Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 130
Перейти на страницу:

— Chwała niech będzie Phosowi! — wysapał. W pośpiechu, wszystko co mówił zlewało się ze sobą:

— Ratunku! Szybko, mój pan, obce diabły, mordują!

— Namdalajczycy? — zapytał Marek. Czy nie było im końca? Gdy mężczyzna przytaknął, rzucił tylko krótko: — Ilu?

Ten rozłożył ręce:

— Najmniej setka — podskakiwał z emocji i radości, nie zważając na swoją ranę. — Na litość Phosa, pospieszcie się!

— Dwa manipuły — zadecydował trybun. Gajusz Filipus posępnie pokiwał głową; ludzie Księstwa nie byli łatwym kąskiem. Skaurus kontynuował na tym samym oddechu: — Blesus, twoi ludzie, tak, i twoi Gagik! — Bagratouni zrozumiał rozkaz, choć Marek mówił po łacinie. Krzyknął coś w swoim gardłowym języku — jego Vaspurakanerzy odkrzyknęli, uderzając włóczniami o tarcze. Kontyngent nakharara był za duży jak na prawdziwy manipuł — stu Namdalajczyków miałoby przeciwko sobie trzy razy większe siły.

Gajusz Filipus potrząsnął rannym Videssańczykiem, który teraz, gdy nie musiał już biec, by ujść z życiem, trząsł się jak galareta.

— Którędy, człowieku? — zażądał weteran.

— W lewo na pierwszym rozwidleniu, potem w prawo na następnym — wykrztusił mężczyzna. Otarł czoło brudnym rękawem, z niedowierzaniem gapiąc się na jasną krew. Potem zgiął się wpół i zwymiotował na drogę. Gajusz Filipus skrzywił twarz ze wstrętem, ale wykrzykiwał głośno rozkazy dla wszystkich żołnierzy.

Marek wyciągnął miecz.

— Biegiem! — krzyknął i dodał — Okrzyk na dziś: Gavras! — Legioniści pognali za nim. Pierwsze rozwidlenie było oddalone zaledwie o jakieś dwa jardy, ale dotarcie do drugiego zajęło im sporo czasu. Czując jak pot spływa mu strumieniem po plecach, Skaurus zaczął się zastanawiać, czy nie przegapili właściwego miejsca. Ale krwawy ślad Videssańczyka upewnił go, że wszystko szło dobrze. Krople krwi na drodze były jeszcze całkiem świeże i wyraźne — mężczyzna musiał biec, jakby Furie deptały mu po piętach.

Rzymianie me byli tak szybcy, ale tempo, które narzucili było wystarczająco ostre, by ich vaspu-rakanerscy towarzysze którzy w większości byli krępymi mężczyznami o krótkich nogach, mieli spore kłopoty z dotrzymaniem im kroku.

— Tam z przodu, za spróchniałym pniakiem — powiedział Gajusz Filipus pokazując ręką. Rzeczywiście, ścieżka wyraźnie się rozdzielała. W głosie starszego centuriona nie było ani śladu za-dyszki. Mógł biec o wiele dłużej niż teraz, bez żadnego kłopotu.

Gdy zbliżali się do rozwidlenia, Marek słyszał już okrzyki i brzęk stali.

— Gavras! — krzyknął, a legioniści odpowiedzieli mu jak echo. Przez moment odgłosy walki ucichły, dając miejsce zaskoczeniu, ale zaraz potem powietrze wypełniły triumfalne okrzyki Vides-sańczyków, przemieszane z rykiem złości i strachu wydobywającym się z gardeł Namdalajczyków.

Legioniści ruszyli do ataku, biegnąc wzdłuż prawej odnogi ścieżki, która prowadziła na niewielką polanę. Garść Videssańczyków, z których czterech dosiadało koni, reszta zaś walczyła pieszo, zepchnięta została do małego kółka przez naciskających twardo namdalajskich jeźdźców. Po obu stronach byli zabici — wyglądało na to, że wyspiarze zbierali się właśnie do ostatecznego ataku, który zmiótłby ich przeciwników.

Kiedy jego manipuł ustawiał się w linii ataku, z przygotowanymi do rzutu pila, nawet flegmatyczny Juniusz Blesus wybuchnął śmiechem.

— Setka? — powiedział do Skaurusa. — Zdaje się, panie, że sprowadziliśmy górę do zabicia muchy.

Jeżeli na polance było więcej niż trzydziestu wyspiarzy, trybun byłby zaskoczony. Ludzie Księstwa wytrzeszczyli oczy na wysypujących się wciąż z lasu legionistów. W końcu facet, który jak podejrzewał Skaurus był ich dowódcą, o czym świadczyło bogate siodło i świetny koń, którego dosiadał, odrzucił do tyłu głowę i zaczął śmiać się jeszcze głośniej niż przed chwilą Blesus.

— Włócznie na ziemię, chłopcy — zawołał do swoich żołnierzy. — Mają nas, nie ma co.

Namdalajczycy wykonali rozkaz, choć niektórzy — zwłaszcza ci najbliżej swoich niedoszłych ofiar — zrobili to z wyraźną niechęcią. Ale Videssańczycy, równie zaskoczeni niespodziewaną odsieczą jak ich wrogowie, z ulgą oparli się o swoją broń ł oddychali ciężko — na pewno nie byli już w stanie atakować. Kapitan najemników podjechał powoli do Skaurusa. Rzymianie stojący wokół trybuna podnieśli ostrzegawczo włócznie, ale wyspiarz nie zwracał na nich uwagi. Wyciągnął swoją tarczę w stronę Skaurusa.

— Uderz raz. Muszę ratować honor — powiedział i Marek puknął w metalową powierzchnię swoim mieczem. — Niezłe uderzenie! Poddaję się! — Ściągnął hełm pokazując, że zdaje się na łaskę trybuna. Jego ludzie uczynili to samo.

Spod hełmu ukazała się uśmiechnięta, piegowata twarz Namdalajczyka. Miał bujne, lekko rude włosy i jak większość jego rodaków, wygalał sobie tył głowy. Tak samo jak wyspiarze broniący drewnianej fortecy na północ od Sangarios, nie miał żadnych skrupułów, gdy chodziło o poddanie się wrogowi — takie rzeczy były częścią życia zawodowego żołnierza.

To samo dotyczyło całego szwadronu, którym dowodził — jeden z żołnierzy, bez cienia wrogości, mówił do Videssańczyków, z którymi przed chwilą walczył:

— Dostalibyśmy was, gdyby ci pieprzeni Rzymianie się tu nie przyplątali. — Służąc z nimi w stolicy, niemal ramię przy ramieniu, Namdalajczycy wiedzieli o legionistach więcej niż ci, którym Rzymianie uratowali właśnie życie.

Skaurus wyznaczył kilku żołnierzy do rozbrojenia wyspiarzy, a potem podszedł do Videssańczy-ków, by pozdrowić ich dowódcę. Szlachetna rasa konia i atmosfera władzy, którą otaczał się niczym ciepłym płaszczem sprawiały, że nietrudno było go znaleźć. Musiał mieć już prawie sześćdziesiątkę, ale była to krzepka sześćdziesiątka. Jego włosy i precyzyjnie przystrzyżona broda były stalowo-szare, i choć był szczupły, ramiona nie uginały się pod ciężarem zbroi.

Błysk ironii pojawił się w jego oczach, gdy oddawał Markowi salut:

— Czynisz mi zbyt wielki honor. To słabszy powinien kłaniać się silniejszemu, nie odwrotnie. Sittas Zonaras, do usług — ukłonił się w siodle. — Jestem spathariosem, jeśli coś ci to mówi.

Już gdy się przedstawiał, trybun doszedł do wniosku, że lubi Zonarasa. W skomplikowanym świecie videssańskich tytułów, spatharios był najmniej określony, ale i tak niewielu arystokratów stać było na żarty dotyczące ich pozycji.

— Słyszałem o tobie, młody człowieku — zauważył Zona ras, najwyraźniej dodając tę ostatnią frazę tylko po to, n, zobaczyć, czy Marek poczuje się urażony. Kiedy jednak nie doczekał się żadnej reakcji, zaatakował ostrzej: — Baanes Onomagoulos miał kilka rzeczy do powiedzenia o tobie, ale wolałbym ci nie powtarzać żadnej z nich — jeden z ludzi arystokraty rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie.

— Doprawdy? — powiedział Marek, czujny pod maską obojętności. Nie był zaskoczony tym, że Zonaras znał martwego już rebelianta — Onomagoulos stąd właśnie pochodził. Jednak fakt, że przyznał się on do tej znajomości, był czymś zupełnie różnym — niezwykłym gestem zaufania ofiarowanym człowiekowi, który służył największemu wrogowi Baanesa.

— Onomagoulos rzadko mówił coś dobrego o kimkolwiek — powiedział trybun, a Zonaras przytaknął; jego twarz była teraz zupełnie bez wyrazu, jakby zastanawiał się, czy nie popełnił błędu. Oczy rozjaśniły mu się jednak, gdy Marek kontynuował:

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)