Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– Tym bardziej uciekną i nic się im nie stanie – powiedziała Zosia, wyraźnie zmartwiona.
– Biała Glista była chyba nieco wystraszona, ale Bobuś, zdaje się, nie uwierzył – powiedziałam pocieszająco. – Uważa, że robimy sobie reklamę.
– Cała nadzieja w tym, że to zawsze był idiota…
Alicja była przepełniona mściwą satysfakcją.
– Widziałyście, jak się spasła? Istny potwуr! Widziałyście te zwały sadła? Wygląda na dziesięć lat starzej niż powinna!
– Nie masz się z czego cieszyć – powiedziałam ostrzegawczo. – Obawiam się, że trochę trudno będzie wziąć ją za ciebie, jest dwa razy taka w każdą stronę. Nie wyobrażam sobie, jak morderca mуgłby się w tym wypadku rąbnąć!
– Ciocia też nie była bardzo podobna do mnie – odparła Alicja spokojnie. – Nie mуwiąc już o Włodziu albo o Kaziu. Zastanawiam się, czy nie powinnam była położyć ich jednak na moim łуżku. Niekoniecznie razem, chociaż jednej sztuki… Uważam, że nie należy mu zbytnio utrudniać.
– Ja bym jutro wyszła z domu – powiedziała Zosia w rozmarzeniu. – Niech Paweł z Joanną jadą do tego hotelu. Ty pуjdziesz do pracy, a ich trzeba namуwić na jakąś wycieczkę. Trzeba chyba czasem zostawić mu trochę swobody…
– Niech obejrzą zamek w Hillerшd – zaproponowałam niepewnie.
– Bobuś już oglądał.
– Ale Biała Glista nie. Jeżeli my oglądałyśmy sześć razy, to on może dwa. Alicja pokręciła głową.
– Boję się, że na zamek w Hillerшd nie da się namуwić. To już prędzej na Hamleta albo ewentualnie Gilleleje…
Nie upierałam się przy swoim, bo już sama myśl oglądania zamku w Hillerшd napełniała mnie lekką odrazą, rozumiałam więc, że i dla Bobusia może to być mało atrakcyjne. Rzeczywiście byłam tam sześć razy, pokazując budowlę kolejno rozmaitym przybyłym z Polski osobom i za szуstym razem usiłowałam chodzić po komnatach z zamkniętymi oczami. Nie byłam już w stanie patrzeć na wyobrażone na malowidłach oblicza wszystkich skandynawskich panujących, aczkolwiek były to oblicza doprawdy kuriozalne. Na widok urody dam można było w pełni zrozumieć osławioną oziębłość dżentelmenуw…
– Kłopot w tym, że jutro, zdaje się, przychodzi sprzątaczka – powiedziała Zosia.
– Ale pani Hansen przychodzi tylko na trzy godziny, a nas nie będzie z dziesięć. W końcu nie przesadzajmy z tym ułatwianiem, on jest pomysłowy i da sobie radę.
– Żeby mu tylko nie strzeliło do głowy nawpuszczać nam do łуżek jadowitych wężуw – powiedziałam z obawą. – Bardzo tego nie lubię. Nawet jeśli będzie celował w Alicję, to takie świństwo może się rozleźć po całym domu. Cholernie trudno je potem połapać…
– Okropnie jestem ciekawa, swoją drogą, kto to jest – powiedziała Alicja, zamyślając się. – Mam wrażenie, że policja stawia na kogoś obcego. Kogoś, kto był w pobliżu, czy ja wiem, siedział w krzakach… I słyszał krzyki Edka. Albo może nawet specjalnie na niego polował.
– W krzakach siedział ten Kazio Elżbiety.
– No właśnie. I mуgł coś widzieć.
– I morderca mуgł widzieć jego. I prуbować zabić ciebie, zanim Kazio coś powiedział…
– Bez sensu. Po mojej śmierci Kazio mуgł powiedzieć komu innemu. A zabijać Kazia za pomocą podrzucania trucizny u mnie w domu… Nie, to stanowczo zbyt skomplikowane! Normalny morderca tak nie postępuje!
– A swoją drogą, kiedy ten Kazio wreszcie odzyska przytomność? On chyba wie, co widział?
– A właśnie! – ożywiła się nagle Alicja. – Z tego wszystkiego zapomniałam wam powiedzieć, że już odzyskał. I nawet mуwi!
Gwałtowne wzruszenie omal nas nie zatchnęło. Czekaliśmy przecież ocknięcia się tego Kazia jak kania dżdżu! Widział mordercę! Był naszą największą nadzieją! Jedna Alicja na świecie mogła zapomnieć o przekazaniu zainteresowanym informacji tej wagi!
– No wiesz! – wykrzyknęła Zosia potępiająco.
– Jak mogłaś?! I co mуwi?!
– No! – popędził Paweł. – Prędzej! Co widział!
– Nie powiem, bo nie będę się wyrażać – odparła Alicja z niesmakiem. – Tyle samo widział co i my. Czatował wyłącznie na Elżbietę i rozpoznawał ją po nogach, i jedyne, co zaświadcza na pewno, to to, że to nie ona. Nie jej nogi. Wyklucza, żeby jej nogi zatrzymywały się za Edkiem i dźgały go sztyletem, a co do innych nуg niczego nie jest pewien.
– No to przecież jakiś kretyn! – powiedział Paweł z odrazą, nie kryjąc rozczarowania.
– Osobiście wykluczyłabym wszelkie nogi, dźgające sztyletem – zauważyłam, rуwnież niezadowolona. – Nie mуgł popatrzeć na ręce?
– Siedział, patrzył i nic nie widział – mruknęła Zosia z naganą. – Ślepa komenda. Co za pożytek z niego?
– Żaden – przyznała Alicja. – Sama się zmartwiłam, bo już miałam nadzieję, że mogę sobie dać spokуj z tym listem Edka. A tu co? Chała. Pojęcia nie mam, co teraz zrobić.
– No, ale coś jednak trzeba zrobić…
– Najprościej byłoby wszystkich kolejno wyeliminować – powiedziałam stanowczo. – Miałam nadzieję, że wczorajszy dzień coś da, ale okazuje się, że przeciwnie. Jakby się umуwili, nikt nie ma alibi. Nawet my…
Istotnie, pan Muldgaard natychmiast po uzyskaniu wiadomości, że ciemna postać weszła za Agnieszką do atelier, oddał się intensywnej pracy wywiadowczej. Sprawdził mianowicie, co kto z podejrzanych robił i gdzie się znajdował w tym czasie. Nic mu to nie dało.
Ewa wyszła z pracy wcześniej i gdzieś przepadła, twierdząc potem, że oglądała w celach szkoleniowych rozmaite wystawy, pуźniej zaś pojechała korygować własne pomysły na przygotowywanej wystawie polskiego folkloru. Widziano ją wracającą dopiero o wpуł do jedenastej.
Roj był nad morzem gdzieś w okolicy Charlottenlund i nurkował przy brzegu, badając dno. Rzeczywiście, jego skafander byt mokry, ale to o niczym nie świadczyło, bo skafander mуgł zamoczyć chociażby pod kranem. Na jego samochуd nikt nie zwrуcił uwagi.
Anitę o czwartej po południu spotkała Alicja. Powiedziała jej, że się bardzo śpieszy i odmуwiła zawiezienia jej na lotnisko, gdzie Anita miała witać jakichś gości zagranicznych. Następnie uciekła, owi goście nie przyjechali i potem nikt już Anity nie widział.