Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:

Bohaterka bestselleru DZIENNIK BRIDGET JONES nadal zmaga się z problemami w życiu uczuciowym i zawodowym. Związana w końcu z Markiem Darcym, teraz odkrywa uroki wspólnego życia z mężczyzną marzeń. Bridget, niesłusznie posądzona o przemyt narkotyków, trafia do tajlandzkiego więzienia…
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 76
Перейти на страницу:

– Uff! No to jesteśmy! Harry trochę się zasapał, co? – zapiała Magda, gramoląc się po schodach, objuczona wózkami i torbami jak bezdomny. – Uff. Co to za smród?

Constance, moja córka chrzestna, która niebawem kończy trzy lata, powiedziała, że przyniosła mi prezent. Wyglądała na strasznie zadowoloną ze swojego wyboru i była pewna, że prezent mi się spodoba. Z podnieceniem rozdarłam papier. Był to katalog kominków.

– Chyba myślała, że to jakiś magazyn – szepnęła Magda.

Okazałam bezbrzeżny zachwyt. Constance uśmiechnęła się z satysfakcją i pocałowała mnie, co było bardzo miłe, po czym usiadła zadowolona przed wideo, oglądając Pingu.

– Przepraszam. Podwijam kiecę i lecę, bo się spóźnię na pasemka – oznajmiła w pośpiechu Magda. – W torbie pod wózkiem masz wszystko, czego będziesz potrzebować. Pilnuj, żeby dzieciaki nie powypadały przez tę dziurę w ścianie.

Wszystko wyglądało OK. Niemowlę spało, Harry, który ma prawie roczek, siedział obok niego w podwójnym wózku, z bardzo uszarganym króliczkiem w rączce, i wyglądał, jakby też miał lada moment usnąć. Ale kiedy trzasnęły drzwi na dole, Harry i niemowlę zaczęli się drzeć wniebogłosy, rzucać i kopać, a gdy próbowałam je wziąć na ręce, zachowywali się jak rozwścieczeni deportowani. Imałam się wszelkich sposobów (chociaż oczywiście nie zakleiłam im buzi taśmą), żeby je uciszyć: tańczyłam, machałam rękami i udawałam, że gram na trąbce – wszystko na próżno. Constance odwróciła się od ekranu i spojrzała na mnie poważnym wzrokiem.

– Pewnie chce im się pić – powiedziała. – Przez tę koszulę wszystko ci widać.

Upokorzona przez osobę, która jeszcze nie skończyła trzech lat, odnalazłam butelki w torbie, podałam je dzieciom, które oczywiście od razu przestały płakać i wzięły się do ssania, z przejęciem obserwując mnie spod spuszczonych główek, jakbym była jakimś paskudnym urzędnikiem z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Próbowałam się wślizgnąć do drugiego pokoju, żeby coś na siebie zarzucić, ale dzieciaki wyjęły butle z buzi i znowu się rozwrzeszczały. Skończyło się na tym, że ubrałam się w salonie, dzieci zaś obserwowały mnie intensywnie, jakbym była jakąś dziwaczną artystką wykonującą odwrotny striptiz. Po czterdziestu pięciu minutach operacji w stylu wojny nad Zatoką, mających na celu zniesienie dzieci, wózków i toreb na dół, znaleźliśmy się na ulicy Harry, jak mówi Magda, nie opanował jeszcze ludzkiej mowy, ale za to Constance przybrała wobec mnie bardzo uroczy, dorosły, poufny ton, tłumacząc: „Chyba chce na huśtawkę”, kiedy coś tam sobie gaworzył, gdy zaś kupiłam sobie paczkę Minstreli, powiedziała surowo: „Lepiej nikomu o tym nie mówmy”. Niestety, z jakiegoś powodu, kiedy dotarliśmy do drzwi wejściowych, Harry zaczął kichać i z nosa z siłą pocisku wystrzeliła mu ogromna sieć zielonych gili, które następnie opadły mu na usta i brodę, zupełnie jak substancja z filmu Dr Who. Constance ze zgrozą rozdziawiła usta i zwymiotowała mi na włosy, a niemowlę zaczęło się drzeć, na co rozdarła się także pozostała dwójka. Rozpaczliwie usiłując zapanować nad sytuacją, schyliłam się, starłam gile z twarzy Harry’ego i włożyłam mu smoczek z powrotem do buzi, nucąc jednocześnie własną, kojącą wersję Will Always Love You. Na jedną cudowną sekundę zapadła cisza. Przejęta swym wrodzonym talentem macierzyńskim, zaczęłam drugi wers, uśmiechając się promiennie do Harry’ego, ale on raptownie wyciągnął sobie smoczek z ust i wetknął go mnie.

– Cześć – powiedział jakiś męski głos, gdy Harry znowu zaczął się wydzierać. Kiedy się odwróciłam, ze smoczkiem w ustach i zarzyganymi włosami, ujrzałam Marka Darcy’ego, na którego twarzy malowało się nieopisane zdumienie.

– To dzieci Magdy – powiedziałam w końcu.

– Aha. Bo właśnie myślałem, że trochę za szybko ci to poszło. Albo że bardzo skrzętnie dochowywałaś tajemnicy.

– Kto to? – Constance włożyła dłoń w moją i podejrzliwie spojrzała na Marka.

– Jestem Mark. Jestem przyjacielem Bridget.

– Aha – mruknęła, patrząc wciąż podejrzliwie.

– Ma taki sam wyraz twarzy jak ty – powiedział, spoglądając na mnie wzrokiem, którego nie potrafiłam zgłębić. – Mogę ci pomóc wejść na górę?

Skończyło się na tym, że ja, trzymając niemowlę, ujęłam Constance za rękę, a Mark złapał wózek i wziął Harry’ego za rączkę. Z jakiegoś powodu odzywaliśmy się tylko do dzieci, ale nie do siebie nawzajem. Potem jednak usłyszałam na schodach jakieś głosy. Kiedy skręciliśmy za róg, zobaczyliśmy dwóch policjantów, którzy opróżniali kredens stojący na korytarzu. Sąsiad złożył skargę, że panuje tam straszliwy smród.

– Ty weź dzieci na górę, a ja się tym zajmę – powiedział cicho Mark. Poczułam się jak Maria w Dźwięku muzyki, kiedy po koncercie ona musi zabrać dzieci do samochodu, a w tym czasie kapitan Von Trapp stawia czoło gestapo. Szepcząc z nieszczerą wesołością, z powrotem nastawiłam Pingu, nalałam wszystkim dzieciom do butelek trochę Ribeny bez cukru i usiadłam na podłodze między nimi, z czego były bardziej niż zadowolone. Wtedy pojawił się policjant, ściskając w ręku torbę, którą rozpoznałam jako swoją. Z zapinanej na suwak kieszeni oskarżycielskim ruchem dłoni w rękawiczce wyjął foliową torebkę z jakimś cuchnącym, usmarowanym krwią mięsem i spytał:

– Czy to należy do pani? Znalazłem to w kredensie na korytarzu. Czy mogę zadać pani parę pytań?

Wstałam, zostawiając dzieci wpatrzone urzeczonym wzrokiem w Pingu, kiedy w drzwiach pojawił się Mark.

– Jak już mówiłem, jestem prawnikiem – zwrócił się uprzejmie do młodego policjanta, z ledwo dostrzegalną nutką „więc lepiej uważaj, co robisz”. W tej samej chwili zadzwonił telefon.

– Mogę odebrać? – spytał podejrzliwie jeden z policjantów, jakby to dzwonił na przykład mój dostawca fragmentów trupów. Nie mogłam zrozumieć, jak to zakrwawione mięso znalazło się w mojej torbie. Policjant przyłożył słuchawkę do ucha, na jego twarzy na chwilę pojawiło się wielkie przerażenie, po czym podsunął mi telefon.

– O, cześć, kochanie, kto to był? Czy u ciebie jest jakiś mężczyzna?

Nagle mnie olśniło. Ostatnio miałam tę torbę, kiedy byłam na lunchu u rodziców.

– Mamo – powiedziałam – czy wkładałaś mi coś do torby, kiedy byłam u ciebie na lunchu?

– Tak, istotnie, przypominam sobie. Dwa surowe steki. A ty nawet nie podziękowałaś. Do tej kieszeni na suwak. Pamiętam, jak mówiłam Unie, że takie steki nie należą do tanich.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś? – syknęłam. W końcu udało mi się namówić matkę, która nie wyraziła najmniejszej skruchy, by wszystko opowiedziała policjantom. Ale nawet wtedy zaczęli przebąkiwać, że chcą zabrać te steki do analizy i może wezwać mnie na przesłuchanie, na co Constance wybuchnęła płaczem. Wzięłam ją na ręce, a ona objęła mnie za szyję i uczepiła się mojego swetra, jakbym zaraz miała zostać od niej oderwana i rzucona na pożarcie niedźwiedziom. Mark tylko się roześmiał, położył dłoń na ramieniu jednego z policjantów i powiedział:

– Dajcie spokój, chłopcy. To tylko parę steków od jej matki. Na pewno macie co innego do roboty. Policjanci popatrzyli po sobie i kiwnęli głowami, a potem zaczęli zamykać swoje notesy i zbierać kaski. Potem ten główny powiedział:

– OK, panno Jones, na przyszłość proszę uważać, co pani matka wkłada do torby. Dzięki za pomoc, proszę pana. Życzymy miłego wieczoru. Miłego wieczoru, proszę pani.

Na sekundę zapadła cisza, kiedy to Mark gapił się na dziurę w ścianie, jakby nie pewien, co robić, aż nagle powiedział: „Bawcie się dobrze przy Pingu” i wypadł za policjantami na schody.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)