Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– Oddycha – usłyszał za plecami głos jednego z agentów. – Wygląda na to, że nic się jej nie stało. Tego faceta tu nie było. Nie wiemy, gdzie się podział.
Okno, przemknęło mu przez myśl. Sherlock wpatrywała się w okno. Chwycił krzesło i rzucił je w szybę.
Przez otwór w stłuczonej szybie wydostali się na zewnątrz. Trzeźwo myśląc, nie można było przypuszczać, żeby Timmy Tuttle i Marilyn Warluski obrali tę drogę, kiedy szyba była jeszcze cała, ale to nie miało teraz znaczenia. Timmy Tuttle nie mógł obrać innej drogi. Przeszukali każdy cal ziemi, sprawdzili wszystkie budynki, poszli nawet na pas startowy, gdzie stał American 757, i rozmawiali z pilotem. Nie było żadnego śladu po Tammy czy też Timmy Tuttle ani po Marilyn. Jakby rozpłynęli się w powietrzu, nie zostawiając po sobie niczego, co by świadczyło, że tu byli, poza zwłokami Wirginii Cosgrove i ciałem policjanta, którego Timmy Tuttle zabił strzałem w głowę.
Strzelał do policjanta z prawej ręki.
W tamtej stodole w Maryland, w pobliżu Plum River, strzał Savicha zmasakrował prawą rękę Tammy Tuttle.
W szpitalu amputowano jej prawą rękę.
Zaczął się zastanawiać, czy nie ogarnęło ich jakieś zbiorowe szaleństwo.
Ale nie, musiało być na to jakieś wytłumaczenie.
Jakiś mężczyzna musiał się wedrzeć na lotnisko, zabił Virginię Cosgrove i porwał Marilyn. Zauważono go dopiero wtedy, kiedy miał już Marilyn w swoich rękach.
Nikt nie miał ochoty wdawać się w rozmowę. Wszyscy agenci, którzy przebywali w hali lotniska, wyglądali, jakby całą noc spędzili na pijaństwie.
Savich i jego ludzie wrócili do pokoju ochroniarzy. Sherlock nie odzyskała jeszcze przytomności, leżała na podłodze przykryta kocami. Obok niej siedział lekarz.
Nikt nie miał nic ciekawego do powiedzenia. Jimmy Maitland był blisko Sherlock.
Savich podniósł żonę z podłogi i usiadł na krześle, trzymając ją w ramionach.
– Wygląda, jakby spała – powiedział lekarz, stając obok niego. – Po prostu jakby spała. Niedługo powinna się obudzić. Dowiemy się wtedy, co się stało.
– Rozesłaliśmy list gończy za Timmy Tuttle i Marilyn Warluski. Ci trzej agenci, którzy byli z Sherlock, niczego nie zauważyli.
Savich skinął tylko głową. Pomyślał, że już nic nie zdoła go zadziwić.
Po kilku minutach Sherlock otworzyła oczy. Popatrzyła na męża i uśmiechnęła się.
– Trzymasz mnie w ramionach, Dillon? Dlaczego? Co się stało?
– Nie pamiętasz? – spytał, chociaż wolałby nie znać odpowiedzi.
– Pamiętam, że wbiegłam do tego pokoju, a trzech agentów za mną. Nikogo tu nie było. – Sherlock ściągnęła brwi. – Nie, tego nie jestem pewna. Coś tu było… może jakieś światło, coś, czego nie mogę sobie przypomnieć.
– Kiedy tu wszedłem, stałaś nieruchomo, wpatrując się w okno. Agenci przeszukiwali pokój. Po chwili upadłaś na podłogę.
– Widziałaś Timmy'ego Tuttle'a albo Marilyn? – spytał Jimmy Maitland.
– Pamiętam Timmy'ego Tuttle'a – powiedziała Sherlock. – Tego faceta, który wyglądał jak szaleniec i był blady jak jeden z jeźdźców Apokalipsy. Trzymał Marilyn za kark – aha, miał też nóż. Byłam przerażona, kiedy zobaczyłam, że Dillon wbiega za nim do sali konferencyjnej.
– Widziałaś, jak Timmy wchodził do sali konferencyjnej?
– Tak mi się wydaje. Ale nie jestem pewna. Czy on nie wszedł właśnie tutaj?
– Tego nie wiemy. Żaden z agentów go tu nie widział – odparł Savich. – Sherlock, musisz teraz odpocząć. Kiedy dojdziesz do siebie, pewnie coś ci się jeszcze przypomni. Boli cię głowa?
– Trochę. Czemu pytasz?
– Czujesz się tak, jakbyś miała kaca?
– To prawda.
– Każdy, z kim rozmawiałem, zarówno agenci, jak i turyści – Savich zwrócił się do Jimmy'ego Maitlanda – wszyscy mają takie samo uczucie.
– Sherlock, dlaczego tylko ty upadłaś? – Maitland nachylił się nad nią. – Musiałaś coś zobaczyć.
– Usiłuję to sobie przypomnieć, sir.
Siedząc na kolanach męża, zaczęła nagle drżeć. Savich przytulił ją do siebie, próbując chronić, sam nie wiedząc przed czym. Nie chciał, żeby stała się jej jakaś krzywda, żeby znowu pojawiły się potwory.
– Dillon – odezwała się silnym głosem. – Już wszystko w porządku, zapewniam cię. Muszę teraz to wszystko przemyśleć. Stało się coś dziwnego, prawda?
– Tak.
– To tkwi gdzieś w mojej głowie. Ale ja to wydobędę.
20
Eureka, Kalifornia
Morrie Jones wpatrywał się w siedzącą przed nim młodą kobietę. Udało się jej pokonać go, a nawet nieźle poturbować, zanim zdołał przed nią uciec. Po prostu nie mógł w to uwierzyć. Była taka chuda, wyglądała jak panienka z dobrego domu, niech ją nagły szlag… Z tymi jasnymi włosami, niebieskimi oczami i niewinną buzią była typową Amerykanką z wyższych klas społecznych. Ten cholerny adwokat poinformował go nawet, że ona jest rekonwalescentką po ciężkiej operacji, a mimo to nieźle mu przy grzała. Miał wielką ochotę spłacić ten dług. Tym razem zrobiłby to nawet za darmo.
– Mówił pan, że nie musimy rozmawiać w obecności mojego adwokata, że ma pan dla mnie propozycję nie do odrzucenia – powiedział do Simona. – Pan jest z prokuratury?
– Nie – odrzekł Simon – ale prokurator okręgowy jest powiadomiony o mojej wizycie. Widzę, Morrie, że poznajesz panią Savich.
– Ona nazywa się Frasier. To jest nazwisko tej facetki, którą będę skarżyć o napaść.
– Wnieś na mnie skargę, chłopcze, a znowu poharatam ci buzię – Lily postukała kostkami zaciśniętych dłoni. Morrie od dzieciństwa nie mógł znieść tego dźwięku. Jego ojciec zawsze tak robił, kiedy był pijany.
– Przestań – powiedział Monie, nie odrywając wzroku od jej rąk. – Dlaczego gliniarze was tu wpuścili?
Jeszcze raz postukała kostkami zaciśniętych dłoni. Nie robiła tego od czasu, kiedy zajmowała się bukmacherką i jakiś dzieciak z innej okolicy chciał zawłaszczyć jej terytorium.
– O co chodzi, Morrie? Jeszcze się mnie boisz?
– Zamknij się, ty zołzo!
– Powtórz to, a zobaczysz, co z tobą zrobię.
– Dość tego – wtrącił Simon. – Posłuchaj, Morrie. Chcemy się dowiedzieć, kto cię wynajął. Ta informacja może uratować ci życie.
Morrie zaczął pogwizdywać Old Man River.
– Ojciec Rzeka – powiedział.
– Możesz nam tego oszczędzić, Morrie – roześmiała się Lily. – Masz trochę rozumu w głowie? To posłuż się nim. Herman Monk nie żyje. Dostał trzy kule w plecy.
– Nie znam żadnego Hermana Mońka. Nigdy o kimś takim nie słyszałem.
To mogła być prawda.
– Monk stał się niewygodny. Nie żyje. Morrie, ty też jesteś niewygodny. Pomyśl tylko o swoim adwokacie. Kim on jest? Kto go przysłał? Kto mu płaci? Wierzysz, że on będzie się starał wyciągnąć cię z kłopotów?
– Ja go wynająłem. To mój dobry przyjaciel od kieliszka. Wspólnie oglądamy walki w barze u Sama, wiesz, na Cliff Street.
Lily stukała palcami po pulpicie, nie dotykając oddzielających ich od Morriego krat.
– On ciebie wystawia na odstrzał, Morrie. Nie widzisz tego? Powiedział szeryfowi, że wziął twoją sprawę pro publico bono, mówiąc, że każdy człowiek ma prawo do obrony.
– Chcę papierosa.
– Nie bądź głupi. Chcesz umrzeć, wypluwając płuca po kawałku? Powiedział, że wziął tę sprawę za darmo, z dobroci serca. Przemyśl to sobie, Morrie. Co ten adwokat ci obiecał?
– Powiedział, że dzisiaj stąd wyjdę.
– Tak, słyszeliśmy o tym – wtrącił Simon. To była prawda, zgodnie z tym, co mówił porucznik Dobbs. Sędzia miał tylko ustalić wysokość kaucji. – Wiesz, co się wtedy stanie?