Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 137
Перейти на страницу:

— Co się stało?

— Prezydent złożył pełnomocnictwa. — Kiedy?

— Przed chwilą.

— Przed moim wystąpieniem czy po? — W trakcie.

— No to fajnie — powiedział Wiktor.

W tej właśnie chwili w długim korytarzu studia zgasło światło. Wyglądało na to, że zgasło w całym ośrodku — w następnej sekundzie rozległy się krzyki, dużo krzyków, a potem strzały.

— Idziemy przy lewej ścianie — świszczącym szeptem polecił Farim. — Skręcamy w pierwszą odnogę.

Seria smugowych pocisków na mgnienie oka oświetliła korytarz i Wiktor zobaczył ten wylot, ku któremu biegli, trzymając się ściany. Zdążyli skręcić, dobiec do drzwi na przeciwpożarowe żelazne schody i po omacku wbiec piętro wyżej, gdy gdzieś pod nimi, chyba w tym właśnie korytarzyku, coś strasznie huknęło i od razu buchnął żrący, wstrętny dym.

Krztusząc się i kaszląc, wpadli do pokoju widokowego. Tu było cicho. Za ogromnymi oknami widniała wieczorna stolica otulona o tej godzinie złocistą mgiełką. Ulice wyglądały zadziwiająco pokojowo.

Farim obejrzał się i wydobył z kieszeni krótkofalówkę.

— No tak — powiedział Wiktor. — Wszystko bez sensu.

— Co bez sensu? — nie zrozumiała Selena.

— Bez sensu się wysilałem. Kazanie z ekranu… A wy znowu strzelacie.

— A jednak dalej nic nie rozumiesz — uśmiechnęła się Selena.

— Chodźmy — powiedział Farim — młynek na nas czeka.

10

Wyszli na dach ośrodka i przez oszklone przejście pobiegli na lądowisko śmigłowców. Dobrze się złożyło, że droga była osłonięta szkłem. Niesamowicie silny wiatr giął mocne anteny na rogach budynku, zrywał z drzew suche liście wraz z gałązkami, a z głów przechodniów kapelusze i czapki, dosłownie wyrywał z rąk torby, siatki, pudełka i wszystko to turlało się, mieszało, leciało po chodnikach i jezdniach. Zaczynała się panika.

Całą trójkę zniosłoby z dachu, gdyby nie to oszklone przejście. Pilot klął wściekle, co widać było po jego twarzy i gwałtownych ruchach ust. Nie można było usłyszeć: do niesamowitego wycia wiatru dokładał się szum silnika śmigłowca.

— Opancerzony? — wrzasnął Wiktor do ucha pilota, gdy wsiedli.

— Tak — odpowiedział tamten.

— To dobrze! — jeszcze głośniej ryknął Wiktor.

— Też tak myślę — po raz ostatni wysilił struny głosowe pilot i rozdał słuchawki.

Teraz mogli komunikować się normalnie, ale nikt nie miał ochoty na rozmowy. Nie wiedzieli, o czym można rozmawiać w takiej chwili.

Pilot od razu wziął kurs na północ, więc przelecieli praktycznie nad centrum stolicy. Ktoś stale wywoływał ich przez radio, a pilot odpowiadał standardowymi wywołaniami, z rzadka dodając pojedyncze słowa haseł i kody. Nie widzieli zbrojnych akcji, ale niektórymi ulicami już pełzły czołgi, na innych ustawiały się szeregi policjantów i oddziałów specjalnych, bezbronni ludzie pośpiesznie zdążali do domów, oszalały wiatr pędził całe rzeki śmieci, z których na placach tworzyły się małe tornada. Płonął pałac prezydenta. Bezgłośnie, uroczyście, ładnie, rzucając karminowe odblaski na pogrążające się w ciemnościach miasto. Nikt nie wynosił z ognia rannych, poparzonych i uduszonych. Chyba nie było tam nikogo. Nikt też nie gasił tego gigantycznego pożaru. Po prostu dokoła stał pierścień gwardzistów, poważnych i nieruchomych jak warta honorowa. Brak tylko żałobnych opasek na rękawach, pomyślał Wiktor.

— To było niepotrzebne — mruknął Farim.

— Dlaczego niepotrzebne? — nie zgodziła się Selena. — Według mnie to ładne.

— Ile już razy płonął ten kurnik? — rzucił pilot.

— Dwa — powiedział Wiktor. — Dzisiaj trzeci.

— Czyli ostatni — podsumował pilot.

— Racja! — powiedziała Selena. — Do trzech razy, jak w bajce.

— Urodziliśmy się, by bajkę przeistoczyć w rzeczywistość! — oświadczył Farim. — Możecie mnie zarżnąć, ale nie będę odbudowywał pałacu!

Pilot usłyszał fragment starej dobrej pieśni byłych wojennych sokołów, ożywił się i zaczął wygwizdywać raźną melodię.

— A zamiast serca płomienny silnik! — wesoło dołączył się Wiktor na końcu zwrotki. — Boooże, co za durnoty kiedyś śpiewaliśmy!

Potem zobaczył w skrytce pilota manierkę i zapytał, co w niej ma.

— Whisky — powiedział pilot. — Proszę się częstować, panie Baniew.

Wiktor łyknął i zaproponował młodzieży.

— Nie, ja dziękuj ę — twardo rzucił Farim.

Selena pociągnęła łyk, i to solidny. Pewnie było jej ciężej niż innym. Ta czwórka wygłupiała się i żartowała, jak wygłupiają się i żartują żołnierze przed atakiem, którzy chcą maksymalnie się rozluźnić, żeby potem, gdy padnie rozkaz, w ułamku sekundy odrzucić cały balast i przekształcić się w stalową, zaciśniętą, gotową do walki pięść. A Selena zbyt dużo wiedziała i zbyt dużo czuła, już nie mogła być po prostu żołnierzem, po prostu bojownikiem.

Stolica została z tyłu. Pilot wzniósł maszynę, poprawił kurs i runęli do przodu, osiągając sześćset kilometrów na godzinę czy ile tam mogło wyciągnąć to ostatnie arcydzieło wojennej techniki.

Główne miasto kraju pozostało za nimi, nie liczyło się w nadchodzącym kataklizmie, stało się jakąś ospałą peryferią. Środek świata przesunął się na północ, do wypalonego zwariowanym klimatem gubernialnego miasteczka, do tajemniczego Obozu umysłowo chorych Beduinów.

Farim ściskał króciutki desantowy automat. Selena również. Wiktor już od wczoraj także miał pistolet. Oczywiście nie zamierzał uczestniczyć w walce, na dobrą sprawę nie bardzo wierzył, że w ogóle do walki dojdzie — po prostu wiedział z doświadczenia, że kiedy zaczyna się zamęt, bezpieczniej jest być uzbrojonym po prostu dlatego, że — jak to się mówi — durniów na świecie jest więcej niż ludzi.

Dobrze zrobili, że przylecieli śmigłowcem. Po pierwsze, z powietrza lepiej było widać, a po drugie, samochodem by tu nie dotarli. Ile wojska spędzono w okolice Obozu? Dywizję? Dwie? Korpus? Może armię? Plus ci, co się tu znaleźli już dwa dni temu. Plus cała gubernialna policja. I plus cała ogromna uderzeniowa brygada RWOW. Gapie, demonstranci, tajni agenci — słowem mieszkańcy stali w tłumie opodal, przede wszystkim na niegdyś trawiastych, teraz absolutnie nagich, wyschniętych stokach wzgórz. Wszystkie posterunki na tei renie Obozu były obsadzone przez żołnierzy. Baraki Beduinów stały ciche, przyczaiły się, nie kręciła się tam ani jedna żywa dusza i nawet nie paliło się światło w oknach. Zmierzchało. Wszyscy na coś czekali. Na rozkaz do szturmu? Na aktywne działania ze strony przeciwnika? Czy po prostu na pomyślne wiatry?

Doczekali się chyba tego ostatniego. Między trzema rzędami drutu kolczastego i ciemnymi budynkami powstał jakiś ruch. Wicher pędził po ziemi pył i kłujaki, kręcił nimi, unosząc w powietrze coraz wyżej i wyżej, coraz to wyższymi słupami — już nie tylko pyłu, ale również piasku i kamieni. Powstały prawdziwe tornada, ze dwadzieścia potężnych wysokich spiral, straszliwych wrzecion wirujących wokół obwodu Obozu. W końcu jedna z trąb, rwąc na strzępy drut, wypadła za ogrodzenie, przysunęła się do czołgu, otoczyła go niczym larwę kokonem, podniosła i odstawiła na miejsce. Potem jak coś rozumnego trąba wróciła do Obozu (tyle że nie naprawiając ogrodzenia) i ponure toczenie się wszystkich trąb po obwodzie wciąż trwało.

To była demonstracja siły. Imponująca demonstracja. Ale poza tym nic się nie działo.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)