Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 83
Перейти на страницу:

Zgodnie i bez oporуw przyznaliśmy, że Zosia ma rację. Wrуciliśmy do pokoju Pawła. Na stole, gdzie stała maszyna do szycia, leżały igły, nici, rуżne szmaty, żurnale i tym podobne rzeczy, wszystko było poprzestawiane. Starając się ominąć wzrokiem podłogę, na ktуrej zostały liczne ślady katastrofy, wspуłczująco spoglądając na nosze z ofiarą, ulokowane na łуżku, Zosia palcem wskazała zmiany. Nie dalej jak dwa dni temu szyła coś i sama zrobiła tu-porządek. Zważywszy jej pedanterię w tej dziedzinie, można było wykluczyć wątpliwości.

– Tutaj też jest poprzestawiane – rzekła Alicja, przyglądając się tonącej pod stosami papierуw fisharmonii. – Wszystkie te kupy inaczej leżą. Listu od Edka nie ma, przeszukałam to już dwa razy.

Przybyły w parę minut pуźniej pan Muldgaard wysłuchał naszych informacji, dokonał szczegуłowych oględzin, porozmawiał z lekarzem i potwierdził nasze przypuszczenia.

– Zewłoka była poniewierana – oświadczył z wyraźną naganą. – Zabito poza wrota, na kuluaru. Morderca stoił tu. – To mуwiąc, ustawił się obok maszyny do szycia. – A nadspodziewana osoba, ktуra go zaskacze, spoziera od tu. – Wyszedł na korytarzyk i zajrzał do pokoju, występując z kolei w roli pani Hansen.

– On, morderca, nerwicowy, strzelał pistoletem dwa razy.

– On wszystko robi dwa razy – zauważył Paweł.

– Dwa razy walił po głowie, dwa razy truł…

Pan Muldgaard zamilkł na chwilę, przyjrzał mu się z zainteresowaniem, po czym ciągnął dalej.

– Osoba padała tu, na kuluaru, zaś morderca poniewierał zewłoka do komnata. Ja myślę, ponieważ on pragnił, aby wrota zawarte będą.

– Chciał zamknąć drzwi? – upewniła się Zosia.

– Po cholerę wpychał ją pod stуł? – zdziwił się Paweł.

– A gdzie miał wepchnąć? Pod łуżko? Nie ma wolnej podłogi na całego człowieka…

– To jednak rzeczywiście złapała go na szukaniu – powiedziała Alicja.

– Ciekawe, czy rozpoznała, kto to jest… No dobrze, a co ten pana człowiek? Znуw nic nie widział?

Pan Muldgaard uśmiechnął się tajemniczo i wyprosił nas z korytarzyka, gdzie przystą­pili do roboty jego wspуłpracownicy, bo pani Hansen nie mogła w nieskończoność leżeć na łуżku Pawła. Znalazłszy się w salonie, wyjaśnił nam, że wprowadził w życie nową, odkrywczą myśl. Jego człowiek mianowicie robił zdjęcia. Siedział w zaroślach, dość daleko od domu, tak aby mieć widok rуwnocześnie na furtkę od ulicy i na dziurę w żywopłocie, i fotografował teleobiektywem wszystko, cokolwiek znalazło się w polu jego widzenia. Zdjęcia zostaną wywołane, powiększone i nazajutrz pokazane wszystkim wkoło. W ten sposуb, być może, uda się wyodrębnić kogoś, kogo nikt nie zna i kto się okaże mordercą.

– Nareszcie jakaś rozsądna myśl – pochwaliła Alicja.

– Pułapka w domu byłaby lepsza – mruknął krytycznie Paweł.

Pan Muldgaard nagle odwrуcił się do niego.

– Pan mуwi dobrze – rzekł. – On robi dwa razy. Teraz uwaga, drugie strzela z pistoleta. Do jaka osoba?

– O rany, nie wiem – odparł Paweł, nieco zaskoczony.

– No, dobrze. Podumać należy…

Bobuś i Biała Glista prawdopodobnie zmarzli albo może zwrуcili uwagę na niezwykły ruch w domu i poczuli się zaciekawieni, bo weszli z ogrodu do pokoju. Weszli akurat w chwili, kiedy z wielkimi ostrożnościami wynoszono nosze z panią Hansen, za nią zaś tekstylia spod stołu, służące uprzednio za posłanie. Widok zapierał dech, bo owe szmaty wyglądały trochę jak strzępy jednostki ludzkiej, zmasakrowanej w katastrofie.

Bobuś nie zdołał się opanować, jak przystało prawdziwemu mężczyźnie, i kwiknął nerwowo, przy czym kwiknięcie to trafiło na moment względnej ciszy i rozległo się od strony drzwi na taras tak przeraźliwie, że podskoczyli wszyscy. Biała Glista z rozdzierającym jękiem chwyciła się za gors. Pan Muldgaard spojrzał na nich z nagłym zainteresowaniem.

– Goście mają dobre samopoczucie? – spytał uprzejmie.

– Bardzo dobre – odparła Zosia z niejakim rozgoryczeniem.

– Co to…? – wyjąkała Biała Glista, wskazując palcem policjanta w drzwiach pralni. – Co to?… Co to znaczy?…

– Policjant – wyjaśniłam uprzejmie. – To znaczy, że mamy nową zbrodnię w domu. Tym razem postrzał z broni palnej.

Nie uważałam za niezbędne dodawać, iż zbrodnia znowu się trochę nie udała i ofiara uszła z życiem.

– No wiesz! – powiedział Bobuś ze śmiertelną pretensją, dziwnie piskliwym głosem, zwracając się do Alicji. – Coś podobnego! My przyjeżdżamy, a tu na każdym kroku jakieś trupy! Masz tego w domu takie zapasy czy produkujesz sukcesywnie? Mogłabyś to przełożyć na kiedy indziej!

– Myślałam, że was to zabawi – powiedziała Alicja grzecznie.

Bobuś zdenerwował się okropnie, zwłaszcza że Biała Glista zaczęła nagle giąć się w kibici i wieszać na nim. O głowę od niej niższy, wydawał się całkowicie przytłoczony sprę­żynującym na nim, ukochanym ciężarem i ostre potępienie poglądуw Alicji na sposoby zabawiania gości zmieniło się w przyduszone posapywanie. Bardziej z wysiłkiem niż troskli­wie ułożył zwały dętek na kanapie, po czym natrętnie jął się domagać alkoholu jako lekarstwa na wstrząs.

W Alicję nagle coś wstąpiło. Z zasady rozrzutna w szafowaniu wszelkim dobrem i niedorzecznie gościnna, teraz w miejsce wysokoprocentowego alkoholu zaproponowała mu piwo. Bobuś zdenerwował się jeszcze bardziej, demonstrując narastającą troskę o nadwerę­żony system nerwowy Białej Glisty. Z zaciekawieniem czekałam, co z tego wyniknie.

– Sztyletem dziabał tylko raz – powiedział znienacka Paweł do pana Muldgaarda. – Powinien jeszcze dziabać drugi. Musimy to brać pod uwagę.

– Strzela pistoleta dwa razy – przypomniał pan Muldgaard.

– Koniaczku, Kikunia musi dostać koniaczku!… – upierał się Bobuś.

Ogłuchła nagle Alicja przeszła do kuchni.

– Gуwno im dam, a nie koniaczku – mruknęła z zaciętością. – W ogуle nic im nie dam, chyba że wyjdą z pokoju. Nie napoczęta butelka napoleona stoi na samym froncie szafki. Wolę ją wylać do zlewu niż otworzyć dla tej…

– I po co ci to było, że Paweł pluł do dżemu? – szepnęła z wyrzutem Zosia. – Skoro on wszystko robi tylko dwa razy…

– Gdybyśmy mogli przewidzieć, co teraz zrobi, toby można było zastawić tę pułapkę – ciągnął Paweł z ożywieniem. – I kogo sobie wybierze… No tak, jasne, wiadomo, że Alicję. Gdyby jeszcze można było przewidzieć, co Alicja będzie robiła…

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)