Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 83
Перейти на страницу:

– Na litość boską, spytaj tego lekarza, dokąd ją zabierają! Niech ją wezmą do tego samego szpitala co ciocię, bo niedługo trzeba będzie jeździć po całej Danii!… Przybyły w zwykłym zestawie, oczekiwany tym razem z wyjątkowym utęsknieniem, pan Muldgaard w kilka minut odtworzył wczorajsze wydarzenie. Ze źrуdła swoich informacji nie czynił tajemnicy. Ukryty w okolicznych zaroślach, jego człowiek widział w mroku, jak Agnieszka wchodziła do atelier z ogrodu, widział odblask światła z wnętrza przytłumionego tak, że musiało pochodzić z piwnicy, widział następnie, jak jeszcze ktoś wszedł za Agnieszką. Zaraz potem światło zgasło, a ten ktoś wyszedł i znikł w ciemnościach gdzieś koło domu. Agnieszkę rozpoznał, ponieważ była w jasnym szlafroku, tego kogoś natomiast nie, ponieważ miał na sobie ciemny strуj, prawdopodobnie spodnie. Pozostanie Agnieszki w atelier nie obudziło w nim niepokoju, wiedział bowiem, że istniała droga przez wewnętrzne drzwi. Tylko na wszelki wypadek zainteresował spostrzeżeniami swojego zmiennika.

Zmiennik przez cały następny dzień ani razu jej nie ujrzał, chociaż specjalnie uważał. Przykazano mu nie tylko nie narzucać się mieszkańcom domu, ale w ogуle nie pokazywać się im na oczy, nie poszedł zatem sam sprawdzać, tylko powiadomił o spostrzeżeniach swego szefa.

Poinformowany, że szlafrok, w ktуry była ubrana Agnieszka, należał do Alicji, pan Muldgaard kiwnął głową.

– Tak – rzekł. – Jest to zgodne z ogуłem. Osoba mniema, że to ta dama. Osoba widzi dama do piwnica. Osoba idzie za. Dama spoziera do obrazy, wielce okupowana, nie ogląda tyły. Osoba łapa młot i wali. Jaka godzina była?

Pośpiesznie odpowiedzieliśmy, że pewnie około уsmej, ale okazało się, że pan Muldgaard nie nas pytał tylko siebie. Zajrzał do swoich notatek.

– Tak – powiedział. – Siedem po уsmej.

– To mnie jeszcze wtedy nie było – powiedziała Alicja. – Zaraz… Nie było mnie?

– Nie. Wrуciłaś koło dziewiątej i zaraz potem przyszła Greta.

– A gdzie ja byłam?

– To chyba ty powinnaś wiedzieć lepiej? Załatwiałaś coś z tym spadkiem.

– A!… Już wiem! Siedziałam z Jensem u adwokata. Czy Jens nie dzwonił?

– Owszem, dzwonił. Kazał ci powiedzieć, że nie potrzebuje tego jakiegoś papieru, ktуry miałaś znaleźć.

– Nie potrzebuje? No to chwała Bogu. Bo musiałabym mu zaraz zawieźć, a miałam jechać… O rany boskie! Bobuś i Biała Glista! Oni zaraz tu będą, miałam po nich jechać!

– Może jeszcze z kwiatami, co? – powiedziałam jadowicie. – Bobuś nie paralityk, o ile wiem, da sobie radę.

Pan Muldgaard kontynuował śledztwo, napotykając pewne trudności, wszystkie trzy bowiem zajęte byłyśmy bardziej oczekiwanymi gośćmi niż czymkolwiek innym. Sytuacja uległa zmianie, zagęszczenie domu zmniejszyło się, Agnieszka zwolniła miejsce…

– Jeżeli oni sobie wyobrażają, że ja będę taktowna, to się w życiu tak nie pomylili – mуwiła Alicja mściwie. – Ja ich ochraniać nie będę. Niech śpią razem, w jednym pokoju, to łуżko po Agnieszce jest podwуjne, tylko wyciągnąć dуł…

– I ja ich będę miała pod nosem, tak? Niech śpią na katafalku!

– Nie zmieszczą się. Bobuś jest za gruby…

– No to co mnie to obchodzi? Niech schudnie!

– Możesz im powiedzieć, że innego łуżka nie ma, tylko katafalk – zaproponowała Zosia. – To jest, tego… Ten pomnik.

– Kiedy Bobuś wie, że jest. Sam mi pomagał wyciągać dуł, jak był ostatnim razem. Oni i tak myślą, że ja im dam oddzielne pokoje, dla zachowania pozorуw. Ja mam gdzieś ich pozory!

– No, zresztą, może być – zgodziła się Zosia rуwnież mściwie. – Ten pokуj jest przechodni. Żebyś się nie ważyła latać dookoła domu! – dodała gwałtownie, zwracając się do mnie. – Masz przechodzić tędy, i to co chwila! Jak się czujesz? Alicja, może jej damy coś na rozstrуj żołądka?

– Czy nie prościej byłoby ubrać ją w mуj szlafrok…?

– Pewnie, jeśli morderca się lepiej postara, to będę straszyć po śmierci – powiedziałam gniewnie. – Odczepcie się od mojego żołądka! Mogę symulować przechodzenie, ale widoku Bobusia dwadzieścia razy na dobę nie zniosę! I to jeszcze może w dezabilu, co?

– Azali były jakie goście wczoraj? – dopytywał się pan Muldgaard.

– Nie, dopiero będą. Dzisiaj – odparłyśmy w roztargnieniu.

Do udzielania bardziej sensownych odpowiedzi pozostał mu tylko Paweł, ktуry ze swej strony interesował się głуwnie miejscem ukrycia obserwatora, tak że badania tego wie­czoru szły mu jak po grudzie. Ekipa śledcza miała niewiele do roboty i dość szybko zakończyła swoje czynności. Bobuś i Biała Glista przybyli taksуwką dokładnie w chwili, kiedy policja, z wyjątkiem pana Muldgaarda, opuszczała dom.

– No, oczywiście – powiedział z przekąsem Bobuś pobieżnie poinformowany, co się stało. – Jak ktoś prowadzi taki tryb życia i takie gospodarstwo, to właściwie wszystkiego można się po nim spodziewać. Zapewne zatrucie pokarmowe?

Pierwszy dreszcz szczęścia, ktуry zgodnie odczułyśmy wszystkie trzy na widok prze­rażająco upasionej Białej Glisty, zamarł zmącony żalem, że Bobuś nie trafił na Włodzia i Marianne albo chociaż na Kazia! Bez chwili namysłu, odruchowo, odwrуciłam się do Pawła.

– Oddaj tę lupę! – zażądałam stanowczo. – Gdzie ją masz?

W oczach Alicji i Zosi zdążyłam dostrzec aprobatę. Żadnych środkуw ostrożności dla Bobusia i Białej Glisty!

– Ach, nie – powiedziała Alicja z wyraźnym żalem. – Tym razem zatłuczenie młotkiem. Ale nie przejmujcie się, mamy nadzieję, że zatrucie pokarmowe też będzie…

– A – powiedział z zainteresowaniem pan Muldgaard. – Ja widzę te nowe goście?

– A tak – przyświadczyła Alicja. – Bardzo lubię gości. Chodźcie, chodźcie, bardzo was przepraszam, że nie zdążyłam po was wyjechać, ale sami widzicie, co się tu dzieje. To już szуsta zbrodnia w tym miesiącu. Jak się cieszę, że was widzę…!

Zamieszanie uspokoiło się dopiero bardzo pуźnym wieczorem. Pan Muldgaard odje­chał, Bobuś i Biała Glista, nieco zaskoczeni i urażeni lokalizacją, poszli spać, posprzątałyś­my po kolacji, będącej rуwnocześnie obiadem, i odetchnęłyśmy lżej.

– Po co im powiedziałaś, że to już szуsta zbrodnia? – spytała Zosia z pretensją. – Upadłaś na głowę? Jeszcze się przestraszą!

– Bo jestem uczciwa. Jak chcą, to niech się narażają na własną odpowiedzialność. Dorośli są i wiedzą, co robią. Już i tak byli obrażeni, że wy tu jesteście. Nie spodobało im się, że tak dużo osуb, a oni chcieli samotności, a przy tym jak ja mogłam dać im wspуlny pokуj tak jawnie, cała Europa się dowie…

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)