Tajemna historia Moskwy
- Автор: Sedia Ekaterina
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:
– To dobrze. Siergiej mówił, że tamten facet przychodził tu w nocy.
Zawiasy zaskrzypiały i pchnięte przez Fiodora drzwi się otworzyły. W powietrzu wisiał zapach zaniedbania – kwaśny smród rozlanego piwa i woń stęchlizny. Chata – mała izba z polepą zasłaną butelkami po piwie i szmatami – była pusta.
Fiodor odetchnął z mieszaniną ulgi i rozczarowania.
– Nie ma nikogo – powiedział i zaczekał, aż Oksana wejdzie, tupiąc nogami i zabijając ręce. Jej długie włosy zamarzły we frędzlach sopli. Kusiło go, żeby odłamać jeden i possać, jak w dzieciństwie.
– Powinniśmy przyjść tutaj w nocy – powiedziała.
– Powinniśmy – zgodził się – tylko że za bardzo się baliśmy, pamiętasz?
Oksana obrzuciła go złym spojrzeniem.
– Ja się nie bałam. Po prostu lezienie na oślep prosto w niebezpieczeństwo nie wydawało się dobrym pomysłem. Teraz przynajmniej wiemy gdzie co jest, możemy się ukryć i czekać.
Fiodor pokręcił głową.
– Dlaczego nie poszukamy tego typka, Sławy?
– Gdzie można by go znaleźć?
– Siergiej powiedział, że lubi się kręcić przy targowisku w Carycynie. Chodźmy tam, sprawdzimy. Nie będę siedział w chałupie przez cały dzień. Może przy okazji znajdziemy coś do jedzenia. Zostawimy parę szczurów, żeby czuwały za nas, dobrze?
– Nie mam pieniędzy – powiedziała Oksana.
– Ja też nie. Będziemy improwizować.
– Jeśli myślisz, że będę kraść, to masz pecha.
Fiodor parsknął śmiechem, dźwięk odbił się od starych ścian.
– Nie. Jasne, że nie. Zdaj się na mnie.
Pojechali metrem – tylko trzy przystanki. Niespodziewanie kołowrót przy wejściu na stację przyjął niezmienialną monetę i Fiodor po raz pierwszy od Bóg wie jak długiego czasu jechał metrem prawie legalnie. Godzina szczytu już minęła; znaleźli wolne miejsca i usiedli, choć jazda miała być krótka. Fiodor zawsze uważał, że rozmyślanie w pociągu jest łatwe i przyjemne, w ciemnym tunelu otulającym pędzące wagony niczym rękawiczka, gdy światła na ścianach przemykają z krzepiącą regularnością. Pozwalał myślom błądzić, wyobrażenia i obrazy przepływały mu przez głowę – wyobrażał sobie, że pędzi jak pociąg, a myśli są tylko krótkimi błyskami świateł, obdarzonymi iluzorycznym ruchem przez jego własny niepohamowany pęd.
Obserwował twarze ludzi siedzących naprzeciwko – głównie starsze panie, gdyż o tej porze wszyscy inni byli w pracy; starsze panie z oczami zagubionymi w sieciach zmarszczek, w grubych wełnianych chustkach na głowach; ich pociemniałe ręce leżały złożone na kolanach albo ściskały torby z zakupami. Byli tam również menele, śmierdzący moczem i alkoholem, i Fiodor pomyślał, że minęło prawie dwanaście godzin od ostatniego drinka. Ręce zaczęły go mrowić, zrobiły się niespokojne, ożywione jakąś fałszywą energią, która niedługo miała wprawić je w drżenie.
– Muszę się napić – szepnął do Oksany. Spojrzała na niego z umiarkowanym obrzydzeniem.
– To może zaczekać.
– Nie. – Podniósł rękę i rozcapierzył palce, ich drżenie teraz brzęczało poddźwiękowo.
– Naprawdę nie może.
Oksana westchnęła i odwróciła wzrok.
– Załatwimy ci coś na targu. Tylko się nie rozsyp, dobrze?
Skinął głową i spojrzał na dwoje nastolatków siedzących przy drzwiach na końcu wagonu. Reszta pasażerów za bardzo go przygnębiała.
Dezaprobata Oksany go nie trapiła – przywykł do spojrzeń, w których pogarda mieszała się z litością. Był znudzony nawet żalem i nienawiścią do samego siebie, uczuciami powszedniejącymi do punktu banału u każdego znanego mu pijaka. Po prostu chciał się napić i wrócić do bieżącego zadania. To nie jest takie złe, naprawdę, bo przecież ilu ludzi musi codziennie brać lekarstwa? Ilu nie może wstać z łóżka bez pigułek i maści? Alkohol był jego lekarstwem i maścią, i nie widział w tym nic wstydliwego.
Wjechali na stację i Fiodor wysiadł za Oksaną na peron. Patrząc za odjeżdżającym pociągiem, rozmyślał, co by się stało, gdyby znowu skoczył w lśniące okna – czy zostałby przeniesiony pod ziemię, czy strzaskałby szybę i padł w wodospadzie ostrych odłamków na tory, które już mruczały, zapowiadając przyjazd następnego pociągu? Czy w ciągu dwóch minut dzielących pociągi zdążyłby się wgramolić po wysokich betonowych ścianach, które oddzielały je od peronu, czy też, oszołomiony, stałby na torach, patrząc w zbliżające się światła, słysząc ryk pędzącego elektrowozu?
Oksana pociągnęła go za rękaw.
– Chodźmy. Nie ma sensu czekać.
– Czekanie zawsze ma sens – powiedział, wspominając, ile razy czekał bez wyraźnego celu, na coś albo na kogoś, kto go porwie, ukradnie. Ale Cyganie nie przyszli po niego, więc poczłapał za nią do wyjścia, garbiąc się coraz bardziej z każdym krokiem, gdy jego umysł ogarniała gorączka wskutek braku lekarstwa.
Wyszli po schodach na powierzchnię w gęsty tłum – na targu panował ruch w interesie. Pomimo drżących rąk, Fiodor badawczo zlustrował tłum. Oziębiło się, więc ludzie włożyli obszerne płaszcze, dzięki czemu nawet niezdarny kieszonkowiec mógł liczyć na powodzenie. Gdy szli po schodach, ramię w ramię, ściśnięci, drepcząc jak pingwiny, jego palce jakby same zanurkowały do ciepłej, przepastnej kieszeni jakiejś staruszki. Nie znalazły portfela, ale zamknęły się na kawałku papieru. Jeden banknot, ledwo starczy na drinka, ale więcej nie potrzebował. Wcisnął go do swojej kieszeni i zwolnił kroku na wypadek, gdyby ofiara odkryła kradzież.
Oksana pokręciła głową, ale nic nie powiedziała, nawet gdy stanął przy kiosku w podziemnym przejściu i kupił gin z tonikiem w puszce. Wypił na miejscu, czując, jak drżenie palców ustaje prawie od razu. Rzucił pustą puszkę w stronę bezpańskich psów, śpiących spokojnie przy kiosku.
– To miłe – powiedziała Oksana. – W każdym podziemnym przejściu są bezpańskie psy i ludzie zawsze wymijają je ostrożnie. Nawet gdy leżą wyciągnięte, nikt nie nadepnie na łapę.
– Szkoda tylko, że sprzedawcy je karmią. Spójrz tylko, jakie spasione. Jeśli nie przestaną ich podkarmiać, leniwe kundle nigdy się stąd nie wyniosą.
– A niby dokąd miałyby pójść?
Obojętnie wzruszył ramionami.
– Idziemy na targ?
Szczury wierciły się pod jego płaszczem, chętne zabrać się do pracy. Fiodor pomyślał, że wolałby solidniejsze wsparcie. Może pistolet? Tak pistolet byłby mile widziany, gdy ma się do czynienia z zawodowymi przestępcami.
Weszli po schodach. Tuż na lewo znajdowało się wejście na targ, otwarta brama z rurek aluminiowych. Zobaczyli śnieg zdeptany przez niezliczone stopy w brudną breję, prowizoryczne stragany z garstką nieforemnych, produkowanych spółdzielczo ubrań i butów, zagubionych w morzu podrabianych firmowych koszulek, torebek i dżinsów ze słowami takimi jak „Nike" i „Jordache", wyszytymi byle jak, bardziej w symbolicznym geście niż w rzeczywistej próbie oszustwa.
Oksana szła wzdłuż straganów, jej spojrzenie czasami zatrzymywało się na torebce czy bluzce; Fiodor martwił się, że rozproszy ją obfitość lśniących przedmiotów, lecz dobrze sobie radziła. Jego oczy przeszukiwały tłum, wypatrując obowiązkowych skórzanych kurtek i złotych łańcuchów. Nie widział przedtem Sławy, ale znał ten typ.
Tłum składał się głównie ze starszych kobiet i Fiodora zaczęło ogarniać zniechęcenie, gdy nagle jego uwagę przyciągnął zapach jagnięciny i kolendry. Jak większość pijaków, nie był szczególnie zainteresowany jedzeniem, ale buda z kebabem, z której płynęły zapachy, wyglądała na pewne miejsce spotkań reketierów.
Oksana widocznie pomyślała to samo, bo wciągnęła powietrze nosem i głośno przełknęła ślinę.
– Może są tam – powiedział Fiodor. – Sprawdźmy.