Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
Następnie zadzwoniło jeszcze kilka osуb, zostawiając dla Alicji rуżne wiadomości w rуżnych językach. Zapisywałam wszystko, obiecując jej przekazać. Zosia w stanie furii prasowała upraną wczoraj bieliznę pościelową, mamrocząc pod nosem krytyczne uwagi.
– Ona chyba zgłupiała, nie wiadomo, co z tą Agnieszką, gdzie ta dziewucha się podziewa, mnie to denerwuje. Bobuś i Biała Glista, nie wiadomo kto jeszcze, dziwię się, że ta policja nie protestuje… Przecież to istna hekatomba, co kto przyjedzie, to go szlag trafia, w każdym szpitalu ofiara, nie rozumiem, jakim cudem my jeszcze żyjemy… Pościel i ręczniki, nic tylko pościel i ręczniki, ona sobie powinna założyć hotel…
Paweł ponuro rozkopywał drugi grobowiec, bardzo niezadowolony z życia i rozgoryczony zarуwno przerwą w polowaniu na faceta, jak i awanturą, jaką zdążyła zrobić Alicja za podejrzenie, że u niej są szczury. Ściśle biorąc, Alicja protestowała przeciwko obecności szczurуw nie tylko u niej, ale w ogуle w całej Danii, a co do awantury, to większą jej część wykonała Zosia w ramach rodzicielskich obowiązkуw pedagogicznych. Nic nie pomogło, że obydwoje z Pawłem bez oporуw porzuciliśmy wszelką myśl o szczurach, zamieniając je na łasicę, borsuka, a nawet zgoła wydrę. Dla ich przyjemności gotowi byliśmy twierdzić, że w grobowcu jest nosorożec.
Alicja wrуciła przed szуstą i natychmiast po jej powrocie odnalazł się i pan Muldgaard. Zadzwonił i bardzo uprzejmie, ale stanowczo zażądał, żeby ktoś z nas natychmiast poszedł obejrzeć piwnicę. Przez dość długą chwilę Alicja wpierała w niego, że w tym domu nie ma piwnicy, aż wreszcie uzgodnili, że chodzi o najniższą część atelier, tę pod katafalkiem. Pan Muldgaard domagał się, żeby obejrzeć zaraz i donieść mu o rezultatach oględzin.
Jasne jest, że do atelier popędziliśmy wszyscy, porzucając ledwo napoczęty obiad. Nie czekając, aż Alicja zapali światło na dole. Paweł zaczął schodzić po schodach i na przedostatnim stanął nagle jak wrośnięty w ziemię. To znaczy, chciał zapewne stanąć jak wrośnięty w ziemię, ale nie udało mu się to. Schodziłam zaraz za nim i nie przewidziałam jego zamiarуw, w związku z czym w sekundę po oświetleniu wnętrza runęliśmy w dуł, wprost na pudło z nawozem sztucznym. Za sobą usłyszałam jęk Zosi i kroki zbiegającej na dуł Alicji.
Agnieszka w szlafroku w czerwone kwiatki leżała w kącie pod ścianą, tuż obok stołu, na ktуrym w wielkiej tekturowej teczce znajdowały się reprodukcje arcydzieł architektury. Jedna z nich upadła na ziemię wcześniej niż Agnieszka i już się zupełnie nie nadawała do użytku. Stуł, ściana i parę innych rzeczy wokуł rуwnież nosiły ślady energicznego działania mordercy. Piwnica upodobniła się w dużym stopniu do rzeźni miejskiej. W charakterze narzędzia do rozbijania głowy posłużył tym razem stary młotek, w ktуrym Alicja rozpoznała swoją własność. Paweł wygrzebał się z nawozu sztucznego.
– Kwiatki czerwone – powiedział trochę nieprzytomnie, z goryczą, nie kryjąc wstrząsu. – Lampa czerwona, wszystko czerwone…
– Przestań…! – krzyknęła gwałtownie Zosia z gуry.
– Rуżne miewałaś pomysły, ale ten był najbardziej idiotyczny – stwierdziła Alicja, spoglądając na mnie z obrzydzeniem.
Wzruszyłam ramionami, otrzepując ręce i odzież, bo cуż jej miałam powiedzieć? Nie była to najwłaściwsza chwila na podkreślanie, że życie samo wykazało trafność mojego przekładu.
– Pomacaj ją, może też jeszcze żyje – powiedziałam dość beznadziejnie. – Znasz się na tym, podobno byłaś kiedyś pielęgniarką.
Alicja przyjrzała się Agnieszce z powątpiewaniem.
– Tu chyba nie ma co macać. Nie wygląda na żywą. Na wszelki wypadek niech się pośpieszą, a jeśli to jest znуw wstrząs mуzgu, to nie należy jej ruszać. Ładnie się nią zaopiekowałam…
Zosia uciekła z atelier, wyrzucając z siebie oderwane zdania, w ktуrych dawało się dostrzec coś w rodzaju wyrzutуw sumienia. Nie lubiła tej Agnieszki, nie życzyła jej najlepiej, chciała się jej pozbyć i proszę, jaki skutek!…
– Tak – powiedziała mocno wytrącona z rуwnowagi Alicja do telefonu. – Jest piwnica. To znaczy, chciałam powiedzieć, Agnieszka jest w piwnicy. Zdaje się, że nie żyje, ale nie jesteśmy pewni…
Zosia siedziała przy stole, oparta łokciami, z twarzą ukrytą w dłoniach.
– Na litość boską, nie przyjmuj tutaj tego Bobusia z Białą Glistą! Wyrzuć ich! – zażądała rozpaczliwie. – Nie zniosę tego więcej!
– Myślałam, że zaczynasz się przyzwyczajać? – powiedziałam z jadowitym zdziwieniem.
Zosia oderwała ręce od twarzy i spojrzała na mnie strasznym wzrokiem. Alicja odłożyła słuchawkę i popatrzyła na nas z zagadkowym wyrazem oblicza.
– Dlaczego? Jeżeli kogokolwiek, to tylko Bobusia i Białą Glistę. Ja przecież ciągle jeszcze żyję…
Pan Muldgaard zawiadomił pogotowie, ktуre pojawiło się po dziesięciu minutach. W napięciu, wychyleni przez balustradę, patrzyliśmy z gуry na poczynania lekarza. Agnieszka, taka śliczna, taka młoda, wydawała się teraz sympatyczna nawet Zosi. To potworne, żeby po tylu nieudanych zamachach właśnie ona miała paść ofiarą udanego…
– Żyje – powiedział lekarz. – Ostrożnie. Wstrząs mуzgu i straciła mnуstwo krwi.
Zgodnie uznaliśmy to za bezapelacyjny cud. Upуr i zaciekłość zbrodniarza napełniały nas jak najgorszymi przeczuciami i za każdym razem byliśmy pewni, że osiągnął swуj makabryczny cel, oczywiście myląc osoby. Od wczorajszego wieczoru Agnieszka miała prawo umrzeć co najmniej kilka razy i umarłaby niewątpliwie, gdyby pan Muldgaard dłużej zwlekał z zaspokojeniem ciekawości w kwestii piwnicy.
– Mуwiłam, że to pуłgłуwek! – powiedziała z furią Alicja. – Nie mуgł zadzwonić wcześniej? Idiota!
– Dajże mu spokуj, przecież zdążył! Nic jej nie będzie.
– Skąd on w ogуle o tym wiedział? Skąd mu przyszło do głowy, żeby jej szukać w piwnicy?
– Wiedział przecież, że gdzieś zniknęła…
– Nic podobnego – przerwałam. – Wcale nie wiedział. Usiłowałam go zawiadomić, ale nie chcieli go poprosić do telefonu. Nic nie wiedział.
– Przeciwnie, wygląda na to, że właśnie wiedział. Ciekawe skąd?