Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
- Автор: Троиси Личия
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Videograf II
- ISBN: 978-83-7183-583-4
- Переводчик: Zuzanna Umer
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:
Skały, które mijała, stały się zimniejsze i ciemniejsze. Rósł na nich mech — znak, że w zimie przez ten kanion przepływała rzeka. Cisza była nierzeczywista i jedynym dźwiękiem poza jej oddechem bywało uderzenie głazów, które czasami odrywały się ze szczytu i staczały w dół, w głąb uskoku.
Z niektórych ziół Rekli i krzesiwa robiła prymitywne pochodnie, żeby oświetlić najtrudniejsze przejścia. Odrywała od swojego płaszcza kawał materiału, po czym owijała go wokół strzały i zapalała. Za każdym razem, kiedy wsuwała się do pieczar, miała wrażenie, że wróciła do Domu. Bestia poruszała się w jej żołądku i prawie wydawało jej się, że czuje na głowie dłoń Thenaara.
Pewnego dnia zdarzyło się, że jaskinia była dłuższa niż zazwyczaj i Dubhe przez bite dwanaście godzin maszerowała pod ziemią. Kiedy korytarze, które obrała, prowadziły do ślepych zaułków, zawracała, oddychając ciężko, z nadzieją, że odnajdzie główne przejście, z którego wyruszyła. W tym miejscu wszystko wydawało się takie dziwne i jednakowe… Główna sala całkiem wypełniona była wapiennymi naciekami. Z sufitu zwisały liczne stalaktyty, niektóre wielkie niczym kolumny, inne cienkie jak strzały. Niektóre dotykały podnoszących się z podłoża stalagmitów, a wszystko połyskiwało w świetle pochodni. Było to miejsce, które promieniowało magią. Dźwięk wody modelującej kształty tej jaskini był jasny i przejrzysty.
Dubhe rozejrzała się wokół, bo nie było nic innego, co mogłaby zrobić. Czuła, że dotarła do kresu. Nie było tam światła słonecznego, nie było ani ziół, którymi mogłaby się żywić, ani zwierząt. Mogła tak błąkać się całą wieczność, nie znajdując wyjścia.
To historia mojego życia: bezskuteczne szukanie wyjścia — powiedziała sama do siebie i nie wiadomo dlaczego zachciało jej się śmiać; nerwowy i rozpaczliwy śmiech odbijał się od ścian, przekształcając echo w płacz.
Lonerinie, gdzie jesteś…?
Głucha wibracja oderwała ją od tych rozmyślań. Nadstawiła uszu. Nie mogła zrozumieć, co to był za dźwięk, wydawał się głębokim podziemnym dudnieniem. Odwróciła głowę na prawo i na lewo, przenikając wzrokiem ciemność poza słabym światłem zaimprowizowanej pochodni. Nic. Czy to możliwe, żeby Rekla już ją dogoniła? Nie wydawało się, żeby były to kroki, ale Dubhe spanikowała, skoczyła na równe nogi i wybrała pierwszą lepszą drogę. Ruszyła za światłem pochodni, po omacku posuwając się przez gęsty mrok jaskini. Potem zauważyła dalekie migotanie.
Wyjście!
Zaczęła biec, czując, jak ziemia wibruje jej pod stopami. Gdyby udało jej się powrócić do kanionu, przy świetle słońca mogła mieć jeszcze jakąś nadzieję na dotarcie do domu Sennara. Jasność stała się ostra i Dubhe przymknęła oczy, oczekując, że poczuje na skórze ciepło słońca. Zamiast tego przeszył ją dreszcz.
Otworzyła oczy, a to, co zobaczyła, przepełniło ją zachwytem. Przed nią znajdował się krystaliczny wodospad spadający po ścianie do małego, lecz głębokiego jeziorka u stóp groty. Ze wszystkich stron gigantyczne kryształy, przezroczyste, żółte i niebieskie, odbijały światło pochodni, grą luster rozświetlając cały ogrom tego miejsca. Wyróżniało się ono niezwykłym pięknem, ale było również ślepym zaułkiem. Dubhe z żadnej strony nie mogła dostrzec wyjścia.
To był naprawdę koniec, ostatni akt jej przygody. Umrze w samotności, zapomniana, w tym rozdzierająco pięknym miejscu. Upuściła pochodnię, zacisnęła pięści i poddała się rozpaczliwym szlochom.
— Ale nigdy nie będę twoja, zrozumiałeś mnie? — wykrzyknęła do sklepienia, a jej głos został zwielokrotniony przez echo.
— Nigdy nie będę twoja, Thenaarze, a kiedy umrę, nie zejdę do twojego przeklętego królestwa!
Chęć zamoczenia się nadeszła nagle. Siedziała skulona w kącie jaskini, niezdolna do żadnego działania. Co jakiś czas powracał głuchy odgłos i Dubhe za każdym razem myślała, że zwiastuje on nadejście Rekli. Postanowiła, że w takim przypadku uwolni Bestię i spróbuje stawić jej czoła.
Teraz jednak miała tylko ochotę oczyścić się, zanurzyć w wodzie, jak to robiła, kiedy jeszcze była w Krainie Słońca, w pobliżu Ciemnego Źródła. Chodziła tam za każdym razem, kiedy dokonała kradzieży. Lodowata woda odnawiała ją, a ona czuła się czysta.
Teraz, kiedy przed sobą widziała tylko śmierć, poczuła nieodparte pragnienie, aby zrobić to po raz ostatni.
Powoli się podniosła, delikatnie opierając stopy na skale. Zdawało się, że wodospad ją wzywa.
Doszła do brzegu stawu, obejrzała go. Woda była czarna, dokładnie tak, jak w Ciemnym Źródle. Można było zajrzeć w głąb na kilka łokci, dalej wszystko ginęło w ciemności. Owa ciemność, tak nieprzenikniona, fascynowała ją.
Pochyliła się, dokładnie tak samo, jak kilka dni wcześniej, kiedy Filia zaprowadził ją do źródła, żeby obmyć jej ranę. Zanurzyła głowę, a kiedy otworzyła oczy, mogła zobaczyć tylko swoje włosy, wciąż jeszcze krótkie, unoszące się wokół jej czoła. Znajdująca się pod nią czerń wzywała ją.
Po prostu przestała się trzymać. Ciało delikatnie ześlizgnęło się do wody, wzbudzając tylko kilka małych fal. Dubhe zagłębiała się w ciemność. Uderzyła stopami, żeby zejść jeszcze kilka łokci niżej, po czym zatrzymała się. Chłód wody był przeraźliwy i chłostał jej ciało. Nie zwróciła na to uwagi, czuła się pogodzona sama ze sobą. Ciemność wydawała się jej coraz bardziej zachęcająca: wiedziała, że ta myśl wystarczy, aby uwolnić Bestię. Poczuła niepowstrzymany instynkt, żeby poruszać ramionami i nogami, żeby się ratować, Bestia nie pozwalała, aby jej ciało powoli ześlizgiwało się ku śmierci. Najwyższym wysiłkiem woli oparła się jej. Głębokość zwiększała się, ciężar broni, które na sobie miała, oraz ubrań ciągnął ją ku dnu. Potem poczuła uścisk, ciepły, bezpieczny. Nie miała odwagi go odrzucić, szarpać się. Poddała się temu objęciu, które z jakiegoś powodu wydawało jej się dziwnie znajome.
To Mistrz po mnie przychodzi — pomyślała.
Ale jej opadanie ustało. Zaczęła się podnosić, czuła, jak ciśnienie w uszach maleje, a woda staje się coraz cieplejsza. Unosiła się coraz wyżej, aż znalazła się na powierzchni. Wzięła głęboki wdech. Powietrze boleśnie wypełniło jej płuca, ale dobrze było znów je poczuć. Zrozumiała, że ktoś ciągnie ją na brzeg, i usłyszała głos, który ją zaskoczył.
— Dobrze się czujesz?
Był to znajomy ton. Strapiony głos, który znała i który sprawił, że serce zatrzymało się w jej piersiach. Kiedy otworzyła oczy, pojęła, że to nie była pomyłka.
14. Spotkania
— Moja pani, musimy się zatrzymać.
Rekla nie zwróciła uwagi na słowa Filii i dalej szła przed nim niewzruszona, ze zgarbionymi plecami, chwilami niepewnym krokiem, przez kanion, w który weszli. Odkąd się tam znaleźli, już dwa razy się potknęła, a za drugim razem zraniła sobie dolną wargę.
— Moja pani!
Filia złapał ją za nadgarstek i zatrzymał. Poczuł jej kruche kości i pomarszczoną skórę. Ogarnął go smutek.
— Nie dotykaj mnie! — krzyknęła, uwalniając się z jego uścisku.
Wydawało się, że starość zaatakowała ją, począwszy od dołu.
Wyglądała teraz na kobietę ponadsiedemdziesięcioletnią, zgodnie ze swoim prawdziwym wiekiem, a jej głowa umocowana na błyskawicznie starzejącym się ciele miała w sobie coś groteskowego i tragicznego. Jej twarz była tylko pozornie młodsza, bruzdy już wspinały się po szyi, marszcząc ją niczym zwiędły owoc, a jej skóra utraciła swój cały błysk. Policzki zapadły się, oczy spowiła lekka mgła. Włosy posiwiały na końcach i zachowały swój zwykły kolor jedynie przy skórze.