Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 135
Перейти на страницу:

– To są właśnie ci przyjaciele, kapitanie? – zapytał Dańka.

– Tak – odparłem niechętnie.

– Też miałem takich przyjaciół. Kiedyś pół dnia chowałem się przed nimi w sali gimnastycznej pod materacami. Chcieli, żebym im oddał kasę, a ja nie miałem.

Popatrzyliśmy na siebie uważnie; w końcu pokręciłem głową.

– Jak byłem w twoim wieku, też mnie wkurzało, że dorośli traktują dzieci jak półgłówki. Masz rację, to właśnie tacy przyjaciele. Ale nie mogę ci niczego wyjaśnić. Załóżmy, że to tajemnica wojskowa.

– Dobrze, kapitanie – powiedział bez uśmiechu Dańka. Uścisnąłem mu dłoń – mocno, jak dorosłemu – i odwróciłem się do Lansa.

– Kiedy będzie łączność?

– Zaraz…

Po ekranie fonu przesuwały się rozmyte cienie.

– Obrazu nie będzie, kapitanie, tylko dźwięk. Za daleko.

– Nie ma sprawy. Ernado, widzisz statek?

– Tu Redrak. Ernado jest na mostku.

– Podłącz go do rozmowy.

– Tak jest, kapitanie.

– Określacie odległość i kierunek ruchu krążownika?

– Oczywiście, kapitanie – usłyszałem głos Ernada. – Mamy go na celowniku. Trzeba przyznać, że się tam cały nie zmieścił.

– Możemy go załatwić?

– To rozkaz?

Zawahałem się.

– Nie, prośba.

– Nie możemy.

– Spotykałeś się ze statkami tego typu?

– Niestety, tak. Ale tamte nie miały pancerza przeciwlaserowego.

– Jak można go zniszczyć?

– Bardzo prosto. Bierze się eskadrę dwudziestu statków naszej klasy…

– Możesz nie kończyć.

Rozłożyłem ręce.

Lans skinął głową ze zrozumieniem.

– Nie wychylamy się, tak?

– Otóż to.

Krótko wyjaśniłem Dańce, że przez najbliższe dwie godziny będziemy zajmować się nicnierobieniem, i wyjąłem plastikowe pudełka z prowiantem.

– Co załoga myśli o obiedzie? – zapytałem.

Załoga była za. Zaczęliśmy otwierać pudełka.

Oto jeden z kompletnie niezrozumiałych dla mnie zwyczajów planety Tar: pojemniki zjedzeniem na statkach nie są w żaden sposób oznakowane. Kolorowe paseczki na etykietkach informują jedynie o wartości kalorycznej, a kształt pudełek mówi, co w nich jest – pierwsze danie, drugie danie czy deser. Prawdopodobnie ten dość sadystyczny chwyt wprowadza do każdego posiłku element niespodzianki. Niestety, niespodzianki dzielą się na przyjemne i niemiłe. Ten drugi rodzaj jest bardziej rozpowszechniony.

Dostałem napój przypominający w smaku połączenie herbaty po turecku i kawy po polsku. Ale to była jeszcze całkiem znośna ewentualność… Druga puszka kryła w sobie białe ziarenka kaszy, pomieszane z wąskimi paseczkami gotowanej ryby i niewiarygodną ilością przypraw. Na podstawie smaku i wyglądu potrawy można było wyciągnąć wniosek, że na długo przede mną w galaktyce bywali Koreańczycy, a upływ czasu bynajmniej nie poprawił ich umiejętności kulinarnych.

Zacząłem pospiesznie łykać kaszę, zapijając ją ciepłym, orzeźwiającym napojem.

Dańka miał więcej szczęścia. Brązowa jednorodna masa w jego porcji była, mimo podejrzanych skojarzeń, doskonale przyrządzonym mięsnym puree. Napój okazał się słodkim sokiem o słabym zapachu czekolady. Po minucie Dańka skończył puree, uprzednio opróżniwszy puszkę z sokiem.

Wyjąłem z szafki jeszcze kilka pojemników i w milczeniu podałem chłopcu. Lans zerknął na mnie ze zdumieniem.

– Nie sądziłem, że noc spędzona w lesie aż tak wpływa na apetyt.

– Nie chodzi o zeszłą noc – wykrztusiłem. – Kraj, gdzie mieszka Dańka… cóż, daleko tam jeszcze do dobrobytu.

Lans odwrócił wzrok, jakby to jemu, a nie mnie zrobiło się wstyd za ojczyznę.

– Proszę wybaczyć, książę… Czy nigdy nie chciał pan wrócić na Ziemię przez hipertunel? Z niewielkim oddziałem i odpowiednim wyposażeniem?

– Chciałem. Ale zbyt gorliwie mnie do tego namawiali.

Nie umawiając się, odwróciliśmy się do ekranu, gdzie sylwetka krążownika nadal wznosiła się nad planetą. Dańka entuzjastycznie rozprawiał się z dokładką.

– Zbyt energicznie się rozpędza – przerwał przydługie milczenie Lans. – Zbędna strata paliwa.

– Myślisz, że chce wyjść w hiperprzestrzeń?

– Tak. Z jego mocą można wejść w skok w bezpośredniej bliskości planety.

– Wezwij Redraka.

Redrak od razu zgodził się z nami. Sądząc po głosie, odlot wrogiego krążownika wyraźnie poprawił byłemu piratowi humor. Połączyłem się z Ernadem i wydałem kilka poleceń, pewnie zbędnych, ale zawsze lepiej się zabezpieczyć. A my kontynuowaliśmy przymusowe oczekiwanie.

Krążownik nie kazał nam się zbyt długo nudzić. Najpierw na ekranach pojawiło się lekkie migotanie, które otoczyło cały statek. Potem pojawiło się mlecznobiałe lśnienie. Gdy ekrany się oczyściły, krążownika już nie było.

Otworzyłem luk i popatrzyłem na niebo. Zdążyłem jeszcze zobaczyć gasnącą gwiazdę, która na chwilę zaćmiła czerwone słońce.

– Wyszedł w hiperprzestrzeń – oznajmił zadowolony Lans. – Jeśli nawet cierpią na braki żywności, to energii mają pod dostatkiem. Przyciąganie planety zżarło im siedemdziesiąt procent mocy.

Wsiadłem do kutra i dostrzegłem pytające spojrzenie Dańki.

– Wszystko w porządku, kadecie. Nasi przyjaciele odlecieli. Dańka skinął głową i zręcznie cisnął pustą puszką w zamykający się luk.

Westchnąłem, ale kolejną przemowę odłożyłem do następnego razu. Usiadłem przy pulpicie i zapytałem:

– Ernado, śledziłeś skok?

– Tak, kapitanie. Szedł prosto na sygnał.

– Sygnał został zidentyfikowany?

– Tak. Planeta Raysway, wchodząca w skład Trójprzymierza Wolnych Światów. Peryferie galaktyki.

– Bywałeś tam?

– Pierwszy raz o tym słyszę. I o planecie, i o Wolnym Związku. Pójdziemy za nim?

– Nie od razu – odpowiedziałem z żalem.

6. Koktajl Nostalgia

Restauracja Galaktyka mieściła się na obrzeżach kosmoportu. Przy całej swojej trywialności, nazwa pasowała idealnie – na planecie Argant krzyżowało się mnóstwo dróg handlowych i w restauracji gościli przedstawiciele niemal wszystkich zamieszkanych planet.

Nad budynkiem w kształcie piramidy wirował szyld, mieniąc się wszystkimi kolorami, aż po ultrafioletowe i podczerwone zakresy widma; nazwę restauracji napisano w miejscowym języku i w standardzie. Ogłoszenie nad wejściem prezentowało się już znacznie skromniej – Tylko dla załóg statków kosmicznych.

Przyłożyłem osobistą kartę do płytki identyfikatora i drzwi się otworzyły. Dańka nie miał dokumentów, ale to było bez znaczenia – każdy członek załogi miał prawo przyprowadzić ze sobą gościa.

W holu kolejne ogłoszenie ostrzegało, że restauracja wyposażona jest we własny generator pola neutralizującego.

– Bardzo porządna knajpa – powiedziałem. – Nic dziwnego, że Redrakowi niespieszno do nas. Jego ideał spędzania wieczoru to obskurny bar z rozróbą co godzina.

Dańka skinął głową, rozglądając się. Na ścianach migotały zmieniające się z kalejdoskopową szybkością trójwymiarowe pejzaże najróżniejszych planet. Poznałem purpurowe lasy Rantowi-Ra i spalone na czarno równiny Sheiera, planety-samobójcy. Przez chwilę odniosłem wrażenie, że przemknęło pole pszenicy z brzozowym zagajnikiem w oddali. Ale oczywiście tylko mi się wydawało.

Pewnym krokiem specjalisty świadomego swojej wartości podszedł do nas siwowłosy mężczyzna w fioletowym uniformie obsługi, z zawodowym uśmiechem na twarzy.

– Oddzielny gabinet?

Skrzywiłem się.

– Stolik w ogólnej sali, na pięć osób. Dołączą do nas przyjaciele. I pospiesz się, sługo.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)