Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 100
Перейти на страницу:

Pójdzie do szkoły, zostanie weterynarzem. Będzie szczęśliwy. Rodzice też. Jego życie z powrotem wejdzie na właściwe tory.

Zamknął oczy, westchnął, zapragnął snu. Ale z ciemności nadeszły koszmarne obrazy okaleczonych głów kotów i psów, obrazy poćwiartowanych i torturowanych zwierząt. Cierpła od tego skóra.

Otworzył gwałtownie oczy, zaczerpnął tchu.

Co się stało ze wszystkimi domowymi zwierzętami w Snowfield?

Pomieszczenie gospodarcze.

Bez okien, bez światła.

Monotonne ping wody kapiącej do metalowego zlewu urwało się.

Ale tym razem cisza nie powróciła. Coś poruszało się w ciemności. Wydawało cichy, mokry, nieuchwytny odgłos. Skradało się w nieprzeniknionej czerni.

Jenny nie mogła zasnąć. Weszła do sali restauracyjnej, nalała sobie filiżankę kawy i przysiadła się do szeryfa.

– Lisa śpi? – zapytał.

– Jak kamień.

– Jak to wytrzymujesz? Musi ci być ciężko. Wszyscy twoi sąsiedzi, przyjaciele…

– Nie poddaję się – powiedziała. – Czuję się odrętwiała. Gdybym reagowała na każdy z tych zgonów, rozwaliłabym się kompletnie. Więc nie chcę wyjść z tego odrętwienia.

– To normalna, zdrowa reakcja. Wszyscy postępujemy podobnie. Wypili trochę kawy, pogawędzili.

– Mężatka? – spytał po chwili.

– Nie. A ty, żonaty?

– Byłem.

– Rozwiedziony?

– Ona nie żyje.

– O Chryste, wiem przecież. Czytałam. Przepraszam. Rok temu, prawda? Wypadek drogowy?

– Ciężarówka. Kierowca zwiał.

Spoglądała mu w oczy, które zachmurzyły się i stały mniej błękitne.

– Jak ma się twój syn?

– Nadal w śpiączce. Chyba nigdy z niej nie wyjdzie.

– Współczuję ci, Bryce. Naprawdę.

Oplótł rękoma kubek z kawą i utopił w nim wzrok.

– Dla Timmy'ego byłoby naprawdę błogosławieństwem, gdyby się w końcu poddał. Przez jakiś czas byłem jak odrętwiały. Nie czułem nic. Psychicznie ani fizycznie. Kiedyś obierając pomarańczę, przeciąłem sobie palce, polałem krwią całą cholerną kuchnię i nawet zjadłem kilka pokrwawionych cząstek, zanim dotarło do mnie, że coś jest nie w porządku. I nawet wtedy nie poczułem żadnego bólu. Później zacząłem to ogarniać, pogodziłem się z losem. – Podniósł wzrok, napotkał spojrzenie Jenny. – Dziwne, od kiedy znalazłem się tu, w Snowfield, szarość odeszła.

– Szarość?

– Przez długi czas wszystko było jak wyprane z kolorów. Wszystko szare. Ale dziś wieczór przeciwnie. Dziś wieczór było tyle podniecenia, tyle napięcia, tyle strachu, że wszystko wydaje się niezwykle żywe.

Jenny zaczęła mówić o śmierci matki, o zadziwiająco potężnym wrażeniu, jakie to na niej wywarło, pomimo dwunastu lat obcości i oddalenia.

I znów ją uderzyło, że w obecności Bryce'a Hammonda czuje się swobodnie. Jakby się znali od lat.

Opowiedziała mu nawet o błędach, które popełniła mając osiemnaście, dziewiętnaście lat, o upartym i głupim postępowaniu, które boleśnie raniło rodziców. Pod koniec pierwszego roku college'u poznała mężczyznę, który ją urzekł. Był na ostatnim roku – Campbell Hudson, nazywała go Cam – starszy od niej o pięć lat. Jego uprzedzająca grzeczność, wdzięk, namiętne zainteresowanie jej osobą kompletnie zawróciły jej w głowie. Do tej pory wiodła bezpieczny żywot, nigdy nie związana na stałe z żadnym chłopakiem, nawet rzadko wychodziła. Stanowiła łatwą zdobycz. Zakochawszy się w Ca-mie Hudsonie, stała się nie tylko jego kochanką, pilną uczennicą i naśladowczynią, ale i prawie, prawie oddaną niewolnicą.

– Nie wyobrażam sobie ciebie podporządkowanej komukolwiek – powiedział Bryce.

– Byłam młoda.

– To zawsze dobra wymówka.

Zamieszkała z Camem, nie kryjąc się ze swym grzesznym związkiem przed matką i ojcem. W ich oczach to był grzeszny związek. Później zdecydowała się – raczej pozwoliła, żeby Cam za nią zdecydował – rzucić college i pracowała jako kelnerka, co pozwalało opłacać jego rachunki, póki nie zrobił magisterium i doktoratu.

Stała się częścią maszyny obsługującej Cama Hudsona, i wtedy stopniowo spostrzegła, że jest mniej grzeczny i mniej czarujący niż dawniej. Doświadczyła jego gwałtownego temperamentu. Nagle umarł ojciec i na pogrzebie wydało się jej, że matka wini ją za to przedwczesne odejście. W miesiąc po złożeniu ojca do grobu dowiedziała się, że zaszła w ciążę. Była brzemienna, kiedy ojciec zmarł. Cam wściekł się i zażądał natychmiastowej skrobanki. Poprosiła o dzień do namysłu, ale nawet dwudziestoczterogodzinna zwłoka wprawiła go w szał. Pobił ją tak dotkliwie, że poroniła. Wtedy nastąpił koniec. Głupota wywietrzała jej z głowy. Nagle wydoroślała – choć ta szybka dojrzałość przyszła za późno, aby ucieszyć ojca.

– Od tej chwili ciężko harowałam – opowiadała Bryce'owi. – Może zbyt ciężko. Chciałam udowodnić matce, że żałuję i mimo wszystko zasługuję na jej miłość. Pracowałam w weekendy, odrzucałam niezliczone zaproszenia na zabawy, prawie rezygnowałam z wakacji w ciągu ostatnich dwunastu lat – wszystko w imię poprawy. Nie jeździłam do domu tak często, jak powinnam. Nie umiałam patrzyć matce w oczy. Mogłabym dojrzeć w nich oskarżenie. I oto dziś w nocy Lisa powiedziała mi coś zdumiewającego.

– Matka nigdy nie obciążała cię winą. – Bryce okazał nieprzeciętną wrażliwość i przenikliwość, które dostrzegła w nim już wcześniej.

– Tak! – zawołała Jenny. – Nigdy nie miała o nic do mnie pretensji.

– Prawdopodobnie była nawet z ciebie dumna.

– To także! Nigdy nie winiła mnie za śmierć taty. To ja wymyśliłam to wszystko. Oskarżenie, które dostrzegałam w jej oczach, było tylko odbiciem mojego własnego poczucia winy. – Jenny roześmiała się łagodnie, gorzko. Potrząsnęła głową. – To byłoby śmiechu warte, gdyby nie było tak cholernie smutne.

W oczach Bryce'a Hammonda zobaczyła współczucie i zrozumienie. Potrzebowała tego od dnia pogrzebu ojca.

– Jesteśmy do siebie bardzo podobni, ty i ja. Wydaje się, że oboje mamy kompleks męczeństwa.

– Koniec z tym – powiedziała. – Życie jest krótkie. Dotarło to do mnie dziś wieczorem. Od dziś zamierzam żyć – naprawdę żyć – jeśli Snowfield mi na to pozwoli.

– Damy sobie radę.

– Chciałabym mieć taką pewność.

– Wiesz, jak będziemy mieli przed sobą jakiś miły cel, pomoże nam to przetrwać. Co myślisz o tym, żeby mi zaoferować taki cel?

– Co?

– Randka. – Pochylił się ku niej. Gęste konopne włosy opadły mu na czoło. – Ristorante Gervasia w Santa Mira. Minestrone. Scampi polanę masłem czosnkowym. Jakiś niezły medalion cielęcy albo może stek. Pasta na przystawkę. Podają cudowne vermicello al pesto. Dobre wino.

Uśmiechnęła się, wniebowzięta.

– Cudo.

– Zapomniałem wspomnieć o chlebie czosnkowym.

– Uwielbiam chlebek czosnkowy.

– Na deser zabaglione.

– Będą musieli nas wynieść.

– Zamówię taczki.

Pogwarzyli kilka minut, rozładowując napięcie i w końcu oboje byli gotowi iść spać.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)