Tajemna historia Moskwy
- Автор: Sedia Ekaterina
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:
Galina czuła się winna, ponieważ była złą starszą siostrą – nieobecną, daleką, kruchą, i niepewną, co jest prawdziwe, a co nie jest. Rozpaczliwie pragnęła być tutaj dla Maszy – takiej młodej, takiej różowej, tak pełnej zdrowia i nadziei. Ogromnie chciała, by Masza znalazła w niej bratnią duszę.
– Praca domowa? – Zapytała.
Masza podniosła głowę znad książki, jej wzrok na chwilę zatrzymał się na czymś za oknem i dopiero potem spojrzała na nią.
– Nie, tylko czytam.
– Co? – Dociekała Galina, podziwiając krągły kontur policzka siostry. Ile miała lat? Jedenaście, dwanaście? Coś koło tego.
Masza spojrzała na okładkę.
– Hamleta. Znasz to?
Galina się uśmiechnęła.
– Tak. Jak ci się podoba?
Masza zrobiła zadumaną minę.
– Wszyscy mówią wierszem… Ale mi się podoba. Szczególnie ten fragment o czterdziestu tysiącach braci… Całe mnóstwo, prawda?
Galina pokiwała głową. Rozumiała cichy podziw w głosie Maszy – żaden ze znanych im dzieciaków nie miał wielkiej rodziny, a dziewczynka była szczęściarą, gdy miała starszego brata. Powszechnie akceptowana prawda wyglądała tak, że bracia są lepsi niż siostry – potrafili być silni i opiekuńczy, i mogli zastąpić ojca dziewczynce, która go nie miała. Starsze siostry generalnie były niepotrzebne, ponieważ się wyprowadzały i miały własne dzieci, więc nie mogły zapewnić ochrony.
– Żałujesz, że nie masz brata, prawda? – Zapytała Galina.
Masza miała przez chwilę skruszoną minę, ale zaraz się uśmiechnęła.
– Chciałabym, żeby mieszkał z nami chłopak. A ty?
– Niezupełnie. Masz szczęście, że nie pamiętasz taty.
Masza spojrzała ukradkiem w stronę kuchni. Babcia była zajęta rozgrzewaniem oleju roślinnego, trzaskaniem drzwiczkami piekarnika, produkowaniem zapachów kapusty i smażonej cebuli.
– Babcia robi pierogi – zameldowała. – Opowiedz mi o naszym ojcu.
Nie było nic nowego do powiedzenia, ale ta rozmowa niosła komfort bliskości.
– Był draniem – powiedziała Galina.
– I pijakiem – dodała z przekonaniem Masza.
– Nie takim wielkim. Sąsiedzi mówili, że mama była głupia, pozwalając mu odejść. Gdzie znajdzie trzeźwego mężczyznę, mówili. Ale on po prostu… Był nijaki. Chyba nigdy nie powiedział do mnie słowa. I babcia go nie cierpiała.
Masza pokiwała z uśmiechem głową.
– W takim razie chyba dobrze, że nie ma tu żadnych chłopaków.
– Skoro tak mówisz.
– Spóźnisz się do szkoły. Dlaczego chodzisz do szkoły wieczorem?
– To szkoła wieczorowa dla tych, którzy pracują – wyjaśniła Galina. – Jak ja. Trochę mogę się spóźnić.
Masza przyjrzała się jej badawczo, tak idealnie naśladując spojrzenie matki, że Galina musiała się roześmiać.
– Naprawdę musisz traktować to poważnie – powiedziała Masza. – Jeśli się nie zmienisz, nigdy nie zdobędziesz wykształcenia i pewnie wyjdę za mąż przed tobą.
– Oczywiście. – Galina wciąż się śmiała. – To ty chcesz mieć chłopaków w domu.
Masza wzruszyła ramionami.
– Gałka – zaczęła z zadumą – wolałabyś być głucha czy ślepa? Galina rozważyła możliwości.
– Chyba głucha. A ty?
– Ślepa. W ten sposób mama nie miałaby innego wyboru niż kupić mi psa.
– Widzę, że masz to zaplanowane. – Galina spojrzała na zegarek i westchnęła. – Muszę lecieć. Ale jeszcze nie ślepnij, może zdołamy namówić mamę na załatwienie ci szczeniaka.
Masza się rozpromieniła.
– Dzięki, Gałka. Wiesz, czego naprawdę chcę? To znaczy, poza szczeniakiem?
Galina spojrzała w okno i zobaczyła, że jedzie jej autobus. Będzie następny; usiadła na kanapie i zzuła buty.
– Czego naprawdę chcesz?
Masza wlepiła wzrok w przejeżdżający autobus.
– Chcę być kimś innym.
– Kim?
Masza wzruszyła ramionami.
– Nie wiem. Nie sobą.
Znowu poczucie winy; Galina nie mogła opanować uczucia, że to też jest jej wina. Kto chciałby być dziewczyną z siostrą wariatką, bez braci czy ojca? Kto chciałby być dziewczyną z taką surową matką i milczącą, pełną dezaprobaty babcią, która ciągle gotuje ziemniaki, pierogi, barszcz smakujący frustracją i tłumionym gniewem? Kto chciałby być dziewczyną w domu pełnym nieszczęśliwych kobiet, i bez nadziei, że kiedyś ona będzie inna?
– Przykro mi – powiedziała Galina. – Wiesz, wszystko może się zmienić. Nie musi być tak zawsze.
Masza pokiwała głową.
– Idź. Kocham cię tak bardzo, jak czterdzieści tysięcy braci.
Potem scena się zmieniła – znajdowały się w ciemnym pokoju z okopconymi drewnianymi ścianami. Masza była starsza, ale jej oczy wciąż patrzyły na Galinę z pełnym nadziei oczekiwaniem.
– Pomożesz mi, prawda?
– Jak zawsze – odparła Galina. – Jestem tutaj, szukam cię z głupią krową i Kościejem Nieśmiertelnym, podczas gdy mama siedzi w domu z twoim dzieckiem.
Przez chwilę Masza miała zdezorientowaną minę.
– Z dzieckiem?
Galina skinęła głową.
– Ale o tym porozmawiamy później… Osobiście. Teraz powiedz mi tylko, gdzie jesteś.
– W zamku. W zasadzie to nie wygląda na zamek, ale mówią, że mieszkał tu Piotr Wielki.
– Kim oni są? – Galina starała się panować nad głosem.
Masza wzruszyła ramionami.
– Nie wiem. Jest ich kilku, a może tylko jeden, codziennie z inną twarzą.
– Czego od ciebie chcą?
– Nie wiem. Trzymają nas tutaj i posyłają, zawsze nas posyłają, żebyśmy patrzyli i mówili im, co widzimy. Mają wiele ptaków, widzimy każdy kąt z góry i z dołu. Zabierają obrazy z naszych oczu i wspomnienia z naszych głów, dźwięki z uszu i głosy z języków… Proszę, znajdź mnie, zanim wszyscy ogłuchniemy, oślepniemy i oniemiejemy.
– Kto ma wiele twarzy i zamek? – Zapytała Galina Zemunę, gdy tylko się zbudziła pod drzewem Bajuna. Patrzcie tylko, pomyślała, mówię przeklętymi zagadkami. I proszę o radę gadającą krowę. Rozmawiam z ptakami i kotami. Dobrze, że moja schizofrenia jest w remisji.
– Hm – mruknęła Zemuna. – Może Dwojedusznik. Ale kto wie, jakie inne stworzenia czają się w tym lesie?
– Co chcesz przez to powiedzieć? – Wtrącił Jakow. – Myślałem, że znacie się wszyscy.
– Znasz każdą osobę w Moskwie czy choćby w swojej dzielnicy? – Zripostował Timur-bej. – Kiedy powstało to miejsce, niektórzy postanowili zbudować miasto. Inni zostali w lesie. Czy nikt ci nie powiedział, że tu nie jest bezpiecznie?
– David mówił – przyznał Jakow. – Nie wyjaśnił dlaczego.
– Jest też coś, co może chciałbyś wiedzieć – powiedziała do niego Galina. – Pamiętasz dom Piotra Wielkiego w Kołomienskoje, o którym wspomniał Siergiej? Śniłam, że był tutaj, w tym lesie.
Gawron Siergiej przeskoczył na ramię Galiny i spojrzał jej w twarz.
– Chcesz powiedzieć, że ten las to naprawdę Kołomienskoje?
– Nie sądzę. Ale może istnieje jakieś połączenie.
– Może – zgodził się Kościej. – Ale ze wstydem przyznam, że nie znam tu niczego, co należało do carów.
– Ja znam – powiedział Timur-bej. – Nawiasem mówiąc, to nie jest ten sam dom, co w Kołomienskoje.
– Skąd wiesz? – Zapytała Zemuna.