Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:

Bohaterka bestselleru DZIENNIK BRIDGET JONES nadal zmaga się z problemami w życiu uczuciowym i zawodowym. Związana w końcu z Markiem Darcym, teraz odkrywa uroki wspólnego życia z mężczyzną marzeń. Bridget, niesłusznie posądzona o przemyt narkotyków, trafia do tajlandzkiego więzienia…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 76
Перейти на страницу:

21 maja, środa

57,5 kg, jedn. alkoholu l (bdb), papierosy 12 (wspaniale), kalorie 3425 (straciłam apetyt), postępy Gary’ego w łataniu dziury w ścianie O, pozytywne myśli na temat tkaniny obiciowej jako stroju na specjalną okazję 0.

Jude kompletnie zwariowała. Kiedy przed chwilą do niej poszłam, całe mieszkanie było zawalone magazynami dla panien młodych, próbkami koronki, truskawkami ze złotą posypką, wazami i broszurami reklamującymi nożyki do grejpfrutów, doniczkami z terakoty z jakimś zielskiem i źdźbłami słomy.

– Chcę mieć burtę – mówiła. – A może to jurta? Zamiast namiotu. To takie coś jak namiot nomadów w Afganistanie z dywanami na podłodze i jeszcze chcę, żeby tam stały patynowane lampki olejowe na długich nóżkach.

– Jak się ubierzesz? – spytałam, przerzucając zdjęcia chudych jak szczapa modelek, całych w haftach i z kwiatami wplecionymi we włosy, i zastanawiając się, czy wezwać karetkę.

– Będę miała suknię szytą na miarę. Abe Hamilton! Koronki i mnóstwo rozcięć.

– Jakich rozcięć? – wymamrotała morderczym tonem Shaz.

– Słucham? – spytała zimno Jude.

– Jakie rozcięcie? – wyjaśniłam. – Jak w „Jaki samochód?”

– Nie „Jaki samochód?”, tylko „Który samochód?” – sprostowała Shaz.

– Dziewczęta – powiedziała Jude nazbyt miłym głosem, jakby była panią od WFu, która zaraz nas ustawi w tenisówkach na korytarzu. – Możemy iść dalej? Interesujące, w jaki sposób wkradło się to „my”. Nagle ślub Jude stał się naszym ślubem i lada chwila miałyśmy zacząć wykonywać wszystkie te idiotyczne zadania w stylu oplatanie słomą 150 lampek olejowych i wyjazd na farmę piękności na wieczór panieński Jude.

– Mogę coś powiedzieć? – spytała Shaz.

– Tak – zgodziła się Jude.

– CHOLERA JASNA, NIE WYCHODŹ ZA PODŁEGO RICHARDA! To nieodpowiedzialny, egoistyczny, gnuśny, nielojalny popapraniec z piekła rodem. Jeśli za niego wyjdziesz, zabierze ci połowę twoich pieniędzy i ucieknie z jakąś żyletą. Wiem, że istnieje coś takiego jak intercyza, ale…

Jude nagle ucichła. Raptem uświadomiłam sobie – czując but Shazzie na swojej goleni – że mam ją poprzeć.

– Posłuchajcie tego – powiedziałam z nadzieją, sięgając po Przewodnik panny młodej. – „Drużba: pan młody powinien wybrać zrównoważoną, odpowiedzialną osobę…” Rozejrzałam się z zadowoleniem, jakbym w ten sposób udowodniła teorię Shaz, ale spotkałam się z chłodnym przyjęciem.

– Poza tym – ciągnęła Shaz – czy nie uważacie, że ślub wywiera zbyt wielką presję na związek? Chyba nietrudno to zrozumieć, co? Jude oddychała głęboko przez nos, a my obserwowałyśmy ją, siedząc jak na szpilkach.

– No! – wykrzyknęła w końcu, spoglądając na nas z dzielnym uśmiechem. – Obowiązki druhen! Shaz zapaliła Silk Cuta.

– Jak się ubieramy?

– No! – zaćwierkała Jude. – Myślę, że powinnyście sobie uszyć suknie. Patrzcie na to! – Był to artykuł zatytułowany 50 sposobów zaoszczędzenia wydatków na Wielki Dzień. „Dla druhen doskonale nadają się tkaniny obiciowe”! Tkaniny obiciowe?

– Widzicie – ciągnęła Jude – tu jest napisane, że przy układaniu listy gości nie trzeba zapraszać ich nowych partnerów, ale kiedy tylko o tym wspomniałam, ona powiedziała: „Och, przyjdziemy z radością”.

– Kto? – spytałam.

– Rebecca.

Spojrzałam na Jude oniemiała. To niemożliwe. Chyba się nie spodziewa, że będę paradowała główną nawą wystrojona jak kanapa, podczas gdy Mark Darcy będzie siedział z Rebeccą?

– I zaprosili mnie, żebym pojechała z nimi na wakacje. Oczywiście nie zamierzam nigdzie jechać, ale Rebecca czuła się chyba trochę urażona, że nie uprzedziłam jej wcześniej.

– Co?! – wybuchnęła Shazzer. – Czy ty nie masz pojęcia, co to znaczy „przyjaźń”? Bridget i ja jesteśmy twoimi najbliższymi przyjaciółkami, Rebecca bezwstydnie ukradła Marka i teraz zamiast zachowywać się taktownie, próbuje uwikłać wszystkich w swą sieć towarzyską i tak nią oplatać Marka, żeby nigdy z niej nie uciekł. A ty, cholera jasna, nawet nie zajmujesz żadnego stanowiska! Na tym właśnie polega cały problem ze współczesnym światem – wszystko jest do wybaczenia. Wiesz co, Jude, niedobrze mi się robi. Skoro taka z ciebie przyjaciółka, to sama sobie idź główną nawą z Rebeccą z tyłu, wystrojoną w zasłony z Ikei. Zobaczymy, czy ci się to spodoba. I wsadź sobie gdzieś tę swoją burtę, jurtę czy jogurtę!

No więc teraz Sharon i ja nie rozmawiamy z Jude. O Boże. O Boże.

Rozdział dziewiąty

PIEKIEŁKO TOWARZYSKIE

22 czerwca, niedziela

58,5 kg, jedn. alkoholu 6 (czułam, że jestem to winna Constance), papierosy 5 (bdb), kalorie 2455 (ale głównie rzeczy w pomarańczowym lukrze), zwierzęta, które uciekły z zagrody 1, liczba ataków dzieci na mnie 2.

Wczoraj była impreza urodzinowa Constance. Spóźniłam się godzinę i ruszyłam przez dom Magdy, kierując się wrzaskami, do ogrodu, gdzie moim oczom ukazały się iście dantejskie sceny: dorośli ścigali dzieci, dzieci ścigały króliki, a w kącie stało niskie ogrodzenie, za którym przycupnęły dwa króliki, jakiś gryzoń, owca wyglądająca na chorą i brzuchata świnia. Przystanęłam przy balkonie, rozglądając się nerwowo. Serce mi podeszło do gardła, kiedy go zobaczyłam. Stał samotnie, w swej zwykłej, tradycyjnej, imprezowej pozie Marka Darcy’ego i sprawiał wrażenie nieobecnego i pogrążonego we własnych myślach. Zerknął w stronę drzwi, gdzie stałam, i przez sekundę patrzyliśmy na siebie, aż wreszcie z zakłopotaniem skinął mi głową, po czym odwrócił wzrok. Wtedy zauważyłam Rebeccę, która przykucnęła za nim z Constance.

– Constance! Constance! Constance! – szczebiotała Rebecca, machając jej przed samą twarzą japońskim wachlarzem, na co Constance mrugała i groźnie się marszczyła.

– Patrz, kto przyszedł! – wykrzyknęła Magda, schylając się nad córką i wskazując w moją stronę. Po twarzy Constance przemknął tajemniczy uśmiech i dziewczynka zdecydowanie, choć nieco chwiejnie, ruszyła do mnie, zostawiając Rebeccę jak idiotkę z jej wachlarzem. Kiedy do mnie podeszła, pochyliłam się, a ona zarzuciła mi rączki na szyję i przycisnęła do mojej twarzy swoją gorącą buzię.

– Przyniosłaś mi prezent? – szepnęła. Ciesząc się, że tego żywiołowego wybuchu interesownej miłości nie usłyszał nikt poza mną, odszepnęłam;

– Możliwe.

– Gdzie jest?

– W mojej torebce.

– Pójdziemy po niego?

– Och, prawda, jakie to słodkie? – usłyszałam gruchanie Rebeki, a kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam, że razem z Markiem patrzą, jak Constance bierze mnie za rękę i prowadzi do chłodnego domu. Prawdę mówiąc, byłam dość zadowolona z prezentu dla Constance, którym była paczka Minstreli oraz różowa sukienka baletnicy ze złotoróżową siatkową, rozpostartą spódnicą w stylu Barbie, w poszukiwaniu której przeczesałam dwa domy towarowe Woolwortha. Constance bardzo się spodobał mój prezent i naturalnie – jak każda kobieta na jej miejscu – natychmiast chciała przymierzyć sukienkę.

– Constance – powiedziałam, kiedy już z każdej strony obejrzałyśmy prezent – ucieszyłaś się, bo przyszłam czy z powodu prezentu?

Spojrzała na mnie spode łba.

– Prezentu.

– Jasne.

– Bridget?

– Tak?

– A u siebie w domu?

– Tak?

– Dlaczego nie masz żadnych zabawek?

– No, bo ja się nie bawię takimi zabawkami.

– O. A dlaczego nie masz pokoju do zabaw?

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)