Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 130
Перейти на страницу:

— Myślę, że kalectwo go rozgoryczyło. Nie był taki przed Maragha.

— To prawda — powiedział Videssańczyk. Jakby z ulgą oddalając się od niebezpiecznego tematu, obejrzał się na ludzi Księstwa. — Co z nimi zrobisz? Wydaje im się, że posiadają juz ten kraj tylko dlatego, że ich bandycki wódz tak powiedział.

Po Sangarios — pomyślał Marek ponuro — mają do tego lepszy powód. Zastanawiał się przez kilka sekund.

— Być może Drax wymieni ich za Mertikesa Zigabenosa.

Legioniści musieli wyprzedzić nowiny o bitwie, bo Zonaras zamrugał zdumiony, a jego ludzie aż krzyknęli ze zdziwienia i trwogi.

— Drax ma dowódcę straży? — zapytał Zonaras. — Smutne wieści. Opowiedz mi o wszystkim. Skaurus zdał mu relację z niedawnych wydarzeń. Zonaras słuchał spokojnie, dopóki trybun nie doszedł do zdrady Namdalajczyków, którzy mieli walczyć dla Imperium, a wtedy zaczął przeklinać w bezsilnej złości.

— Niech Skotos zmrozi wszystko, co należy do zdrajców — mruczał, i od tej chwili Marek był pewien, że nie brał on udziału w rebelii Onomagoulosa. Kiedy trybun skończył, Zonaras milczał przez długą chwilę. W końcu zapytał:

— Co teraz zrobisz?

— Co tylko będę w stanie zrobić — odparł Skaurus. — Ile to może być, nie wiem sam. Myślał, że Zonaras parsknie z pogardą, ale videssański arystokrata skinął poważnie głową.

— Masz na karku głowę starego człowieka, żeby wystrzegać się obiecującego słońca Phosa, kiedy nie nosisz go na pasku. — Zonaras podrapał się po kolanie, przyglądając się Skaurusowi. — Wiesz co, cudzoziemcze? Zawstydzasz mnie — powiedział powoli. — To niedobrze, gdy najemnym żołnierzom bardziej zależy na ocaleniu Videssos, niż jej własnym ludziom.

Marek myślał tak samo już od pierwszych tygodni swojego pobytu w Imperium, ale niewielu Vi-dessańczyków się z nim zgadzało. Przyzwyczajeni od wieków do swej potęgi, uważali ją za coś naturalnego — a właściwie było tak do Maragha. Rzymianin, którego ojczyzna wyrosła na potęgę zaledwie półtora wieku przed jego narodzinami, nie był tak pewny siebie.

Zonaras przerwał te rozmyślania, sięgając po jego rękę.

— Wszystko, co mogę zrobić ja i moi ludzie, będzie zrobione — zobowiązał się i uścisnął dłoń trybuna z siłą, która zadawała kłam jego wiekowi. Skaurus oddał uścisk, ale zastanawiał się, jakiej pomocy może oczekiwać od jednego arystokraty mieszkającego prawie w lesie.

Następny dzień marszu był dla trybuna sporym odkryciem, nie tylko dlatego, że cały czas znajdowali się na ziemi Sittasa Zonarasa. Pod wieczór legioniści rozbili obóz obok jego ogromnej willi, która usytuowana była w wąskiej dolinie. Zachodzące słońce okryło wyżynę purpurą na południu i wschodzie.

— Nieźle nam poszło — powiedział Zonaras bez fałszywej skromności.

— Tak, pewnie, wam zwłaszcza — powiedział Gajusz Filipus.

Marek teoretycznie wiedział o wielkich posiadłościach i wioskach, które kontrolowali videssa-ńscy magnaci. Dopiero jednak teraz zaczynał rozumieć, co naprawdę znaczyła ta koni rola. Wokół stolicy burzliwe miejskie życie wyparło gospodarstwa szlachty, a w ziemiach zachodnich, na centralnym płasko wyżu, gleba była zbyt słaba, by można było zgromadzić tam takie bogactwo, jakim cieszył się Zonaras.

Jego posiadłość obejmowała wspaniałe winnice i ogrody, plantację wierzb rosnących przy strumieniu przepływającym obok willi, łąki, na których pasły się konie, osły, krowy, owce i kozy, lasy przeznaczone do wyrębu na drewno i na paszę dla zwierząt, winorośle pnące się w górę rosnących na wzgórzach drzew, i dębowy las, gdzie spotkał najpierw Namdalajczyków a potem Skaurusa, który to las zapewniał karmę z żołędzi nie tylko dzikom, na które polował, ale i jego własnym świniom.

W czasie marszu, trybun widział co najmniej pięć pras do wyciskania oleju z oliwek. Licznych stad pilnowali pasterze — najważniejszy z nich, krępy mężczyzna w średnim wieku, bez najmniejszych oznak służalstwa podszedł do Zonarasa, by się z nim przywitać, po tym jak szlachcic upewnił go z daleka, że długa kolumna maszerujących za nim legionistów to przyjaciele.

— To bardzo dobrze, panie — powiedział mężczyzna. Inaczej musiałbym podburzyć moich wieśniaków. — Podarł kawałek pergaminu, na którym było coś napisane. Pewnie liczba i kierunek marszu intruzów — pomyślał Marek. Nie by! zaskoczony faktem, że szef pastuchów umiał pisać. W Rzymie także człowiek na tak odpowiedzialnym miejscu nie mógł być analfabetą.

Chociaż legioniści, którzy słyszeli groźbę mężczyzny, podśmiewali się z niej, Skaurus brał ją zupełnie na poważnie. Nie śmiał się także Gajusz Filipus. W odróżnieniu od większości Rzymian, wiedział dobrze, co znaczy wojna podjazdowa.

— Wszyscy faceci w tych wioskach, przez które przechodziliśmy, wyglądali tak jakby gotowi byli pójść w ogień za Zonarasem — powiedział do trybuna. — Nie byłoby wesoło, gdyby wskakiwali nam na plecy zza każdego krzaka, a potem znikali w lesie albo w górach, zanim zdążylibyśmy się ruszyć — mówił po łacinie, tak że Zonaras mógł wyłapać tylko swe imię, nic więcej.

Marek zrozumiała co miał na myśli starszy centurion,i nagle zrozumiał także, dlaczego biurokraci w Videssos tak bardzo nienawidzili i tak bardzo bali się arystokracji z prowincji. Potrzeba było dosłownie armii, by zmusić Zonarasa do zrobienia czegokolwiek, czego sam nie życzył sobie robić, a takich jak on było bardzo wielu.

Właściwie nawet armia mogłaby nie wystarczyć, by przywołać Zonarasa do posłuszeństwa. Mógł się bronić nie tylko z pomocą uzbrojonych wieśniaków. Gdy legioniści dotarli do jego rodzinnej siedziby, odkryli że arystokrata miał do swojej dyspozycji grupę pięćdziesięciu zbrojnych strażników. Nie byli to prawdziwi zawodowcy, jako że utrzymywali się głównie z rolnictwa, ale braki w wyszkoleniu i zręczności nadrabiali niezrównaną znajomością terenu i takim samym oddaniem dla swojego pana, jakie pokazał szef pastuchów.

Skaurus wiedział, że kiedyś ci rolnicy-żołnierze służyli przede wszystkim Imperium, i jemu byli przede wszystkim wierni. Ale lata wysokich podatków zmusiły ich do tego, by szukać protekcji u wielkich magnatów, w obronie przed chciwością rządu centralnego. Miejscowi arystokraci, ambitni i potężni, z zadowoleniem przyjęli ich do siebie, chcąc z ich pomocą pozbyć się raz na zawsze jarzma biurokratów ze stolicy. Ci z kolei, aby utrzymać się przy władzy, opłacali wojska najemne, które miały trzymać w ryzach arystokrację… i stąd — myślał Marek, gdy legioniści ustawiali palisadę na usypanym już wale — te nie kończące się wojny domowe; najpierw rebelia Onomagoulosa, a potem Drax. Gdyby nie ciągłe konflikty wewnątrz Videssos, Yezda nie przekroczyliby już dawno temu grani Vaspurakanu, nie wisieliby nad Garsavrą niczym sęp nad dogorywającym zwierzęciem.

— No i cóż z tego? — odpowiedziała Helvis, gdy powiedział jej o tym. — Gdyby Videssos nie zatrudniała najemników, nigdy byśmy się nie spotkali. Chyba że teraz byłbyś z tego raczej zadowolony? — było w jej glosie wyzwanie, ale i smutek. To nie było pytanie retoryczne.

— Nie, kochanie — zaprzeczył dotykając jej dłoni. — Bogowie wiedzą, że nie jesteśmy doskonali, ale w końcu tylko oni są tacy. Albo Phos, jeśli wolisz — poprawił się szybko, widząc jak Helvis zaciska usta. Przeklinał w duchu swój niezdarny język; tak naprawdę nie wierzył w rzymskich bogów, ale mówił o nich po prostu z przyzwyczajenia.

Gajusz Filipus także wysłuchał przemyśleń trybuna.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)