Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]

Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:

Po ucieczce z Sekty Zabójców młoda wojowniczka Dubhe musi uwolnić się od klątwy, która została na nią rzucona. Jedyną osobą, która może ją uratować, jest Sennar, niegdyś najpotężniejszy czarodziej Świata Wynurzonego, do którego udaje się wraz z Lonerinem po pomoc i radę. Tropem Dubhe podąża Rekla, Strażniczka Trucizn, wierna członkini Sekty Zabójców, z zamiarem zgładzenia dziewczyny. Tymczasem krwiożercza Gildia odkrywa w końcu, jak przywrócić do życia wielbionego przez nich Tyrana — Astera. Potrzebują jedynie ciała, w którym mógłby się odrodzić. Ich wybrańcem zostaje San, wnuk Sennara i Nihal, którego przed pazurami dzikiej sekty chroni gnom Ido. Czy Sennar, który po śmierci Nihal w poczuciu winy odsunął się od ludzi, nie wierząc w uratowanie Świata…
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 91
Перейти на страницу:

Poczuła lodowaty dreszcz. Zbyt szybko dała się porwać entuzjazmowi, a teraz została sama, całkowicie pozbawiona przewodnika.

Stała tak na brzegu przepaści, niezdolna nawet, by się poruszyć. Było dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy umarł Mistrz. Sama była nikim. Sama mogła tylko czołgać się i nędznie egzystować, podążając za biegiem wydarzeń, jaki wyznaczył dla niej los.

Pomyślała o ostatnich chwilach spędzonych razem z Lonerinem, przypomniała sobie jego pochyloną nad mapą twarz, szelest jego stóp na trawie, kiedy szedł przyjrzeć się urwisku, w które miał za chwilę wpaść.

„Widać urwisko, obawiam się, że musimy poszukać innej drogi”.

Słowa te rozbrzmiewały jej w głowie, jak gdyby Lonerin stał za jej plecami i mówił do niej.

Inna droga… jaka? Gdzie?

Góry. To tam się kierowali. Teren już stawał się coraz bardziej stromy. A potem ta przepaść.

Pamiętała wyraźnie, że Lonerin jakiś czas temu opowiadał jej o podziemnych przejściach, wąwozach prowadzących przez góry, aby nie trzeba było ich obchodzić ani przekraczać. Jeśli znajdzie wejście do tego miejsca — dobrze, w przeciwnym razie będzie się wspinać. Nie pozwoli się zatrzymać. Nie może.

Ze złością otarła łzy i podniosła się na nogi. Była to podróż bez nadziei, ale czasami trzeba obejść się i bez niej.

Kiedy Rekla zorientowała się, że w torbie ma kamienie, jeszcze kręciło jej się w głowie. Zobaczyła poprzecinane sznury rozrzucone kawałek dalej i kawałek szkła błyszczący pośród traw. Nagle dotarła do niej straszliwa świadomość. Dziewczyna znowu uciekła, a Thenaar już nigdy do niej nie przemówi. Znowu będzie sama, jak wtedy, kiedy była dzieckiem.

Z furią kopnęła buteleczkę pełną środka nasennego, którą Dubhe obok niej postawiła, i poderwała się na nogi. Znała dobrze ten napar; nawet najmniej zdolny z Zabójców był w stanie go przygotować. Zawartość wsiąkła w ziemię, a opary rozwiały się w powietrzu.

Filia siedział oparty o pień, a jego oddech był ciężki. Chociaż butelka stała daleko od niego, efekt mikstury okazał się mocniejszy i mężczyzna z trudem odzyskiwał przytomność. Kiedy jednak podniósł oczy na Reklę, wyczytała w nich poczucie winy, które wprawiło ją we wściekłość.

— To wszystko twoja zasługa — wysyczała przez zęby.

Nie opuścił wzroku. Dalej patrzył na nią, nie broniąc się, jak ktoś, kto czeka na karę i niczego innego nie pragnie.

— Nie zauważyłeś tego odłamka szkła, a kiedy dawałeś jej eliksir, wcale nie postarałeś się, żeby naprawdę go wypiła.

— Tak — odpowiedział po prostu Filia, a na jego twarzy pojawił się jakby wyraz ulgi.

Rekla rzuciła się na niego dziko i zaczęła go bić, nie zatrzymując się. Tego właśnie potrzebowała: czuć, jak zapach krwi odurza jej nozdrza.

Filia bez protestów przyjmował ciosy i kopniaki. Rekla miała rację, to jego wina, zasługiwał na tę karę. Jednak nie było to tylko pragnienie odkupienia winy. Ona potrzebowała kogoś, na kim mogłaby wyładować swoją frustrację, a Filia był szczęśliwy, że może być narzędziem, dzięki któremu jego pani odnajdzie spokój.

Kiedy wreszcie Rekla usiadła na ziemi, widok opuchniętej twarzy Filii sprawił jej wielką przyjemność.

— Wstań — powiedziała do niego.

Mężczyzna usłuchał. Chwiał się, ale udało mu się ustać na nogach; patrzył na nią z uczuciem i litością.

— Teraz rzucimy się w pościg i nie zatrzymamy się, dopóki jej nie znajdziemy. Nie będziemy jeść ani pić, będziemy tylko biec i basta.

Filia przytaknął.

— Jeżeli będziesz dla mnie zawadą, zostawię cię w tyle.

— Wiem, misja jest ważniejsza — odpowiedział drżącym głosem.

Był pewien, że Rekla nie żartuje, i obawiał się jej.

Kobieta jeszcze przez chwilę mierzyła go wzrokiem, po czym rzuciła okiem do sakwy.

Eliksir wiecznej młodości przepadł. Za kilka dni zmarszczki oszpecą jej twarz i całe ciało pomarszczy się wokół kości. Zacisnęła pięści wobec tego kolejnego afrontu, wyrządzonego jej przez dziewczynę. Ostatecznie jednak nie miało to znaczenia. Wiara będzie podtrzymywać ją do końca i Rekla wygra.

Przez trzy dni Dubhe błąkała się bez celu. Nie zatrzymywała się prawie wcale, poza kilkoma godzinami w nocy, kiedy i tak pozostawała czujna, zawsze ze sztyletem w dłoni.

Starała się podążać za słońcem, stojącym wysoko nad jej głową, ale mogła widzieć je tylko trochę przez plamy światła, jakie rzucało na ziemi, przenikając przez grubą kołdrę koron drzew.

Musiała iść na zachód, na zachodzie wznosiły się góry. Opuściła koryto rzeki, kiedy po raz pierwszy zobaczyła ich profil.

Jednak z dnia na dzień jej nadzieja słabła: nie miała najbledszego pojęcia, gdzie się znajduje. To przeznaczenie, że jej plany i pragnienia nigdy nie mogły się spełnić.

Tymczasem otaczający ją las milczał. Wydawało się, że jej ból nic go nie obchodzi i że spokojnie czeka, aż jej podróż dobiegnie końca. Mięsiste kwiaty otwierały się, kiedy przechodziła, podobne do wrzeszczących masek. Powykręcane drzewa zastawiały jej drogę, ale Dubhe nie wyczuwała niebezpieczeństwa. Ona, która nie wierzyła w żadnego boga ani w zaświaty, zastanawiała się teraz, czy te rośliny są duszami zmarłych. Dla niej religia miała tylko okrutną twarz Thenaara, a przed tym krwawym bogiem nie chciała się ugiąć. Pomyślała o Lonerinie, o tym, jak pięknie by było, gdyby zamienił się w parę wodną i choć przez chwilę mógł być przy niej. Poczuła w gardle smak łez.

Gdzie są wszystkie osoby, które kochałam? Gdzie są Mistrz i Lonerin?

Przez kolejne dwa niekończące się dni szukała wejścia do wąwozu. Chodziła tam i z powrotem, obejrzała każdą dziurę i każde zagłębienie. Była zrozpaczona. Po raz pierwszy w swoim życiu starała się doprowadzić do końca coś ważnego i wielkiego, ale im bardziej o tym myślała, tym bardziej wydawało jej się to zadaniem ponad jej siły.

Kiedy wreszcie zobaczyła wąską szparę, z góry na dół przecinającą skalną ścianę, rozradowała się niepomiernie. Nie wiedziała, czy to naprawdę jest wejście, którego szukała, czy też ślepy zaułek, ale potrzebowała w to wierzyć. Nie zastanawiając się nadmiernie, z głupim uśmiechem na ustach wsunęła się do środka.

To był kanion. Dubhe nigdy nie widziała nic podobnego, nawet w Krainie Skał. Coś cudownego. Ściany były wysokie przynajmniej na sto łokci, a odległość między nimi ledwo wystarczała, aby tamtędy przejść. Czasami musiała ustawiać się bokiem, a czasami wsuwać się w wąskie i ciemne chodniki, nie mając pewności, czy jeszcze zobaczy światło. Tylko w najszerszych punktach i tylko w południe mogła dostrzec słońce. Przez resztę dnia wąwóz pogrążony był w nierzeczywistym zmierzchu i Dubhe z trudem widziała, gdzie stawia stopy.

W ciągu niecałych dwóch dni całkowicie straciła orientację. Wąwóz rozgałęział się, a groty, przez które przechodziła, nigdy nie były proste, ale pełne załomów i rozgałęzień. Przy pierwszym rozstaju przez jakiś czas stała i zastanawiała się, w miarę możliwości starając się zorientować w położeniu. Nie było jednak niczego, co mogłoby jej pomóc. Na ziemi tylko śliskie kamienie, wokół niej skała. I cisza.

Szła dalej mimo wszystko, nie zważając na zmęczenie i uginające się pod nią nogi. Na każdym rogu, kiedy natrafiała na rozgałęzienie, wybierała na chybił trafił, instynktownie, skoro i tak nie pamiętała nic ze wskazówek gnoma.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)