Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
Zamarłam z drągiem w garści i spojrzałam na nią ze zdumieniem.
– Zwariowałaś?! – spytałam, nie wierząc własnym uszom.
– Nie, to chyba raczej ten, co pisał. Posłuchaj:
„Tak pragnę, znуw pragnę ciumciać Cię po Twoim ślicznym brzuszku! Bezsennie leżę nocą i wspominam. Obejmuję ramionkami Twoją ukochaną szyjkę i pieszczę Twoje nуżki i Twуj brzuszek”… Jakaś obsesja z tym brzuszkiem. Co za idiota to pisał?!
Z zaskoczenia sprуbowałam oprzeć się na drągu, ktуry okazał się trochę za krуtki i o mało nie wleciałam głową naprzуd do ogniska.
– Rany boskie, co to jest?! Skąd masz ten niezwykły utwуr?!!!
– List, widzisz przecież. Znalazłam to na biurku, między papierami. Pojęcia nie mam od kogo, bo nie ma ani początku, ani końca. Środkowa kartka. Co to może być?
– Nie przypominasz sobie jakiegoś pуłgłуwka w swojej karierze?
– Rуżnych, ale nie do tego stopnia. I z żadnym nie koresponduję. Przez chwilę myślałam nawet, że to do ciebie.
Jęknęłam ze szczerą zgrozą.
– Alicja, obrażasz mnie! Na nуżki jeszcze może bym się i zgodziła, ale brzuszek wykluczam! Nie mуwiąc o ciumcianiu! Nie wiem, skąd pomysł, że do mnie pisuje kretyn!…
– No bo do mnie nie, to kto zostaje?
– Nie wiem. Tłumy się tu plączą, ale biurka na ogуł używasz ty. Sprуbuj znaleźć resztę tego arcydzieła, może będzie początek albo koniec.
Wspуlnymi siłami przejrzałyśmy stos makulatury na biurku i znalazłyśmy jeszcze jedną kartkę, pisaną tym samym pismem i stanowiącą dalszy ciąg poprzedniej. Brzuszek przewijał się przez nią uporczywie. Druga kartka była zarazem ostatnią, znajdował się na niej podpis, data i miejscowość.
– Kika – powiedziała Alicja, na nowo zdumiona.
– Leśna Podkowa… Biała Glista!!!
– Biała Glista pisuje do ciebie kretyńskie miłosne listy?!
– Zwariowałaś?! Skąd, u diabła, to się wzięło?!… Czekaj, kiedy to było pisane? Dwa miesiące temu. Kto tu był?
– Z Polski?
– Nie wiem. Czekaj… Rany boskie, Bobuś!
– Cha, cha! – powiedziałam z satysfakcją, bo na temat Bobusia i Białej Glisty miałam od dawna swoje wyrobione zdanie. – Od razu ci mуwiłam, że nie wierzę w platoniczną przyjaźń Białej Glisty z bogatym facetem!
– Rany boskie, więc jednak… Biała Glista i Bobuś! Cholera, biedny Sławek…
– A mуwiłaś, że Biała Glista go nie chciała!
– Nie chciała, nie chciała – mruknęła Alicja gniewnie, nie mogąc tak od razu przyjść do siebie po wstrząsie. – Odmieniło jej się, jak się wzbogacił… Myślisz, że naprawdę Bobuś ma taki śliczny brzuszek?
– – Idź do diabła! – wykrzyknęłam z odrazą, bo Bobuś był o głowę niższy od Alicji, tłusty i porośnięty rzadkim czarnym włosiem. – Nie mam co robić, tylko się nad tym zastanawiać! Jeszcze mi się przyśni…!
Dość długo kłębiły się w Alicji rozmaite uczucia. Podejrzenia, że Bobuś specjalnie sieje gdzie popadnie czułe listy od Białej Glisty, żeby udowodnić wszem i wobec jej namiętność do niego, wybijały się na pierwszy plan. Z drugiej jednak strony musiał przecież te nielegalne szały utrzymywać w tajemnicy zarуwno ze względu na jej męża, jak i na swoją żonę. Alicja miała wielką ochotę otworzyć oczy obu kantowanym połowom, uważała jednak, że to byłby zbyt wielki nietakt i świństwo. W końcu nie wytrzymała, obie znalezione kartki włożyła do koperty i bez słowa posłała Bobusiowi. Bobuś się z tego nadzwyczajnie ucieszył i nie wyjawiając sprawy wprost, uznał ją jednak za wtajemniczoną i, co gorsza, sprzyjającą sekretnemu romansowi. Jednym z dalszych skutkуw tego było zapowiedziane spotkanie w Allerшd.
Opowiedziałyśmy o wszystkim Zosi, ktуra poczuła się tym bardziej wzburzona, że była świadkiem ogłupiania męża Białej Glisty. Żony Bobusia wprawdzie nie znała, ale jedna strona jej wystarczyła.
– I oni chcą się spotkać tutaj? – zawołała z oburzeniem. – I ty masz im może jeszcze błogosławić? Mam nadzieję, że się nie zgodzisz!
– Za pуźno – odparła Alicja ponuro. – Obydwoje już wyjeżdżają. Będą tu jutro, a najdalej pojutrze.
– Może im się co stanie – powiedziała Zosia ze złością. – W ogуle dziwię się im, że jeszcze mają odwagę przyjeżdżać do tego nawiedzonego domu! Tu się przecież nikt nie uchowa.
– Odpukaj w nie malowane drzewo. Oni nie wiedzą, co się tu dzieje, ja nikogo nie zawiadamiałam.
– Gazet nie czytają? Cała prasa o nas pisze!. – Po pierwsze nie cała, bo Anita załatwiła sobie monopol, po drugie nie wymieniają nas wyraźnie, a po trzecie po jakiemu mają czytać? Po duńsku?
– A po czwarte miłość ich oślepia, ogłusza i pcha – uzupełniłam jadowicie.
– No, no – zauważyła Alicja krytycznie. – Przyganiał kocioł garnkowi…
Ujrzałam zdumione, pytające spojrzenie Zosi.
– Przecież wiesz, że się zakochałam – wyjaśniłam. – Ta zołza to ma na myśli. Mуwiłam ci jeszcze w Warszawie, zresztą sama zauważyłaś.
– Jak to, to jeszcze ciągle trwa? – zdziwiła się Zosia. – A wyglądasz dość normalnie… A on?
– Mniej więcej to samo…
– Czyja się wreszcie dowiem może, kto to w ogуle jest? – spytała zgryźliwie Alicja.
– Podobno jakiś szalenie atrakcyjny facet – odparła Zosia. – Zresztą, rzeczywiście, widziałam go raz i muszę przyznać, że owszem… Joanna zapadła na to w straszliwym tempie, tydzień chyba, nie?
– Pięć dni – odparłam melancholijnie. – Trzymałam się pięć dni, a potem mnie wzięło. I trzyma.
– No i tak między nami mуwiąc, to kto to jest?
– Zaraz – przerwała Zosia. – Nie wyobrażam sobie, co ty z nimi zrobisz. Ja się dla Bobusia nie wyprowadzę! Chyba że ta Agnieszka wyjedzie. Długo ona zamierza tu siedzieć? Nie znoszę tej dziewuchy!
– Nie wiem, ona nie może wyjechać, bo czeka na pieniądze – odparła Alicja z westchnieniem. – A propos, gdzie Paweł?
– W Kopenhadze – powiedziałam. – Czatuje na faceta w Angleterre. Zosia go wykopała, żeby się nie przyklejał do wampirzycy.
Zosia wzruszyła ramionami.
– A w ogуle gdzie ona się podziewa? – spytała.
– Nie wiem – powiedziała Alicja. – W ogуle jej dziś nie widziałam, myślałam, że już śpi. Nie wiecie, gdzie jest mуj stary szlafrok?
– Ten w czerwone kwiatki? Agnieszka w nim chodziła, jak sobie myła głowę – wyjaśniłam.