Gwiezdny motyl
- Автор: Вербер Бернард
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:
Motylanie zaczęli się ściskać i całować. Nie zdawali sobie dotąd w pełni sprawy z historycznego znaczenia własnego czynu.
Wznoszący się na cyplu wielki zegar stał się nagle istotnym symbolem.
Elisabeth Malory miała nadzieję, że nie tylko zapoczątkowali nową erę, ale że rzeczywiście zapoczątkują nową ludzkość: człowieka gwiazd, homo stellaris.
Pogładziła wystającą z nosidełka główkę Elodie, która uśmiechała się spokojnie, tak jakby wiedziała, że to wszystko jest normalne.
Wówczas zabrał głos Adrien:
– Moim zdaniem powinniśmy odciąć się od przeszłości. Zapomnijmy o historii. Zapomnijmy o Ziemianach, którzy są teraz dla nas jedynie ludźmi z dawnego świata. Proponuję, żebyśmy wszyscy porzucili nasze stare imiona. Niosą bowiem ze sobą przykre wspomnienia i ukryte więzy. Od tej pory nie będziemy już mieli nazwisk, tylko imiona.
Ktoś podniósł rękę.
– A co z tymi, którzy mają takie same imiona?
– Będą się wpisywać na listę – odparła Jocelyne, przychodząc z odsieczą psychologowi. – Przydzielimy im numery. Michel jeden, Michel dwa itd. Dostaną numery według kolejności zgłoszeń w centrum spisu ludności.
Wszyscy mieli świadomość, że decyzja ta wynika z chęci odcięcia się od przeszłości.
– I wreszcie – dodał na koniec Adrien – proponuję zrezygnować z pokazywania obrazów z Ziemi, które wywierają na nas duży wpływ, łącznie z ich potwornościami. Budzą drzemiące w nas strachliwe małpy. Tymczasem musimy o nich zapomnieć. Od tej chwili będziemy mieli tylko dwa kanały. Jeden będzie pokazywał to, co widać przed Gwiezdnym Motylem, a drugi wewnętrzne przedstawienia z Miasta Raju.
Wśród zebranych rozległ się pomruk. Część z nich uświadomiła sobie nagle, że ziemskie aktualności, które tak ich oburzały, ziemscy politycy, z których kpili, mieli na nich zły wpływ.
Uznano, że pierwszy dzień nowej ery powinien być wolny. Nikt nie pracował. Motylanie rozprawiali między sobą grupkami, komentując własną wizję nowej ludzkości, której mieli być głównymi aktorami.
Wieczorem zaś sto czterdzieści trzy tysiące ośmiuset osiemdziesięciu jeden pasażerów zasnęło, śniąc już nie o przeszłości, lecz o przyszłości.
Byli homo stellaris roku zerowego Nowej Ery. Słowa mają jednak ogromną władzę.
55. POZWOLIĆ ODPOCZĄĆ
Rozpoczął się cykl życia.
Owady spulchniały ziemię. Rośliny filtrowały powietrze.
Ssaki przerabiały białko. Bakterie pożerały odchody i ciała ssaków.
W końcu w gigantycznej trzydziestodwukilometrowej probówce zapanowała równowaga ekologiczna.
Ze względu na ograniczone możliwości i materiały, jakimi dysponowano na pokładzie Gwiezdnego Motyla, ekipa inżynierów zdołała zbudować jedynie maleńki prom kosmiczny, w którym mieściłyby się najwyżej dwie osoby. Yves-1 z Dominem – I na ramieniu podszedł do siedzącej za sterem Elisabeth-1 ze śpiącą obok córeczką.
– Muszka 2 powinna być gotowa za dwa lata. Właśnie wtedy będziemy mijać ostatnią planetę Układu Słonecznego. Dzięki promowi będziemy mogli wylądować i poszukać innych metali, żeby dokończyć budowę Muszki 3, która pomieści wszystkich.
– Nie okłamuj mnie – powiedziała. – Nie teraz. Ja też rozmawiałam z konstruktorami Muszki 2. Rzeczywiście będą nam potrzebne inne metale, ale na ostatniej plancie naszego Układu Słonecznego ich nie ma. To tylko planeta gazowa.
Wynalazca udał, że jego uwagę przyciągnął kot.
– Z czasem człowiek znajduje w końcu jakieś rozwiązanie i nie będziemy się upierać, że jest inaczej. Nasze dzieci na pewno znajdą rozwiązanie.
– Przypomnij sobie nazwę naszego projektu: „Ostatnia Nadzieja”. Szczęście nie może nam sprzyjać bez końca. Dobrze zrozumiałam twoje przesłanie: mamy prom dla dwóch osób i to wszystko. Oto cała prawda.
Yves-1 przyznał, że istotnie tak wygląda sytuacja. W oddali przed nimi migotały gwiazdy i właśnie w tej chwili żeglarka znów doznała wrażenia, że to mnóstwo małych oczek wszechświata, który będąc globalną żywą istotą, śledzi ich.
– A jeśli mamy zapisany w genach program samozniszczenia? – odezwał się Yves-1.
– Nie rozumiem.
– Natura charakteryzuje się logiką. Skoro pozwoliła nam szybko się rozwijać i stać się bardzo potężnymi zwierzętami, to być może dlatego, że jesteśmy „zaprogramowani” na samoograniczenie. Wydaje nam się, że ujarzmiliśmy przyrodę, ale w rzeczywistości nie dokonaliśmy tego w większym stopniu niż wszystkie te gatunki, które wymarły przed nami. W stosunku do jednych posłużyła się chorobami, asteroidami, zmianami klimatycznymi, a dla nas koniec został zapisany w naszych własnych genach.
Przerażający sens tej myśli zaczął wreszcie docierać do żeglarki.
– Chcesz powiedzieć, że kiedy rodzi się jakiś gatunek, Natura z góry przewiduje jego kres?
– A przynajmniej jego „ograniczniki”. Dla jednych jest to drapieżnik. Dla człowieka to pęd do samozniszczenia.
– Ależ skąd, popatrz na nas: nie przejawiamy takiego popędu.
– To my nie jesteśmy normalni. Przyjrzyj się tylko dzieciom: chociaż nikt im nic nie mówi, ich pierwszą zabawą jest zabawa w wojnę.
– To dotyczy chłopców. Nie dziewczynek.
– A właśnie nawet dziewczynek: rzucają się na siebie z pazurami albo niszczą się wzajemnie za pomocą słowa czy potwarzy. W ostatecznym rozrachunku istoty ludzkie pragną się nawzajem jedynie krzywdzić. Gdybyśmy mogli bezkarnie zabić kogoś, kogo nie znamy, tylko po to, żeby pozbyć się napięcia… zrobilibyśmy to. Wyłącznym hamulcem dla naszych indywidualnych upodobań niszczycielskich są policja i wojsko, czyli przemoc zbiorowa.
– Jak możesz głosić takie potworności?
– Patrzę trzeźwo. Wszyscy jesteśmy źli. To zabezpieczenie, jakie wymyśliła Natura, żeby ograniczyć nam nieustanny rozwój i zapobiec naszej inwazji wszechświata.
– Nie czuję się taka. Nie jestem „zła”.
– A jednak, jeśli dobrze poszukać, też musisz taka być. Każdy z nas ma swoją ciemną stronę. Nie jesteśmy w stanie oczyścić naszych genów z tego pierwotnego piętna. Właśnie stąd biorą się wszystkie cierpienia, lęki, agresja i to, że wszystkie pozytywne plany są z góry skazane na niepowodzenie.
– Ależ przecież my zdołaliśmy oderwać od ziemi Gwiezdnego Motyla z ponad stu tysiącami ludzi na pokładzie i jak na razie zażegnaliśmy wszelkie konflikty.
– Owszem, potrafimy uciekać, ale czy będziemy umieli przeprogramować całe to zło, które nosimy w sobie z natury?
Elisabeth-1 skrzywiła się.
Domino-1 zeskoczył z jej ramienia, żeby powąchać łóżeczko FJodie-1.
– Wiesz, jaką ten kot ma nad nami przewagę? – zapytał Yves-1.
Pogłaskała zwierzę.
– On nie wie, że umrze. Może u źródła całego tego lęku tkwi strach przed śmiercią – przyznał.
Elisabeth-1 potrząsnęła długimi rudymi włosami, pojąwszy jednak aż zbyt dobrze sens tego zdania, wolała zmienić temat.
– Jak się toczy życie w Raju? – zapytała.
Yves-1 miał świadomość, że jego towarzyszka coraz rzadziej opuszcza stanowisko pilota, ponieważ uznała, że w cylindrze rządzi w tej chwili już nie ekologia, ale polityka.
– Rośliny zdobywają trochę lepszą pozycję w strefie południowej. Wszystko opanowują liany, paprocie i bluszcz. Mam pewną szczególną teorię na temat roślin: myślę, że one się mszczą na ludziach. Podporządkowały ich już sobie na starej Ziemi za pomocą kawy, tytoniu, winorośli, marihuany, herbaty, opium, maku, kokainy. Moim zdaniem, zrobiły to specjalnie, z pełną świadomością gatunku, aby się zemścić za to, że ujarzmiamy je, umieszczając je w uprawach i ogrodach. Roślina nie lubi porządku, tylko dżunglę, las i chaos. Tutaj też próbują przejąć władzę…