Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 100
Перейти на страницу:

– Chodźcie! – przynagliła ich gestem. – Szybko! Coś dziwnego dzieje się w kuchni.

Nim Bryce zdążył ją powstrzymać, wróciła biegiem tam, skąd przyszła. Kilku mężczyzn ruszyło za nią, wyciągając po drodze broń, ale Bryce rozkazał im się zatrzymać.

– Zostańcie tu. Nie odchodźcie od roboty.

Jenny pobiegła już za dziewczyną do sali restauracyjnej.

Bryce za nią. Wyprzedził ją, wyciągnął rewolwer i za Lisa wszedł przez wahadłowe drzwi do kuchni.

Trzech mężczyzn – Gordy Brogan, Henry Wong i Max Dunbar – zmieniło otwieracze do konserw i inne przyrządy kuchenne na rewolwery, ale nie wiedzieli, w co mają celować. Spojrzeli na Bryce'a zbici z tropu, ogłupiali.

Kołem biegniemy wokół morwy, krzewu morwy, krzewu morwy.

W powietrzu unosił się chłopięcy śpiew. Śpiew małego chłopczyka. Kruchy głos brzmiał czysto i słodko.

Kołem biegniemy wokół morwy raniutko, całkiem raaaaanooooo!

– Zlew – wskazała Lisa.

Zdumiony Bryce podszedł do najbliższego z trzech dwukomorowych zlewozmywaków. Jenny szła tuż za nim.

Zabrzmiała inna piosenka. Głos pozostał ten sam:

Ten staruszek sobie gra; szkiełka na bębenku ma. Szkiełka skaczą stuku-puku, centa ciśnij mu pod nogi…

Dziecięcy głos wydobywał się z kolanka pod zlewem, jakby został uwięziony głęboko w rurach.

…do dom dziadek wróci z drogi.

Przez kilka pustych sekund Bryce słuchał jak zaklęty. Nie mógł wydobyć z siebie słowa.

Spojrzał na Jenny. Odpowiedziała mu tym samym pełnym zdumienia spojrzeniem, które dostrzegał na twarzach swoich ludzi.

– Zaczęło się z niczego – powiedziała Lisa przez śpiew.

– Kiedy? – spytał Bryce.

– Kilka minut temu – odrzekł Gordy Brogan.

– Stałem przy zlewie – rzekł Max Dunbar. Był to tęgi, mocno owłosiony, wyglądający na prostego człowieka, mężczyzna z ciepłymi, brązowymi oczami, spoglądającymi wstydliwie. – Kiedy to śpiewanie się zaczęło… Jezu, chyba podskoczyłem na dwie stopy w górę!

Piosenka znów się odmieniła. Słodycz została zastąpiona przez przesadną, niemal szyderczą pobożność:

Jezu kocha mnie, to wiem, w Biblii czytam to co dzień.

– Nie podoba mi się to – powiedział Henry Wong. możliwe?

Każde dziecię do Niego lgnie. One są słabe, w Nim siła jest.

W śpiewie nie było nic groźnego, a jednak podobnie jak hałasy, które Bryce i Jenny słyszeli w telefonie, dziecięcy czuły głosik, dobiegający z tak niezwykłego miejsca, przeszywał ich lękiem. Zrobiło się strasznie.

Tak, Jezus kocha mnie. Tak, Jezus kocha mnie. Tak, Jezus…

Śpiew urwał się gwałtownie.

– Dzięki Bogu! – Max Dunbar westchnął z ulgą, jakby słuchali nie dziecięcego, melodyjnego głosiku, ale nieznośnie fałszującego zawodzenia. – Od tego śpiewania aż mnie rwało w dziąsłach!

Po kilku sekundach, które minęły w ciszy, Bryce zaczął pochylać się nad dziurą odpływową zlewu, zaglądać…

…i Jenny powiedziała, że powinien uważać…

…i coś wybuchło z czarnej, okrągłej dziury.

Rozległy się krzyki, Lisa wrzasnęła, Bryce zatoczył się w tył, przestraszony i zaskoczony. Przeklinał się za brak ostrożności, wyszarpnął rewolwer, skierował lufę na to, co wyskoczyło z otworu.

Ale to była tylko woda.

Wysoki, pchany wysokim ciśnieniem strumień wyjątkowo brudnej, tłustej wody wystrzelił pod sufit, opryskując wszystko w kilka sekund.

Kilka cuchnących bryzgów spadło Bryce'owi na twarz. Ciemne plamy osadu pojawiły mu się na gorsie koszuli.

Było to dokładnie to, co mogło wylecieć z przetkanego zlewu: brudna, ciemna woda, nitki ciągnącego się szlamu, pośniadaniowe resztki, które przeleciały przez sito.

Gordy sięgnął po rolkę papierowego ręcznika i wszyscy otarli sobie twarze i ubrania.

Jeszcze się czyścili, niepewni, czy śpiew nie powróci, kiedy Tal Whitman pchnął drzwi.

– Bryce, właśnie był telefon. Generał Copperfield ze swoim oddziałem dojechał do blokady i minął ją kilka minut temu.

3

Oddział alarmowy

W kryształowym świetle poranka Snowfield stało czyste i spokojne. Świeży wiaterek poruszał drzewami. Niebo było bezchmurne.

Wychodząc z zajazdu z Bryce'em, Frankiem, doktor Paige i kilkoma innymi osobami, Tal zerknął na słońce i przypomniało mu się dzieciństwo w Harlemie. W Kiosku Boaza po drugiej stronie kwartału, w którym mieściło się mieszkanie cioci Becky, miał zwyczaj kupować sobie landrynki. Uwielbiał cytrynowe. Miały najpiękniejszy odcień żółcieni, jaki w życiu widział. I dziś, tego poranka, dostrzegł, że słońce ma dokładnie ten sam odcień. Na niebie wisiała wysoko przeogromna landryna. Z zadziwiającą mocą przywróciła widoki, dźwięki i zapachy dzieciństwa.

Lisa stanęła obok Tala. Wszyscy zatrzymali się na chodniku i patrzyli w dół wzgórza, czekając na zjawienie się Oddziału Obrony CBW.

Nic nie ruszało się na drodze w dole. Stok zalegała cisza. Najwidoczniej oddział Copperfielda był jeszcze daleko.

Czekając w landrynkowym słońcu, Tal zastanawiał się, czy Kiosk Boaza nadal stoi na starym miejscu. Najprawdopodobniej, jak inne sklepiki, opustoszał, zaśmiecony i zniszczony. Albo może sprzedają tam gazety, papierosy i słodycze tylko jako przykrywkę dla handlu narkotykami.

W miarę jak dorastał, coraz ostrzej dostrzegał, jak wszystko chyli się ku upadkowi. Miłe dzielnice zamieniały się w nędzne dzielnice; nędzne dzielnice rozpadały się; rozpadające się dzielnice stawały się slumsami. Porządek ustępował chaosowi. W dzisiejszych czasach to rzecz powszednia. Z każdym rokiem więcej zabójstw. Coraz większe nadużywanie narkotyków. Więcej napadów, gwałtów, włamań. Tala od pesymizmu ratowało jedynie gorące przekonanie, iż dobrzy ludzie – tacy ludzie jak Bryce, Frank i Jenny Paige, tacy ludzie jak ciocia Becky – zdołają zatamować falę upadku, a może nawet zawrócić ją niekiedy.

Ale ta wiara w moc i odpowiedzialne postępowanie dobrych ludzi narażona była na ciężką próbę tu, w Snowfield. Tutaj zło wydawało się niezwyciężone.

– Słuchajcie! – krzyknął Gordy Brogan. – Słyszę silniki. Tal spojrzał na Bryce'a.

– Myślałem, że nie należy się ich spodziewać aż do południa. Są trzy godziny przed czasem.

– Południe to był termin ostateczny – powiedział Bryce. – Copperfield chciał zjawić się tu jak najwcześniej. Wygląda na twardego szefa, na faceta, który zwykle wydobywa z ludzi to, czego chce.

– Tak jak ty, no nie?

Bryce spojrzał na niego spod śpiących, opadających powiek.

– Ja? Twardy? Coś ty, jestem jak kot na zapiecku. Tal błysnął zębami w uśmiechu.

– Uhm, ale jak pantera też.

– Są, są!

W dole Skyline Road zjawił się duży pojazd, a warkot ciężko pracującego silnika wzrósł.

W Cywilnym Oddziale Obrony CBW były trzy pojazdy. Jenny obserwowała je, kiedy z wolna pełzły po długim stoku do Zajazdu Na Wzgórzu.

Konwój otwierał połyskujący biały samochód mieszkalny, długi na trzydzieści sześć stóp behemot, poddany pewnym modyfikacjom. Nie miał okien, a jedyne wejście znajdowało się z tyłu. Wygięta, zachodząca na boki przednia szyba była bardzo ciemna, tak że nie widziało się wnętrza kabiny, i wyglądała na wykonaną z dużo grubszego szkła niż W zwykłych samochodach mieszkalnych. Samochód nie miał żadnych oznak identyfikacyjnych, nazwy wiążącej się z zastosowaniem, śladów przynależności do armii. Tablice rejestracyjne były typowe dla Kalifornii. Widocznie anonimowość podczas transportu stanowiła część programu Copperfielda.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)