W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
– Bo ja się nie bawię w ten sposób.
– A dlaczego nie masz faceta?
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Dopiero co pojawiłam się na przyjęciu, a już mnie pouczała osoba, która ledwo skończyła trzy lata. Potem usiadłyśmy na schodach i odbyłyśmy długą, poważną rozmowę o tym, że każdy jest inny i że niektórzy ludzie są samotni, a po jakimś czasie usłyszałam hałas i kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, że nad nami stoi Mark Darcy.
– Ja tylko… Toaleta jest na górze, zdaje się? – spytał bez większego zaangażowania. – Cześć, Constance. Jak tam Pingu?
– On nie jest prawdziwy – odparła, patrząc na niego ze złością.
– Jasne, jasne. Przepraszam. To głupio, że jestem taki… – tu spojrzał mi prosto w oczy -…naiwny. W każdym razie, wszystkiego najlepszego. – Po czym minął nas, nawet nie cmoknąwszy mnie na powitanie. „Naiwny”. Czyżby nadal myślał, że zdradzałam go z Budowlańcem Garym i facetem z pralni chemicznej? A zresztą, nic mnie to nie obchodzi. To nie ma żadnego znaczenia. Wszystko jest w porządku, a Mark mi już kompletnie przeszedł.
– Jesteś smutna – powiedziała Constance. Zamyśliła się na chwilę, a potem wyjęła z buzi na wpół wyssanego Minstrela i wsadziła mi go w usta. Postanowiłyśmy wyjść na dwór i pochwalić się sukienką. Na zewnątrz do Constance natychmiast doskoczyła, jakby ogarnięta manią Rebecca.
– Ooch, patrzcie, to chyba jakaś wróżka. Jesteś wróżką? Jaką jesteś wróżką? A gdzie masz czarodziejską różdżkę? – zagruchała.
– Wspaniały prezent, Bridge – powiedziała Magda. – Przyniosę ci drinka. Znasz Cosmo, prawda?
– Tak – odparłam z sercem w gardle, spoglądając na trzęsące się policzki olbrzymiego bankiera.
– Bridget, miło cię widzieć! – ryknął Cosmo, lubieżnie taksując mnie wzrokiem. – Jak tam w pracy?
– Och, świetnie. – Skłamałam z ulgą, że nie pakuje się od razu w moje życie uczuciowe. Co za postęp! – Teraz pracuję w telewizji.
– W telewizji? Cudownie! Cholernie cudownie! Przed kamerą?
– Tylko czasami – odparłam skromnym tonem, który sugerował, że tak naprawdę to jestem Cilią Black, ale nie chcę, żeby ktoś się o tym dowiedział.
– Ha! Gwiazda, co? A – pochylił się nade mną z troską – ułożyłaś sobie resztę życia?
Niestety, akurat tak się złożyło, że w tej samej chwili przechodziła koło nas Sharon. Spojrzała na Cosmo, który wyglądał jak Clint Eastwood, który uważa, że ktoś usiłuje go przechytrzyć.
– A cóż to za pytanie? – warknęła.
– Co? – spytał Cosmo, odwracając się do niej przestraszony.
– Czy ułożyłaś sobie resztę życia? Co to w ogóle ma znaczyć?
– No, yyy, wiesz… kiedy w końcu… no wiesz…
– Kiedy w końcu wyjdzie za mąż? Tylko dlatego, że jej życie nie wygląda dokładnie jak twoje, uważasz, że jej się nie ułożyło, tak? A ty sobie ułożyłeś resztę życia, Cosmo? Jak ci się układa z Woney?
– Ja… tego… – sapnął Cosmo, czerwieniejąc na twarzy.
– Och, przepraszam. Zdaje się, że trafiłyśmy w twój czuły punkt. Chodź, Bridget, zanim znowu wetknę nos w nie swoje sprawy!
– Shazzer! – syknęłam, kiedy znalazłyśmy się w bezpiecznej odległości.
– Daj spokój – powiedziała. – Dość tego dobrego. Nie można pozwolić, żeby nas pouczali i obrażali nasz styl życia. Cosmo pewnie marzy o tym, żeby Woney schudła ze dwadzieścia pięć kilo i przestała tak wrzaskliwie się śmiać przez cały dzień, ale my jakoś nie uważamy, że przy każdym spotkaniu powinnyśmy się w to wtrącać, prawda? – W jej oku pojawił się złośliwy błysk. – A może właśnie powinnyśmy? – Złapała mnie za rękę i zmieniając kierunek, ruszyła z powrotem w stronę Cosmo, ale na drodze stanął Mark z Rebeccą i Constance. Jezu Chryste.
– Jak myślisz, kto jest starszy: ja czy Mark? – pytała Rebecca.
– Mark – odparła Constance markotnie, rozglądając się na boki, jakby planowała ucieczkę.
– Jak myślisz, kto jest starszy: ja czy mamusia? – Rebecca ciągnęła zabawę.
– Mamusia – powiedziała nielojalnie Constance, na co Rebecca roześmiała się perliście.
– Jak myślisz, kto jest starszy: ja czy Bridget? – spytała Rebecca, mrugając do mnie. Constance spojrzała na mnie z powątpiewaniem, Rebecca zaś uśmiechnęła się do niej promiennie. Szybko kiwnęłam głową w stronę Rebeki.
– Ty – powiedziała Constance. Mark Darcy wybuchnął śmiechem.
– Pobawimy się we wróżki? – zaszczebiotała Rebecca, zmieniając taktykę i próbując wziąć Constance za rączkę. – Mieszkasz w czarodziejskim zamku? Harry też jest czarodziejem? A gdzie są twoi zaczarowani przyjaciele?
– Bridget – powiedziała Constance, spoglądając na mnie spode łba – lepiej powiedz tej pani, że ja nie jestem żadną wróżką.
Później, kiedy opowiadałam to Shaz, ta odparła ponuro:
– O Boże. Patrz, kto przyszedł.
Na drugim końcu ogrodu stała olśniewająca w turkusach Jude, gawędząc z Magdą, ale bez Podłego Richarda.
– Dziewczyny tu są! – wykrzyknęła wesoło Magda. – Patrz! Tam!
Shaz i ja zaczęłyśmy się z wielkim zainteresowaniem wpatrywać w swoje kieliszki, jakbyśmy jej w ogóle nie zauważyły. Kiedy podniosłyśmy wzrok, Rebecca pochylała się nad Jude i Magdą, szczebiocząc jak oczytana żona, która wypatrzyła wśród gości Martina Amisa rozmawiającego z Gore’em Vidalem.
– Och, Jude, tak się cieszę, to po prostu wspaniale! – szczebiotała.
– Nie wiem, na czym jedzie ta kobieta, ale ja też chcę trochę tego – wymamrotała Sharon.
– Och, musicie przyjść z Jeremym, nie, koniecznie musicie. Absolutnie – nadawała teraz Rebecca. – No to weźcie je ze sobą! Weźcie dzieci! Ja uwielbiam dzieci! W drugi weekend lipca. W domu moich rodziców w Gloucestershire. Będą zachwycone basenem. I ma przyjść cała masa cudownych, cudownych ludzi! Będzie Louise Barton Foster, Woney i Cosmo… – Myślałam, że mogłaby jeszcze dodać: „Macocha Królewny Śnieżki, Fred i Rosemary West oraz Kaligula”. -…Jude z Richardem, no i oczywiście Mark, Giles i Nigel z kancelarii Marka… Zauważyłam, że Jude zerka w naszą stronę.
– A Bridget i Sharon? – spytała.
– Co?
– Zaprosiłaś Bridget i Sharon?
– Och. – Rebecca na chwilę straciła rezon. – No oczywiście, nie jestem pewna, czy wystarczy sypialni, ale mogłabym je umieścić w małym domku. – Wszyscy się na nią gapili. – Oczywiście, że je zapraszam! – Potoczyła po ogrodzie błędnym wzrokiem. – O, tu jesteście! Przyjdziecie dwunastego, prawda?
– Gdzie? – spytała Sharon.
– Do Gloucestershire.
– Nic o tym nie wiedziałyśmy – powiedziała głośno Sharon.
– No to już wiecie! Drugi weekend lipca. Tuż pod Woodstock. Byłaś tam już kiedyś, prawda, Bridget?
– Tak – odparłam, rumieniąc się na wspomnienie tamtego koszmarnego weekendu.
– To super! Magda, ty też będziesz, więc…
– Yyy…- zaczęłam.
– Bardzo chętnie przyjdziemy – powiedziała Sharon, przydeptując mi stopę.
– Co? Co? – dopytywałam, kiedy Rebecca oddaliła się, rżąc.
– Cholera, jasne, że idziemy – odparła. – Nie możesz pozwolić, żeby ot tak, ukradła ci wszystkich przyjaciół. Próbuje na siłę wciągnąć wszystkich w jakiś kretyński towarzyski krąg nagle niezbędnych prawie przyjaciół Marka, w którym ona sama wraz z Markiem będą brylować jak Król i Królowa Buzzybee.
– Bridget? – odezwał się jakiś głos. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam niskiego płowowłosego faceta w okularach. – Giles, Giles Benwick. Pracuję z Markiem. Pamiętasz mnie? Bardzo mi pomogłaś przez telefon tamtej nocy, kiedy żona powiedziała, że ode mnie odchodzi.