W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
– Zadzwonić pod 999? – zażartowałam.
– Tak… tak.
Wszyscy zebrali się dokoła niej i wpatrywali w jej zranioną stopę. Mogła poruszać palcami, z paznokciami szykownie i profesjonalnie pomalowanymi Rouge Noir, więc odetchnęliśmy z ulgą. W końcu wydostałam od niej numer telefonu jej lekarza, ściągnęłam z jego automatycznej sekretarki numer, pod którym był osiągalny po godzinach przyjęć, wykręciłam go i podałam telefon Rebecce. Wdała się w długą dysputę z lekarzem, zgodnie z jego instrukcjami poruszając stopą i wydając z siebie całą gamę odgłosów, ale w końcu zapadła decyzja, że nie ma złamania ani nawet zwichnięcia, a noga jest tylko trochę nadwerężona.
– Gdzie jest Benwick? – spytał Nigel, kiedy już się wytarł i poczęstował wielkim łykiem schłodzonego białego wina.
– Właśnie, gdzie jest Giles? – spytała Louise Barton Foster. – Nie widziałam go całe rano.
– Pójdę go poszukać – odezwałam się zadowolona, że mogę się wyrwać z tego piekła, jakim był widok Marka rozcierającego delikatną kostkę Rebeki. Z przyjemnością weszłam do chłodnego holu z krętymi schodami. Na marmurowych cokołach stały posągi, kamienną podłogę zdobiły orientalne dywany, a nad drzwiami wisiał drugi olbrzymi krzykliwy herb. Stałam przez chwilę, rozkoszując się spokojem.
– Giles? – zawołałam, a mój głos odbił się echem o ściany. – Giles?
Nie było żadnej odpowiedzi. Nie miałam pojęcia, gdzie jest jego pokój, więc ruszyłam na wspaniałe schody.
– Giles!
Zajrzałam do jednego pokoju i zobaczyłam ogromne, rzeźbione dębowe łoże z czterema kolumienkami. Cały pokój był pomalowany na czerwono i wychodził na nasz piknik nad jeziorem. Nad lustrem wisiała ta czerwona sukienka, którą Rebecca miała na sobie podczas kolacji. Spojrzałam na łóżko i poczułam się, jakbym dostała cios w brzuch. Na kapie, schludnie złożone, leżały bokserki w barwach Newcastle United, które kupiłam Markowi na walentynki. Wypadłam z pokoju i oparłam się o drzwi, oddychając spazmatycznie. Wtedy usłyszałam jakiś jęk.
– Giles? – spytałam. Nic. – Giles? Tu Bridget.
Znowu rozległo się jęczenie. Ruszyłam korytarzem.
– Gdzie jesteś?
– Tutaj. Otworzyłam drzwi. Ten pokój był wściekle zielony i szkaradny, wszędzie stały ogromne lampy z ciemnego drewna.
Giles leżał na plecach z głową przekręconą na bok, jęcząc cichutko, obok wisiała słuchawka zdjęta z aparatu. Usiadłam na łóżku, a on uniósł powieki, po czym znowu je zamknął. Okulary przekrzywiły mu się na nosie. Zdjęłam je.
– Bridget. – Trzymał buteleczkę z jakimiś pigułkami. Wzięłam ją. Temazepam.
– Ile wziąłeś? – spytałam, biorąc go za rękę.
– Sześć… a może cztery?
– Kiedy?
– Niedawno… jakieś… niedawno.
– Zwymiotuj – poleciłam mu, przypominając sobie, że zawsze robi się płukanie żołądka osobom, które przedawkowały leki. Poszliśmy razem do łazienki. Szczerze mówiąc, nie było to nic przyjemnego, ale potem kazałam mu wypić mnóstwo wody i Giles opadł z powrotem na łóżko, i zaczął cicho szlochać, trzymając mnie za rękę. Kiedy głaskałam go po głowie, z jękiem wyznał, że zadzwonił do Veroniki, swojej żony. Upodlił się, błagając ją o powrót i niwecząc w ten sposób kawał dobrej roboty, jaką odwalił w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Ona zaś oznajmiła, że zdecydowanie chce rozwodu, na co on wpadł w czarną rozpacz, co było dla mnie absolutnie zrozumiałe. Powiedziałam, że w takiej sytuacji każdy sięgnąłby po temazepam. Na korytarzu rozległy się kroki, potem pukanie i w drzwiach pojawił się Mark.
– Zadzwonisz jeszcze raz po lekarza? – poprosiłam.
– Co wziął?
– Temazepam. Mniej więcej sześć. Wymiotował.
Mark wyszedł na korytarz. Rozległo się więcej głosów. Usłyszałam okrzyk Rebeki: „Na miłość boską!” i Marka, który usiłował ją uciszyć, a potem jeszcze jakieś zduszone mamrotanie.
– Chcę, żeby po prosty to wszystko się skończyło. Nie chcę się tak męczyć. Chcę, żeby się to wszystko skończyło – zajęczał Giles.
– Nie, nie – protestowałam. – Musisz mieć nadzieję i wiarę, że wszystko się ułoży, i wtedy będzie dobrze.
Znowu rozległy się kroki i głosy. Potem w pokoju ponownie zjawił się Mark. Uśmiechnął się do mnie półgębkiem.
– Przepraszam za to. – Znowu zrobił poważną minę. – Nic ci nie będzie, Giles. Jesteś w dobrych rękach. Lekarz będzie za piętnaście minut, ale powiedział, że nie ma się czym martwić.
– Dobrze się czujesz? – spytał mnie. Kiwnęłam głową.
– Byłaś wspaniała – powiedział. – Taka bardziej atrakcyjna wersja George’a Clooneya. Zostaniesz z nim do przyjazdu lekarza?
Kiedy lekarz w końcu doprowadził Gilesa do porządku, połowy gości już nie było. Rebecca siedziała smętnie w magnackim holu, z nogą w górze, rozmawiając z Markiem, a Shaz ze spakowanymi naszymi torbami stała w drzwiach, paląc papierosa.
– To takie nierozważne – mówiła Rebecca. – Zepsuł mi cały weekend! Ludzie powinni być silni i rozsądni, a to takie… egoistyczne i obsesyjne. Nie milcz tak, nie uważasz, że mam rację?
– Myślę, że powinniśmy… porozmawiać o tym później – powiedział Mark. Kiedy Shaz i ja już się pożegnałyśmy i pakowałyśmy bagaże do samochodu, wyszedł do nas.
– Dobra robota – rzucił. – Przepraszam. Mówię jak sierżant. To otoczenie tak na mnie działa. Byłaś wspaniała, tam, z… z… no, z obojgiem.
– Mark! – wrzasnęła Rebecca. – Upuściłam laskę!
– Aport!- zawołała Sharon. Przez ułamek sekundy na twarzy Marka pojawił się prawdziwy wstyd, ale doszedł do siebie i powiedział:
– No, miło było się z wami spotkać, dziewczyny. Jedźcie ostrożnie.
Kiedy odjeżdżałyśmy, Sharon chichotała radośnie na myśl o Marku, który do końca życia będzie skakał wokół Rebeki, spełniał jej rozkazy i jak szczeniak przynosił laski, ja jednak myślami byłam przy rozmowie, którą podsłuchałam zza żywopłotu.
Rozdział dziesiąty
14 lipca, poniedziałek
59 kg Jedn. alkoholu 4, papierosy 12 (ograniczenie palenia już nie jest priorytetem), kalorie 3752 (przed dietą), poradniki wyrzucone do kosza na śmieci 47.
8.00.
Mętlik w głowie. To chyba niemożliwe, żeby czytanie poradników, które miały mi pomóc w budowaniu związku, zniszczyło cały ten związek? Czuję się tak, jakby praca całego mojego życia okazała się niewypałem. Ale z poradników nauczyłam się jednego – jak zapomnieć o przeszłości i żyć dalej. Zamierzam wyrzucić: Czego chcą mężczyźni Jak mężczyźni myślą i co czują Dlaczego mężczyźni czują, że chcą tego, co im się wydaje, że chcą Zasady Ignorowanie zasad Nie teraz, kochanie, oglądam mecz Jak szukać i znaleźć miłość, której pragniesz Jak bez szukania znaleźć miłość, której pragniesz Jak znaleźć miłość, której pragniesz, a której nie szukasz Szczęśliwe życie w samotności Jak nie być samotnym Gdyby Budda chodził na randki Gdyby Mahomet chodził na randki Gdyby Jezus chodził na randki z Afrodytą Droga bez dna Bena Okriego (o ile mi wiadomo, nie do końca poradnik, ale i tak już nigdy w życiu nie przeczytam tego cholerstwa). Dobra. Wszystko do kubła plus pozostałe trzydzieści dwie. A zresztą. Boże drogi. Nie mogę się zmusić do wyrzucenia Drogi rzadziej uczęszczanej i Możesz uleczyć swoje życie. Dokąd mam się zwrócić po duchową pomoc w problemach współczesnego świata, jeśli nie do poradników? A może powinnam je oddać do Oxfam? Ale nie. Nie powinnam niszczyć związków innych, zwłaszcza w Trzecim świecie. To byłoby gorsze od postępowania gigantów tytoniowych. Problemy: Dziura w ścianie. Negatywna sytuacja finansowa spowodowana drugą hipoteką zaciągniętą na dziurę w ścianie. Mój facet chodzi z Inną Kobietą. Nie rozmawiam ze swoją najlepszą przyjaciółką, bo jedzie na wakacje z moim facetem i Inną Kobietą. Mój a praca jest denna, ale niezbędna do spłacenia drugiej hipoteki zaciągniętej na dziurę w ścianie. Bardzo potrzebuję urlopu z powodu kryzysów wywołanych facetem / przyjaciółkami / dziurą w ścianie / sprawami zawodowymi i finansowymi, ale nie mam z kim jechać na wakacje. Tom wraca do San Francisco. Magda i Jeremy jadą do Toskanii z Markiem i tą pieprzoną Rebeccą, a o ile mi wiadomo, Jude i Podły Richard wybierają się z nimi. Shazzer robi uniki, bo pewnie czeka, czy Simon zgodzi się z nią gdzieś jechać, pod warunkiem, że będą spali w jednoosobowych łóżkach (przynajmniej półtora metra szerokości), i Shaz ma nadzieję, że Simon przyjdzie do jej łóżka. Poza tym nie mam pieniędzy na wakacje z powodu kryzysu finansowego wywołanego dziurą w ścianie. Nie. Nie będę się osłabiać. Ludzie szarpią mną wte i wewte. Wszystko. Do. Kosza. Ja. Zamierzam. Stanąć. Na. Własnych. Nogach.