Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 100
Перейти на страницу:

Ostre fluorescencyjne światło spływało w dół z bliźniaczych sufitowych paneli, odbijało się od brzegów metalowego zlewu, butelek, środków czyszczących.

Całun, którym okryli ciało, leżał zwinięty na podłodze obok stołu.

Trup Wargle'a przepadł.

Dekę Coover trzymał straż przy frontowych drzwiach zajazdu. Niewiele pomógł Bryce'owi. Większość czasu spędził wyglądając na Skyline Road, plecami do wnętrza. Ktoś mógł wywieźć ciało Wargle'a i Coover nawet by tego nie zauważył.

– Szeryfie, kazał mi pan pilnować frontowego podjazdu – powiedział. – Jeśli tylko Wargle nie wyszedł z pieśnią na ustach, to bez niczego mógł się wymsknąć. Wykonał dobry stary numer cichaczem tup-tup i jakby nawet miał po chorągiewce w łapie, tobym go przegapił.

Kelly MacHeath i Danny Jessup stali przy windach w pobliżu pomieszczenia gospodarczego. Zaliczali się do młodszych podkomendnych Bryce'a, mieli po dwadzieścia pięć lat, ale obydwaj byli zdolni, godni zaufania i mieli niezłe doświadczenie.

MacHeath, nabity blondyn z byczym karkiem i mocnymi barami, potrząsnął głową i rzekł:

– Nikt tam nie wchodził ani nie wychodził przez całą noc.

– Nikt – potwierdził Jessup. Był żylastym mężczyzną z kręconymi włosami i oczami koloru herbaty. – Widziałoby się.

– Drzwi są tuż obok – zauważył MacHeath.

– I stało się tu całą noc, szeryfie.

– Zna pan nas, szeryfie – dodał MacHeath.

– Wie pan, że się nie opieprzamy – powiedział Jessup.

– Kiedy jest się na służbie…

– …to jest się na służbie – dokończył Jessup.

– Cholera – zaklął Bryce. – Trup Wargle'a znikł. Nie zszedł po prostu ze stołu i nie przemaszerował przez ścianę.

– Nie zszedł też ze stołu i nie przemaszerował przez drzwi – upierał się MacHeath.

– Sir, Wargle nie żył – stwierdził Jessup. – Samemu nie widziało się ciała, ale z tego co się słyszało, to był bardzo nieżywy. Nieżywi ludzie zostają tam, gdzie się ich położy.

– Niekoniecznie – napomniał ich Bryce. – Nie w tym mieście. Nie dziś w nocy.

W pomieszczeniu gospodarczym Bryce zwrócił się do Tala:

– Stąd można wyjść tylko drzwiami. Obeszli powoli pokój, zlustrowali go.

Cieknący kran upuścił kroplę wody. Uderzyła o dno metalowego zlewu z miękkim ping.

– Kratka wentylacyjna – powiedział Tal, wskazując przesłonięty otwór tuż pod sufitem. – Co z tym?

– Mówisz poważnie?

– Lepiej rzućmy na to okiem.

– Za mała, żeby człowiek mógł się przecisnąć.

– Pamiętasz włamanie do sklepu jubilerskiego Krybinsky'ego?

– Jak mógłbym zapomnieć? Sprawa jest wciąż nie zamknięta. Krybinsky wytyka mi to za każdym razem, gdy mnie zobaczy.

– Tamten facet wszedł do piwnicy Krybinsky'ego przez nie zamknięte okno, prawie tak wąskie jak ten otwór.

Jak wielu gliniarzy, którzy mieli do czynienia z włamaniami, Bryce wiedział, że przeciętnie zbudowanemu człowiekowi, chcącemu dostać się do budynku, wystarczy zadziwiająco wąski otwór. Dziura wielkości głowy umożliwia wśliznięcie się całego ciała. Oczywiście, ramiona są szersze niż głowa, ale można je stulić lub wykręcić. Podobnie da się zniwelować szerokość bioder, by przeszły za ramionami. Ale Stu Wargle nie miał przeciętnej budowy.

– Bandzioch Stu utknąłby tu jak korek w butelce. Niemniej jednak podstawił stojący w kącie taboret, wszedł na niego i zlustrował kratkę.

– Nie jest mocowana na wkręty – powiedział do Tala. – To model na zawiasy sprężynowe. Można więc przyjąć, że zaskoczyła z powrotem, kiedy Wargle przeszedł, ale musiał się czołgać nogami do przodu.

Odciągnął kratkę.

Tal podał latarkę.

Bryce skierował strumień światła do ciemnego przewodu wentylacyjnego. Zmarszczył brwi. Wąski metalowy komin po kilku stopach skręcał pod kątem dziewięćdziesięciu stopni w górę.

Zgasił latarkę, oddał Talowi.

– Niemożliwe. Żeby tędy przejść, Wargle musiałby być nie większy niż Sammy Davis junior i tak giętki jak człowiek-guma z cyrku.

Frank Autry podszedł do Bryce'a Hammonda. Szeryf siedział przy biurku dyżurnego i czytał informacje, które napłynęły przez noc.

– Sir, jest coś, co powinien pan wiedzieć o Wargle'u. Bryce podniósł wzrok.

– Co takiego?

– No… nie chcę źle mówić o zmarłym.

– Żaden z nas za nim nie przepadał – powiedział beznamiętnie Bryce. – Jakakolwiek próba uszanowania jego pamięci zakrawa na hipokryzję. Jak więc wiesz o czymś, co mogłoby mi pomóc, śpiewaj, Frank.

Frank uśmiechnął się.

– Miałby pan przed sobą karierę w armii. – Siadł na skraju biurka. – Tego wieczoru, kiedy rozkładaliśmy radio na posterunku, Wargle zrobił kilka obrzydliwych uwag na temat doktor Paige i Lisy.

– O charakterze seksualnym?

– No.

Frank powtórzył rozmowę.

– Chryste – powiedział Bryce, potrząsając głową.

– To, co mówił o dziewczynie, najbardziej mnie ruszyło. Ta gadka, że jak okoliczności pozwolą, dobierze się do niej, nie była całkiem serio. Nie sądzę, że mógłby posunąć się aż do gwałtu, ale stać go było na dużą natarczywość. Pod płaszczykiem swojego autorytetu, władzy, mógłby ją przymusić. Dziewczyna chybaby mu się nie dała, jest za żwawa. Ale Wargle mógłby próbować.

Szeryf postukiwał ołówkiem w biurko, zerkał w dal, zamyślony.

– Ale Lisa nie mogła o tym wiedzieć – dokończył Frank.

– Nie usłyszała czegoś z waszej rozmowy?

– Jak? Ani słowa.

– Mogła podejrzewać Wargle'a, widzieć, jak się jej przyglądał.

– Ale nie mogła wiedzieć – powtórzył Frank. – Wie pan, co mam na myśli?

– Tak.

– Większość dzieciaków, kiedy już zmyśla, zadowala się opowiastką o tym, jak to gonił ich umarły. Na ogół nie dodają ozdóbek o seksualnym napastowaniu.

Bryce był skłonny się z tym zgodzić.

– Dzieciaki nie mają głowy na takie barokowe ozdobniki. Ich kłamstwa zwykle są proste, niewymyślne.

– Właśnie – powiedział Frank. – To że Wargle był nagi i chciał się do niej dobrać… no… według mnie, to dodaje wiarygodności jej słowom. Zgoda, wszyscy wolelibyśmy wierzyć, że ktoś wśliznął się do pomieszczenia gospodarczego i ukradł trupa Wargle'a. Wolelibyśmy wierzyć, że podrzucił trupa do damskiej toalety, Lisa zobaczyła go, uległa panice i dokomponowała resztę. Chcielibyśmy wierzyć, że po tym jak zemdlała, ktoś jakimś niewiarygodnie sprytnym sposobem wyciągnął stamtąd ciało. Ale to wyjaśnienie ma pełno dziur. Stało się coś dużo bardziej niezwykłego.

Bryce upuścił ołówek i odchylił się w fotelu.

– Niech to szlag! Wierzysz w duchy, Frank? W umarłych, wstających z grobu?

– Nie. Na to musi być prawdziwe wytłumaczenie. Nie zabobony, czary-mary. Prawdziwe wytłumaczenie.

– Zgadzam się – powiedział Bryce. – Ale twarz Wargle'a…

– Wiem. Widziałem.

– Jak mógł ją odzyskać?

– Nie wiem.

– A Lisa powiedziała, że jego oczy…

– No. Słyszałem, co mówiła. Bryce westchnął.

– Układałeś kiedyś kostkę Rubika? Frank zamrugał.

– Nie. Nigdy.

– A ja tak. To cholerstwo doprowadziło mnie prawie do obłędu, ale uparłem się i w końcu ułożyłem. Każdy myśli, że to trudna zagadka, ale w porównaniu z tą sprawą kostka Rubika to przedszkolna zabawa.

– Jest jeszcze jedna różnica – powiedział Frank.

– Jaka?

– Jeśli nawet nie ułożysz kostki Rubika, będziesz żył.

W Santa Mira, w celi więzienia okręgowego Fletcher Kale, rzeźnik własnej żony i syna, obudził się przed świtem. Leżał bez ruchu na cienkim piankowym materacu i patrzył ze swego punktu obserwacyjnego w okno, w prostokątną płytę porannego nieba.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)