Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:

Bohaterka bestselleru DZIENNIK BRIDGET JONES nadal zmaga się z problemami w życiu uczuciowym i zawodowym. Związana w końcu z Markiem Darcym, teraz odkrywa uroki wspólnego życia z mężczyzną marzeń. Bridget, niesłusznie posądzona o przemyt narkotyków, trafia do tajlandzkiego więzienia…
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 76
Перейти на страницу:

6 maja, wtorek

58 kg (czyżby te O,5 kg to ciąża urojona?), myśli o Marku: lepiej, postępy Gary’ego w łataniu dziury w ścianie: statyczne, tzn. żadne.

19.00.

B. przygnębiona. Przed chwilą zostawiłam Tomowi wiadomość z pytaniem, czy on też jest wkurzony. Wiem, że powinnam nauczyć się kochać siebie i żyć chwilą obecną, nie wpadać w obsesję, tylko myśleć o innych i czuć się spełniona, ale czuję się po prostu okropnie. Strasznie tęsknię za Markiem. Nie mogę uwierzyć, że zamierza chodzić z Rebeccą. Co ja takiego zrobiłam? Przecież niczego mi nie brakuje. Po prostu się starzeję i to jasne, że już mi się życie nie ułoży, więc powinnam się pogodzić z tym, że na zawsze zostanę sama i nie będę miała dzieci. Och, muszę się wziąć w garść. Gary będzie tu lada chwila.

19.30.

Gary się spóźnia.

19.45.

Wciąż ani śladu tego cholernego Gary’ego.

20.00.

Gary’ego ani widu, ani słychu.

20.15.

Kurde, Gary w ogóle się nie pojawił. O, telefon, to pewnie on.

20.30.

To był Tom, który powiedział, że jest bardzo wkurzony, podobnie jak jego kot, który zaczął szczać na dywan. Potem dodał coś dosyć zaskakującego.

– Bridge? – zagadnął. – Nie chciałabyś mieć ze mną dziecka?

– Czego?

– Dziecka.

– Dlaczego? – spytałam, nagle mając przed oczyma przerażającą wizję seksu z Tomem.

– No… – Zastanawiał się przez chwilę. – Nawet chciałbym mieć dziecko, które by przedłużyło mój ród, ale po pierwsze: jestem za bardzo egoistyczny, żeby się nim opiekować, a po drugie: jestem ciotą. Ale ty potrafiłabyś się nim zająć, oczywiście pod warunkiem, że nie zostawiłabyś go w sklepie.

Uwielbiam Toma. Zupełnie jakby wyczuł mój nastrój. W każdym razie poprosił, żebym się nad tym zastanowiła. To tylko taki luźny pomysł.

20.45.

W sumie dlaczego nie? Mogłabym je trzymać w domu w koszyku. Tak! Budziłabym się rano, a obok mnie leżałoby słodkie stworzonko służące do tulenia i kochania. I moglibyśmy robić razem różne rzeczy, na przykład chodzić na huśtawki i do Woolwortha, żeby obejrzeć ubranka i domek dla Barbie, i żylibyśmy w cudnym, spokojnym niebie pachnącym talkiem dla dzieci. A gdyby pojawił się Gary, dziecko mogłoby spać w drugiej sypialni. Może Jude i Shazzer też urodziłyby dzieci i stworzyłybyśmy komunę, i… O cholera. Podpaliłam petem kosz na śmieci.

10 maja, sobota

58,5 kg (ciąża urojona jest już gigantyczna, zważywszy na wiek płodu), papierosy 7 (chyba za mało, żeby zahamować ciążę urojoną?), kalorie 3255 (jem za siebie i za maleńkie urojone dziecko), pozytywne myśli 4, postępy Gary’ego w łataniu dziury w ścianie: zero.

11.00.

Przed chwilą skoczyłam po fajki. Nagle zrobiło się dziwnie, okropnie, straszliwie gorąco. Fantastycznie! Niektórzy faceci normalnie chodzą w samych kąpielówkach!

11.15.

Tylko dlatego, że jest lato, nie powinnam wprowadzać zamętu w swoje życie, chaosu do mieszkania i pozwalać, by przytłaczały mnie nie załatwione sprawy, a na korytarzu cuchnęło. (Uch. Na schodach śmierdzi już naprawdę okropnie). Zamierzam to zmienić, cały dzień sprzątając i załatwiając bieżące sprawy. Muszę uporządkować rzeczy na powitanie nowego życia.

11.30.

Dobra. Zacznę od zgromadzenia wszystkich gazet w jedną centralną stertę.

11.40.

Oj tam

12.15.

Może najpierw załatwię bieżące sprawy.

12.20.

Nie mogę tego zrobić, najpierw trzeba się porządnie ubrać.

12.25.

Nie za dobrze wyglądam w tych szortach. Jakoś za sportowo. Potrzebna mi jakaś mięciutka sukieneczka.

12.35.

Gdzie ona się podziała?

12.40.

Trzeba ją wyprać i powiesić, żeby wyschła. Potem biorę się do roboty.

12.55.

Hurra! Jadę popływać do Hampstead Ponds z Jude i Shazzer! Nie ogoliłam sobie nóg, ale Jude mówi, że ten staw jest tylko dla pań i pełno nad nim lesbijek, które uważają za gejowski punkt honoru być owłosioną jak yeti. Hurra! Północ. Nad wodą było fantastycznie, zupełnie jak na szesnastowiecznym obrazku przedstawiającym nimfy, z tym, że nimfy raczej nie noszą kostiumów kąpielowych od Dorothy Perkins. B. staroświecko, drewniany pomost i ratownicy. Pływanie w środowisku naturalnym z błotkiem (na dnie jeziora, nie na własnym tyłku) to całkowicie nowe doznanie. Opowiedziałam im o pomyśle Toma z ojcostwem.

– Boże drogi! – wykrzyknęła Shaz. – Myślę, że to dobry pomysł. Tylko że zamiast: „Dlaczego nie wyszłaś za mąż”, ciągle by cię pytali: „Kto jest ojcem?”

– Mogłabym mówić, że to niepokalane poczęcie – zasugerowałam.

– Ja tam uważam, że byłoby to wyjątkowo egoistyczne – powiedziała zimno Jude. Nastąpiła pełna osłupienia cisza. Zaczęłyśmy się na nią gapić, próbując rozgryźć, o co jej chodzi.

– Dlaczego? – spytała w końcu Shaz.

– Dlatego, że dziecko potrzebuje dwojga rodziców. Zrobiłybyście to, żeby zaspokoić swoje potrzeby, bo jesteście zbyt egoistyczne, by stworzyć związek. O kurde. Prawie widziałam, jak Shaz wyjmuje karabin maszynowy i kosi serią Jude. Trochę ją poniosło i wdała się w tyradę naszpikowaną eklektycznymi kulturowo odnośnikami.

– Weźcie na przykład Karaiby! – wrzasnęła, aż dziewczyny obok nas obejrzały się wystraszone, a ja pomyślałam: „Mmm. Karaiby. Cudne luksusowe hotele i biały piaseczek”. – Tamtejsze kobiety wspólnie wychowują dzieci – oznajmiła Shaz. – A mężczyźni pojawiają się tylko czasami, żeby się z nimi pobzykać, ale teraz kobiety przejmują władzę w ekonomii i powstają pamflety pod tytułem Mężczyźni w niebezpieczeństwie, bo faceci wypadają ze swojej roli NA CAŁYM PIEPRZONYM ŚWIECIE.

Czasami się zastanawiam, czy Sharon rzeczywiście jest takim doktorkiem od… no od wszystkiego… jakiego udaje.

– Dziecko potrzebuje dwojga rodziców – zawzięła się Jude.

– Och, na miłość boską, to kompletnie ograniczony, paternalistyczny, nierealistyczny, stronniczy pogląd w stylu Szczęśliwej Mężatki Z Klasy średniej – syknęła Shaz. – Każdy wie, że jedna trzecia małżeństw kończy się rozwodem.

– Tak! – powiedziałam. – Posiadanie jednej matki, która cię kocha, musi być lepsze niż bycie produktem gorzkiego rozwodu. Dzieciom potrzebne są związki, życie i ludzie, ale to nie musi być mąż. – Wtedy nagle przypomniałam sobie coś – o ironio losu! – z czym zawsze wyskakiwała moja matka. – Dziecka nie da się zepsuć miłością.

– Nie musicie tak na mnie naskakiwać – obruszyła się Jude. – Ja tylko przedstawiam swoją opinię. Zresztą mam wam coś do powiedzenia.

– Taaak? A co? – spytała Shaz. – Jesteś za trzymaniem niewolników?

– Podły Richard i ja bierzemy ślub.

Shazzer i ja zaniemówiłyśmy ze zgrozy, a Jude, rumieniąc się triumfalnie, spuściła wzrok.

– Prawda, że to cudownie? Myślę, że kiedy go ostatnio rzuciłam, zrozumiał, że pewnych rzeczy nie docenia się, dopóki się ich nie straci – i to go w końcu zmusiło do oświadczyn!

– Raczej to go w końcu zmusiło do zrozumienia, że skoro już nie może żyć z twojej forsy, to będzie musiał poszukać sobie jakiejś roboty – wymamrotała Shaz.

– Eee, Jude – powiedziałam. – Mówisz, że zamierzasz wyjść za Podłego Richarda?

– Tak. I tak sobie myślę, czy zostaniecie moimi druhnami?

11 maja, niedziela

58 kg (urojone dziecko czmychnęło, przerażone wizją zbliżającego się ślubu), jedn. alkoholu 3, papierosy 15 (teraz mogę sobie palić i pić do woli), fantazje na temat Marka: tylko 2 (wspaniale).

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)