Gwiezdny motyl
- Автор: Вербер Бернард
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:
Yves ścisnął jego dłoń.
Spojrzawszy mu w oczy, przemysłowiec mruknął:
– W porządku, gotowe. – Po czym jego wzrok znieruchomiał. Yves zamknął mu powieki gestem pełnym czułości.
Nazajutrz ciało miliardera zostało pochowane na cmentarzu, obok ofiar pierwszej wojny w Mieście Raju. Na prośbę Yves’a posadzono na jego grobie największe drzewo w cylindrze, drzewo oliwne.
Na cmentarzu, na szerokim płaskowyżu, gdzie zgromadzili się wszyscy Motylanie, Jocelyne wygłosiła mowę, w której wyjaśniła, że uświadomiła sobie, że każda akcja wywołuje reakcję, każdy popęd życia pociąga za sobą popęd śmierci. Narodziła się Elodie. Zmarł Mac Namarra. Stworzyli zjednoczoną wspólnotę, reakcjonistyczna rewolucja zaś usiłowała ją rozbić. Gwiezdny Motyl opuścił Ziemię. Prom Muszka zaś właśnie na nią wracał.
– Co zrobić, żeby to się nigdy więcej nie powtórzyło? – zapytała Jocelyne. – Wiem, że zawsze będą was ogarniać wątpliwości. Wiem, że zawsze będzie wam towarzyszyła tęsknota za rodzinną planetą, ale teraz żałoba po Mac Namarrze powinna stać się symbolem ostatecznej żałoby po ziemskiej przeszłości. Nie możemy już zawrócić. Pozostaje nam „iść dalej albo umrzeć”.
Jeśli są wśród was jeszcze tacy, którzy uważają, że lepiej byłoby zawrócić, niech powiedzą to teraz albo zamilkną na zawsze.
– A jeśli to powiedzą, co się wtedy stanie? – zapytał jakiś młodzieniec w oddali.
– Jeżeli będą stanowić większość, cały statek powróci na Ziemię. Daję wam słowo.
Yves i Elisabeth nie spodziewali się takiego zagrania ze strony pani burmistrz. Adrien zdawał sobie jednak sprawę, że trzeba było postawić wszystko na jedną kartę, aby zyskać powszechne poparcie na najbliższe lata. Gra była warta świeczki.
Nastąpiła chwila wahania. Spośród stu czterdziestu trzech tysięcy ośmiuset osiemdziesięciu jeden pasażerów, którzy pozostali, nikt nie podniósł ręki.
– W takim razie lecimy dalej zgodnie z planem, ja zaś życzę sobie, żeby wszyscy niezadowoleni przychodzili do mnie, zamiast robić rewolucję.
Wówczas o głos poprosił Adrien Weiss.
– Przed śmiercią Gabriel powiedział, że należy znaleźć sposób na pozbycie się napięcia bez rewolucji. Po raz kolejny okazał się prekursorem.
Psycholog mówił dalej z flegmą, mimo że pozornie nie był to najlepszy czas i miejsce:
– Ja też jestem zdania, że w buncie Satine wystąpiła potrzeba zburzenia istniejącego porządku, dopuszczenia do głosu instynktów śmierci i zniszczenia. Pozbycia się napięcia. Te instynkty tkwią w nas samych, toteż negowanie ich nie ma sensu. Wobec tego proponuję dzień… karnawału. To znaczy dzień, w którym bawimy się w wojnę za pomocą petard, w którym wszyscy się wygłupiają przez całą dobę. W ciągu tych dwudziestu czterech godzin dozwolone będą wszelkie wykroczenia, ale oczywiście pod warunkiem, że nie wyrządzą nikomu krzywdy. Nie będzie morderstw, gwałtów, kradzieży ani niszczenia mienia. Za to będą dozwolone, powiedzmy, alkohol, zabawa oraz wszelkie nieniszczycielskie przejawy żywiołowej radości.
Oklaski, jakimi nagrodzono pomysł, świadczyły o tym, że panująca od chwili startu atmosfera cnotliwości ciążyła wszystkim.
– Myślę, że Gabriel by tego pragnął… – dodał na koniec. Adrien Weiss odwrócił głowę ku zaskoczonym Yves’owi i Caroline.
– Trzeba wywołać kolejny wstrząs, który pozwoli zapomnieć o poprzednim. Pomożecie mi?
Przytaknęli.
– Nie pozostaje nam nic innego, jak urządzić to w przyszłym tygodniu – zaproponował, jak zwykle skłonny do prokrastynacji, Yves.
– Nie, trzeba kuć żelazo, póki gorące. Jutro będzie wielki dzień Karnawału. Jeśli mamy zachować tylko jedno ziemskie święto, to będzie właśnie to.
Następnie glos przez megaton zabrał Yves Kramer:
– Co do mnie, sugeruję, żebyśmy powołali komórkę badawczą, której zadaniem będzie wyprodukowanie z materiałów rezerwowych Motyla promu mającego zastąpić Muszkę. Osoby, które chcą nad tym ze mną pracować, mogą dołączyć do mnie za godzinę w centrum wioski. Myślę, że na początek należy zbudować większą kuźnię.
Wszystkim chodziło jednak po głowie to dziwne słowo, które pojawiło się po tak wielu tygodniach. Karnawał.
53. MIESZAĆ MIKSTURĘ
Na ulicy: radosny tłum, donośna muzyka, sztuczne ognie, sprośne piosenki, odgłos rozbijanych butelek.
W domach: śmiechy, zapach mięsiwa i wina, rzężenie, krzyki rozkoszy.
Pierwszy karnawał w cylindrze okazał się czasem totalnej rozpusty. Wszędzie na ulicach Miasta Raju, w ogrodach, w lasach, na placach, w warsztatach, w amfiteatrze, na pływających po jeziorze łodziach widać było obściskujące się, tańczące, kopulujące bez żadnego wstydu we dwójkę albo w kilkoro pary. W jednej chwili wszystkie zmory rej, jak ją teraz nazywano, „rewolucji reakcjonistów” poszły w zapomnienie.
Od wylewającej się z głośników rytmicznej muzyki drżały ściany cylindra, jakby był on jedynie gigantycznym pulsującym nocnym klubem. Adrien wpadł nawet na pomysł, żeby nastawić sztuczne słońce na mruganie.
Udało mu się uzyskać globalny efekt stroboskopowy, który wzmógł ogólną ekscytację.
Święto nie skończyło się po jednym dniu – libacje, orgie i rozpusta trwały trzy dni i trzy noce. Każdy bawił się dopóty, dopóki nie zesztywniały mu mięśnie, nie wysiadło serce, nie ogarnęła go senność.
Po tym gigantycznym rozładowaniu napięcia nastąpił tydzień odpoczynku, aby wszyscy mogli dojść do siebie po orgiastycznym święcie.
Według późniejszych obliczeń okazało się, że tamtego dnia zaprogramowano blisko tysiąc narodzin, poczęte wówczas niemowlęta postanowiono zaś nazwać „Dziećmi Karnawału”.
54. NASTAWIĆ MINUTNIK
Yves Kramer uznał, że został przekroczony pewien próg: skończył się okres żałoby po określonej przeszłości, należy zatem zacząć wszystko na nowych podstawach.
Jego zdaniem najlepszą cezurę stanowiłby symboliczny akt, który uważał za najbardziej wyrazisty: stworzenie nowego kalendarza.
Pewnego pięknego, otrzymanego sztucznie wieczoru odsłonił ogromny zegar, który wydobyli z magazynu przedmiotów ręcznie robionych.
– Oświadczam, że za dziesięć sekund rozpocznie się pierwsza era nowego czasu – powiedziała do mikrofonu stojąca na marmurowym tarasie Jocelyne Perez, nad której głową znajdował się olbrzymi ekran ukazujący obraz zegara.
Adrien przebiegł palcami po klawiaturze komputera i zgasił światło.
Pani burmistrz zaczęła odliczać w ciemnościach:
– Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, zero!
Natychmiast Adrien urządził powolny wschód słońca.
Yves wcisnął włącznik uruchamiający zegar. Wskazówki znajdujące się na dwunastce zadrżały. Wskazówka sekundnika ruszyła pierwsza, zrywami, jakby była nieśmiała.
– Niniejszym oświadczam, że oto rozpoczęła się pierwsza sekunda pierwszej minuty, pierwszej godziny, pierwszego dnia, pierwszego miesiąca, pierwszego roku nowej ery! – obwieściła Jocelyne Perez. – Mamy dziś rok zerowy.
Adrien Weiss przystąpił do drobnej regulacji, aby jarzeniowe słońce zalśniło wyjątkowym blaskiem. Caroline wykorzystała ten moment, żeby puścić przez głośniki dostojną, majestatyczną muzykę symfoniczną.
Nikt nie klaskał – wszyscy byli wzruszeni, przeniknięci świadomością, że rozpoczęli właśnie życie jako istoty ludzkie od samego źródła, pozbywszy się ostatnich reliktów zwierzęcości.