moskwy z magicznym światem starorosyjskich baśni. Tuż pod powierzchnią szarej rzeczywistości kryje się inny świat. Mroczny, niebezpieczny, ale i zarazem piękny. Tu wszystko jest możliwe. Niepokojący klimat powieści porównywany jest przez krytyków z dziełami Bułhakowa. Ta książka to jedna z najważniejszych pozycji współczesnej literatury rosyjskiej. Główną bohaterką powieści jest Galina, młoda kobieta mająca na głowie zwyczajne problemy codziennego życia. Zostaje zaplątana w wir tajemniczych wydarzeń i razem z milicjantem prowadzącym śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć musi na nowo poznać otaczający ją świat. Wspólne poszukiwania prowadzą ich do podziemnego królestwa, do krainy zawieszonej między rzeczywistością i fantazją. Do świata, gdzie honor ma znaczenie, a dobro i zło są tym, czym były u zarania dziejów. Ekaterina Sedia urodziła się i wychowała w Moskwie. Po studiach przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Obecnie mieszka w New Jersey razem z mężem i dwoma kotami. Wykłada botanikę i ekologię. W chwilach wolnych uprawia ogródek i pisze książki. Jej najnowszy bestseller to Tajemna Historia Moskwy.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 59
Перейти на страницу:

– Jestem głodna.

Powinien poczuć się winny. Zamiast tego zlustrował tłum, namierzając cele wśród kupujących pochłoniętych oglądaniem towarów i szwów na odzieży gotowych rozpruć się z byle powodu. Przechodził obok nich, jego pewne teraz ręce od niechcenia sięgały do kieszeni i torebek, aż w końcu trzymał w nich spocony plik zmiętych banknotów.

– Załatwione – powiedział. – Chodź, kupimy ci coś do jedzenia. I dla twoich szczurów.

Szczury odpowiedziały entuzjastycznym zamieszaniem pod jego kurtką, przeciskając się bliżej do wylotów rękawów.

Fiodor i Oksana weszli do budy, która nie różniła się od innych przybytków tego rodzaju. Za ladą tkwił spocony osobnik w podkoszulku, a w powietrzu gęste zapachy cebuli i jagnięciny mieszały się z bardziej delikatnym aromatem kolendry i szczypiorku. Plastikowe stoliki były puste, z wyjątkiem jednego w kącie, skąd płynął zapach tytoniu i niskie męskie głosy. Fiodor zauważył kącikiem oka smugę rdzawej czerwieni i błysk złota, i podszedł do lady, by złożyć zamówienie. Zabrali plastikowe talerze z kebabem – kawałki tłustego zwęglonego mięsa żałośnie przyprószone odrobiną ziół – do stolika przy drzwiach, skąd mogli dyskretnie obserwować bandytów. Fiodora kusiło, żeby zamówić kieliszek wódki, ale się oparł. Tym razem, osądził, trzeźwość będzie lepsza. Poza tym ostatnio gorzała była droga. Osobliwe próby Gorbaczowa, mające na celu uszlachetnienie narodu przez zniechęcanie do picia, działały Fiodorowi na nerwy, i choć kampania promująca wesela bezalkoholowe (co, jak przypuszczał, doprowadziłoby w końcu do niepokalanych poczęć) w zasadzie się zakończyła, ceny nie spadły do poziomu sprzed ery radzieckiego prezydenta.

Najwyraźniej bandyci w kącie byli podobnego zdania. Prowadzili ożywioną dyskusję o wykorzystaniu szybkowaru do produkcji bimbru.

– Jest idealny – powiedział jeden z nich. Sądząc po spadzistych ramionach i zdeformowanych uszach, był emerytowanym bokserem. – W małym mieszkaniu, co nie? Można użyć cukru albo ziarna, albo ziemniaków, a potem tylko przedestylować w szybkowarze. Mam balon do fermentacji, wciśnięty za kanapę w kuchni, jakieś trzydzieści litrów. Destylacja w szybkowarze trwa może godzinę. Dobry samogon, prawie bez zapachu i farfocli, i nie ma po nim kaca.

– Mój sąsiad przepuszcza dwa razy – powiedział ten, który, jak domyślał się Fiodor, był Sławą. – Jest chemikiem, ma super sprzęt, palniki Bunsena i tak dalej. I te spiralne szklane rurki.

– Z szybkowarem nie trzeba destylować dwa razy – powiedział były bokser. – Towar jest czysty za pierwszym razem. Albo możesz robić wino, zaoszczędza kłopotu.

– Ale winogrona są drogie – zaznaczył inny.

Były bokser lekceważąco machnął ręką.

– Weź rodzynki. Nie kapuję, czemu są tańsze od winogron, ale są. I mają więcej cukru na kilo.

Fiodor przyjrzał się mężczyźnie, który według niego był Sławą – młodszy od towarzyszy i chudy, nie tyle dzięki uprawianiu ćwiczeń, ile raczej nieregularnym posiłkom; wyglądał na przywódcę rządzącego za pomocą mózgu, nie mięśni.

Sława sprawiał wrażenie roztargnionego – często spoglądał na ciężki metalowy zegarek, cichy symbol bogactwa, i pocierał twarz, za każdym razem błyskając kilkoma wielkimi pierścieniami. Fiodor zauważył lekkie drżenie jego smukłych palców, jasnych jak mankiet kremowej koszuli. Mankiet się zsunął ze zgiętej ręki, odsłaniając coś, co Fiodor wziął za tatuaż – ciemny trójkąt otaczający trzy koła – i Sława pociągnął go śpiesznie. Podniósł głowę i Fiodor w ostatniej chwili odwrócił wzrok. Mając jeszcze przed oczami rysunek na skórze, szepnął do Oksany:

– Widziałaś ten tatuaż?

– To nie tatuaż – odszepnęła z ustami pełnymi mięsa i kolendry. – To wypalone piętno.

– Skąd wiesz?

Wzruszyła ramionami, przeżuwając z większą energią.

– Wygląda… Jak… Piętno. – Nie jadła chleba, wrzucała kawałki w rękawy, gdzie znikały błyskawicznie. Szczury też zgłodniały. Podała kromkę Fiodorowi, a on przekazał ją gryzoniom, które otulały go jak ciepły, oddychający całun, niewidoczne pod kurtką, ale wybrzuszające ją w pasie.

Bandyci jedli teraz w milczeniu, pośpieszani niecierpliwymi spojrzeniami i posapywaniem przywódcy.

Oksana szepnęła coś w rękaw i jeden z mniejszych szczurów wyskoczył na podłogę, najwyraźniej z kozaczka.

Fiodor rozejrzał się z niepokojem, ale nikt oprócz niego nie zauważył brązowej smugi futra przecinającej linoleum ozdobione kałużami stopionego śniegu i brudu. Fiodor wstrzymał oddech, gdy szczurek, wypełniając instrukcje Oksany, przemknął pod stół bandytów, wspiął się na nogę krzesła i wsunął na siedzenie obok Sławy. Bandyta był zbytnio zaaferowany, żeby zauważyć różowy drgający nosek i małe, dziwnie ludzkie łapki sprawdzające zawartość jego kieszeni. Szczur odskoczył, gdy Sława rozchylił kurtkę i wyjął portfel z wewnętrznej kieszeni.

Bandyci uiścili rachunek i wyszli, rozmawiając o względnej wyższości cukru nad rodzynkami. Fiodor i Oksana czekali, aż drzwi się zatrzasną, potem też zapłacili za posiłek. Szczur wrócił z wysoko podniesionym łebkiem, trzymając coś w pyszczku.

Oksana pochyliła się i podniosła zwiadowcę na dłoni. Wyjęła z pyszczka coś małego i dała to Fiodorowi.

Mała kulka zielonego księżycowego szkła potoczyła mu się po dłoni, ciepła i lekko wilgotna. Pomyślał, że pulsuje stłumionym oddechem i falującym życiem, i zadrżał, próbując sobie wyobrazić, co czuje dusza uwięziona w maleńkim szklanym kokonie jak mucha w bursztynie.

Wrócili do Kołomienskoje. Na drodze musiał panować tłok, bo bandyci wyprzedzili ich tylko o parę minut. Fiodor zobaczył ich po drugiej stronie ulicy, przy centralnym wejściu do parku, gdy wysiadali z rdzawoczerwonego, pasującego do koloru kurtek mercedesa, i rozprostowywali nogi.

– Jeżdżenie po Moskwie nie ma sensu – zauważył.

– Nie chodzi o prędkość – powiedziała Oksana. – Chodzi o pokazanie, że nie muszą korzystać z metra.

W tej chwili Fiodor ogromnie zatęsknił za starymi dobrymi radzieckimi czasami, kiedy wszyscy byli na tyle biedni, że musieli korzystać z metra, z wyjątkiem paru aparatczyków rozbijających się lśniąco czarnymi wołgami. Wspomniał ojczyma, który podejrzliwie patrzył na każdego, kto miał auto, zakładając, że zdobył je nieuczciwie, na drodze przekupstwa czy złodziejstwa; zwykle miał rację, pomyślał Fiodor, choć nie lubił się z nim zgadzać.

Trochę nim pogardzał za to, że tak haruje, że marnuje życie na ponurą, niewdzięczną pracę w tej czy innej fabryce; nie nienawidził swojej roboty, ale też jej nie lubił, jakby wskutek rutyny i nudy zostało w nim za mało życia, żeby wykrzesać bodaj odrobinę entuzjazmu do jednego czy drugiego. Życie Fiodora też było nie do pozazdroszczenia, ale pocieszał się, że przynajmniej nie jest takie smętne jak egzystencja ojczyma. Nie miał pojęcia, co porabia jego rodzony ojciec, ale miał nadzieję, dla dobra tego człowieka, którego nigdy nie poznał, że wiedzie mu się lepiej.

– Musimy się dowiedzieć, czyja to dusza – oświadczyła Oksana.

– Jak to zrobimy?

Wskazała stado kawek pracowicie dziobiących śnieg.

– Myślisz, że się uda? – Zapytał.

– Z Siergiejem i gawronem się udało. Możemy spróbować.

– Jak złapiemy ptaka?

Oksana rozejrzała się, żeby sprawdzić, czy nikt ich nie obserwuje. Fiodor pomyślał, że dla przechodniów są niewidzialni, zbyt zwyczajni, żeby przyciągać uwagę. Gdy uznała, że nikt nie patrzy, wytrząsnęła kilka szczurów z rękawów i wskazała im ptaki.

Fiodor z początku był sceptyczny, ale szczury okazały się szybsze i lepiej zorganizowane niż przypuszczał. Podzieliły się na dwie grupy, okrążyły jednego ptaka i odcięły go od reszty stada. Kawka spostrzegła, że jest otoczona, i rozpostarła skrzydła, gotowa do lotu, a wówczas szczury rzuciły się na nią wszystkie naraz, jak skoordynowane stado maleńkich lwic. Ptak zaskrzeczał i został obezwładniony, pogrzebany pod ruchliwą masą futra i zwinnych ogonów.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)