Odwieczny Wróg
- Автор: Кунц Дин Рэй
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:
Inni reporterzy rozbiegli się po Santa Mira, szukając przyjaciół i krewnych mieszkańców Snowfield albo rodzin policjantów tam oddelegowanych. Na skrzyżowaniu drogi stanowej i Snowfield Road reporterzy bezustannie obozowali przy blokadzie.
Zamieszanie trwało w najlepsze, a na miejsce nie dotarła nawet połowa prasy. Wielu przedstawicieli mediów Wschodniego Wybrzeża i prasy zagranicznej było jeszcze w drodze. Władze, starające się w pocie czoła zaradzić temu zamieszaniu, czekało dopiero najgorsze. Na popołudnie zapowiadał się istny cyrk.
2
O brzasku dostarczono dwoma mikrobusami nadajnik krótkofalowy i dwa napędzane benzyną elektryczne generatory. Pojazdy prowadzili policjanci CHP (Drogowego Patrolu Kalifornijskiego). Dojechali do blokady, wyznaczającej obrzeże strefy kwarantanny, minęli ją, dotarli do połowy czteromilowej Snowfield Road. Tam pozostawili pojazdy.
O powrocie funkcjonariuszy CHP do miejsca blokady drogą radiową poinformowano komisariat w Santa Mira. Z kolei komisariat wezwał do działania Bryce'a Hammonda w Zajeździe Na Wzgórzu.
Tal Whitman, Frank Autry i jeszcze dwaj ludzie dojechali wozami patrolowymi do połowy Snowfield Road i wsiedli do zaparkowanych mikrobusów. W ten sposób zabezpieczono się przed rozszerzeniem zarazy.
Krótkofalówkę umieszczono w kącie hallu zajazdu. Wysłano wiadomość, komisariat w Santa Mira przyjął ją i potwierdził. Obecnie w razie awarii telefonów ludzie Bryce'a nie będą całkowicie odcięci.
W ciągu godziny jeden z generatorów został podłączony do obwodów oświetlenia ulicznego po zachodniej stronie Skyline Road, drugi podłączono do sieci hotelowej. Gdyby w nocy główna linia przesyłowa została w tajemniczy sposób odcięta, generatory zaczną pracować automatycznie. Ciemności nie będą trwały dłużej niż dwie sekundy.
Bryce miał pewność, że nawet ich nieznany nieprzyjaciel nie zdoła porwać ofiary aż tak szybko.
Jenny Paige rozpoczęła ranek mizerną kąpielą w miednicy, po czym spożyła całkiem niemizerne śniadanie: jajka na szynce, grzankę i kawę.
Następnie w towarzystwie trzech ciężko uzbrojonych mężczyzn ruszyła do swojego domu po czyste ubrania dla siebie i Lisy. Zaszła również do gabinetu, skąd wzięła stetoskop, sfigmomanometr, opaski uciskowe, szpatułki, opatrunki gazowe, szyny, bandaże, aseptyki, strzykawki jednorazowe, środki przeciwbólowe, antybiotyki i inne instrumenty oraz środki medyczne niezbędne do utworzenia polowego punktu opatrunkowego.
W domu panowała cisza.
Policjanci wciąż rozglądali się nerwowo, a do każdego pokoju wchodzili z poczuciem, że nad drzwiami wisi gilotyna.
Kiedy tylko Jenny skończyła pakowanie w gabinecie, zadzwonił telefon. Wszyscy spojrzeli na aparat.
Wiedzieli, że w mieście działają tylko dwa telefony, obydwa w Zajeździe Na Wzgórzu.
Jenny bez słowa podniosła słuchawkę.
Cisza.
Jenny czekała.
Po chwili usłyszała odległy krzyk mew. Bzyczenie os. Miauczenie kotki. Szloch dziecka. Śmiech innego. Dyszenie psa. Czika – czika – czika – czika: grzechotnik.
Bryce słyszał podobne dźwięki zeszłej nocy, tuż przed tym, jak ćma zaczęła tłuc się o okno. Powiedział, że były absolutnie zwyczajne, ot normalne zwierzęce hałasy. A jednak zaniepokoiły go. Nie potrafił wyjaśnić dlaczego.
Teraz Jenny wiedziała dokładnie, co Bryce czuł.
Ptaki śpiewały.
Żaby rechotały.
Kot prychał.
Prychnięcie przeszło w syk. Syk we wściekły wrzask. Wrzask zakończył się krótkim, lecz okropnym, pełnym bólu piskiem.
Usłyszała głos:
– Niezadługo wsadzę pałę tam, gdzie chlupoce twojej siostruni. Jenny rozpoznała ten głos. Wargle. Trup.
– Słyszysz mnie, doktorku? Nie odezwała się.
– I olewam to, w którą dziurę mi się zmieści. – Zachichotał. Cisnęła słuchawkę na widełki.
Policjanci spoglądali na nią wyczekująco.
– Mhm… nikogo na linii – powiedziała. Zdecydowała się nie mówić im, co usłyszała. Dość byli zdenerwowani.
Z domu Jenny przeszli do Apteki Taytona na Vail Lane, skąd dobrała lekarstw: dodatkowe środki przeciwbólowe, szeroki zestaw antybiotyków, opatrunki w sprayu, środki do ich zdejmowania – wszystko mogło się przydać.
Kiedy kończyła pracę w aptece, zadzwonił telefon.
Jenny stała najbliżej. Nie chciała podnieść słuchawki, ale nie mogła się powstrzymać.
Znów dzwoniło ono.
Jenny odczekała moment, odezwała się:
– Halo? Wargle:
– Posunę twoją siostrunię tak, że tydzień się nie ruszy. Jenny odłożyła słuchawkę.
– Nie odpowiada – powiedziała.
Chyba jej nie uwierzyli. Patrzyli na jej trzęsące się ręce.
APB wysłany za Timothym Flyte'em nie przyniósł żadnych rezultatów. Flyte nie był poszukiwany przez żadną agencję policyjną Stanów Zjednoczonych ani Kanady. FBI nigdy o nim nie słyszało. Nazwisko na lustrze łazienki Zajazdu Pod Płonącą Świeczką pozostawało tajemnicą.
Policja z San Francisco dostarczyła brakujących informacji o zaginionym Haroldzie Ordnayu i jego żonie. Ordnayowie prowadzili dwa sklepy z książkami w San Francisco. Jeden był zwyczajną księgarnią. Drugi zajmował się tytułami antykwarycznymi i rozprowadzał edycje niskonakładowe. Ordnayowie byli znani i szanowani w kręgach bibliofilów. Jak twierdziła ich rodzina, Harold i Blanche udali się na czterodniowy weekend, aby uczcić swoją trzydziestą pierwszą rocznicę ślubu. Rodzina nigdy nie słyszała o Timothym Flycie. Policja dostała pozwolenie na wgląd w książkę adresową Ordnayów i nie znalazła nikogo o tym nazwisku.
Policji nie udało się jeszcze odnaleźć żadnego z pracowników księgarni, ale spodziewano się, że to nastąpi, kiedy tylko obydwa sklepy zostaną otwarte, to znaczy o dziesiątej. Istniała nadzieja, że Flyte był wspólnikim handlowym Ordnayów i osobą znaną ekspedientom.
– Informujcie mnie na bieżąco – powiedział Bryce do dyżurnego z porannej zmiany w Santa Mira. – Jak leci?
– Pandemonium.
– Będzie jeszcze gorzej.
Kiedy Bryce odkładał słuchawkę, Jenny Paige wróciła z polowania na lekarstwa i ekwipunek medyczny.
– Gdzie Lisa?
– Jest z ludźmi od wyżywienia.
– Nic jej nie grozi?
– Jasne, że nie. To trzej wielcy, silni, dobrze uzbrojeni mężczyźni. Coś nie tak?
– Powiem ci później.
Bryce wyznaczył trójce, która poprzednio ochraniała Jenny, nowe zadania, następnie pomógł lekarce zorganizować punkt opatrunkowy.
– To prawdopodobnie strata czasu – stwierdziła.
– Dlaczego?
– Jak do tej pory, nikt nie został ranny. Sami zabici.
– Cóż, może być inaczej.
– Wydaje mi się, że o n o atakuje tylko wtedy, kiedy chce zabić. Nie stosuje półśrodków.
– Może. Ale kiedy wszyscy chodzą obwieszeni bronią, cholernie napięci, nie byłbym wcale zdziwiony, gdyby ktoś został postrzelony przypadkowo albo nawet sam wpakował sobie pocisk w stopę.
– Aparat zadzwonił u mnie w domu i jeszcze raz w aptece – powiedziała Jenny, układając butelki w szufladzie biurka. – To był Wargle.
Opowiedziała mu o telefonach.
– Pewna jesteś, że to był naprawdę on?
– Wyraźnie pamiętam jego głos. Był niemiły.
– Ale, Jenny, on…
– Wiem, wiem. Twarz wyżarta, mózg znikł, cała krew wyssana. Wiem. Dostaję fioła, kiedy próbuję coś z tego pojąć.
– Ktoś podszywa się pod niego?
– Jeśli tak, to przy tym ktosiu najlepszy imitator głosów wygląda jak amator.
– Czy robił wrażnie, jakby…
Bryce przerwał w pół zdania i razem z Jenny obrócili się, bo do sali wbiegła Lisa.