Tajemna historia Moskwy
- Автор: Sedia Ekaterina
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:
Wieszczy ptak wciąż prorokował, napędzany ogniem płonącym głęboko w sercu. Skrzydła Gamajun wciąż cięły powietrze, a głos, chrapliwy i straszny, wykrzykiwał proroctwa. Jej oczy stały się szalone i czarne, otoczone ciemnymi kręgami. Gdy udręczone przepowiednie się spełniły, Gamajun trafiła pod ziemię.
Ałkonost i Sirin umilkły i rozchorowały się z tęsknoty za słońcem. Już nie śpiewały, tylko stroszyły matowe pióra, siedząc wysoko na gałęziach blaskodrzewa. Ale Gamajun nie mogła przestać wieszczyć, choć jej zdarty głos brzmiał nie głośniej od chrapliwego szeptu. Syczała i charczała, i szeptała z uporem o strasznych rzeczach dziejących się na powierzchni, i o tym, co dopiero się zdarzy.
Gamajun mówiła o ogniu i popiele, wróżyła płomienie niewidziane w minionych stuleciach, wróżyła, że dumne miasto nad nimi strawi pożar większy od dotychczasowych; wróżyła krew i nieznane dotąd zniszczenia; wróżyła, że Moskwa nad ich głębokim grobem przemieni się w kwiat ognia, piękny i straszny; wróżyła jego gorączkowy rozkwit i nasiona czarnego popiołu.
Bogowie i inni nie chcieli ignorować Gamajun, ale jej proroctwa były po prostu zbyt potworne, by przyjąć je do wiadomości. Mimo to mieszkańcy podziemia zwracali w górę zatroskane spojrzenia i wzdychali za każdym razem, gdy wyobrażali sobie tętent końskich kopyt i huk ognia.
Ojczulek Mróz szalał z wściekłości i zapowiadał wczesne, srogie zimy, a leszy zapuszczali się do powierzchniowych lasów, by zwodzić armie najeźdźców. Gamajun wciąż krzyczała, syczała i wieszczyła ogień, aż w końcu zniknęła w dniu, gdy Moskwa płonęła i dymiła, gdy Napoleon zajął miasto będące wówczas zaledwie garścią popiołów.
– A teraz bagnet napoleoński i ptaki – powiedziała Galina do Zemuny. – Myślisz, że jest jakiś związek?
Kościej uśmiechnął się drwiąco z wysoka.
– Sama to wszystko wymyśliłaś? A może naprawdę uważasz, że mówienie tego, co oczywiste, w jakiś sposób pomoże?
– Nie wiedzieliśmy o Gamajun – zaznaczył Jakow. – Jeśli to dla ciebie takie oczywiste, dlaczego o tym nie wspomniałeś?
– Bo wcale nie jest oczywiste – powiedziała Zemun. – Nie myślałam o tym od jakiegoś czasu.
Galina zwróciła się do Jakowa, bo choć wątpiła w jego ogólne umiejętności, był jej główną nadzieją na znalezienie Maszy.
– Co myślisz?
Otworzył usta, ale gawron Siergiej go ubiegł.
– Wyciągasz pochopne wnioski. Bagnety napoleońskie? Można je kupić, w dzisiejszych czasach wielu ludzi zbiera zabytkową broń. Dlaczego uważasz, że wszystko musi mieć związek z twoją prywatną obsesją?
Galina przełknęła ślinę i milczała. Siergiej ma rację, pomyślała; we wszystkim widziała znaki, osobistą wiadomość mającą doprowadzić ją do siostry. Nie różniła się od ludzi, których widziała w szpitalu, tych, którzy odbierali tajemne znaki i intonacje przez telewizor i każde drobne wydarzenie postrzegali jako przeznaczoną wyłącznie dla nich zaszyfrowaną wiadomość. Wspomniała kobietę, która w soboty czekała przed telewizorem na ogłoszenie zwycięskich numerów loterii. O ile wiadomo, nigdy nie kupiła losu, ale zapisywała numery i próbowała je rozkodować, marszcząc czoło i poruszając ustami w pełnym udręki skupieniu. Galina uznała, że jest dokładnie taka sama jak ona. Znowu spojrzała na Zemunę i Kościeja, zastanawiając się, czy są tutaj naprawdę.
Jakow dotknął jej ręki, jego palce były twarde i szorstkie jak rzemień.
– Nie słuchaj go. Co on może wiedzieć?
– Oglądałem w telewizji ten sam program, co ty – powiedział gawron Siergiej. – Zawsze próbują ci wmówić, że rozumiesz, o co chodzi, a gdy już w to uwierzysz, okazuje się, że guzik wiesz i skutki są opłakane.
– Czy moglibyście przestać? – Zapytała Zemuna, tracąc cierpliwość. – Przestańcie zgadywać, to nie gra. Tu nie ma zasad. Chodzi także o nasze życie, równie ważne jak wasze.
Kościej pokiwał głową.
– Wy, ludzie, zawsze myślicie, że jesteście najważniejsi. Jakbyśmy byli tutaj tylko dla waszej rozrywki. Nie wpadło wam do głowy, że Berendej był moim przyjacielem, prawda?
– Nie wydawałeś się zbyt przejęty – zaskrzeczał Siergiej.
– Większość nas nie żyje. W pewnym momencie przedstawienie po prostu się kończy. To nie znaczy, że nikt nie rozpacza.
Galina spojrzała na rdzawe liście – zima się skończyła, albo wskutek śmierci Berendeja, albo nieobecności Ojca Mroza – i ziemię jak okiem sięgnąć okrywał żółtopomarańczowy dywan spadłego listowia. Wiewiórki, z kitami rudymi jak liście dębów i jesionów, biegały po pniach, przystając tylko po to, by skrzeczeniem wyrazić dezaprobatę dla przechodzących podróżnych.
Coś zaszeleściło w gałęziach drzewa, pod którym przechodzili. Galina uniosła głowę i napotkała spojrzenie pary niewiarygodnie dużych żółtych oczu przeciętych pionowymi źrenicami. Tygrys, pomyślała. Nie spodziewała się spotkać tygrysa w tej strefie klimatycznej, ale przecież przebywała pod ziemią, gdzie żyły znacznie dziwniejsze stworzenia. Nie była pewna, czy stworzenie na drzewie jest niebezpieczne, więc stanęła jak wryta.
– Dlaczego się zatrzymałaś? – Zapytał Jakow.
Wskazała ręką bez słowa. Zemuna spojrzała w górę i parsknęła śmiechem.
– To Bajun. Chodź, kocie, i powiedz nam, co widziałeś.
Kot Bajun zeskoczył z drzewa w dwóch pełnych wdzięku susach. Był znacznie mniejszy niż tygrys, ale znacznie większy niż kot domowy. Duży jak collie, osądziła Galina. Wyprężył pręgowany grzbiet i ziewnął, wbijając pazury w ziemię, jakby szarpał struny niewidzialnej gitary. Nie spuszczając z oczu Galiny, rozciągnął wargi, odsłaniając długie ostre kły z macicy perłowej.
– Nic nie widziałem – powiedział dźwięcznym, niemal młodzieńczym głosem. – Czego szukacie?
Galina słyszała o Bajunie, ale nie mogła sobie przypomnieć, czy jest dobry, czy zły. Podczas gdy Zemuna wyjaśniała mu sytuację, próbowała dojść, czy powinna się bać dziwnego gadającego kota – wydawał się groźny.
– Przepraszam – szepnęła do Jakowa – wiesz coś o Bajunie?
– Niewiele. Myślę, że jego śpiew może cię uśpić, i podobno mieszka w królestwie za siedmioma górami, za siedmioma rzekami.
– Jest również związany z mitem skandynawskim – dodał Kościej. – Jego dziećmi są dwa koty, które ciągną rydwan Frei, przynajmniej wedle niektórych źródeł.
– Nie wiedziałem, że rosyjskie baśnie coś łączy z innymi religiami – powiedział Jakow.
Kościej się roześmiał.
– Żartujesz, prawda? Większość pogańskich bogów Rosji została zapożyczona skądinąd, ze Skandynawii, Fenicji, Grecji, Egiptu… Można wymieniać w nieskończoność. Tutaj jest niewiele oryginalnego folkloru.
Galina pomyślała, że to dziwne, że istoty mitologiczne dyskutują o własnym pochodzeniu. Ale z drugiej strony, dlaczego nie?
– Czy to prawda, że może usypiać ludzi? – Zapytała Kościeja.
Skinął głową, podniósł z ziemi zdrowy rdzawy liść i zwinął go w dwóch palcach.
– Chodzi nie tylko o usypianie – powiedział i uśmiechnął się blado. – Powinnaś zainteresować się snami. Bajun może sprawić, że twoje sny będą… Interesujące, skromnie mówiąc.
Kościej miał rację. Sny Galiny były niezwykle wyraziste i żywe, i we śnie naprawdę wierzyła, że jest z powrotem w domu, w ich małym mieszkaniu, z babcią, która w kuchni gotowała coś z kapusty, co wydobywało z niej zapach. Matka była w pracy, a Galina szykowała się na zajęcia w szkole wieczorowej, do której uczęszczała w czasie krótkich okresów jasności umysłu. Masza, która jeszcze chodziła do podstawówki, siedziała w pokoju, głucha na ryk telewizora, z łokciami wspartymi na parapecie, z otwartą książką pomiędzy nimi.