Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
Zgodnie i bez oporуw przyznaliśmy, że Zosia ma rację. Wrуciliśmy do pokoju Pawła. Na stole, gdzie stała maszyna do szycia, leżały igły, nici, rуżne szmaty, żurnale i tym podobne rzeczy, wszystko było poprzestawiane. Starając się ominąć wzrokiem podłogę, na ktуrej zostały liczne ślady katastrofy, wspуłczująco spoglądając na nosze z ofiarą, ulokowane na łуżku, Zosia palcem wskazała zmiany. Nie dalej jak dwa dni temu szyła coś i sama zrobiła tu-porządek. Zważywszy jej pedanterię w tej dziedzinie, można było wykluczyć wątpliwości.
– Tutaj też jest poprzestawiane – rzekła Alicja, przyglądając się tonącej pod stosami papierуw fisharmonii. – Wszystkie te kupy inaczej leżą. Listu od Edka nie ma, przeszukałam to już dwa razy.
Przybyły w parę minut pуźniej pan Muldgaard wysłuchał naszych informacji, dokonał szczegуłowych oględzin, porozmawiał z lekarzem i potwierdził nasze przypuszczenia.
– Zewłoka była poniewierana – oświadczył z wyraźną naganą. – Zabito poza wrota, na kuluaru. Morderca stoił tu. – To mуwiąc, ustawił się obok maszyny do szycia. – A nadspodziewana osoba, ktуra go zaskacze, spoziera od tu. – Wyszedł na korytarzyk i zajrzał do pokoju, występując z kolei w roli pani Hansen.
– On, morderca, nerwicowy, strzelał pistoletem dwa razy.
– On wszystko robi dwa razy – zauważył Paweł.
– Dwa razy walił po głowie, dwa razy truł…
Pan Muldgaard zamilkł na chwilę, przyjrzał mu się z zainteresowaniem, po czym ciągnął dalej.
– Osoba padała tu, na kuluaru, zaś morderca poniewierał zewłoka do komnata. Ja myślę, ponieważ on pragnił, aby wrota zawarte będą.
– Chciał zamknąć drzwi? – upewniła się Zosia.
– Po cholerę wpychał ją pod stуł? – zdziwił się Paweł.
– A gdzie miał wepchnąć? Pod łуżko? Nie ma wolnej podłogi na całego człowieka…
– To jednak rzeczywiście złapała go na szukaniu – powiedziała Alicja.
– Ciekawe, czy rozpoznała, kto to jest… No dobrze, a co ten pana człowiek? Znуw nic nie widział?
Pan Muldgaard uśmiechnął się tajemniczo i wyprosił nas z korytarzyka, gdzie przystąpili do roboty jego wspуłpracownicy, bo pani Hansen nie mogła w nieskończoność leżeć na łуżku Pawła. Znalazłszy się w salonie, wyjaśnił nam, że wprowadził w życie nową, odkrywczą myśl. Jego człowiek mianowicie robił zdjęcia. Siedział w zaroślach, dość daleko od domu, tak aby mieć widok rуwnocześnie na furtkę od ulicy i na dziurę w żywopłocie, i fotografował teleobiektywem wszystko, cokolwiek znalazło się w polu jego widzenia. Zdjęcia zostaną wywołane, powiększone i nazajutrz pokazane wszystkim wkoło. W ten sposуb, być może, uda się wyodrębnić kogoś, kogo nikt nie zna i kto się okaże mordercą.
– Nareszcie jakaś rozsądna myśl – pochwaliła Alicja.
– Pułapka w domu byłaby lepsza – mruknął krytycznie Paweł.
Pan Muldgaard nagle odwrуcił się do niego.
– Pan mуwi dobrze – rzekł. – On robi dwa razy. Teraz uwaga, drugie strzela z pistoleta. Do jaka osoba?
– O rany, nie wiem – odparł Paweł, nieco zaskoczony.
– No, dobrze. Podumać należy…
Bobuś i Biała Glista prawdopodobnie zmarzli albo może zwrуcili uwagę na niezwykły ruch w domu i poczuli się zaciekawieni, bo weszli z ogrodu do pokoju. Weszli akurat w chwili, kiedy z wielkimi ostrożnościami wynoszono nosze z panią Hansen, za nią zaś tekstylia spod stołu, służące uprzednio za posłanie. Widok zapierał dech, bo owe szmaty wyglądały trochę jak strzępy jednostki ludzkiej, zmasakrowanej w katastrofie.
Bobuś nie zdołał się opanować, jak przystało prawdziwemu mężczyźnie, i kwiknął nerwowo, przy czym kwiknięcie to trafiło na moment względnej ciszy i rozległo się od strony drzwi na taras tak przeraźliwie, że podskoczyli wszyscy. Biała Glista z rozdzierającym jękiem chwyciła się za gors. Pan Muldgaard spojrzał na nich z nagłym zainteresowaniem.
– Goście mają dobre samopoczucie? – spytał uprzejmie.
– Bardzo dobre – odparła Zosia z niejakim rozgoryczeniem.
– Co to…? – wyjąkała Biała Glista, wskazując palcem policjanta w drzwiach pralni. – Co to?… Co to znaczy?…
– Policjant – wyjaśniłam uprzejmie. – To znaczy, że mamy nową zbrodnię w domu. Tym razem postrzał z broni palnej.
Nie uważałam za niezbędne dodawać, iż zbrodnia znowu się trochę nie udała i ofiara uszła z życiem.
– No wiesz! – powiedział Bobuś ze śmiertelną pretensją, dziwnie piskliwym głosem, zwracając się do Alicji. – Coś podobnego! My przyjeżdżamy, a tu na każdym kroku jakieś trupy! Masz tego w domu takie zapasy czy produkujesz sukcesywnie? Mogłabyś to przełożyć na kiedy indziej!
– Myślałam, że was to zabawi – powiedziała Alicja grzecznie.
Bobuś zdenerwował się okropnie, zwłaszcza że Biała Glista zaczęła nagle giąć się w kibici i wieszać na nim. O głowę od niej niższy, wydawał się całkowicie przytłoczony sprężynującym na nim, ukochanym ciężarem i ostre potępienie poglądуw Alicji na sposoby zabawiania gości zmieniło się w przyduszone posapywanie. Bardziej z wysiłkiem niż troskliwie ułożył zwały dętek na kanapie, po czym natrętnie jął się domagać alkoholu jako lekarstwa na wstrząs.
W Alicję nagle coś wstąpiło. Z zasady rozrzutna w szafowaniu wszelkim dobrem i niedorzecznie gościnna, teraz w miejsce wysokoprocentowego alkoholu zaproponowała mu piwo. Bobuś zdenerwował się jeszcze bardziej, demonstrując narastającą troskę o nadwerężony system nerwowy Białej Glisty. Z zaciekawieniem czekałam, co z tego wyniknie.
– Sztyletem dziabał tylko raz – powiedział znienacka Paweł do pana Muldgaarda. – Powinien jeszcze dziabać drugi. Musimy to brać pod uwagę.
– Strzela pistoleta dwa razy – przypomniał pan Muldgaard.
– Koniaczku, Kikunia musi dostać koniaczku!… – upierał się Bobuś.
Ogłuchła nagle Alicja przeszła do kuchni.
– Gуwno im dam, a nie koniaczku – mruknęła z zaciętością. – W ogуle nic im nie dam, chyba że wyjdą z pokoju. Nie napoczęta butelka napoleona stoi na samym froncie szafki. Wolę ją wylać do zlewu niż otworzyć dla tej…
– I po co ci to było, że Paweł pluł do dżemu? – szepnęła z wyrzutem Zosia. – Skoro on wszystko robi tylko dwa razy…
– Gdybyśmy mogli przewidzieć, co teraz zrobi, toby można było zastawić tę pułapkę – ciągnął Paweł z ożywieniem. – I kogo sobie wybierze… No tak, jasne, wiadomo, że Alicję. Gdyby jeszcze można było przewidzieć, co Alicja będzie robiła…