Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– Może ktoś z Frasierów pożyczył mu duży samochód?
– To też możliwe. Chcę pana poinformować, agencie Smith, że ja i Lily chcemy złożyć wizytę Morriemu Jonesowi. Muszę się jeszcze porozumieć z porucznikiem Dobbsem i prokuratorem okręgowym i uzyskać ich zgodę. Mam dla Morriego propozycję nie do odrzucenia.
– Może już się dowiedzieli, kto płaci za jego adwokata – zasugerowała Lily.
Simon zamknął drzwi domku i pomachał agentowi Smithowi.
– Nie licz na to – powiedział, kładąc jej poduszkę na brzuchu i zapinając pas.
19
St. John's, Antigua
Siedziba miejskich władz administracyjnych
w pobliżu lotniska Reed
Ile tu słońca – westchnęła Sherlock. – Seanowi by się tu na pewno podobało. Moglibyśmy zbudować mu zamek z piasku, a nawet fosę. Już sobie wyobrażam, jak by się tarzał ze szczęścia piasku, przy okazji burząc zamek.
Sherlock zorientowała się nagle, że Dillon jej nie słucha, co się nigdy przedtem nie zdarzało. Wiedziała, że zastanawia się nad przebiegiem czekającej ich akcji i rozważa wszystkie „za” i „przeciw”. Sam był za wszystko odpowiedzialny, nic więc dziwnego, że miał problem. Współpracowali z Komendą Policji Królewskiej, której siedziba znajdowała się, dziwnym trafem, na American Road. Amerykańska placówka konsularna ułatwiła im ten kontakt. Byli jednak w obcym kraju, a miejscowi policjanci nie potrafili początkowo zrozumieć, dlaczego pięćdziesięciu agentów federalnej policji kryminalnej Stanów Zjednoczonych staje przeciwko jednej kobiecie, która w dodatku nie ma jednej ręki. Zaczęli traktować sprawę poważnie, kiedy Savich pokazał im fotografie ofiar, łącznie z tą z wyspy Tortola. Ta ostatnia rzeczywiście zrobiła na nich wrażenie.
Nie było możliwe, żeby Tammy dotarła na Antiguę wcześniej niż przed południem, nawet gdyby chciała przypłynąć szybkim statkiem. Tortola była zbyt odległa. Nie mogła ich wyprzedzić, chyba że samolotem, a oni sprawdzili już wszystkie połączenia z Tortolą i sąsiednimi wyspami i nic nie wskazywało, że miała taki zamiar. Mieli więc dość czasu, żeby się przygotować.
– Mamy czas – powiedziała Sherlock. – Dillon, przestań się zadręczać. Marilyn będzie tu za dwie godziny i jeszcze raz wszystko z nią przećwiczymy, krok po kroku.
– A jeśli Tammy nie będzie sama? Może podróżuje jako Timmy? Pamiętaj, że to Timmy dzwonił do Marilyn do Quantico.
Sherlock nigdy jeszcze nie widziała, żeby miał tyle wątpliwości przy zaplanowanej przez siebie akcji.
– Bez względu na wszystko jedna ręka jest zawsze jedną ręką – powiedziała łagodnie. – Tu, na wyspach, nikt nie zauważył jeszcze osoby zjedna ręką. Ona nie ma szans. Przecież wiesz, że cała miejscowa policja, zarówno na brytyjskich Wyspach Dziewiczych, jak i na amerykańskich Wyspach Dziewiczych, jest postawiona w stan pogotowia. Władze Antigui nie są przyzwyczajone do takich akcji, więc mogę się założyć, że zachowają się bardzo odpowiedzialnie. Po obejrzeniu fotografii z miejsca zbrodni są prawdopodobnie jeszcze bardziej zdenerwowani niż my. Uwierz mi, Dillon, wszyscy traktują to bardzo serio.
– Uważasz, że powinienem przestać się przejmować?
– Nie, pamiętaj tylko, że jesteś świetny, więc nie kwestionuj swoich decyzji. Zrobiłeś już wszystko, co było możliwe. Jeśli będziemy musieli zmierzyć się z czymś innym niż sama Tammy, to się zmierzymy.
Miejscowi policjanci, których zresztą nie było wielu, zgromadzili się na lotnisku. Usiłowali zachowywać się swobodnie, ale niezbyt dobrze im to wychodziło. Niektórzy żartowali nawet z turystami. Nigdy nie brali udziału w podobnej obławie, zajmowali się zwykle tubylcami, którym czasami zdarzało się nadmiernie odurzyć rosnącymi na wyspie roślinami albo przeholować z piciem rumu. Czasem też jakiś turysta próbował coś ukraść z wolnocłowego sklepu. Ta akcja różniła się drastycznie od ich dotychczasowych doświadczeń.
Savich nie potrafił się opanować – wciąż sprawdzał pozycje, które zajmowali anty terroryści. Gdyby Tammy Tuttle udało się wziąć jakiegoś zakładnika, to również byli na to przygotowani. Sześciu strzelców wyborowych zajęło pozycje w strategicznych punktach dokoła lotniska, inni byli w środku. Część snajperów ubrana była jak turyści, część jak personel lotniska. Świetnie wtapiali się w otoczenie.
Czy Tammy przyleci samolotem? Czy też zwyczajnie wejdzie do hali? Nikt tego nie wiedział. Sprawdzono już wszystkie hotele i pensjonaty. Jimmy Maitland siedział w biurze komisarza policji i gotował się żywcem w swoim nowym garniturze, mimo że włączony był wiatrak.
Prawie pięćdziesięciu agentów FBI brało udział w tej akcji – kryptonim „Statyw”. Agent specjalny, Dane Carver, wymyślił tę nazwę, ponieważ poszukiwana miała dwie nogi i jedną rękę, więc wyglądała jak statyw.
Minęło kilka godzin. Marilyn Warluski była już na lotnisku i stała teraz, drżąca ze strachu, obok agentki Virginii Cosgrove, która była jej ochroną. Cosgrove była również niespokojna, ale miała zbyt mało doświadczenia, żeby się naprawdę bać, chociaż powinna. Myślała tylko o tym, że jest najważniejszą agentką na lotnisku. Tammy Tuttle miała podejść tylko do niej. Świetnie strzelała, więc wiedziała, że potrafi ochronić Marilyn Warluski. Była gotowa do akcji.
Marilyn przyleciała na lotnisko Reed o szóstej po południu i czekała na Savicha przy stanowisku Karaibskich Linii Lotniczych.
– Ona tu będzie, panie Savich – powiedziała bezbarwnym głosem.
– Marilyn, wszystko będzie dobrze. – Virginia po raz kolejny pogładziła jej rękę. – Agent Savich nie dopuści do tego, żeby się wydarzyła jakaś nieprzewidziana historia. Dopadniemy Tammy.
– Mówiłam ci, że to Timmy do mnie dzwonił. A kiedy ona jest Timmy, wszystkiego się można po niej spodziewać.
– Myślałem, że również można się po niej wszystkiego spodziewać, kiedy jest tylko Tammy – wtrącił Savich.
– To prawda. Jeśli tu będą oboje, nie tylko Timmy, to będzie poważny problem.
Savich poczuł skurcz żołądka. Zaczął mówić głębokim, spokojnym tonem.
– Marilyn, co pani ma na myśli, mówiąc, jeśli tu będą oboje? To znaczy Tammy i Timmy? Nie rozumiem tego.
– Nie chciałam panu o tym mówić, ale już raz to widziałam. – Marilyn wzruszyła ramionami. – To było parę lat temu. Byliśmy wtedy w tym ekskluzywnym miasteczku turystycznym, Oak Bluffs. Wie pan, na wyspie Martha's Vineyard. Zobaczyłam, jak Tammy wychodzi z tego ładnego, różowego domu wiktoriańskiego, gdzieśmy wszyscy mieszkali – nagle okręciła się parę razy dokoła i zamieniła w Timmy'ego, jakby byli jakoś w siebie wtopieni. To była najbardziej przerażająca rzecz, jaką widziałam do czasu, gdy Tammy weszła do motelu umazana krwią tamtego małego chłopca.
Savich wiedział, że to czyste szaleństwo. Tammy nie mogła nagle stać się mężczyzną. To było niemożliwe, a jednak Marilyn wyraźnie w to wierzyła.
– Wydawało się pani, że Tammy i Timmy są w jakiś sposób scaleni w jednej osobie?
– Tak właśnie jest. Tylko się kilka razy okręciła i już była Timmym, naprawdę seksownym facetem.
– Kiedy Tammy stała się Timmym, jak on wyglądał?
– Jak Tammy, ale jak facet, rozumie pan?
Virginia Cosgrove była wyraźnie oszołomiona. Miała ochotę się odezwać, ale Savich potrząsnął tylko głową. Chciał, żeby Marilyn opisała Timmy'ego, ale ona nagle zesztywniała. Zaczęła węszyć, jak zwierzę, które wyczuwa niebezpieczeństwo.
– Czuję, że Timmy jest już blisko, panie Savich – szepnęła. – On jest bardzo blisko. Och Boże, strasznie się boję. Skręci mi kark za to, że panu pomagam.